Jerzy Przystawa

 

13 grudnia

 

 

 

 

(komentarz wygłoszony w Katolickim Radio Rodzina, 12 grudnia 2002)

 

            123 lata niewoli, krwawe i bezkrwawe wysiłki zaborców, którzy postanowili na zawsze rozwiązać „problem polski”, wymazać nasz kraj z mapy Europy, lata „Kulturkampfu”, rusyfikacji, polityka knuta i judaszowych srebrników – nie przydały się na nic. Kiedy pojawiła się szansa i okazja, Polska wybuchła. „Kiedy naprawdę Polacy powstaną, to składek zbierać nie będą narody”. Tak wieszczył Wieszcz i tak powstali. Nie chodzili z czapką w ręce i na kolanach zabiegać o dopłaty, o dotacje, o wspomożenie przez możnych tego świata. Pobili wrogów, zbudowali swoje Państwo, ku zdumieniu Leninów i Lloydów Georgów, którzy się martwili czy przypadkiem ta polska gęś nie udławi się tłustymi kęskami, jakie jej przypadły w udziale. A nade wszystko wykształcili swoje dzieci, ucząc ich godności, patriotyzmu, dumy ze swego kraju. Nie uczono w polskich szkołach jak obchodzić się z koleżankami w ciąży, posługiwać prezerwatywą czy chronić przed AIDS. Uczono, że melior est pro patria cadere, ale uczono jak żyć i pracować dla Ojczyzny. I wyuczono dobrze, udowodnił to rozwój II Rzeczypospolitej i II Wojna Światowa.

 

Wtedy usiłowali uciąć Polsce głowę, pozbawić ją patriotycznej elity, wycięli profesorów, wychowawców, kapłanów. Przez 40 lat próbowali nas wyedukować na swój ład, chcieli z nas zrobić internacjonalistów, ludzi sowieckich. Kazali nam wyrzec się mrzonek o niepodległości, o suwerenności, kazali nam zapomnieć o naszej historii, a naszych bohaterów uważać za zdrajców i nikczemników. Napisali nowe podręczniki, napisali nową historię. Kazali nam wyrzec się naszej wiary, szydzić z naszych powstań narodowych, kpić z ofiary pokoleń. Zamiast „Jak długo w sercach naszych...”, zamiast „Legiony, to żołnierska nuta” kazali nam śpiewać „Sziroka strana maja radnaja” i „Sajuz nieruszimyj”. Żołnierzom w miejsce rogatywek kazali nosić papachy, a w miejsce orła z koroną przypinać kurę, zamiast Zwycięstwa nad Wisłą kazali czcić klęskę i rzeź polskich chłopców pod Lenino.

 

Wszystko to na nic. Nie wiadomo dokładnie, jak i dlaczego, w sierpniu 1980 roku Polska wybuchła ponownie. Wróciła zamazana i wymazywana historia, wróciły pieśni patriotyczne, wrócili bohaterowie narodowi, wróciło potężne pragnienie wolności, suwerenności, niepodległości. Rozsypała się czterdziestoletnia sowiecka edukacja. Strach zajrzał w oczy Jaruzelskim, Rakowskim. Kiszczakom, Kwaśniewskim.

 

Noc 13 grudnia 1981 była rozpaczliwą próbą zawieszenia wyroku historii, walką o czas, o zminimalizowanie klęski, o uratowanie skóry. Jeszcze raz wysłali przeciwko Polsce czołgi, transportery opancerzone, ZOMO i wojsko. Poprzebierali w mundury dziennikarską żulię i kazali jej straszyć Polaków przez ekrany telewizorów i reżimowe szczekaczki. Już nie próbowali edukować, wiedzieli bowiem, że tego upartego narodu na swój ład nigdy wyedukują. Siłę argumentu zastąpił argument siły, argument, który Polakom nigdy specjalnie nie trafiał do przekonania.

 

Na darmo więc marzli chłopcy w mundurach przy ulicznych koksownikach owej surowej zimy. Na darmo ganiały patrole jawne i tajne. Na darmo tysiącami zapełnili więzienia, urządzali łapanki i pałowania na ulicach. Naród zaczął edukować się sam, wytrzebiona, schorowana, kiepsko wykształcona polska inteligencja stopniowo odkrywała na czym polega prawdziwe powołanie inteligencji i do czego jest ona narodowi potrzebna. Bez przygotowania, bez środków, bez papieru, bez farby, bez maszyn drukarskich wydała w podziemiu tysiące tytułów zakazanych książek, setki czasopism, miliony ulotek, zorganizowała sieci kolportażu, podziemne biblioteki, podziemne videoteki, radiostacje. Duch Polski nie dał się złamać ani zastraszyć, nie wyrzekł się wartości najważniejszych: wolności i niepodległości. W więzieniu w Nysie, więzienny poeta napisał słowa, które często śpiewaliśmy:

 

Ta noc się skończy.

