Stanisław Michalkiewicz

 

Coraz więcej zagadek

 

 

 

          Napisałem projekt ustawy o zniesieniu podatku od spadków. UPR zapowiedziała zbieranie podpisów pod tym projektem tak, żeby można było złożyć go w Sejmie jako obywatelską inicjatywę ustawodawczą. Jestem ogromnie ciekaw, czy ludzie zechcą poprzeć tę inicjatywę swoimi podpisami. Jeśli poprą - to znaczy, że pragną położyć tamę coraz bardziej bezlitosnemu wyzyskowi ze strony naszych okupantów. Jeśli nie poprą - to znaczy, że taki wyzysk im odpowiada, a na to oczywiście nic poradzić nie można.

 

Zakładając jednak optymistycznie, że pod projektem podpisałoby się co najmniej 100 tys. obywateli, ciekawe jaki byłby los tej ustawy w Sejmie?

 

Likwidacja podatku spadkowego jest inicjatywą jak najbardziej prorodzinną, bo zmierza do ratowania ekonomicznej siły rodzin przed zachłannością państwa. Już choćby z tego powodu projekt powinien liczyć na poparcie posłów Ligi Polskich Rodzin, deklarującej politykę prorodzinną. No a posłowie Prawa i Sprawiedliwości? Podatek od spadków jest podwójnie niemoralny, bo po pierwsze - obciążone są nim wartości kiedyś już opodatkowane, a po drugie - jedynym pretekstem wymierzania tego podatku jest fakt, że ktoś umarł. Czy wyzyskiwanie wdów i sierot jest moralne? Jasne, że niemoralne, więc posłowie PiS też powinni tę ustawę popierać. A co z Platformą Obywatelską? Platforma jest za zmniejszaniem obciążeń podatkowych, więc inicjatywa zniesienia podatku od spadków wychodzi naprzeciw jej programowi. Jest ona zresztą bardzo ostrożna, bo akurat podatek od spadków pełni marginalną funkcję fiskalną (na statystyczną gminę przypada z tego tytułu ok. 60 tys. zł rocznie), natomiast jego uciążliwość dla obywateli jest niewspółmiernie wysoka. Więc również Platforma powinna tę ustawę poprzeć. No a Samoobrona? Samoobrona, jak wskazuje sama nazwa tej partii, też powinna poprzeć pomysł likwidacji podatku od spadków. Czy taki projekt poparłoby również PSL? Niby jest w rządowej koalicji, ale przecież przy każdej okazji podkreśla, że działa w interesie obywateli. Jeśli zatem co najmniej 100 tys. obywateli poparłoby projekt, który korzystny jest również i dla wszystkich innych obywateli, to sądzę, że i na poparcie PSL też można by liczyć. Można by, ale nie jest to rzecz absolutnie pewna, bo z konferencji poświęconej prezentacji projektu tej ustawy, nie ukazała się w żadnym ze stołecznych dzienników nawet skromna notatka. Widać dziennikarze nie są zainteresowani zniesieniem podatku od spadków. Czy dlatego, że na żadne spadki nie liczą i ta sprawa prywatnie nic ich nie obchodzi, czy dlatego, że jako funkcjonariusze "czwartej władzy" są po stronie naszych okupantów i tak jak oni - zainteresowani są w fiskalnym wyzysku obywateli?

 

Zamiast tego, w prasie pełno jest informacji o rozmaitych przygotowaniach do integracji z Unią Europejską. Wśród nich mogliśmy przeczytać i tę, że pan premier Miller w wypowiedzi dla agencji Reutersa nie wykluczył dymisji rządu na wypadek, gdyby większość Polaków zagłosowała w referendum przeciwko integracji. Potwierdza to podejrzenia, że rząd ma jedynie program przetrwania do 2004 roku, a potem - już nie. Skoro tak, to może rzeczywiście sytuacja dojrzała do tego, by obywatele zaczęli przejmować powoli sprawy w swoje ręce? Przecież jeśli nawet rząd pana premiera Millera poda się do dymisji, to nie nastąpi koniec świata (tzn. oczywiście kiedyś nastąpi, ale na pewno nie z tego powodu) i będziemy musieli jakoś żyć dalej.

 

Ale dlaczego właściwie rząd nie wyklucza podania się do dymisji na wypadek, gdyby... i tak dalej? Przecież dziś już wiadomo, że przystąpienie Polski do UE wcale nie poprawi finansowej sytuacji naszego państwa. Raczej przeciwnie - wiele wskazuje na to, że może ją pogorszyć. Rzecz w tym, że polska składka do UE w pierwszym roku ma wynieść 2,3 mld euro. Taką sumę trzeba będzie wycisnąć z gospodarki i tak wyciśniętej już jak cytryna. A co w zamian? Wygląda na to, że w najbardziej optymistycznym wariancie będziemy mogli odzyskać z tego około 1,3 mld euro, to znaczy, że dopłacimy do interesu około 1 mld euro. W następnych latach zapowiada się podobnie z tym, że składka będzie trochę większa (2,5 mld i 2,6 mld euro). Dlaczego więc rząd wiąże takie nadzieje z przystąpieniem do UE, że na wypadek, gdyby... i tak dalej, nie wyklucza nawet podania się do dymisji? Doprawdy, trudno to zrozumieć.

 

Ale ten bilans dochodów i wydatków to tylko część problemu. Znacznie chyba ważniejsza jest perspektywa wyjazdu młodych ludzi z Polski do pracy w zachodnich krajach UE. Propaganda nasza robi z tego radosny przywilej, ale warto spojrzeć na to od drugiej strony. Wg znanej prognozy demograficznej ONZ, jeśli obecna UE chciałaby utrzymać "socjal" na dotychczasowym poziomie, powinna w ciągu najbliższych 50 lat zaimportować ok. 100 mln kulisów do roboty, bo tamtejsze społeczeństwa gwałtownie się starzeją. W tej sytuacji zastrzyk świeżej krwi z Europy Środkowej jest dla "starej" Unii niewątpliwie korzystny. Ci młodzi ludzie będą pracowali na emerytury dla zachodnich Europejczyków. No dobrze, ale kto w takim razie będzie pracował na emerytury dla emerytów polskich, którym rząd właśnie ogranicza możliwość dodatkowych zarobków? Tego, rzecz prosta, nikt nie wie, więc nawet o tym nie wspomina, topiąc tę straszną wątpliwość w propagandowym hałasie, którym będziemy ogłuszani począwszy od 9 maja.

 

No dobrze, ale dlaczego rządowi pana premiera Millera aż tak na tym zależy, że nawet nie wyklucza podania się do dymisji, gdyby... i tak dalej?

 

 

Stanisław Michalkiewicz

 

Tekst ze strony UPR-Mazowsze

http://www.upr.org.pl/mazowsze/newspro/publ.html

poniedziałek, 22, kwietnia 2002