Jerzy Przystawa
Michniko-rywiniada
(komentarz wygłoszony w Katolickim Radio Rodzina, 9 stycznia 2003)
Sądząc na podstawie tego, co słyszymy i widzimy na ekranach telewizorów, poza wejściem do Unii Europejskiej, nie ma dziś w Polsce ważniejszej sprawy niż to, co ponad pół roku temu powiedział Lew Rywin Adamowi Michnikowi. Głównym bohaterem jest oczywiście – bo któż by inny – Redaktor Naczelny „Gazety Wyborczej”, który codziennie udziela obszernych wywiadów we wszystkich możliwych stacjach telewizyjnych i każde jego słowo jest starannie analizowane przez komentatorów wszystkich pism. Być może istotnie rację ma Jerzy Urban, utrzymując, że jest on dzisiaj niewątpliwym kandydatem na przyszłego prezydenta i posiada władzę większą niż Miller i Kwaśniewski, z osobna a może nawet i razem wzięci. Z drugiej strony cóż to za władza, skoro nie jest w stanie wsadzić od razu za kratki jakiegoś mało znanego faceta, którego nazwisko upowszechnia się w Polsce dopiero od czasu, kiedy Michnik przemówił i którego oskarżył, że domagał się łapówki, za jakąś przyjacielską przysługę. W Polsce, o czym wie każde jako tako rozwinięte dziecko, dzisiaj bez łapówki nie załatwi się prawie nic, więc taka historia nikogo by specjalnie nie poruszyła. Oczywiście, Adam Michnik tak się rozwinął od czasu uciekania przed Milicją Obywatelską i SB, że dziś jest nie tylko najbardziej wpływowym człowiekiem w Polsce, ale i jednym z najbogatszych, więc też i łapówka musiała być spora, nie jakieś tam parę marnych groszy. Według jego słów, a przecież nikt nie może wątpić, że Adam Michnik mówi prawdę i tylko prawdę, łapówka wynosić miała 17, 5 miliona dolarów. Jednakże to, co nas w tej sprawie może dziwić, nie jest kwestią samej łapówki ani jej wysokości, tylko pytaniem kim musi być facet, który oferuje człowiekowi tak wpływowemu i potężnemu jak Michnik, że mu coś załatwi i jeszcze żąda, bagatela, furę dolarów? Jest rzeczą normalną i naturalną, że z propozycją łapówki zgłaszają się do ludzi wpływowych ludzie mniej wpływowi, którzy potrzebują jakiejś pomocy i oferują łapówkę, a tutaj mamy taką sytuację, że Lew Rywin nie przychodzi do Michnika, żeby ten mu coś załatwił, tylko właśnie na odwrót: to on chce łapówki w zamian za ... uchwalenie przez Sejm ustawy, jaka spodoba się Michnikowi!
Jak wiemy, Adam Michnik jest największym demokratą w Polsce, który nie tylko uczy nas demokracji na okrągło w swojej gazecie, ale jeszcze jeździ po polskich uniwersytetach i uczy młodzież i jej wychowawców jakiej demokracji dzisiaj potrzebuje Polska, Europa i Świat. Kilka tygodni temu gościł w Uniwersytecie Wrocławskim i właśnie taki był tytuł jego wykładu, którego wysłuchały tłumy jego fanów politycznych. Co może zrobić demokrata, który nic innego nie robi jak tylko żyje w państwie prawa i innych do tego zachęca, kiedy przychodzi do niego facet i mówi mu, że on ma w ręku, czy w kieszeni, demokratycznie wybrany parlament, i że za parę (milionów, prawda) dolarów załatwi uchwalenie jakiejś ustawy? Na podstawie tego, co sam wysłuchałem wczoraj z ust Adama Michnika, taka propozycja to przestępstwo, ciężkie przestępstwo, a człowiek który ją składa, nawet gdyby był najbliższym przyjacielem, staje się przestępcą. Jak demokrata w państwie prawa powinien postępować z przestępcami? Nie ulega wątpliwości, że powinien natychmiast oddać przestępcę w ręce wymiaru sprawiedliwości. Tym bardziej, że według jego słów, „sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa”, nie ma w ogóle o czym dyskutować: jednoznaczna i bezpośrednia oferta korupcyjna, na dodatek z powołaniem się na autorytet Premiera i Sejmu RP. Co więcej, jakby tknięty złowróżbnym przeczuciem, że jego kompan i przyjaciel, Lew Rywin, przyjdzie do niego z takim przestępczym zamiarem, Adam Michnik tajnie nagrywa całą rozmowę, żeby mieć dowód czarno na białym, że wcale tego nie wymyślił. Pomimo tego, mając i dowód przestępstwa i samego przestępcę w swoim gabinecie, nasz demokrata i praworządniś, czeka ponad pół roku z ujawnieniem karygodnego czynu!
To znaczy może niekoniecznie czeka. Jak dzisiaj już wiemy o przestępstwie wiedzieli już dawno i premier, i prezydent, i minister sprawiedliwości. Prawdopodobnie wiedzieli o tym od Michnika a nie od Rywina, bo Adam Michnik z nimi nadal się przyjaźni, podczas gdy z Rywinem już jakby nie. Wszyscy oni, pytani o to przez dociekliwych dziennikarzy, twierdzą, że czekali aż Adam Michnik zakończy „śledztwo dziennikarskie”. Kiedy Michnik zakończył, to już mógł wszystko ujawnić. Ale co on takiego śledził, skoro, jak sam mówi, wszystko od początku było „proste jak konstrukcja cepa”? Cepy wprawdzie już dzisiaj wyszły z użycia i poznanie ich konstrukcji może być utrudnione, trzeba by jechać gdzieś na wieś, szukać po stodołach, ale żeby trzeba było na to 8-9 miesięcy?