Wstanie dzień nad Ojczyzną

Rany zarosną blizną

Przyjdzie wolności czas.

 

Ta noc się skończy.

Po niej przyjdzie nasz świt

Brat się z bratem połączy

Z was nie będzie już nikt.

 

Ta noc się skończyła. Potężne armie odjechały na Wschód, rakiety poszły na złom, a wraz z nimi czołgi i transportery opancerzone. Jelcyn z Putinem poszli do cerkwi, Jaruzelski z Oleksym i innymi oddanymi towarzyszami pojechali do Częstochowy. Orłu przywrócono koronę, wojsku rogatywki, 11 Listopada stał się ponownie świętem narodowym – Dniem Niepodległości. Premierzy i sekretarze jakby przestali jeździć po instrukcje do Moskwy. Teraz były sekretarz KC PZPR rozjeżdża po europejskich stolicach, ale już jako premier Wolnej i Niepodległej, i stawia „twarde warunki” Brukseli i Kopenhadze. Towarzyszy mu inny sekretarz i niedawny premier, a obecnie przedstawiciel Sejmu Rzeczypospolitej. Towarzyszą im w tych wojażach całe kohorty twarzy, o których wieszczyła więzienna pieśń, że „z nich nie będzie już nikt”.

 

13 grudnia 2002, 21 lat po tamtej „nocy generałów”, to nie tylko koincydencja, zbieżność dat. Kiedy słucham wypowiedzi naszych „autorytetów”, wytrawnych „komentatorów”, „profesjonalnych negocjatorów”, mam nieodparte wrażenie, że chodzi wciąż o to samo: o ujarzmienie Ducha Polski, o rzucenie go na kolana, żeby sam zapomniał o tym, co stanowiło jego istotę, sedno polskości. Odnoszę wrażenie, że doszli do przekonania, że to czego nie dokonali knutem i nahajką, hekatombą krwi, Auschwitz i Birkenau, Katyniem, łagrami, czołgami na ulicach i obozami internowanych, uda się im rozbudzając w nas chciwość i pożądanie. Codziennie, na okrągło, we wszystkich mediach roztaczają przed nami panoramę czekających wspaniałości, gdy tylko wyrzekniemy się wartości, za które cierpiały, i o które walczyły długie pokolenia naszych przodków. Jeśli tylko sami, bez przymusu, z dobrej woli wyrzekniemy się niepodległości, wyrzekniemy się naszego państwa, zrezygnujemy z suwerenności. Tłumaczą nam, że są to pojęcia i wartości niegodne Europejczyków. To było dobre kiedyś, w przedhistorycznej przeszłości. Tak uczą Michnik z Geremkiem, Oleksy z Millerem i Kwaśniewskim a imię ich LEGION. Dzisiaj, powiadają, trzeba być realistą a nie romantykiem, dzisiaj liczą się tylko pieniądze, dopłaty pośrednie i bezpośrednie, możliwość jadania ostryg w brukselskich barach, technoparady miłości, wyzwolenie geyów i pornograficzne pisma dostępne w każdym kiosku. Nowoczesny Europejczyk chce tylko dobrze zjeść i dobrze się bawić. Jutro, 13 grudnia, mamy pokazać, że Polacy już stali się takimi nowoczesnymi Europejczykami, a jeśli nawet jeszcze nie, to zasługują, aby nimi być.

 

Wierzę, że to się nie uda. Wierzę, że Duch Polski nie da się złamać i skorumpować błyskotkami i czczymi obietnicami. Wierzę, że Polska wybuchnie znowu. Ułatwmy działanie Duchowi Polskiemu. Niech każdy Polak dowie się dzisiaj czym i po co są potrzebne jednomandatowe okręgi wyborcze i domagajmy się ich wprowadzenia. Wytłumaczmy to górnikom i hutnikom, pielęgniarkom i nauczycielom, kapłanom i katechetkom, profesorom i studentom. Ta wiedza nie boli. Przyda się nam wszystkim. I może wtedy następne rocznice 13 grudnia przeżywać będziemy w innym, lepszym nastroju .

 

 

Jerzy Przystawa

12 grudnia, 2002