Jerzy Przystawa
Dlaczego beznoga pchła nie skacze?
(Komentarz wygłoszony w Katolickim Radio Rodzina, 18. XII. 2001)
Kiedy byłem jeszcze małym chłopcem opowiadaliśmy sobie taki dowcip o wielkich uczonych radzieckich, którzy przeprowadzali badania nad skocznością pcheł. Umieścili pod mikroskopem pchłę, wyrwali jej jedną nóżkę i rozkazują: skacz! Pchła skacze. Wyrwali drugą nóżkę: skacz! Pchła skacze. Wyrwali trzecią, czwartą itd. - pchła skacze. Wyrwali wszystkie. Wołają: skacz! Pchła nie skacze. Uczeni wyciągają wniosek: kiedy pchle wyrwie się wszystkie nogi - pchła traci słuch!
Ten stary dowcip przychodzi mi na myśl, ilekroć czytam subtelne analizy obecnej sytuacji politycznej w Polsce, których, od dnia ostatnich wyborów parlamentarnych, nie brakuje, szczególnie zresztą za sprawą pana Andrzeja Leppera. Tak bardzo wszyscy pragnęliśmy demokracji i patrzcie co się dzieje:
"większa połowa" Polaków w ogóle lekceważy parlamentarne wybory i nie fatyguje się nawet pójściem do urny, ta druga, "mniejsza połowa", też, okazuje się nie lepsza. Nie dość, że wybrała nam do rządu komunistów – to jeszcze można by jakoś przeboleć - ale , co gorsza, wyeliminowała z Sejmu najbardziej światłą, nowoczesną i europejską formację polityczną, Unię Wolności, a na jej miejsce wprowadziła jakieś potworne, populistyczne ugrupowania, jakieś "leppery i elpeery". Tygodnik "Polityka" opublikował w ostatnim numerze smutny raport o dramacie naszej najznakomitszej partii politycznej, która nagle się rozpada, jej szeregi rzedną, lokale pustoszeją tym bardziej, że po odcięciu od posad i stanowisk, już nawet nie ma skąd wziąć pieniędzy na czynsz i ogrzewanie.
Polska demokracja jest chora, wołają zgodnym głosem najznamienitsi nasi publicyści i komentatorzy polityczni. Sobotnio-niedzielne wydanie "Rzeczpospolitej" ("Rz" nr 293 z 15-16 grudnia 2001), przynosi obszerny tekst Jarosława Gowina, redaktora naczelnego "Znaku", pod tym właśnie tytułem: "Choroby polskiej demokracji". Obok niego, w dodatku tygodniowym "Plus-Minus", na ten sam temat labidzi czołowy publicysta paryskiej "Kultury", Smecz vel Tomasz Jastrun.
Lista chorób, jakich dopatrzył się Redaktor Naczelny "Znaku" jest długa i imponująca. Mamy tam "zagubiony elektorat", łasy na populizm Lepperów, elektorat kiepsko wykształcony, za to roszczeniowy; mamy co raz bardziej wyalienowaną klasę polityczną; mamy postkomunistów zmierzających do oligarchizacji i całkowitego upartyjnienia państwa; rozbitą, rozproszoną, niezdolną do jedności prawicę i centroprawicę; mamy "państwo chorych instytucji", bo, jak się okazuje, nawet Trybunał Konstytucyjny jest "skorodowany i podporządkowany doraźnym interesom partyjnym". Mamy fiasko reform rządu Jerzego Buzka; państwo ucisku fiskalnego, ale słabe i poddające się najróżniejszym partyjnym i grupowym naciskom. Itd., itp.Wreszcie, mamy chorą gospodarkę, która nie jest ani społeczna ani wolnorynkowa.
Redaktor Gowin, niczym staranny i drobiazgowy diagnosta przebadał już wszystko. Pacjent jest chory i nie chodzi. Okazuje się, że ma spuchnięte gardło, zatkane uszy, powiększoną wątrobę, niewydolne krążenie, wypadają mu włosy i zęby. Stan opłakany, niemal fatalny. Boli go prawie wszystko i jeszcze nie wiadomo skąd te trudności z chodzeniem? W tej drobiazgowej diagnozie nie ma ani słowa tylko o jednym: pacjent, jak ta pchła z dowcipu, od co najmniej 12 lat nie może chodzić, bo tramwaj obciął mu obie nogi!
W całym subtelnym i błyskotliwym wywodzie nie ma ani jednego zdania o fundamentalnym dla demokracji rozstrzygnięciu jakim jest ordynacja wyborcza, podstawowy mechanizm ustrojowy, decydujący o tym w jaki sposób jest wyłaniana elita władzy. W kwietniu tego roku, 57 posłów, z Bronisławem Geremkiem, Marianem Krzaklewskim i Jarosławem Kaczyńskim na czele, wystąpiło z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie tzw. proporcjonalnej ordynacji wyborczej, która wyniosła ich na szczyty władzy, za sprzeczną z Konstytucją! Ja nie oczekuję od Redaktora Gowina, że zaraz uzna sprawę ordynacji wyborczej za problem nr 1, ale żeby w ogóle tego problemu nie dostrzec?
