Krzysztof Pawlak

 

Dożynki błaznów

 

 

 

Może nie wszyscy już pamiętają błazenadę tzw. ministra Marka Siwca, która została nagłośniona w trakcie kampanii prezydenckiej 2000 roku przez konkurencyjny sztab socjalistów pobożnych od bossa związkowego Mariana Krzaklewskiego. Naśladował ów wybitny przedstawiciel tzw. obozu prezydenckiego tow. Wieprza (kłania się program "Polskie zoo" wyświetlany niegdyś pod rządami prezesa Walendziaka w partyjnej TVP) - Olka "Disco" Kwaśniewskiego - papieża Jana Pawła II w Jego nieustającym geście szacunku składanym podczas każdej pielgrzymki: pokłonie Pielgrzyma do samej ziemi. Tzw. minister Siwiec zmałpował ów gest na polecenie kandydata do urzędu prezydenckiego "Disco" Olka podczas ich wycieczki partyjnej do Kalisza w inspekcji szeregów PZPR-owców na stanowiskach w urzędzie wojewódzkim. Żart był iście przedniej próby - śmiała się przecież z niego cała Polska, a jeśli i nawet nie cała - to na pewno cała kamrateria naturalizowanych na sznyt socjaldemokracji post(?)komunistów.

 

Przecież ludyczne wygłupy nigdy nie wyszły z mody pośród gminu czy wywodzących się z fornalskiego zaciągu w szeregi inżynierów społecznych - Nowych Władców Rzeczypospolitej.

 

Na początku września, trochę wcześniej niż zwykle z powodu przyśpieszenia cyklu wegetacyjnego, na który wpływ miała przecudowna pogoda tegorocznego lata, odbywało się w Polsce rolniczej zwyczajowe i ludyczne składanie wyrazów wdzięczności za udane plony - komu, to już zależało od komitetu organizacyjnego - czyli dożynki. W historii naszego narodu zazwyczaj obyczaj ten adresowany był do lokalnych władyków, w rodzaju księcia czy innego możnowładcy, a w czasach II Rzeczypospolitej – często wielkiego posiadacza ziemskiego, zwanego dziedzicem, albo reprezentanta władzy państwowej. Na tę okazję rządowe media zaczęły rozpowszechniać intensywnie informację o odbyciu się "dożynek" w miejscowości Spała, których głównym adresatem był Olo "Disco" Kwaśniewski, na tę okazję odchudzony chemicznie o kilkadziesiąt kilogramów, co już samo w sobie świadczy o kompletnym niezrozumieniu idei stojącej u podstaw tego obyczaju przez post(?)komunistów polskiego chowu - nic tak przecież nie raduje duszy hodowcy trzody, bydła, sadownika czy badylarza jak właśnie rumiane i apetycznie wyglądające oblicze konsumenta jego produktów. Miejscowość owa nie bez kozery została powtórnie wybrana przez świtę OMC Magistra, gdyż powtarzając ową wiadomość, media zgodnym chórem podkreślały, że jest to niejaka "kontynuacja tradycji" dożynek urządzanych przez Prezydenta II RP Ignacego Mościckiego w latach 1927-38, przerwanych dramatycznie przez poprzednią próbę bezreferendalnego przyłączenia Polski do Zjednoczonej Europy, dokonaną przez jej aktywistów w roku 1939. W taki to sposób media dyskretnie wykonują "podgatowkę", przygotowując Polaków do zbliżających się nieuchronnie czasów, w których ponownie będzie można nazywać "Gospodarzem" - jak za czasów tow. Władysława "Wieśka" Gomułki z PPR - obecnego i jego następców z rodu kompartyjnego KPP/PPR/PZPR/SdRP/SLD prezydentów szlifu komunistycznego. Ponieważ jednak towarzysze obecnie sprawujący nieustająco władzę w III RP są albo bezpośrednio obarczeni traumatycznymi wspomnieniami z czasów zamieszkiwania w czworakach dworskich, albo są dopiero drugim, wykształconym już co nieco - często nawet w ekskluzywnych ośrodkach pedagogicznych - pokoleniem władyków, naturalną koleją rzeczy nie potrafią - bo i nie mogą - ustrzec się towarzyszącemu nieustannie ich działaniom, zmierzającym do nabrania maksymalnie szerokiego legitymizmu rządów swej oligarchii, akcentu komizmu, a właściwie - błazenady, którą tak szczerze i bezpośrednio wtedy w Kaliszu zaprezentował tzw. prezydencki minister, tow. Siwiec.

