Andrzej Szewczyk
BSE - CZY TYLKO W UE?
|
|
|
Rys. Elzbieta Szewczyk |
Hitem ostatnich dni w mediach są informacje na temat zagrożenia Polski chorobą szalonych krów (BSE). Pragnąc poszerzyć to zagadnienie przedstawiam szereg skrzętnie omijanych informacji.
Do niedawna choroba Creutzfeldta - Jakoba dotyczyła jednego przypadku na milion osób, przy wieku chorego ponad 65 lat. Częściej występowała jedynie wśród ludożerców w Nowej Gwinei, spożywających w celach rytualnych mózgi swoich przodków. Tymczasem w Wielkiej Brytanii, w roku 1995 umarło na gąbczaste zwyrodnienie mózgu kilkadziesiąt osób poniżej 40 roku życia. Niektóre ofiary miały mniej niż 20 lat. Okres inkubacji tej choroby wynosi od 10 do 12 lat. Oznacza to, że ofiary, które zmarły w drugiej połowie lat 90-tych, są w rzeczywistości ofiarami zakażeń nosicieli z połowy lat 80-tych. Na wyspach powszechnie oskarża się rząd Margaret Thatcher o to, iż wiedziała o zagrożeniu jakie wiąże się z rozwojem choroby. Jednak przez wiele lat to zagrożenie ukrywano i bagatelizowano.
Afera wybuchła dopiero po odejściu Thatcher. Wtedy okazało się, że choroba wściekłych krów szalała na całego. Afera ma więc swoje korzenie w latach ,,świetności" Margaret Thatcher. Rząd Thatcher - choć ostrzegany - wolał sprawę zatuszować. Hilda Margaret Thatcher była szefem brytyjskiego rządu w latach 1979 -1990. W tym czasie, bo około roku 1982, korporacje produkujące żywność zaczęły używać resztek pochodzenia zwierzęcego do skarmiania bydła. Oszczędnościowa polityka pani Thatcher doprowadziła do tego, że padłe zwierzęta mielono w całości i podawano jako karmę dla bydła i owiec. Ten zwierzęcy kanibalizm w późniejszym okresie zaskutkował wybuchem epidemii "choroby wściekłych krów". Dopiero w roku 1991, już po upadku Thatcher, rząd angielski zakazał tych praktyk. Wtedy jednak było już za późno.
Kiedy w połowie lat 90-tych afery nie dało się już ukryć, a jeden z naukowców Richard Lacey ogłosił, że epidemia będzie się rozszerzać tak, że do 2010 roku może zabić 10 milionów ludzi, rząd nazywał te twierdzenia "niedorzecznymi". Po ujawnieniu afery, dr. Lacey'a wyrzucono z uniwersytetu, zakazując mu prowadzenia dalszych badań. Kilkanaście lat później wściekłe okazały się nie tylko brytyjskie krowy. Przede wszystkim wściekli byli angielscy farmerzy, którzy najpierw musieli wybić swoje stada, a później objęci zostali zakazem eksportu brytyjskiej wołowiny na kontynent. Sprawa stała się na tyle poważna, że groziła załamaniem się unijnych uzgodnień w sprawie wspólnego rynku i euro. Ma to swoje retorsje do dziś
Analogicznie, także ministrowie rządu Belgii najpierw usiłowali ukryć aferę dioksynową. Było to jednak świeżo po doświadczeniach związanych z histerią, jaką wywołała w Europie zarażona wołowina brytyjska i w końcu Belgowie musieli zdecydować się na wyrżnięcie podejrzanych zawartości swoich kurzych ferm i chlewni. O winie belgijskiego rządu prasa w Polsce pisała. O oskarżeniach wobec rządu Thatcher za aferę z rozwojem "choroby wściekłych krów", zwolennicy wolnego rynku wolą milczeć, gdyż "żelazna Lady" jest dla rządzących w Polsce liberałów osobą "nietykalną". Na wzór zasług Thatcher, dziś w Polsce serwuje się podobne lekarstwa gospodarcze, które mogą się okazać dawką śmiertelnej trucizny.
