Stanisław Michalkiewicz
Smutnym rozumem...
Ten kraj jest mój i twój, nie damy bić się... no, mniejsza z tym. Takie dziarskie piosenki nadaje od samego rana rozgłośnia Wolny Irak, więc nieomylny to znak, że kampania wyborcza do samorządów terytorialnych już się rozpoczęła.
Ludzie wiążą z tymi wyborami wielkie nadzieje. Znajomy emeryt, człowiek w wieku baaardzo podeszłym, pasjonuje się szalenie wyborami na prezydenta Warszawy. Sprawdza sondaże, ironicznie komentuje hasła wyborcze kandydatów i odbywa jakieś tajne narady. Przyciśnięty do muru, z pewnym zażenowaniem wyznał mi, że od jednego kandydata ma przyobiecaną posadę bramkarza przy Bramie św. Honoraty na Powązkach i dlatego tak się uwija przy wyborach.
Z kolei w programach wyborczych Unii Samorządowej, za którą ukrywa się "partia ludzi rozumnych", czyli Unia Wolności, dwóm intelektualistom czasu wojny, czyli panom Frasyniukowi i Bujakowi towarzyszą młodzi ludzie, deklarujący entuzjazm dla integracji z Unią Europejską. Jak tylko Polska wstąpi do Unii, to oni zaraz "będą mogli wyjechać" do ciepłych krajów. Widać myślą, że paryski czy londyński kahał już nie może się doczekać, żeby dać im lukratywne posady. Tymczasem tacy Francuzi, owszem - poszukują polskich kulisów do sprzątania wychodków, bo to wielki prestiż, jak ktoś ma białą służbę, a nie murzyńską, czy nawet annamicką. Tego jednak nikt już im nie powiedział, bo i po co? Sami się przekonają, ale wtedy będzie już, jak to mówią, po harapie. Zresztą, pan Bujak jako wykidajło w paryskim "Rasputinie" - pourquoi pas? Sam tam kiedyś pracowałem razem z nieboszczką Heleną Majdaniec, więc zapewniam, że nikomu korona z głowy nie spadnie. Trzeba tylko nauczyć się nakrywać i sprzątać ze stołu, do czego zaoczne studia na politologii w Warszawie niewiele się przydają.
Wreszcie, dobrze nam radzi pan komisarz Verheugen, żebyśmy wypili sobie po kieliszku sznapsa. Kiedy sobie wypijemy, nawet wejście do Unii wyda nam się trochę weselsze, a w końcu o cóż w życiu chodzi, jak nie o to, żeby być szczęśliwym? W Paryżu widywałem takich szczęśliwców, jak wylegiwali się na stacjach metra, podtrzymując stan permanentnej szczęśliwości kolejnymi tęgimi łykami bibiny. Widzę, że Unia Wolności już się postara o kontynuację tego paryskiego folkloru.
Przedwyborcza atmosfera udzieliła się także i mnie samemu. Wystawiłem więc własną kandydaturę do sejmiku wojewódzkiego w okręgu nr 1 w Warszawie z listy UPR pod numerem 7. Głosujcie proszę, Szanowni Państwo, to sobie trochę posejmikujemy, a tak na wszelki wypadek, kiedy Unia zechce nas zregionalizować, dobrze, żeby w tych sejmikach byli jacyś normalni ludzie, a nie sami sprzedawczykowie.
Z powodu kampanii wyborczej, a także rozpętania walki z fanatyzmem w Polsce, niezauważona przemknęła 40. rocznica rozpoczęcia Soboru Watykańskiego II. Tym większa zasługa pana Jana Turnau, który w "Gazecie Wyborczej" uczcił tę rocznicę notatką zatytułowaną frywolnie "Czterdzieści lat minęło...". "Kto uwierzy, że było kiedyś w Kościele katolickim całkiem inaczej. (...) Jeśli wówczas przy tymże ołtarzu stanąłby obok prawdziwego księdza jakiś pastor albo pop, byłby to grzech ciężki, a gdyby znalazł się tam - nie daj Boże! - rabin, zbrodnia wołałaby o pomstę do nieba. Dzisiaj zaś modlą się razem papiści, schizmatycy, heretycy, Żydzi, muzułmanie" - pisze pan Jan Turnau, upatrując zapewne właśnie w tym największą zaletę Soboru. Czy to zaleta - co do tego zdania są podzielone.
