Jerzy Przystawa

 

Polska kontra Partie Polityczne – 3:1

 

 

 

11 Listopada 2002 obudziliśmy się w nieco innej Polsce. Stało się coś ważnego, czego konsekwencje poznawać dopiero będziemy. Co takiego się stało pozwala nam zrozumieć rzut oka na wyniki wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

 

Wyniki wyborów bezpośrednich

 

1596 Wójtów:

 

 

 

 

 

Bezpartyjni     1196   74,9%

PSL                   275   17,2%

SLD                  105      6,6%

Samoobrona       15      0,9%

LPR                     5      0,3%

PO, PiS                0  

 

 

776 Burmistrzów:

 

 

 

(3 burmistrzów wybiorą rady)

Bezpartyjni   611    78,7%

SLD                 96    12,4%

PSL                 58     7,5%

Samoobrona      4      0,5%

LPR                  3      0,4%

PO                    1      0,1%

PiS                    0  

 

 

106 Prezydentów:

 

 

 

Bezpartyjni     75    70,8%

SLD                 26    24,5%

PO                     3      2,8%

PiS                     2      1,9%

LPR, Sam         0

 

 

18 Prezydentów miast  na prawach wojewódzkich:

 

  Bezpartyjni 12 66,6%
  SLD   3 16,7%
  PO   2 11,1%
  PiS   1   5,6%
  S, LPR   0  

 

              Na 2475 zarządców naszego majątku narodowego, aż 1883, a więc 76%, wybranych zostało WBREW, PRZECIWKO partyjnym biurom politycznym wszelkiej maści, obojętnie: „lewym” czy „prawym”. W jednomandatowych okręgach wyborczych, w bezpośrednim konkursie, mandat do sprawowania władzy uzyskali ludzie, którzy za sobą mają nie takie czy inne koterie partyjne, ale tysiące, dziesiątki tysięcy, a niekiedy i setki tysięcy Polaków, którzy im zaufali. To nie były jeszcze, rzecz jasna, jednomandatowe okręgi wyborcze o jakie Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych dopomina się i walczy od lat, to nie były wybory takie jak w Anglii, gdzie wygrywa ten, który zdobył najwięcej głosów i nie ma pola do machinacji i majstrowania partyjnego przy drugiej turze; to nie był otwarty konkurs, w którym udział mógł wziąć każdy, kto uważał, że nadaje się do sprawowania urzędu. Pomimo tych ograniczeń i słabości były to okręgi jednomandatowe i ukazały one siłę bezpośredniego wyboru, jego atrakcyjność, a przede wszystkim bezdyskusyjnie pokazały, jakich wyborów chce i potrzebuje Polska! Po raz pierwszy po wojnie najważniejsze urzędy publiczne obejmie prawie 2 tysiące burmistrzów, których na to stanowisko nie wskazał palec jakiegoś partyjnego wodza, palec Millera, Oleksego, Rokity, Frasyniuka, Kaczyńskiego czy Wrzodaka. Nie tylko palec Rokity nie był w stanie wskazać prezydenta Krakowa, ale nawet i sam cały Rokita przeżuwać musi gorycz klęski. Podobnie jak Frasyniuk, który do niedawna palcem wskazywał kto ma objąć jakie stanowisko we Wrocławiu czy na Dolnym Śląsku, dziś tylko może pokazywać buzię w telewizji, bo tam go cenią i hołubią, ale Wrocław jednoznacznie powiedział co o nim myśli. Nie pomogły jazdy Millera i jego ekipy po całej Polsce, o jego pocałunku zaczęto mówić „pocałunek śmierci”, bo kogo namaścił, ten, w 6 przypadkach na jeden, przegrywał! Na 18 miast wojewódzkich w Polsce, zaledwie 3 przejęli we władanie ludzie, którzy wystąpili pod szyldem SLD. Oczywiście, jak widzimy z tabeli, innym powiodło się jeszcze gorzej. Palec np. Jarosława Kaczyńskiego trafnie wskazał jedynie 2 zwycięzców na 2475 posad ‑ 0,08%, mniej niż jeden promil! Palec p. Płażyńskiego był bardziej skuteczny: PO zdobyła 4 posady, a więc 1,6 promila. Jeszcze większy sukces odniosła Liga Polskich Rodzin, bo ma aż 5 wójtów i 3 burmistrzów, więc już prawie dochodzi do pół procenta! Mają zaiste poważne podstawy, żeby krzyczeć lewica przegrała!

 

Mobilizują się teraz partyjne biura polityczne i wspólnie deliberują jak odebrać Polakom to, co uzyskali w tych wyborach, tę część władzy, jakiej zostali pozbawieni. Wiemy co nas czeka: będą teraz na wszelkie sposoby paraliżowali działalność tych wójtów, burmistrzów i prezydentów, aby pokazać, że „eksperyment z wyborami bezpośrednimi się nie udał”. Wykorzystają w tym celu swoje partyjne struktury w radach gmin, powiatów i województw, wykorzystają swoje możliwości legislacyjne. Ich nie obchodzą pracownicy wrocławskiego Szpitala im. Ludwika Rydygiera, którzy wyszli na Rynek z puszkami z prośbą o wsparcie, bo od dwóch miesięcy nie otrzymali zapłaty za swoją pracę. Nawet jeśli jutro wyjdą na ulice żebrać nauczyciele i profesorowie uniwersytetów mniej ich to zaboli niż to, że już nie mogą palcem wskazywać przyszłego burmistrza czy prezydenta i czerpać z tego korzyści.

 

Ta akcja już się zaczęła. Na razie ich koronnym argumentem jest niska frekwencja wyborcza. Okazuje się – opowiadają – że społeczeństwo jeszcze nie dojrzało do bezpośrednich wyborów! Eksperyment się nie udał!!!

 

Państwowa Komisja Wyborcza opublikowała jaka i gdzie była frekwencja wyborcza. W wyborach wójtów wzięło udział 48,99% Polaków. W wyborach burmistrzów do urn poszło ponad 10% mniej, bo zaledwie 37,96%. W wyborach prezydentów dużych miast uczestniczyło 29,2%. Jeśli udział w wyborach ma być kryterium świadomości obywatelskiej i dojrzałości Polaków – jak tego chcą partyjni szulerzy – to najwyższą świadomość i dojrzałość obywatelską wykazują mieszkańcy wsi i małych miasteczek. Znacznie mniejszą mieszkańcy większych miast, a już najgorzej rzecz się przedstawia tam, gdzie tylu wspaniałych partyjnych liderów, nagromadzenie tytułów naukowych i zawodowych, tam gdzie mieszkają ci, którzy sami siebie uważają za elitę narodu.

 

Kto i jak pomoże wójtom, burmistrzom i prezydentom miast, którym zaufaliśmy, przeciwstawić się żarłoczności partyjnych koterii, kto pomoże, żeby sukces społeczeństwa, jakie ono odniosło w ostatnich wyborach nie został zmarnowany?

 

Odpowiedź na to pytanie rozstrzygnie o naszych losach w najbliższych latach, a może i na dalszą przyszłość.