Jerzy Przystawa
Ich punkt najsłabszy
(Komentarz wygłoszony w Katolickim Radio Rodzina, 28 maja 2002)
6 lat temu minister rządu SLD-PSL, Wiesław Kaczmarek, dokonał błyskotliwej prywatyzacji nyskich zakładów samochodowych. Trafił się doskonały, jak mówią, inwestor strategiczny, koreański koncern Daewoo, który, po przedstawieniu rewelacyjnych planów rozwoju branży samochodowej przez niego kierowanej, przejął na własność majątek nyskiego przedsiębiorstwa. Załodze zakładu zaproponowano utworzenie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, "Nysa Motor", której kapitał założycielski, w jakiejś groszowej kwocie, bodajże 4 tysięcy złotych, wyłożył koreański partner. Tej spółce koreański właściciel terenu, budynków, hal produkcyjnych i maszyn cały produkcyjny majątek wypożyczył w dzierżawę. Wspaniały biznes plan i niewidzialna ręka rynku miały zapewnić zatrudnionym nysianom dostatek i powodzenie.
Niestety, traf okazał się być strzałem w płot. Światowy koreański inwestor Daewoo popadł w tarapaty i upadł. Upadek koreańskiego molocha oznacza bankructwo jego zakładów rozsianych po całym świecie. Nawet, gdyby "Nysa Motor" produkowała złote jaja nie powstrzymałoby to bankructwa Daewoo. Skutkiem tego upadku jest wstrzymanie produkcji "Nysa Motor" i likwidacja spółki. Prawie tysiąc osobowa załoga musi sobie poszukać innego pracodawcy i opuścić zakład. Ludzie nie otrzymają żadnej odprawy, żadnych pieniędzy, ponieważ nie mają niczego, co można by na pieniądze zamienić: majątek fabryki należy do Daewoo, do załogi należą tylko ich puste żołądki.
Co mają w tej sytuacji zrobić pracownicy "Nysa Motor"? Gdzie mają się podziać, jaki biznes plan ułożyć, skoro jednego dnia pozbawiano ich zarówno środków do życia, jak i środków produkcji? Gdzie poszukać pracy w Nysie i okolicy, gdy bezrobocie dawno już przekroczyło 30% ?
Trzy tygodnie temu zdesperowana załoga przystąpiła do strajku okupacyjnego, a kilka dni temu jej przedstawiciele do strajku głodowego. Koreański właściciel majątku, póki co, nie wzywa policji ani wojska, aby ich stamtąd siłą usunąć. Jest przekonany, że głód i beznadziejność sytuacji zrobią swoje. Załoga śle rozpaczliwe wezwania o pomoc do rządu i wciąż jeszcze liczy, że ktoś się za nią ujmie, dostrzeże oszustwo tej prywatyzacyjnej machinacji, że gdzieś przecież, w ich demokratycznym kraju, do głosu dojdzie jakaś mityczna sprawiedliwość. Już ponad rok temu złożyli u ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego powiadomienie o przestępstwie, jakiego, ich zdaniem oczywiście, dopuszczono się przy prywatyzacji. Minister Kaczyński miał wtedy pełno innych spraw na głowie, popchnął więc jedynie papier "według właściwości", i tak krąży on sobie od prokuratury do prokuratury, czekając końca. Czyjego końca? "Nysa Motor", oczywiście.
Wczoraj na ten temat wypowiedział się w radiu premier, Leszek Miller. Rząd nic nie może na to poradzić, stwierdził. Nie ma pieniędzy. Kasę państwa wypłukały rządy prawicowych doktrynerów (były minister Lech Kaczyński jest z całą pewnością jednym z nich!), a przykład Nysy dowodzi, że prywatyzacja nie jest panaceum na kłopoty polskiej gospodarki. Ludzie muszą sobie radzić sami. W tym wszystkim zapomniał powiedzieć, że Nysę prywatyzował ten sam minister Wiesław Kaczmarek, który jest ministrem skarbu w jego rządzie, i nadal, w najlepsze, rozwija talent geniusza prywatyzacji majątku narodowego.
W sobotę, 25 maja, Komitet Strajkowy "Nysa Motor" zwołał do Nysy Ogólnopolski Kongres Protestu, do udziału w którym zaproszono wszystkich zainteresowanych, przede wszystkim przedstawicieli zakładów znajdujących się w podobnej sytuacji, rozsianych po całej Polsce, aby się zastanowić, jak wspólnie przeciwstawić się zaglądającej im w oczy nędzy, jak uchronić przed nią tysiące polskich rodzin, które bez swojej winy znalazły się w dramatycznej, a nawet tragicznej sytuacji?
