Jerzy Przystawa

 

Jak się pozbyć ludzi podłych i nikczemnych?

 

(Komentarz wygłoszony 23 października 2001 w Katolickim Radio Rodzina)

  

  

            19 października, podczas uroczystej inauguracyjnej sesji IV Kadencji Sejmu, nowy arbiter elegantiarum polskiej sceny politycznej, Marszałek-Senior Aleksander Małachowski przeprosił, w Imieniu Rzeczypospolitej, posła Józefa Oleksego za krzywdę, jaką mu wyrządzili podli i nikczemni ludzie, którzy rzucili na niego posądzenie, że mógł on być agentem komunistycznych służb specjalnych, a nawet sowieckiego KGB.

  

Było to wystąpienie zaskakujące, gdyż, o ile mi wiadomo sam p. Małachowski nigdy takich pomówień pod adresem p. Oleksego nie rzucał, a nawet wprost przeciwnie, wielokrotnie dawał wyraz swemu oburzeniu, a więc było to coś w rodzaju bicia się w cudze piersi. Z drugiej strony można mieć wątpliwości czy Marszałek-Senior posiadał jakikolwiek tytuł, aby przepraszać p. Oleksego w imieniu Rzeczypospolitej? Aleksander Małachowski okazał się być najstarszym wiekiem posłem nowego Sejmu (nieprawda, byli starsi - +Z) i z tego powodu przypadł mu zaszczyt otwarcia inauguracyjnej sesji oraz odebrania ślubowania poselskiego. Do żadnych innych aktów w imieniu Rzeczypospolitej nie był upoważniony. Wydaje się więc, że p Małachowski nieco przekroczył swoje uprawnienia i wykorzystał sytuację do załatwienia jakichś porachunków, niekoniecznie zbieżnych z interesem Rzeczypospolitej. Jednakże niezwykle mocne słowa, które z tej najwyższej w Polsce trybuny padły powinny nas skłonić do refleksji nad stanem spraw publicznych w Polsce.

  

Marszałek Małachowski nie wymienił żadnych nazwisk, więc musimy sami spróbować odpowiedzieć na pytanie jakich to nikczemnych i podłych ludzi mógł on mieć na myśli? Niewątpliwie jednym z nich musi być poseł Antoni Macierewicz, który ostentacyjnie opuścił salę sejmową podczas tego wystąpienia . Jak niektórzy z nas pamiętają, w roku 1992, wypełniając polecenie Sejmu, jako urzędujący minister spraw wewnętrznych, sporządził on listę tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych , a na tej liście, przykro to powiedzieć, znalazły się nazwiska zarówno Józefa Oleksego jak i jego czcigodnego obrońcy, Aleksandra Małachowskiego. Rzecz jasna, lista ta była konsultowana z ówczesnym premierem, Janem Olszewskim, dlatego i tego ostatniego też musimy do grona ludzi nikczemnych zaliczyć. W trzy lata od pojawienia się „listy Macierewicza”, z oskarżeniem przeciwko Józefowi Oleksemu, wystąpił na forum sejmowym kolejny minister spraw wewnętrznych, Andrzej Milczanowski, a oskarżenie to poparł swoim autorytetem Prezydent Rzeczypospolitej, Lech Wałęsa. Nie ma co, ładna historia: prezydent, premier, dwóch po kolei urzędujących ministrów spraw wewnętrznych, okazują się być ludźmi, którzy w imieniu Rzeczypospolitej ( w odróżnieniu od Marszałka-Seniora wszyscy oni pełnili funkcje, które ich do tego upoważniały), rzucali, na niewinnego i zasłużonego człowieka, podłe i nikczemne potwarze! A przecież na tym nie koniec! Po Macierewiczu, Olszewskim, Wałęsie i Milczanowskim, z oskarżeniem Józefa Oleksego o kłamstwo lustracyjne i agenturalną współpracę wystąpił, w imieniu Rzeczypospolitej jak najbardziej, powołany przez Sejm Rzecznik Interesu Publicznego! Krótko mówiąc, przez trzy kolejne kadencje sejmowe, poseł Józef Oleksy jest oskarżany , przez oficjalne, upełnomocnione do tego organa Rzeczypospolitej, o bycie tajnym agentem komunistycznych służb specjalnych. Parę dni temu dowiedzieliśmy się, z ust Marszałka Sejmu, że wszystko to były zespoły ludzi podłych i nikczemnych.