Dlaczego przejmujemy się chorobą, na którą umiera rocznie nie więcej niż kilkaset osób na świecie? Chyba dlatego, że tak trudno ją rozszyfrować, nie ma na nią lekarstwa, a mięso jedzą wszyscy, nawet dzieci. Właśnie okazało się, że na chorobę typu VCJD, nowego wariantu choroby Creutzfeldta-Jacoba, zapadają dzisiaj nastolatki. Do ubiegłego roku najmłodsza ze zmarłych ofiar miała 16 lat. David Churchill, przewodniczący "Human BSE Foundation" przyznał, że obawiano się wystąpienia przypadku choroby u dziecka. - Mogę potwierdzić, że ten przypadek jest prawdziwy. Dziewczynka wykazuje objawy choroby (czyli m.in. otępienie). Nie ma sposobu, by dziecko zostało zarażone chorobą Creutzfeldta-Jacoba zanim miała miejsce epidemia BSE w 1986 r. To właśnie uprawdopodobnia założenie, że źródłem infekcji była żywność dla dzieci - dodaje. Później rozpoznano chorobę u rocznej dziewczynki z Wielkiej Brytanii. Niemowlę uległo prawdopodobnie zakażeniu od matki w czasie ciąży, co dotąd uważano za mało prawdopodobne. Kolejna, 24-letnia matka ze swą kilkumiesięczną córeczką cierpią na VCJD w szpitalu w Walsgrave, co potwierdza możliwość przeniesienia choroby z matki na dziecko.
13-letnia dziewczynka z Francji, której dane personalne są utrzymywane w tajemnicy, wykazuje objawy choroby Creutzfeldta-Jacoba. Jedynym wyjaśnieniem zapadnięcia przez dziecko na tę chorobę jest zarażenie jedzeniem, bazującym na mięsie wołowym. Wiadomo, że wiele firm operujących na rynku zdrowej żywności i suplementów dla chorych dzieci stosowało do ich produkcji chondroitynę i glukozoaminę pochodzenia bydlęcego, nie poddane żadnym testom na obecność prionów i nie rejestrowane przez powołany do tego w USA urząd.
Jak doniosły przed tygodniem PAP i Reuters, rodziny ofiar tej choroby złożyły pozew przeciwko Wielkiej Brytanii, Francji i Unii Europejskiej. Pierwsza ofiara 36-letnia Laura Duhamel zmarła w lutym br., druga - 19-letni Arnaud Eboli jest w stadium krytycznym choroby. Do tej pory we Francji stwierdzono 180 sztuk bydła chorego na BSE. Do handlu trafiło bydło ze stada, w którym wystąpiła ta choroba. Trudno określić, ile tego mięsa trafiło do Polski i jakie będą tego skutki po 10 tatach. Komitet naukowy Unii Europejskiej uznał bowiem, że nawet 400 tys. ludzi może zostać zakażonych drogą pokarmową przez priony znajdujące się w mózgu jednej tylko krowy chorej na BSE.
Polska wprowadza zakaz importu wołowiny i pasz z mączki kostnej z kilku krajów zachodniej Europy, ale mięso to może trafiać do nas drogą okrężną, przez Czechy, czy Ukrainę. Nasz minister rolnictwa Balazs twierdzi, że nie można wprowadzać całkowitego importu wołowiny, bo spotkałoby to się z negatywnymi retorsjami gospodarczymi tych państw. Nie jest też do końca pewne, mimo zapewnień rządu, czy BSE nie ma już w Polsce, jak twierdzi o tym Rosja. O ile francuscy rolnicy i pośrednicy za poniesione straty otrzymają rekompensatę rządową w wysokości ponad 3,24 mld franków, to polscy rolnicy nie mieliby na co liczyć.
Jak twierdzi prof. Zbigniew Dmochowski "choroba wściekłych krów w Anglii i we Francji, zarażone świnie, antybiotyki w paszy, afera z dioksynami w środkach paszowych w Belgii - oto największe sukcesy Unii Europejskiej w zapewnieniu zdrowej żywności. Unia Europejska rozwija gwałtownie udział żywności z użyciem biotechnologii. Jej udział w ciągu ostatnich czterech lat uległ podwojeniu i wynosi ok. 3 %, ale do roku 2010 planuje się wzrost do poziomu 15 %, a nawet 25 %. Spodziewane zyski proponowane przez koncerny biotechnologicznej żywności skłaniają biotechnologów do wydawania atestów dla tej żywności. Z chęci zysku stosuje się natrętną reklamę wątpliwych produktów żywnościowych dla dzieci, papierosów, piwa, do których dodawane są komponenty na wzór narkotyków, aby uzależnić konsumentów i zmusić ich do systematycznego nabywania. Tymczasem skutki spożywania tych produktów, trafiających głównie do hipermarketów poznane będą po 10-20 tatach."
