Jerzy Przystawa
Altruiści
(komentarz wygłoszony w Katolickim Radio Rodzina, 5 lutego 2002)
W wygłoszonym wczoraj felietonie radiowym, prof. Andrzej Wiszniewski, mówiąc o widocznym rozczarowaniu Polaków uzyskaną niedawno wolnością, powołał się na słowa Jana Pawła II, że „wolność to uświadomiona odpowiedzialność”, że nie może być wolności bez odpowiedzialności.
Słowom tym nie podobna odmówić słuszności, powstaje jednak pytanie, czy poza apelami o odpowiedzialność społeczeństwo posiada jakieś instrumenty, aby np. egzekwować odpowiedzialność ludzi sprawujących władzę, czy też jedyne co możemy zrobić, to ograniczyć się do wzniosłych apeli. Nie ulega bowiem wątpliwości, że każdy polityk, gdybyśmy go o to zapytali, natychmiast przyzna nam rację i wskaże siebie jako okazowy egzemplarz odpowiedzialności. A jeśli przy tym, wcale nie wywiązuje się z podjętych publicznie zobowiązań, to zawsze winni są temu jacyś „oni”. Otóż właśnie ustrojowy postulat jednomandatowych okręgów wyborczych zapewnia nie jakąś rozmytą odpowiedzialność grupową, nie abstrakcyjną odpowiedzialność w ogóle, ale konkretną, indywidualną, osobistą odpowiedzialność posła, senatora czy innego wybranego przedstawiciela społeczności obywatelskiej. Natomiast tak się składa, że systemy wyborcze narzucone Polakom, przy radosnej współpracy wszystkich partii politycznych, są od tej zasady jak najdalsze.
W tym samym czasie, kiedy prof. Wiszniewski wygłaszał swój komentarz, uczestniczyłem w Warszawie, w konferencji prasowej, zorganizowanej przez krakowski Komitet Inicjatywy Ustawodawczej na rzecz Zmiany Ustawy – Ordynacja Wyborcza do Rad Gmin, Rad Powiatów i Sejmików Wojewódzkich. Właśnie wychodząc na przeciw palącej potrzebie odpowiedzialności, o której tak pięknie mówił prof. Wiszniewski, Komitet Krakowski przedstawił Marszałkowi Sejmu projekt ordynacji wyborczej do rad wszystkich szczebli, w którym podstawową zasadą jest wybieranie radnych wyłącznie w jednomandatowych okręgach wyborczych. 29 stycznia Marszałek Sejmu wniosek ten zarejestrował i wyznaczył trzymiesięczny termin na zebranie stu tysięcy podpisów niezbędnych, aby projekt mógł wejść pod obrady Sejmu. Termin zbierania podpisów upływa więc 29 kwietnia.
W konferencji prasowej w warszawskim Centrum Prasowym przy ulicy Bagatela, w imieniu Komitetu wystąpili jego pełnomocnicy: krakowska radna p. Barbara Bubula, p. Andrzej Madej i p. Jerzy Eder. Krakowscy inicjatorzy zaprosili do udziału w spotkaniu wybitnego polskiego socjologa i politologa, prof. Antoniego Kamińskiego z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, miałem zaszczyt reprezentować tam Ruch Obywatelski na rzeczJednomandatowych Okręgów Wyborczych. Pani Barbara Bubula zreferowała koncepcję tej inicjatywy ustawodawczej, ja zwracałem uwagę na to, czym Państwa zanudzam w moich felietonach radiowych, mianowicie na degenerujące nasz kraj upartyjnienie państwa, prof. Antoni Kamiński przedstawił jak partyjny system wyborczy generuje korupcję na wszystkich szczeblach władzy. Podniósł przy tym bardzo ważny aspekt zmian projektowanych przez polityków SLD. Głoszą oni, że zamierzają wprowadzić bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Byłyby to więc wybory jednomandatowe. Jednakże, jeśli nie ma przy tym powstać nowy dziwoląg ustrojowy, to logika takiej zmiany wymaga, jak najbardziej, jednomandatowych okręgów wyborczych również do parlamentów lokalnych, do rad gmin, powiatów i województw, których zadaniem jest właśnie kontrola władzy wykonawczej.
W konferencji uczestniczyło kilkunastu dziennikarzy, całe spotkanie rejestrowała ekipa telewizji „Puls”. Z sali padały różne pytania, ale dziennikarze wyrażali poważne wątpliwości, czy miłościwie rządzące naszym krajem partie polityczne pozwolą sobie wyrwać z rąk łupy polityczne, jakie im się dostają w wyniku procedur wyborczych? Odpowiadał im prof. Kamiński, że trzeba postawić pytanie, czy my, obywatele, mamy się na to godzić i pozwalać na taki łupieżczy stosunek partii do naszego państwa. Wydawało nam się, że jeśli dziennikarze wygłaszają podobne opinie, to tym bardziej powinni dzielić się z obywatelami swoimi wątpliwościami i informować ich o tym, że ta sytuacja ani nie występuje „wszędzie na świecie”, ani nie jest normalna, i że tak wcale być nie musi.