  

Jeśli samo pomówienie kogoś, że tajnie współpracował z komunistycznymi służbami specjalnymi jest rzeczą podłą i nikczemną, to jak wypadałoby zakwalifikować fakt takiej współpracy i jak określić ludzi tego typu? Możemy zatem domniemywać, że posłowie Olszewski i Macierewicz, a zapewne również i inni, mają zdanie całkiem odmienne od posłów Małachowskiego i Oleksego i uważają, że przywilej bycia ludźmi podłymi i nikczemnymi raczej tym ostatnim przysługuje! Tymczasem, jak się okazuje, w Rzeczpospolitej mamy sytuację pełnej schizofrenii: posądzić kogoś o to, że był agentem SB czy KGB jest rzeczą podłą i haniebną, ale być takim agentem to jest tylko epizod w życiorysie bez większego znaczenia.

  

Jest to sytuacja schizofreniczna, a my, polscy wyborcy, jesteśmy w pułapce. Albo racja jest po stronie Małachowskiego z Oleksym, a wtedy musimy przyjąć do wiadomości, że w najwyższych władzach Rzeczypospolitej, w Sejmie i poza nim, zasiadają ludzie podli i nikczemni, tacy jak Macierewicz z Olszewskim, albo rację mają Macierewicz z Olszewskim i wychodzi na to, że w Sejmie znajdują się ludzie podli i nikczemni, tacy jak Oleksy z Małachowskim! Trzeciego wyjścia nie ma, ponieważ albo ktoś był tajnym współpracownikiem komunistycznych służb specjalnych albo nim nie był. Albo – albo. Tymczasem zarówno jedni jak i drudzy, bez względu na to co się o nich mówi, pomimo tego, ze wszystkie te fakty są nam znane, zasiadają w kolejnych parlamentach, kadencja po kadencji.

  

Po co w takim razie w ogóle są wybory skoro nie dają nam możliwości wyeliminowania z parlamentu ludzi podłych i nikczemnych, ludzi co do których istnieją uzasadnione podejrzenia o działaniu na szkodę państwa .

  

Musimy zrozumieć, ze ta absurdalna sytuacja jest zasługą chorej, nonsensownej ordynacji wyborczej, która odbiera obywatelom podstawowy element wpływu na losy kraju, jakim jest możliwość usunięcia na drodze wyborów ludzi skompromitowanych, ludzi nie zasługujących na zaufanie wyborców.. Nasza elita polityczna czyni wszystko, żeby sprawa ta nie stała się tematem publicznej debaty, żeby wszystkie najważniejsze dla państwa sprawy rozstrzygane były w zaciszu partyjnych gabinetów, żeby o tym kto będzie posłem czy senatorem decydowali partyjni dygnitarze a nie wyborcy. W krajach, w których obowiązuje zasada jednomandatowych okręgów wyborczych politycy, pod adresem których wysunięto by tak poważne zarzuty i oskarżenia nie mieliby czego w polityce szukać Jeśli chcemy mieć Polskę, w której wybory nie będą tylko głosowaniem a demokracja nie będzie tylko fasadowa, musimy domagać się zmiany systemy wyborczego i wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Będziemy wtedy mieli instrument eliminowania z parlamentu łobuzów, nikczemników i agentów a do życia publicznego wróci zapomniane słowo „odpowiedzialność” za słowa i czyny.

 

Dziękuję Romkowi Kaflowi za podrzucenie artykułu.