 

Prezydent II RP Ignacy Mościcki uczestniczył całkiem swobodnie w obrządku dożynek w Spale, gdyż tak się składało, że będąc najdłużej ją zamieszkującym polskim użytkownikiem - reprezentantem autentycznego polskiego majestatu, naturalnie prezentował adres, pod który włościanie dokonywali ludycznego i mistycznego spełnienia dziękczynnych wyrazów. Tak nakazywała tradycja polskiego obyczaju, a "dziedzic" Mościcki doskonale rozumiał jej głębokie znaczenie, stanowiące dla podtrzymania wspólnych od tysiąca lat wzorców kulturowych podstawowy wymiar. Towarzysz Aleksander "Wieprz" Kwaśniewski także napomknął w trakcie swoich neo-dożynek o jakiejś tam polskiej tradycji, ale nie omieszkał uczynić tego w pełnym wyrazu powagi kontekście napomnienia o odpowiedzialności samych Polaków za jej podtrzymanie w czasach, które nastąpią po Anszlusie Rzeczypospolitej przez Zjednoczoną Europę, co wreszcie stanie się w 63 lata po nieudanej pierwszej próbie, przeprowadzanej przez pobratymców ideowych towarzyszy post(?)komunistów - socjalistów narodowych chowu niemieckiego. Powaga, z jaką wygłaszał te odkrywcze przesłanie, ma zapewne umotywowanie mogącym zapewne zaistnieć konfliktem socjalistycznej tradycji z głównymi cechami polskiej tradycji w momencie inkorporacji naszego państwa przez struktury administracyjne Nowej Wspaniałej Europy. Do głęboko zapoznanej tradycji wszelakiego chowu socjalistów należy gwałt, mord i rabunek prywatnej własności, co większość ludzi samodzielnie przyglądających się historii nowożytnej wie, choć znowu większość ogółu ludzi przechodzących tzw. państwowy tok nauczania niestety - nie.

 

Jednak wystarczy wspomnieć tylko jakobińskie korzenie socjalizmu wszechświatowego, a świadomość owych bandyckich korzeni staje się jasna. Do takiej, a nie innej tradycji "dożynek" namawiają Polaków apostołowie nowo-starej wiary w powszechne szczęście ludzkości pod egidą omnipotentnych biurokratów, którzy bez utwierdzania socjalistycznych podwalin ustroju państwa, na którym żerują, nie mieliby szans na istnienie, co dopiero mówiąc o ich wydajnym rozwoju, jak to się dzieje na terytorium Unii Europejskiej.

 

Rezydencja wypoczynkowa carów w Spale została podarowana administracji państwowej uchwałą Rady Ministrów z lutego 1920 roku. Wtedy przekazano zabudowania Spały pod zarząd Ministerstwa Robót Publicznych, stwierdzając, że odtąd mają one służyć do celów reprezentacyjnych Rzeczypospolitej, tak jak wcześniej w okresie zaborów służyły uciechom dworu petersburskiego, na którego polecenie zresztą powstały. Towarzysz prezydent "Disco" Olo zapewne woli być reprezentantem i spadkobiercą tradycji polskich użytkowników tej rekreacyjnej miejscowości, choć nie jest to jednak tak jednoznaczne ze względu na niedawną przeszłość PZPR-owskiego i SZSP-owskiego działacza "na froncie przyjaźnie polsko-radzieckiej". W końcu zapewne rauty i zabawy świty carów były dalece wystawniejsze, zważywszy na wielkość posiadanego imperium, do którego nie umywała się już od dawien dawna Rzeczpospolita. Teraz za to tow. Kwaśniewski ma okazję przywdziać szaty Namiestnika Zjednoczonej Europy, do której z całą mocą ciągnie poddane w dużej mierze jego woli społeczeństwo Polski. Może to i nie taki prestiż jak stanowisko prezydenta suwerennej, lecz znowu porównywalnie małej do Rzeszy Europejskiej Rzeczypospolitej, ale w końcu dla błaznów nikt jeszcze nigdy w historii Europy nie przewidywał bardziej odpowiedzialnych urzędów niż ranga powagi ich kaduceuszy.

 

 

Krzysztof Pawlak

9 września 2002

http://www.upr.org.pl/mazowsze/newspro/publ.html