Stanisław Michalkiewicz

 

Swój - obcy

 

 

Atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone 11 września ub. roku od razu został porównany do japońskiego ataku na Pearl Harbor. Do takich porównań skłaniał nie tylko podstępny charakter ataku, ale i przewidywana, groźna reakcja Ameryki. Ostatnio pojawiły się informacje, które dodatkowo takie porównanie wzmacniają. Chodzi oczywiście o energicznie zdementowane przez Biały Dom informacje, jakoby prezydent Bush był uprzedzony o przygotowywanych atakach. Prezydent Franklin Roosevelt też podobno wiedział o japońskich przygotowaniach do ataku na Pearl Harbor, ale dopuścił do niego, by na fali oburzenia gładko wprowadzić Stany Zjednoczone do wojny z Niemcami, Włochami i Japonią.

 

Przystąpienie Stanów Zjednoczonych do wojny po stronie aliantów było oczywiście bardzo ważnym wydarzeniem, które jednak stawiało Polskę w bardzo kłopotliwej sytuacji. Sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i to sojusznikiem najważniejszym, stawał się w tej sytuacji Związek Sowiecki, który jeszcze niedawno zaplanował i do spółki z Niemcami przeprowadził kolejny rozbiór Polski. Polska, jako aliant brytyjski i amerykański w wojnie przeciwko Niemcom, stawała się, siłą rzeczy, również aliantem Związku Sowieckiego. Nie wiadomo było, jak tę nową sytuację nawet nazwać, aż wymyślono pojemną, więc nic nie znaczącą formułę, określającą ZSRR , jako "sojusznika naszych sojuszników". Tak formuła miała zarazem określać polską politykę wobec Związku Sowieckiego.

 

Obawiam się, że w następstwie wydarzeń 11 września formuła ta odżyła, oczywiście w zupełnie innych dekoracjach. Ostatnio podczas szczytu w Rejkjaviku potwierdzone zostały specjalne stosunki NATO - Rosja, tzn. mówiąc ściśle - między Stanami Zjednoczonymi a Rosją. Te specjalne stosunki sprawiają, że NATO w coraz to większym stopniu staje się klubem politycznym, a w coraz mniejszym - organizacją wojskową. Upodabnia się, mówiąc krótko, do OBWE, a w tej sytuacji nie ma już większego znaczenia, kto będzie tam należał. Członkowie NATO, może za wyjątkiem Niemiec i W. Brytanii, będą odgrywali raczej rolę chóru z greckiej tragedii. Po drugie, ustanowienie specjalnych stosunków pomiędzy "NATO", a Rosją oznacza zmianę charakteru samego Sojuszu Atlantyckiego.

 

Pierwotnie pomyślany on był jako narzędzie obrony Europy Zachodniej przed Rosją i dlatego właśnie m.in. w latach 90. był on tak bardzo atrakcyjny dla Polski, że bez większych wahań zapłaciła Żydom łapówkę w postaci ustawy o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich. Ciekawe, że taką samą łapówkę musi dzisiaj zapłacić Litwa i chyba inne państwa bałtyckie. Atrakcyjność NATO polegała również i na tym, że Sojusz zakładał obecność wojska amerykańskiego w Europie Zachodniej, m.in. w Niemczech, co stanowiło dla nas okoliczność, delikatnie mówiąc, sprzyjającą, Tymczasem ustanowienie i zinstytucjonalizowanie specjalnych stosunków między "NATO" a Rosją sprawia, że Sojusz Atlantycki traci swój dotychczasowy charakter. Prawdopodobnie wszyscy oficjalnie zaprzeczą takiej diagnozie, ale cóż począć, kiedy NATO wchodząc w konfidencję z Rosją przekształca się w Pakt Białego Człowieka?

 

Jest co najmniej dziwne i świadczące o obłudzie komentatorów, że żaden z nich jakoś nie zechciał zauważyć, iż proces globalizacji musi w polityce doprowadzić do podniesienia na wyższy poziom systemu znanego jako: "swój - obcy". W odróżnieniu od epoki przedglobalistycznej, w epoce globalizacji musiało w pewnym momencie dojść do sytuacji, kiedy do systemu "swój - obcy" trzeba będzie zastosować kryterium rasowe albo bardzo do niego podobne. Przekształcenie NATO w Pakt Białego Człowieka jest naturalnym etapem ewolucji stosunków międzynarodowych tym bardziej, że tak się akurat złożyło, iż na podziały "rasowe" nałożyły się podziały cywilizacyjne.

 

Oczywiście w tej sytuacji musi pojawić się pytanie, czym Stany Zjednoczone skłoniły Rosję do przystąpienia do Paktu Białego Człowieka po tym, kiedy Rosjanie zademonstrowali już swoje możliwości zaostrzonego flirtu z Chinami. To, że Rosja wystawi za to jakiś rachunek, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Wystawiłby go nawet prezydent Jelcyn, a cóż dopiero mówić o prezydencie Putinie? Co to będzie za rachunek, czego będzie dotyczył? Tego, rzecz prosta, nie wiem, chociaż wydaje mi się, że warto zauważyć, jak to jeszcze niedawno Stany Zjednoczone wyraziły "zaniepokojenie", kiedy rosyjska Duma zamierzała ustanowić prawo praktycznie delegalizujące Kościół katolicki w Rosji. Dzisiaj, w obliczu szykan rosyjskich wobec przedstawicieli hierarchii Kościoła katolickiego rząd Stanów Zjednoczonych milczy. Pytanie to jest istotne o tyle, że elementem tego rachunku możemy być my sami, czyli Polska, jej przyszłość i polityczne aspiracje. Wydaje się, że rozpoczęcie przekształcania NATO w Pakt Białego Człowieka już dało znać o sobie w postaci prawdopodobnego fiaska naszej polityki wspierania aspiracji ukraińskich. Nie mam tu nawet na myśli afrontu zrobionego Polsce przez "grupę radnych" miasta Lwowa, ale tzw. całokształt. Wydaje się że Rosja zrobi wszystko, by nie do nadmiernego usamodzielnienia się Ukrainy, a co więcej - że dysponuje odpowiednimi do tego instrumentami. Dopuszczenie do NATO państw bałtyckich to co innego tym bardziej, że nowa rola NATO polega w zasadzie na utrzymywaniu stabilizacji politycznej i ideologicznej na własnym obszarze. Z tego punktu widzenia odpowiedzialność państw silniejszych za stabilizację w regionie jest siłą rzeczy większa niż państw słabszych czy zupełnie słabych. Dlatego też, z naszego punktu widzenia istotne jest, gdzie będzie kończyła się strefa regionalnej odpowiedzialności rosyjskiej, a gdzie zaczynała strefa odpowiedzialności niemieckiej.

 

 

Stanisław Michalkiewicz

 

Artykuł z Witryny ASME

Sobota, 1, czerwca 2002

Artykuł zamieszczony również w Naszej Polsce, nr 22(343)

http://www.medianet.pl/~naszapol/0222mici.html