Wnioskuję, z niezerowym prawdopodobieństwem, że choroba ta może być przenoszona również przez mleko i jego przetwory, gdyż produkty te zawierają białko pochodzące od krów. A właśnie zmutowane białka, zwane prionami (odkrył je w 1997 r. Stanley Prusiner, za co otrzymał nagrodę Nobla) są odpowiedzialne za szerzenie się tej choroby. Mechanizm jej działania jest następujący: po przedostaniu się do wnętrza komórki prion wpływa na prawidowe białko (PrP), o strukturze podobnej do priona i zmusza to białko do przyjęcia kształtu priona. Powstające w ten sposób priony nadają chorobotwórczy kształt kolejnym cząsteczkom białka PrP. Taka reakcja lawinowa prowadzi do nagromadzenia się w komórce dużej ilości prionów. Nieprawidłowe białko (priony) nie może zostać strawione przez enzymy i komórka pęka. Uwolnione priony mogą atakować i niszczyć następne komórki zawierające prawidłowe białko PrP. Choroba ta rozwija się głównie w mózgu, powoduje narastające otępienie oraz inne objawy neurologiczne i kończy się śmiercią.
Cóż, w liberaliźmie zysk jest ważniejszy od człowieka. W myśl tej ideologii: produkuje się żywność intensywnie, automatycznie, na małych obszarach, a olbrzymie połacie roli leżą odłogiem, wzrasta bezrobocie... Ludzie stają się zbędni, więc można ich liczbę zmniejszyć na różne sposoby: mordowanie dzieci (aborcja), mordowanie starców i chorych (eutanazja) i opisane skutki nienaturalnej produkcji żywności. Tworzy się błędne koło, toczone celowo przez globalistów, którzy na wzór Stalina, czy Hitlera, ale w sposób bardziej wyrafinowany i zawoalowany osiągają podobny cel - pogardę dla człowieka. Wnioskuję, że demonstracje w Seattle i ostatnio w Pradze inspirowane są przez ludzi, którzy rozszyfrowali ten szatański plan światowej globalizacji - nowego totalitaryzmu.
Wszechpotężne media, różne organizacje rozczulają się nad losem zwierząt, często bardziej niż nad ludźmi. Nie słyszałem jednak ich sprzeciwów odnośnie tego nienaturalnego systemu żywienia zwierząt. Jak można pozwolić karmić zwierzę roślinożerne, krowę - suszem z mięsa i kości innego zwierzęcia? Natura nie znosi łamania jej praw. Koszty łamania tych praw wielokrotnie przerastają planowane korzyści, a ostateczną ofiarą tych działań jest człowiek. Widocznie taki jest cel tych działań.
Jeszcze osobista refleksja. Pochodzę z rodziny rolniczej. Pamiętam jak mój ś.p. ojciec orał ziemię pługiem ciągnionym przez konie, a zwierzęta karmione były naturalnie: zielonką, ziemniakami, śrutą zbożową. Dziś już w tym gospodarstwie nie ma koni, wkroczyła mechanizacja, ale nie stosuje się dużo nawozów, a system karmienia zwierząt jest nadal naturalny. Uważam, że polskie rolnictwo produkujące zdrową żywność może wyżywić wszystkich Polaków i drugie tyle ludzi z innych państw, może być szansą dla rozwoju całej polskiej gospodarki. Jednak błędnymi decyzjami (w sposób zamierzony) rynek polski zalewa dotowana żywność obca o wątpliwej jakości zdrowotnej, a rolnicy produkujący zdrową żywność biedują, preferowane są natomiast gospodarstwa wielkotowarowe (polityka podatkowa - vat, preferencyjne kredyty) stosujące - zgodnie ze wspomnianą polityką UE - technologie zachodnie o opisanych wyżej skutkach. Min. Geremek obiecuje, na wzór zachodni, kilkukrotne zmniejszenie ilości gospodarstw, bo za dużo ludzi pracuje w rolnictwie. W efekcie zwiększą oni tylko dużą armię bezrobotnych.
Andrzej Szewczyk
"Wiadomości Turkowskie", listopad 2000 r.