Do Nysy przyjechali przedstawiciele protestujących załóg z Fabryki Kabli "Ożarów", Stoczni Szczecińskiej, Zakładów Cegielskiego w Poznaniu, Huty Katowice, Kopalni "Makoszowy", lekarze i pielęgniarki likwidowanego szpitala w Głuchołazach. W konferencji udział wzięli działacze Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych z Warszawy, Wrocławia, Nysy, Szczecina i innych regionów kraju.
Po wielogodzinnej dyskusji uczestnicy Kongresu doszli do konkluzji dość oczywistych. Rząd, który nie jest w stanie rozwiązywać podstawowych problemów egzystencji obywateli ani właściwie zadbać o majątek narodowy, powinien ustąpić. Minister Kaczmarek już raz sprywatyzował nyskie zakłady. Parlament, jeżeli nie potrafi wyłonić lepszego rządu, gdyż jedyną alternatywę dla Wiesława Kaczmarka stanowi ten sam Kaczmarek, powinien się rozwiązać i ogłosić nowe wybory. Jednakże, aby te wybory nie zastępowały Wiesława Kaczmarka Kaczmarkiem Wiesławem, a Millera Leszka - Leszkiem Millerem, konieczna jest zmiana systemu wyborczego, na taki, który wreszcie da obywatelom możliwość autentycznego wyboru, a nie tylko rytuał głosowania. Uchwalona Rezolucja zawiera trzy postulaty: (1) wprowadzić zasadę jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu, (2) ogłosić nowe wybory na nowych zasadach i (3) rząd winien przejąć opiekę nad ich zakładami do czasu, aż wyłonieni zostaną lepsi gospodarze, którzy nie będą tylko zrzucali odpowiedzialności za swoje błędy i brak kompetencji na swoich kolegów.
Obradom konferencji w Nysie przysłuchiwało się spore grono dziennikarzy, przez kilka godzin towarzyszyła ekipa telewizji państwowej. Relacje z Kongresu przedstawione zostały w kilku kolejnych sobotnich dziennikach telewizyjnych: o godzinie 17.00 w Teleexpressie, o 18.30 w Panoramie, o 19.30 w głównym wydaniu Wiadomości. W żadnej z tych relacji zakazane słowa "jednomandatowe okręgi wyborcze" nie pojawiły się ani razu, główne postulaty strajkującej załogi i uczestników Kongresu, pominięto. Zamiast tego ogłoszono, że domagają się oni "renacjonalizacji", a więc odwrócenia biegu dziejów i powrotu do komuny i PRL. Tak pojmują swoje zadanie właściciele telewizji publicznej, tak pojmują zadania i obowiązki dziennikarze publicznych mediów.
Ale to nie pracownicy "Nysa Motor" i uczestnicy Kongresu Protestu chcą powrotu do peerelu i czasów komuny. To państwowa telewizja publiczna ich w te czasy przenosi. Działa on bowiem dokładnie tak samo, jak działała telewizja publiczna w tamtych czasach: posługując się kłamstwem i dezinformacją, manipulując przekazem wiadomości, ukrywając prawdziwy stan rzeczy. Dokładnie tak samo działała telewizja 22 lat temu, relacjonując protesty strajkujących załóg. Ta działalność, tak wtedy, jak i dzisiaj stoi w całkowitej sprzeczności z zasadami, które sformułowane zostały w Konstytucji i w Ustawie o Radiofonii i Telewizji. Postępowanie wbrew tym zasadom, sianie kłamstwa i dezinformacji stanowi zarzewie niepokoju społecznego i skłania zdesperowanych ludzi do podejmowania bardziej radykalnych form protestu.
Protestujące załogi zaproponowały pokojowe, demokratyczne, umiarkowane, zgodne z zasadami zbiorowego współżycia rozwiązanie konfliktów: jednomandatowe okręgi wyborcze. Okazuje się, że rząd Leszka Millera i jego agendy tych trzech słów boją się bardziej niż strajków, głodówek i ulicznych demonstracji. Ale to ukazuje wyraźnie, gdzie jest ich punkt najsłabszy. Zrozumieć to powinien każdy, kto chce pomóc zdesperowanym załogom i ich rodzinom, każdy kto chce zatrzymać i odwrócić zabójczy poślizg w jaki wpadła Polska: trzeba nam zdecydowanie przyłączyć się do głównego postulatu Nyskiego Kongresu Protestu i domagać się natychmiastowego wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Aby wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze budżet państwa nie potrzebuje wydać ani jednej złotówki, jest to jedyna prawdziwa reforma, której realizacja nic nie kosztuje, a jej skutki będą zbawienne dla Polski.
28 maja 2002