Aleksander Kwaśniewski, odpowiadając na pytania dziennikarzy, zapewnił, że jego z Rywinem nic nie łączy. Owszem, bywał u Pana Prezydenta na imieninach, nawet całkiem niedawno, ale tam bywa masa ludzi więc to absolutnie nic nie znaczy. Prawie go nie zna.
Hm, trochę to zaskakujące wyznanie, bo przecież Rywin nie wygląda na skromną, nikomu nie znaną myszkę. To bogacz, kto wie czy nie większy od Michnika, na dodatek człowiek wpływowy nie tylko w Polsce. To on przecież wyprodukował w Ameryce film, który otrzymał aż siedem Oskarów, ową słynną „Listę Schindlera”, którą i Pan Prezydent, i Pan Premier, i Adam Michnik oglądali z zachwytem. Wyprodukował też szereg filmów naszego największego reżysera, Andrzeja Wajdy, a także i wiele innych, jest właścicielem telewizji Canal +, a przecież nie wypadł sroce spod ogona, bo jego zasługi były niebagatelne już w czasach PRL-u, kiedy prezesował naszej telewizji na eksport, tj. firmy Poltel. Trudno uwierzyć, że ktoś taki mógł gdzieś zginąć w tłumie gości w prezydenckich ogrodach.
Jak się okazuje, na dodatek, oferta, jaką miał złożyć Rywin Michnikowi doczekała się realizacji. Podobno nowa ustawa o radiofonii i telewizji, już gotowa do głosowania, zawiera dokładnie takie zapisy, za jakie Rywin domagał się tych milionów dolarów. Wygląda na to, że nasz wielki autorytet moralny uzyskał to, co chciał nie wydając grosza, nie płacąc Rywinowi ani nikomu innemu, a za zaoszczędzone pieniądze będzie mógł wreszcie kupić sobie telewizję „Polsat”, bo o to, zdaje się w całej tej aferze chodzi.
Sprawa zatoczyła więc znamienny krąg. Kiedy bowiem mowa o telewizji „Polsat”, to natychmiast pojawiają się nazwiska dwóch wybitnych właścicieli tej telewizji, Zygmunta Solorza i Dariusza Przywieczerskiego, a razem z tymi nazwiskami zapomniany już i zepchnięty na margines świadomości społecznej tajemniczy akronim „FOZZ”. O związkach p. Przywieczerskiego z FOZZ jeszcze ktoś tam może pamięta, tym bardziej, że wciąż jest jednym z głównych oskarżonych w tej aferze, o relacjach Solorza i FOZZ nie pamiętają już nawet najstarsi górale. Procesem FOZZ gazeta p. Michnika specjalnie się dzisiaj nie interesuje, ale jej zasług w tuszowaniu, ukrywaniu, gmatwaniu i zaciemnianiu sprawy FOZZ, trudno zapomnieć. Chociaż Adam Michnik zapewne już zapomniał, podobnie jak zeznający obecnie przed Sądem Karnym ministrowie finansów, prezesi NBP, członkowie Rady Polityki Pieniężnej. Właśnie zeznawali minister finansów Andrzej Wróblewski i wiceprezes NBP Wołoszyn, obaj byli członkami Rady Nadzorczej i założycielami FOZZ. Nic nie pamiętają! To było tak dawno, że pamięć ministra finansów tak daleko nie sięga. Kompletny zanik pamięci.
W tym samym czasie, kiedy to wszystko się dzieje, nasi redaktorzy naczelni, ministrowie i prezesi najchętniej, najczęściej i jednoznacznie potępiają korupcję i z nią uparcie walczą. Jak Michnik dokupi do „Gazety Wyborczej” telewizję „Polsat”, albo zabierze Rywinowi „Canal+”, to wtedy walka z korupcją będzie niewątpliwie jeszcze bardziej głośna.
Michnik oświadczył wczoraj w programie telewizyjnym, że tak długo zwlekał z ujawnieniem rywiniady, gdyż nie chciał zaszkodzić procesowi negocjacji przed szczytem w Kopenhadze i przeszkodzić w ten sposób naszemu wejściu do Unii Europejskiej. Jeśli więc wierzyć redaktorowi naczelnemu „Gazety Wyborczej” korupcja polityczna w Polsce już tak głęboko przeżarła struktury władzy, że zagraża to nadrzędnym i historycznym interesom Państwa Polskiego.
Jeśli tak dzisiaj twierdzi człowiek, który wyśmiewał nas, gdy przed laty publikowaliśmy książkę „Via bank i FOZZ”, to znaczy, że sprawy naprawdę zaszły bardzo daleko. Nie poprawi tej sytuacji grzywna albo wyrok w zawieszeniu, nawet gdyby do tego doszło, wydany na Lwa Rywina. Tym bardziej, że wciąż jeszcze nie usłyszeliśmy wersji Rywina, a to przecież producent filmowy, menadżer i gość kuty na cztery nogi. Ten zaklęty krąg powiązań korupcyjnych w elicie władzy rozerwać może tylko inny system wyłaniania elit politycznych w Polsce. Musimy zrobić to, co 10 lat temu zrobili Włosi: zmienić system wyborczy i wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do Sejmu.