|
|
przedstawia |
Stanisław Michalkiewicz Warta stalinowska czuwa |
W taki mróz, w taki mróz, to nie pora na wyznania, w taki mróz... Najwyraźniej niezawisły sąd skądś znał ten stary przebój, bo nie wyraził zgody na zwolnienie pana red. Michnika z tajemnicy dziennikarskiej. Żadne sekretne polecenie w przypadku niezawisłego sądu nie wchodzi przecież w rachubę, więc przyczyna może być tylko taka. Stąd dla żuka jest nauka, że przemysł rozrywkowy ma znacznie większy wpływ na polski wymiar sprawiedliwości niż nam się wydaje. W takim razie szanse na ustalenie w parlamentarnej Komisji Śledczej, już nie, że prawdy, ale nawet jakichś jej pozorów zbliżyły się do zera absolutnego. Widać to było już po nawiązaniu serdecznego porozumienia między panem premierem i panem prezydentem, po którym pan prezydent z białą flagą powrócił za mury partii. Natychmiast pan poseł Kalisz poczuł się "zmęczony" i słusznie, bo w tej sytuacji nie miał w Komisji już nic do roboty. Nie przeszkadza to oczywiście, by pan poseł Ziobro efektownie kiwał palcem w bucie, a pan poseł Rokita składał dowody przenikliwej inteligencji. Akurat siedzi w pobliżu pani posłanki Renaty Beger, więc nie można wykluczyć, że poziom parlamentaryzmu polskiego wzrośnie dzięki temu przez indukcję.
Ponieważ kilka tygodni temu rządowi przytrafił się casus pascudeus, że nie sprzedał 20-letnich obligacji skarbowych na kwotę 1 mld zł, wicepremier i minister finansów pan Grzegorz Kołodko wystąpił z projektem reformy finansów publicznych. Zgodnie ze spostrzeżeniem Aleksego de Tocqueville, że nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niesprawiedliwości, jakiej by się nie dopuścił skądinąd łagodny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy, inicjatywa pana ministra finansów zmierza w kierunku obniżenia podatków przez ich podwyższenie. To nie byłoby nic specjalnie nowego. Na przykład pan wicepremier Balcerowicz (ten, co to "musi odejść") przed kilkoma laty, za rządów dobrotliwego pana premiera Buzka, zaproponował podatek liniowy. Podatek liniowy sam w sobie nie jest złym pomysłem (chociaż znam jeszcze lepsze), ale pan wicepremier obmyślił go po swojemu, to znaczy w taki sposób, żeby pod tym pretekstem podnieść poziom opodatkowania. Wszyscy pamiętamy, jak pan poseł Miller, podówczas jeszcze nie premier, zaparł się przeciwko temu wszystkimi nogami, a nawet tak przycisnął do muru pana prezydenta, że ten, wbrew wcześniejszym deklaracjom, projekt pana wicepremiera Balcerowicza zawetował. Dowodzi to, nawiasem mówiąc, że pan premier Miller musi dysponować jakimś sekretnym instrumentem nacisku na pana prezydenta. Nie korzysta z niego zbyt często, ale kiedy nadchodzi czarna godzina... Przejście pana prezydenta z białą flagą za mury partii dowodzi, że godzina ta właśnie nadeszła, a ściślej biorąc - chyba już minęła.
Wracając do reformatorskich inicjatyw pana wicepremiera Kołodki, to sam ich kierunek nie jest specjalnie oryginalny i zapewne zakończą się one kolejną podwyżką podatków. Oryginalne jest uzasadnienie, nawiasem mówiąc, zdradzające dokładnie taki właśnie cel. Pan wicepremier stwierdza, że konieczne jest zwiększenie dochodów budżetowych, zarówno w przypadku budżetu centralnego, jak i budżetów samorządowych, żeby Polska mogła w ogóle skorzystać z unijnych funduszy pomocowych, postawionych do jej dyspozycji. Unia bowiem "stawia do dyspozycji" Polski nawet spore pieniądze. Nie oznacza to jednak, że Polska pieniądze te otrzyma. Jest to rodzaj kredytu otwartego do pewnej wysokości, z którego można skorzystać pod wieloma surowymi warunkami, a przede wszystkim - pod warunkiem uprzedniego sfinansowania od 20 do 50 procent kosztów projektu ubiegającego się o subwencję. Żeby zatem skorzystać z pieniędzy "postawionych do dyspozycji", budżet, a właściwie budżety samorządowe (bo te subwencje adresowane są do "regionów") muszą wygenerować dodatkowe pieniądze na inwestycje, a to znaczy, że dochody budżetowe muszą wzrosnąć. Zatem bez podwyższenia podatków się nie obejdzie i to właśnie jest ta oryginalność uzasadnienia.
Warto w związku z tym zwrócić uwagę, co to właściwie oznacza i od strony gospodarczej i od strony politycznej. Jeśli to budżety mają wygenerować dodatkowe środki, by wykorzystać subwencje unijne, to znaczy, że subwencjonowane inwestycje będą dokonywane w sektorze publicznym. Wynika stąd wniosek, że ubocznym skutkiem Anschlussu Polski do Unii Europejskiej może być tylko rozrost sektora publicznego i to dokonany kosztem bezlitosnego fiskalnego drenażu sektora prywatnego. Oznacza to, mówiąc krótko, umacnianie w Polsce ustroju socjalistycznego, tym razem importowanego z Brukseli. Piszę to akurat w dniu 50. rocznicy śmierci Józefa Stalina. Stalin wprawdzie jest już bardzo starym nieboszczykiem, ale jego idee najwyraźniej żyją sobie jak gdyby nigdy nic, czego dowodem są choćby reformatorskie pomysły pana wicepremiera Kołodki. Oto nasza myśl szopenowska, oto nasza warta stalinowska - pisał Konstanty Ildefons Gałczyński, którego w tym roku szczególnie czule wspominamy.
Tymczasem w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu rolnicy z całej Polski mają modlić się na Jasnej Górze o siły do dalszej obrony własnych praw i godnego życia. Jestem pewien, że takiej okazji nie przegapią również rolnicy z Marszałkowskiej, to znaczy politycy. Nie tylko ci, którzy z obrony "godnego życia" - cokolwiek by to nie znaczyło - uczynili sobie program polityczny, ale również i ci, którzy w doprowadzeniu do kryzysowej sytuacji mają pewien udział. Myślę o Samoobronie i PSL, które właśnie zostało wyrzucone z koalicji rządzącej. Zwłaszcza udział polityków PSL wydaje się pożądany. Ten najlepiej wie, jak naprawić zegarek, kto go popsuł. Dlatego też politycy PSL mogliby najskuteczniej doradzić Matce Boskiej, jakie konkretnie łaski powinna w imieniu rolników polskich wypraszać; komu załatwić subwencję, a komu tylko posadę. Ano zobaczymy, czy pan Jarosław Kalinowski zrobi wreszcie coś konkretnego dla rolników polskich, czy mimo Wielkiego Postu nadal pozostanie zatwardziały.
Stanisław Michalkiewicz