Tomasz Sommer
Jeśli nie Unia, to co?
(Felieton red.nacz. Najwyższego Czasu, z cyklu "Drodzy Czytelnicy")
Jeden z czołowych i jednocześnie najbardziej bezsensowny argument zwolenników tzw. integracji składa się z trzech słów: "nie ma alternatywy". Konsekwencją takiego założenia jest prosty i powszechnie głoszony wniosek, że poza UE istnieją tylko Białoruś i Okręg Kaliningradzki, co mamy rozumieć w ten sposób, że głosując na "nie", natychmiast wpadniemy w jakąś czarną dziurę, w której biegają mordercy, bandyci i inni przeciwnicy demokracji i europejskiej jedności, którzy tylko czyhają, by nasz kraj dostał się w ich ociekające krwią łapy i wtedy nastąpi koniec Rzeczypospolitej.
Wyrafinowanie tej argumentacji jest tak wysokie, a ona sama tak rozpowszechniona, że poczuliśmy się w obowiązku, by przypomnieć polskiej opinii publicznej, iż poza Unią też jest życie. Co więcej, niektóre europejskie, a nieunijne kraje - jak Szwajcaria, Norwegia czy Islandia - należą do państw najbogatszych na świecie, a ich związki z Kaliningradem czy Białorusią są bardzo słabe. W dodatku Norwegia już dwukrotnie głosowała w euroreferendach na "nie" i mimo to tamtejsze dzieci jakoś nie umierają z głodu.
Co więcej, mocą jakiegoś niesłychanego paradoksu, po latach "przystosowywania do UE" znajdujemy się we wprost idealnej sytuacji, by wejść do wspólnego europejskiego rynku, bez zbędnych obciążeń w postaci Komisji Europejskich, Wspólnego Rynku Rolnego, Parlamentu Europejskiego itp. Takiego obrotu sprawy nie przewidzieli pewnie nasi negocjatorzy, ale cóż - można czasem zrobić coś dobrego zupełnie przypadkiem. Teraz trzeba tylko sprawić, by Polacy dostrzegli tę szansę i w referendum odrzucili dyktat Brukseli i weszli do wolnościowej Europy.
Alternatywa znajduje się znacznie bliżej niż ktokolwiek wcześniej sądził.
(Tytuł pochodzi od redakcji Ojczyzny.)
Tomasz Sommer
Najwyższy Czas
Wydanie 03 (661) z dnia 2003-01-18