Inna sprawa, że trudno panu Turnau odmówić spostrzegawczości. Rzeczywiście, przed Soborem trudno byłoby wyobrazić sobie rabina celebrującego nabożeństwo w katolickim kościele. Czy było to następstwem lęku przed popełnieniem ciężkiego grzechu? To możliwe, ale w takim razie po Soborze ten lęk bardzo się zmniejszył, albo i całkiem ustał. Czy to jest świadectwo większej odwagi, czy też może mniejszej wiary? Jeśli ktoś jest przekonany, że religia katolicka przekazuje depozyt wiary bez żadnych deformacji, to nie tylko będzie wystrzegał się sprowadzania na Kościół ryzyka jakichś zniekształceń, ale i z życzliwości starał się przekonywać do tej prawdy wszystkich wątpiących.
Tymczasem niedawno ks. prof. Czajkowski, zapytany w telewizji, czy skierowane do apostołów słowa Chrystusa: "idźcie i nauczajcie wszystkie narody", odnoszą się również do narodu żydowskiego, już nie był tego do końca pewien. "Jak ksiądz, co wiarę stracił, a jeszcze powtarza słowa kiedyś mu święte, stojąc u ołtarza i panuje nad wiernych rozmodlonym tłumem, już nie łaską radosną, lecz smutnym rozumem...". Człowiek kierujący się "smutnym rozumem" nie odczuwa już najmniejszego lęku przed grzechem, bo w ogóle zatracił poczucie grzechu. Dlaczego miałby zachować poczucie grzechu, jeśli zachwiał się w poczuciu prawdy? Kiedyś mogło mu się wydawać, że prawdę wypada głosić "w porę i nie w porę", ale cóż tu głosić, niechby i w porę, kiedy zwycięża dziś pogląd, że prawda leży pośrodku, więc tak naprawdę nie wiadomo gdzie? W takiej sytuacji w miejsce "łaski radosnej" pojawia się "smutny rozum" w postaci socjotechniki, w której coraz bardziej liczą się pieniądze, nakłady i monopol medialny. Zresztą niby dlaczego miałoby się liczyć co innego, skoro nie ma już pewności, czy prawda leży tam, gdzie leżała? Skoro nie ma tej pewności, to rzeczywiście - przy ołtarzu może być i rabin, dlaczego nie? Co to w końcu za różnica?
W książce zatytułowanej "Czarne karty Kościoła" włoski pisarz Vittorio Messori energicznie polemizuje z utrzymującymi się w masowej wyobraźni zarzutami wobec Kościoła katolickiego. Mimo, że książka poświęcona jest obronie reputacji Kościoła, Messori w pewnym momencie stawia pytanie: czy obecnie, w obliczu pewnego uwiądu chrześcijaństwa, Pan Bóg nie obrócił Swego zainteresowania w stronę islamu, który najwyraźniej robi konkietę i podbija serca coraz to nowych ludów? W końcu po Soborze Panu Bogu też mogło zrobić się wszystko jedno, w jakiej religii będzie objawiał się rodzajowi ludzkiemu, a skoro tak, islam może być tak samo dobry, jak cokolwiek innego. Jeśli Messori ma rację, byłoby to zwycięstwo idei Soboru Watykańskiego II w skali, można powiedzieć, kosmicznej, więc doprawdy szkoda, że 40. rocznica tego wydarzenia została zagłuszona zgiełkiem kampanii wyborczej.
Stanisław Michalkiewicz
(teksty Stanisława Michalkiewicza, publikowane na witrynie Antysocjalistycznego Mazowsza, można znaleźć na witrynie autora...)