Ojczyzna.pl
![]() |
Ewa Polak-Pałkiewicz
Manowce słusznej sprawy |
|
Zbliżające się referendum każe z niecierpliwością oczekiwać od sił politycznych, które deklarują się jako przeciwnicy tzw. integracji, odpowiedzialnej i wiarygodnej postawy politycznej. Bez niej przegramy referendum. Postawa wiarygodna oznacza posiadanie programu na miarę polskich potrzeb. Niestety, okazuje się, że eurosceptycyzm, nawet najlepiej argumentowany i najgłębiej przemyślany, nie oznacza, iż partie polityczne, które się do niego przyznają, mają wizję przyszłej Polski. A w każdym razie takiej wizji Polakom nie przedstawiają. Żeby posiadać ową wizję Polski - obraz jej rozwoju, usytuowania w świecie, rozwiązywania, krok po kroku, jej problemów, trzeba posiadać logiczny, dojrzały, zrozumiały dla Polaków, realistyczny program polityczny i gospodarczy. Jest jakimś dramatycznym nieporozumieniem, że środowiska prawicowe, które znalazły się w Sejmie dzięki poparciu katolików, do dziś - a upłynęło już wystarczająco wiele miesięcy - takiego programu nie wypowiedziały.
Eurosceptycyzm - żeby był wiarygodną postawą polityczną - musi wynikać z wizji Polski. Polski, którą stać na niezależność. Ale nie może tej wizji zastępować. Na samej negacji nigdy w historii niczego trwałego nie zbudowano. Tymczasem od zwykłych ludzi, którzy starają się myśleć na własny rachunek, a nie są w stanie doczekać się programu prawicy, słyszymy coraz częściej niecierpliwe pytania: "Jak nie do Unii, to gdzie?", "Co się stanie z Polską, gdy do Unii nie wejdziemy?". Na te pytania powinna paść jedyna logiczna odpowiedź: "Znajdziemy się tam, gdzie są dziś Szwajcaria i Norwegia".
Ale taka odpowiedź traktowana bywa jako żart. Dlaczego?
Zauważmy: eurosceptyczni Norwegowie nie musieli przed referendum unijnym niczego swoim rodakom wykazywać. W niczym ich utwierdzać, wystarczyło, że pokazali zagrożenia ze strony Unii. Podobnie jak Szwajcarzy, Norwegowie od czasu ostatniej wojny byli - w przeciwieństwie do nas - niezależni, mogli w konkretnych działaniach potwierdzać swoją wartość. W Polsce komunizm szalał przez 50 lat, a w III RP zwyczajni obywatele, ludzie spoza układów korupcyjnych czy politycznych, pozostają nadal ludźmi drugiej kategorii, nie są w stanie dostać byle kredytu, a ci, którzy są najbardziej zagrożeni - jak rolnicy - nie mogą też przeskoczyć obciążeń lat PRL-u i zorganizować się w skuteczną siłę polityczną i gospodarczą. Na co dzień demoralizacja objawia się liberalizmem.
Trudno dzisiaj Polakom uwierzyć w swoje talenty, swoją umiejętność samodzielnego pokonania kryzysu. W tej sytuacji prawica, która poprzestaje jedynie na hasłach, choćby najsłuszniejszych - działa jak komuniści á rebours, choć przecież nie sposób ujmować jej patriotyzmu. Tymczasem Polacy mają prawo oczekiwać od prawicy rzeczywistej, intelektualnej alternatywy dla systemu, który dosłownie wtłacza nas w globalizm. Wiadomo na przykład, że ustrój podatkowy jest zły. Prosimy, pokażcie nam lepszy. Czekamy bezskutecznie i od dawna na alternatywę dla monetaryzmu. Kiedy usłyszeliśmy cokolwiek ze strony prominentnych postaci prawicy na temat zastawiania Polski przez emisję obligacji skarbowych? Czy jakaś formacja prawicowa spróbowała naświetlić konsekwencje podatku katastralnego? Owszem, robiły to indywidualne osoby, nigdy oficjalnie nie komentowała tego partia polityczna. AWS, choć była najdłużej rządzącą formacją prawicową, nawet nie wypowiedziała istoty naszych cywilizacyjnych i gospodarczych interesów.
