Stanisław Michalkiewicz

 

Lifting dla patriotów

 

 

      Można powiedzieć, że w sprawie integracji z Unią Europejską już wszystko się wyjaśniło. To znaczy oczywiście nie wszystko; takie np. warunki finansowe mają nam zostać objawione bodajże dopiero w grudniu, ale nie chodzi przecież o żadne warunki. Chodzi o to, kto ma rację, a kto nie. To też niby było wiadome od samego początku, ale pojawiały się przecież różne wątpliwości, aż dopiero sam pan red. Michnik ostatecznie przesądził sprawę deklaracją, że za integracją opowiadają się patrioci, a przeciw - czarna zdrada.

 

To jest tak porażająco oczywiste, że wprost nie można z tym dyskutować. Po pierwsze dlatego, że tak zdecydował sam pan red. Michnik, a po drugie - że stoi za tym co najmniej 50-letnia tradycja. Nieprzejednane poparcie dla integracji zawsze było dowodem patriotyzmu, zwłaszcza patriotyzmu prawdziwego. Na przykład Wanda Wasilewska dla zademonstrowania swego poparcia dla integracji została deputowaną do Najwyższego Sowietu bodajże już w roku 1940, pokazując drogę następnym pokoleniom prawdziwych patriotów. Dlatego też Centralny Komitet Integracji Europejskiej przy panu premierze Millerze może śmiało przekształcić się w Związek Patriotów Polskich im. Wandy Wasilewskiej. Taka patronessa wydaje się najwłaściwsza z kilku powodów. Po pierwsze, potrafiła śmiało przejść do porządku nad sentymentami pogrobowców, marzących o cofnięciu nieubłaganego koła historycznej konieczności. Po drugie, ten patronat przypomina, że w sprawach integracyjnych nie jesteśmy jakimiś debiutantami i też potrafimy się nadstawiać. Po trzecie wreszcie, wspomnienie Wandy Wasilewskiej będzie wyrazem hołdu dla pierwszej generacji prawdziwych patriotów, którzy pojęli trud integracji już w latach 40. ubiegłego wieku.

 

Moralny obowiązek takiego hołdu spoczywa na generacji drugiej i trzeciej. Patrioci, jak wiadomo, nie lęgną się na kamieniu. Patriota, niczym skorupka, musi najsampierw nasiąknąć patriotyczną atmosferą, żeby potem móc nią trącić. Francuzi powiadają, że kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat. Z patriotyzmem jest podobnie; kto raz został patriotą, zwłaszcza patriotą prawdziwym, ten nim już pozostanie, żeby tam nie wiem co. Zmieniają się tylko okoliczności, czy też kierunki integracji, ale prawdziwy patriota zawsze wie, co przystoi mu czynić.

 

Na podkreślenie zasługuje zwłaszcza dający się zauważyć mechanizm dziedziczenia skłonności patriotycznych. Dzięki temu właśnie zdrowy trzon tworzą również i dzisiaj patrioci ex definitione, stanowiący awangardę patriotyzmu w każdym narodzie. Zwłaszcza tutaj mechanizm dziedziczenia skłonności patriotycznych jest widoczny szczególnie. Sporą grupę stanowią patrioci sytuacyjni. Jest też garść księży-patriotów, co to "trochę z tacy, trochę z macy", słowem - cały przekrój społeczeństwa socjalistycznego.

 

Ta sytuacja przesądziła o kształcie kampanii informacyjnej pana Sławomira Wiatra, który, ma się rozumieć, jest patriotą dziedzicznym. O ile na początku mogło się jeszcze wydawać, że nastąpi jakaś konfrontacja opinii i poglądów, to teraz jest już jasne, że nic z tego nie będzie. i Słusznie, bo co tu się ma ścierać, kiedy z góry wiadomo, że z jednej strony jest prawdziwy patriotyzm i Jasnogród, a z drugiej - czarna zdrada i Ciemnogród? Dlatego też zupełnie niepotrzebnie dziwuje się pani red. Janina Paradowska w "Rzeczpospolitej", że w informacyjnych filmikach co i rusz pojawia się pan Wołoszański, pochylony z troską nad grobem nieznanego żołnierza. Pani red. Paradowska pyta z przekąsem, cóż to za informację o Unii Europejskiej ma przekazać ten obraz. Ale po cóż przekazywać jakieś informacje o Unii Europejskiej, skoro wiadomo, że i tak musimy się zintegrować? To już lepiej przekazać informację albo nawet aluzję o panu Wołoszańskim, że np. nie położył sobie jeszcze kafelków w ubikacji i każda emisja przybliża go do szczęśliwego finału. Wbrew pozorom ma to głębokie walory wychowawcze, pokazując, że prawdziwy patriotyzm jest wynagradzany natychmiast, jeszcze przed referendum. Tymczasem pani red. Paradowska na dodatek daje wyraz irytacji z powodu natrętnego przypominania patronów Europy w osobach świętych Kościoła katolickiego.

 

Ale tu nie ma się co irytować. Wystarczy przypomnieć zachowania klasyków patriotyzmu prawdziwego. Taki np. Bolesław Bierut asystował podczas procesji Bożego Ciała, dopóki się nie okazało, że to już niepotrzebne. Ale nawet gdyby tak nie było, to czyż nie powinno nam być przyjemnie, że taki eurofil jak, dajmy na to, pan Konstanty Gebert, z całym samozaparciem gotów jest, przynajmniej do referendum, czcić patronów Europy, np. św. Brygidę, pod której wezwaniem funkcjonuje parafia kierowana przez księdza prałata Henryka Jankowskiego? Pan Sławomir Wiatr powinien tylko, dla zachowania symetrii, dołączyć do grona patronów Europy Zjednoczonej wspomnianą Wandę Wasilewską i wszystko będzie gites tenteges.

 

Wydawać by się mogło, że w tej sytuacji między politykami tworzącymi obóz patriotyczny zniknęły wszelkie różnice programowe i w ogóle. Tymczasem okazało się, że nie, że między patriotyczną lewicą i patriotyczną prawicą zarysowała się istotna różnica. Chodzi oczywiście o posady, które Unia Europejska oferuje patriotom polskim w liczbie około 2700. Patriotycznej lewicy i patriotycznej prawicy rozchodzi się o to, kto powinien te posady obejmować. Czy w pierwszej kolejności negocjatorzy, czy też negocjatorów trzeba poddać jakiejś kwarantannie. Jest to wiadomość bardzo optymistyczna i krzepiąca, Skoro bowiem w obozie patriotycznym występują takie poważne różnice polityczne i programowe, to można bez żadnego obciachu wystawić odrębne listy wyborcze. Niechże i ludzie prości też mają jakąś uciechę z tej integracji.

 

 

Stanisław Michalkiewicz

 

Artykuł ze strony UPR Mazowsze

http://www.upr.org.pl/mazowsze/newspro/publ.html