Jerzy Przystawa
Wokół Leppera
(felieton wygłoszony w Radio Rodzina, we wtorek, 4 grudnia 2001)
Od momentu czwartkowego wystąpienia Andrzeja Leppera na plenarnym posiedzeniu Sejmu, w mediach publicznych i niepublicznych odbywa się jakiś surrealistyczny i koszmarny spektakl kłamstwa, oszczerstw, obłudy i hipokryzji.
My, widzowie i ofiary tego spektaklu nie jesteśmy, ze zrozumiałych powodów, rozstrzygnąć kto tu ma rację, kto kłamie, kto pomawia, a kto jest pomawianym. Natomiast wątpliwości co do tego, że hektolitry kłamstwa są codziennie wylewane na nasze skołowane głowy mieć nie możemy.
Premier, pan Leszek Miller, kiedy usłyszał oskarżenia, jakie lider „Samoobrony” wysunął wobec ministrów jego rządu, natychmiast nakazał, żeby sprawą zajął się prokurator. Kto to jest prokurator? Prokurator jest funkcjonariuszem państwowym, całkowicie podległym swoim przełożonym, w tym, oczywiście, przede wszystkim, choć nie bezpośrednio, panu premierowi. Jak rozkaz to rozkaz, więc prokuratorzy sprawą się posłusznie zajęli. Ponieważ jednak, w odróżnieniu od pana premiera, prokuratorów obowiązuje znajomość prawa, więc to zajmowanie się wygląda dość dziwnie i dla człowieka patrzącego z zewnątrz – całkiem niezrozumiale. W końcu przestępstwo, popełnienie którego zarzuca poseł Lepper posłom - ministrom Cimoszewiczowi czy Szmajdzińskiemu, to jedno z najcięższych przestępstw w kodeksie karnym, i art. 228 & 5 tego kodeksu przewiduje za nie karę od 2 do 12 lat więzienia. O ile się nie mylę stary kodeks karny był jeszcze surowszy i przewidywał za to kare nie mniejszą niż 4 lata więzienia. Przestępstwa, za które kodeks karny przewiduje najniższą karę 3 lat więzienia uważa się za zbrodnie. Tymczasem, jeśli Lepper kłamie, to dopuszcza się przestępstwa nieporównanie mniejszej wagi, bo KK, w art. 212 & 1 przewiduje za to karę grzywny, ograniczenia wolności a najwyżej jednego roku więzienia. A zatem byłby to występek i to jeden z mniejszej wagi. Dlaczego zatem prokuratorzy nie rozmawiają najpierw z Andrzejem Lepperem, nie przesłuchują go, nawet nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie kiedy go zawezwą na przesłuchanie, natomiast rozmawiają chętnie z panem Tuskiem, Olechowskim i kim tam jeszcze i wygrażają Lepperowi więzieniem?
Rzecz w tym, że wezwanie premiera, aby prokuratorzy zajęli się sprawa trąci hipokryzją. Konstytucja RP w art. 105. 1 stwierdza: „Poseł nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za swoją działalność wchodzącą w zakres sprawowania mandatu poselskiego ani w czasie jego trwania ani po jego wygaśnięciu. Za taką działalność poseł odpowiada wyłącznie przed Sejmem, a w przypadku naruszenia praw osób trzecich może być pociągnięty do odpowiedzialności sądowej tylko za zgodą Sejmu.. I w następnym punkcie:„Od dnia ogłoszenia wyników wyborów do dnia wygaśnięcia mandatu poseł nie może być pociągnięty bez zgody Sejmu do odpowiedzialności karnej”.
Jak wiemy p. Andrzej Lepper zażądał powołania specjalnej komisji sejmowej do zbadania spraw, które poruszył i takiej komisji obiecał przedstawić dowody. Wiemy również, ze, jak dotąd przynajmniej, marszałek Sejmu nie zgodził się na powołanie takiej komisji. Ale, jeśli mamy opierać się na obowiązującej konstytucji, jest to jedyna droga do zgodnego z prawem rozstrzygnięcia powstałych dylematów. Prokuratorzy nie mają tu nic do gadania i do rozstrzygania. Jeśli panowie Cimoszewicz, Szmajdziński, Tusk, Piskorski i kto tam jeszcze czują się skrzywdzeni, to powinni właśnie od razu zażądać powołania specjalnej komisji sejmowej, gdyż, w obecnym stanie prawnym, tylko na forum Sejmu mogą uzyskać satysfakcję. Natomiast dziennikarze, którzy od razu wydali wyrok na Andrzeja Leppera, zamiast informować i wyjaśniać, biją tylko brudną pianę, sądząc, że w ten sposób można go moralnie zlinczować.
Partyjna ordynacja wyborcza do Sejmu wyłania za każdym razem Sejm złożony z ludzi, którzy nie odpowiadają przed swoimi wyborcami za to co robią. Wielki filozof Karl Popper, napisał w jednym z artykułów, ze system ordynacji proporcjonalnej „odziera posła z osobistej odpowiedzialności, czyni zeń maszynkę do głosowania a nie myślącego i czującego człowieka”. To odarcie posłów z osobistej odpowiedzialności jest dodatkowo w Polsce wzmocnione przez zapisy art. 105 Konstytucji, który przed chwilą cytowałem. I posłowie, wybrańcy „narodu”, bez żenady z tych zapisów korzystają. Jak wiemy pan minister spraw zagranicznych Cimoszewicz, nazwał Andrzeja Leppera, kiedy powiedział publicznie co o nim myśli, „łajdakiem”. Ale przecież to samo co kilka dni temu mówił o Cimoszewiczu Lepper, przeszło 10 lat temu, z tej samej trybuny, na 77 posiedzeniu Sejmu mówił poseł OKP Jan Beszta-Borowski. On też przypomniał Polakom rodzinne osiągnięcia posła, którego ojciec był wysokim i zasłużonym oficerem Informacji Wojskowej. Również i w prasie tego okresu głośna była sprawa małżonki p. Cimoszewicza, która w tym samym czasie, gdy jej mąż przewodniczył specjalnej komisji sejmowej do spraw tzw. afery alkoholowej, sama założyła spółkę hurtowego handlu alkoholem. I co z tego wszystkiego? Pan Cimoszewicz , po nieudanym starcie w wyborach prezydenckich, zostaje ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym, który rozpoczyna akcje „czyste ręce”, a potem premierem, a dzisiaj, jako minister spraw zagranicznych, „negocjuje” w Brukseli.
Nic z tych rzeczy nie byłoby możliwym, gdyby w Polsce obowiązywała ordynacja z jednomandatowymi okręgami wyborczymi. Ordynacja, w której o losie polityka nie decydowaliby dyspozycyjni funkcjonariusze ani tajemnicze grona decydenckie, lecz wyborcy. Tam ludzie, którym wielokrotnie i publicznie postawiono zarzuty takie jak wspomnianym politykom w Polsce, nie mieliby szans na kolejny wybór i dalszą karierę polityczną. Spektakle, którymi codziennie raczy nas nasza klasa polityczna, to dowód rozkładu tej klasy i pogłębiającej się erozji demokratycznego ustroju, który chcieliśmy zbudować. Tylko jednomandatowe okręgi wyborcze mogą ten proces powstrzymać.