Korzenie nienawiści
By Anthony Sampson
Co chciał Osama bin Laden – czy ktokolwiek, kto był mózgiem – naprawdę osiągnąć przez zniszczenie Światowego Centrum Handlowego? Nasze poczucie oburzenia nie może powstrzymać nas od wniosku, że musiał on zaplanować ten akt nie jako cel sam w sobie, ale jako część daleko szerszej strategii przeciwko swym wrogom.
I znamy pana bin Ladena na tyle, aby wiedzieć, że jego największą troską jest jego własny kraj – Arabia Saudyjska. To nie Izrael sprowokował okrucieństwo jego fundamentalistycznej krucjaty: to była amerykańska wojskowa obecność w Arabii Saudyjskiej podczas Wojny w Zatoce Perskiej 10 lat temu, kiedy Irak dokonał inwazji Kuwejtu, a saudyjski król poprosił Amerykanów, aby bronili jego państwa.
Widział on Amerykanów jako skorumpowanych i kalających prawdziwą islamską wiarę ojca tego kraju – króla Sauda, który jest bohaterem fundamentalistów. Pan bin Laden postanowił odtąd przywrócić tamtą rolę Arabii Saudyjskiej, jako stróża tej surowej wiary i świętych miejsc Islamu.
Jest jasne, dlaczego wybrał on wieże-bliźniaki jako główny cel – po raz drugi – były bowiem one najbardziej widocznym symbolem amerykańskiego kapitalizmu, którego nienawidził; i żaden spektakl nie mógł otrzymać większej uwagi światowych mediów, jak ich zawalenie się. Ale musiał on również wiedzieć, że to spowoduje wściekłą ripostę Amerykanów i żądzę odwetu.
I to na pewno był jego następny cel: sprowokować pokaz amerykańskiej siły militarnej w świecie. I jak dotąd, jego plany sprawdzają się doskonale. Pośród wszystkich raportów z Pakistanu, Afganistanu czy Bliskiego Wschodu, prawie nic nie przychodzi z Arabii Saudyjskiej. A w autokratycznym kraju, brak wiadomości może oznaczać złe wiadomości. Wizytujący Arabię Saudyjską opowiadają o rozszerzającym się podziale wśród saudyjskiej elity, doskonale wykształconej i bezrobotnej. Pojawiają się również meldunki o saudyjskich wojskowych wychwalających Osamę bin Ladena – w przeciwieństwie do jego bogatych, otoczonych respektem braci, będących blisko saudyjskich książąt.
Nie może być nic bardziej alarmującego dla saudyjskiej rodziny królewskiej, jak nowa rebelia wojowniczych fundamentalistów wewnątrz ich państwa. A jeśli fundamentaliści osiągnęliby sukces, nie byłoby nic groźniejszego dla zachodniego kapitalizmu; odcięliby oni w ten sposób ogromne dostawy ropy naftowej i pozbawili kraje rozwinięte ich najważniejszego czynnika rozwoju.
Nie jest możliwe, aby Osama bin Laden nie brał pod uwagę takich ewentualnych możliwości. Wychował się w Arabii Saudyjskiej, gdzie, jak obserwował, miliardy z ropy naftowej podcinały czystość Islamu i korumpowały klasę rządzącą, wliczając w to jego rodzinę; a był w stanie również poznać wszystkie słabości Zachodu, czy dzięki swemu własnemu drogo opłaconemu wykształceniu, czy poprzez rodzinny biznes budowlany, czy wreszcie współpracując z CIA w Afganistanie.
Dążenia do podminowania globalnego kapitalizmu nie będą ograniczone do saudyjskich walczących fundamentalistów: będą podzielane przez miliony pozbawionych środków do życia ludzi w krajach rozwijających się, którzy czują się upokorzeni i doprowadzeni do nędzy przez bezwzględną dominację Zachodu. Tysiące śmiertelnych ofiar na Manhattanie będą dla nich mało ważne w porównaniu z milionami zamordowanych, okaleczonych, czy pozbawionych domów w krajach zdewastowanych przez wojny, za których winę przypisują Amerykanom.
I dla wielu Arabów, Afrykańczyków i Azjatów, których doprowadzono do tego, że nie mają żadnej nadziei, że czują się niekompetentnymi i zepchniętymi na margines, zniszczenie wież-bliźniaków z taką śmiertelną dokładnością musi nieuchronnie wywoływać odczucie dumy: Że w końcu osiągnęli coś, o czym żaden człowiek Zachodu nie myślał, że jest możliwe, i co zmusza świat, aby ich zauważył.
Ludzie Zachodu jak dotąd nie umieli spojrzeć poza doraźną zbrodnię i prowokację, nie umieli przyjrzeć się bardziej uważnie źródłom i przyczynom terroryzmu.
My na Zachodzie jesteśmy może zbyt zajęci portretowaniem terrorystów jako tchórzy i fanatyków.
Anthony Sampson jest autorem książek "The Seven Sisters" i "The Arms Bazaar" i wielu innych.
Dziennik DAWN, Pakistan, 10 listopada 2001
Tłum. Zbigniew Łabędzki