A przecież Polacy nie boją się wolnego rynku, byle prawidłowo funkcjonował. Są przeciwni wszelkim wariacjom na temat socjalizmu. AWS nie dlatego przegrała, że kolaborowała z UW. To nie demoliberalna i lewicowa UW zdradziła Naród, to AWS wystrychnęła na dudka tych, którzy upatrywali w niej reprezentację interesów prawicowego Narodu. Przegrała, bo nie miała programu na miarę polskich potrzeb. Związek AWS z UW był logiczną konsekwencją tego braku.
Zwróćmy uwagę, że lewica właśnie takiej prawicy potrzebuje, prawicy podzielonej, uwikłanej w wewnętrzne rozgrywki, nade wszystko zaś niedokształconej. Taka prawica jest w istocie jej sprzymierzeńcem, i taką prawicę gotowa jest lansować w swoich mediach. Kolejne rządy okresu III RP - z nielicznymi wyjątkami - pracowały nad obniżeniem samooceny Polaków. Ta obniżona samoocena to dziś jeden z najpoważniejszych problemów naszego kraju. Dokłada się do tego anarchizująca społeczeństwo i pogłębiająca frustrację propaganda. Największe media z całym "pietyzmem" ukazują dziś bezapelacyjny rozkład państwa, pogłębiając w ten sposób czarne nastroje i kierują wielu z nas w stronę "integracji" jako jedynego rozwiązania. Na tę zaniżoną samoocenę polskiego społeczeństwa składa się również postawa polityków prawicy, którzy za cały program mają swoje przyszłe uczestnictwo we władzy i protekcjonalne zapewnienia, że "nie dopuszczą", by Polska rozpłynęła się w strukturach UE.
A co poza tym? Polacy myślą i analizują. W Polsce katolickiej narasta rozczarowanie brakiem wizji programowej prawicy. Wielu posłów o proweniencji narodowej publicznie twierdzi, że nie jest w stanie zrobić czegokolwiek w tej materii w obecnej konfiguracji politycznej. Nie jest to prawda. W tej sytuacji ich obowiązkiem jest pracować nad dojrzałym programem odbudowy Polski i po prostu głosić go. Trzeba spojrzeć w oczy smutnej prawdzie: klęski polityczne obozu katolickiego w Polsce nie były tylko wynikiem przewagi lewicy w mediach i jej zręczności w uprawianiu gry politycznej. Nie można też usprawiedliwiać wszystkiego konsekwencjami "okrągłego stołu".
Do postaw polityków prawicy zakradło się liberalne przeświadczenie, że praca i wyrzeczenia dla Ojczyzny i przyszłych pokoleń nie mają sensu. Liczy się tylko sukces i doraźność. Władza i pieniądze. Polska tymczasem potrzebuje pracy organicznej, poświęcenia, ale także odwagi w myśleniu, błysku politycznego geniuszu. Potrzebuje ludzi, którzy dotrą ze swoją wizją do wszystkich środowisk i obudzą w nich nadzieję. Polska potrzebuje gruntownie wykształconych i realistycznie myślących polityków prawicowych. Ale nade wszystko potrzebuje - jak wody i powietrza - polityków, którzy będą ludźmi wiary i modlitwy. Dlaczego? Ponieważ Polacy zostali wyposażeni przez Pana Boga w zmysł krytyczny i zdrowy rozsądek. To zdrowy sens, rozumienie powagi sytuacji podpowiada im, że bez modlitwy, bez wiary naszych przywódców zostaniemy pariasami i niewolnikami, ześlizgniemy się na margines historii naszego kontynentu.
Ewa Polak-Pałkiewicz
|