Od 12 lat nasi ustawodawcy eksperymentują i majstrują przy ordynacji wyborczej. Mamy czwartą kadencję Sejmu i czwartą już ordynację wyborczą.
W tym majstrowaniu przechodzimy konsekwentnie od ordynacji złej do gorszej.
Zauważył to nawet Prezydent Kwaśniewski i, podpisując ostatnią z nich, oświadczył, że ta ordynacja oznacza psucie Rzeczypospolitej. Można więc bez ryzyka podjąć zakład, że niebawem będziemy mieli piątą. Jakiż to kontrast z takimi np. Stanami Zjednoczonymi, w których od roku 1787, a więc od 214 lat, wybory dokonywane są według tej samej ordynacji w jednomandatowych okręgach wyborczych. Jarosław Gowin pisze, że "po roku 1989 ( w Polsce) zdecydowano się pójść drogą imitacji rozwiązań zachodnich". To słuszna obserwacja. W Polsce, niczym małpy, naśladujemy rozwiązania zachodnie nieomal we wszystkim, tak jakby Polska nie posiadała tysiącletniej historii, w tym bogatej i wspaniałej tradycji 300 lat unikalnego w Europie i na świecie, demokratycznego państwa, w czasie kiedy o Stanach Zjednoczonych jeszcze nikt nie słyszał. Ale skoro już nawet długość ogórków przykrawamy do wzorów zachodnich, to jak to się dzieje, że w tej najważniejszej konstytucyjnej sprawie nie chcemy nawet słyszeć o wzorowaniu się na amerykańskiej konstytucji i amerykańskich rozwiązaniach? A jeśli już nie lubimy z jakiegoś powodu Ameryki, to dlaczego nawet nie dyskutujemy mechanizmu wyborczego, jaki z powodzeniem stosują najsilniejsze i najważniejsze państwa Unii Europejskiej, jak Wielka Brytania i Francja, w których wybory też odbywają się wyłącznie w okręgach jednomandatowych? Jeśli Andrzej Lepper to ekstremistyczny margines populizmu, to dlaczego nie skorzystać z mechanizmu, który takim "ekstremom" skutecznie stawia tamę? Jakoś nie słyszymy, żeby tam, gdzie wyborów dokonuje się w jednomandatowych okręgach wyborczych, do parlamentów dostawali się radykalni ekstremiści? Warto przypomnieć, że sukces Hitlera w Niemczech był możliwy przede wszystkim dlatego, że obowiązywał tam partyjny system wyborczy. W Austrii, gdyby nie tzw. ordynacja proporcjonalna nie byłoby problemu z partią Haidera i nie potrzebne byłyby sankcje europejskie. Tymczasem we Francji, uznawany powszechnie za prawicową ekstremę "Front Narodowy" Le Pena nie może dostać się do parlamentu właśnie dlatego, że na przeszkodzie stoi system wyborczy.
Albowiem w jednomandatowym okręgu wyborczym nie wystarczy 10 czy 15 procent poparcia, żeby zdobyć mandat, konieczne jest poparcie większości!
Ani pan Gowin ani pan Jastrun, po wyżaleniu się na przykrą i nieprzyjemną sytuację, nie proponują absolutnie niczego. Jarosław Gowin swój artykuł kończy tak: "Jak ochronić polską demokrację przed samozatruciem? Nie ma prostej odpowiedzi. Ale najpierw musimy zacząć o tym poważnie rozmawiać."
Panu Redaktorowi Naczelnemu "Znaku" i "Rzeczypospolitej" mogę powiedzieć tak: warunkiem znalezienia wyjścia z sytuacji jest swobodna i nieskrępowana dyskusja publiczna. Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych postulat zmiany systemu wyborczego zgłasza od lat. W ciągu ostatnich dwu lat Ruch zorganizował 13 ogólnopolskich konferencji na ten temat. Redaktorzy wychodzących w Polsce pism politycznych z uporem godnym lepszej sprawy udają, że o tej sprawie nigdy nie słyszeli. W samej Redakcji "Rzeczypospolitej" leżą co najmniej trzy moje teksty na ten temat, które, mimo obietnic, nie doczekały się publikacji. Przez ponad pół roku, najpierw w redakcji "Polityki" a potem "Rzeczpospolitej" leży, zbywany redakcyjnymi wykrętami, świetny tekst profesorów Uniwersytetu Toruńskiego, socjologa, Andrzeja Zybertowicza i filozofa polityki , Andrzeja Szahaja, upominających się o jednomandatowe okręgi wyborcze. Jak się okazuje dla tej tematyki zamknięte są zarówno łamy "Polityki" jak i "Tygodnika Powszechnego". Jeśli ktoś z Szanownych Słuchaczy zauważy w "Znaku" albo w "Rzeczpospolitej" , czy gdzie indziej, tekst niniejszego komentarza, to proszę, żeby mnie o tym powiadomił. Będzie to jaskółka, że może, kto wie, redaktorzy tych pism są już gotowi rozważyć, czy przypadkiem, poza głuchotą, nie ma innej przyczyny, dla której beznoga pchła nie chce skakać.
Boże Narodzenie 2001
Obywatelski Ruch na rzecz JOW