Konferencję zignorowały kompletnie telewizje państwowe, uważając najwyraźniej, że one są do czego innego niż do informowania obywateli o ważnych inicjatywach ustawodawczych, jak ta, o której mówimy. Warto jednak skomentować, jak wykorzystała zebrany materiał, podobno obywatelska i „prawicowa”, telewizja „Puls”. Z godzinnego materiału puszczono niezrozumiałą krótką migawkę, pozwalając p. Barbarze Bubuli powiedzieć dwa zdania, które, bez kontekstu i wyjaśnienia, nie wiele mogły widzom przekazać. Zamiast udzielenia głosu inicjatorom propozycji, głos oddano przedstawicielom establiszmentu politycznego, oczywiście, dla zaznaczenia swego „obiektywizmu”, zarówno „z lewa”, jak i „z prawa”. Partyjni politycy byli, oczywiście, przeciw, co nas tak bardzo nie dziwi, skoro rozumiemy, że „łupów” nikt się sam chętnie nie pozbywa. Chciałbym zwrócić uwagę na jedną z wypowiedzi przedstawiciela SLD, prof. Działochy. Otóż jako porządny towarzysz partyjny, kolejny raz powtórzył to samo, co od lat twierdzą jego partyjni kommilitoni: jednomandatowe okręgi nie mogą być wprowadzone, ponieważ wówczas SLD wygrywałoby wszystkie wybory, co byłoby niedobre dla demokracji. Rok temu, na konferencji Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych w Tarnowie, sekretarz generalny SLD, poseł Krzysztof Janik, groził zebranym, że w wyborach jednomandatowych do Sejmu, SLD zdobyłoby nie 30%, nie 50%, ale ponad 90% mandatów. Kilka miesięcy temu, w wypowiedzi dla „Słowa Polskiego”, inny wybitny eseldowski poseł, prof. Mazurkiewicz, był troszkę skromniejszy i podzielił się z czytelnikami swoją wiedzą, że w wyborach jednomandatowych, SLD zdobyłoby 75% mandatów. Innymi słowy, SLD jest prawdziwą partią altruistów, jedyną i pierwszą w świecie, której nic bardziej nie obchodzi od tego, żeby jej przeciwnicy polityczni zdobywali jak najwięcej mandatów i posiadali jak największy udział we władzy!
Przykro stwierdzić, że bez względu na to, jak niedorzeczny jest to pogląd, znajduje on chętnych słuchaczy i propagatorów w szeregach polityków tzw. prawicy, którzy z sobie tylko wiadomych względów mówią to samo.
Tymczasem mam przed sobą opracowanie irlandzkiego politologa, z Uniwersytetu w Dublinie, dr Jacqueline Hayden. Przeprowadziła ona badania procesów zachodzących w Polsce od roku 1989. W jednym ze swoich artykułów na ten temat, opublikowanym w grudniu ubiegłego roku, informuje nas o tym, że jeszcze przed Okrągłym Stołem, wybitni polscy eksperci od politologii, znani wszystkim: profesor Andrzej Werblan i prof. Stanisław Gebethner, zresztą syn zasłużonej polskiej rodziny, ostrzegali Kiszczaka, Rakowskiego i Jaruzelskiego, że jeśli się zgodzą na wybory większościowe do Senatu, to poniosą sromotną klęskę, że tylko listy partyjne, partyjna ordynacja tzw. proporcjonalna pozwoli im uratować skórę. Ciekawostką jest, że Kiszczak i Jaruzelski nie uwierzyli swoim oddanym i zasłużonym partyjnym ekspertom: zgodzili się na większościowe wybory do Senatu. Wiemy czym to się skończyło: na 100 senatorów 99 weszło z rekomendacji Lecha Wałęsy. Od tej pory wiedzą już doskonale czym pachną wybory większościowe i jednomandatowe okręgi wyborcze. Dlatego straszą nas bez przerwy swoim wymyślonym zwycięstwem, żebyśmy nawet myśleć o takich wyborach się nie odważyli!
Ciekawe: jak długo jeszcze będą „wciskać nam ten kit”, a nasze tzw. prawicowe elity będą udawały, że w to wierzą? Póki co, spróbujmy wesprzeć obywatelską inicjatywę z Krakowa i pomóżmy zebrać podpisy pod ich projektem zmiany ordynacji wyborczej do władz samorządowych. Wzór listy do zbierania podpisów otrzymają Państwo w:
Biurze Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych
przy ul. Białoskórniczej 3/1,
we Wrocławiu.