Stanisław Michalkiewicz

 

Faszystowskie przebieranki

 

 

 

         W sobotnio-niedzielnym (8-9 czerwca) wydaniu "Gazety Wyborczej", w artykule "Wiara dobra, niewiara dobra", pan prof. Leszek Kołakowski napisał, że "w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku rozwinęło się w Polsce poczucie zaufania i przyjaźni między Kościołem katolickim i polską inteligencją". Jest to oczywiście nieprawda, bo polska inteligencja ufała Kościołowi katolickiemu i przyjaźniła się z nim już znacznie wcześniej. Nieufność i wrogość do Kościoła demonstrował Bolesław Bierut, Jakub Berman, Władysław Gomułka i Konstanty Rokossowski. Natomiast w latach siedemdziesiątych do Kościoła katolickiego zaczęli się umizgiwać dawni stalinowcy, naukowi czy literaccy politrukowie i ubecy, powyrzucani z PZPR w następstwie mafijnej rozgrywki między "Chamami" i "Żydami" w roku 1968. Pan prof. Kołakowski, który w swoim czasie też był takim politrukiem na odcinku naukowym, minął się zatem z prawdą podwójnie, podnosząc hurtem zawiedzionych stalinowców i totalniaków do godności "polskiej inteligencji".

 

Spotkałem niedawno jednego z moich czytelników, który uczestniczył w dyskusji zorganizowanej przez Stowarzyszenie "Otwarta Rzeczpospolita", a poświęconej "językowi nienawiści". To znaczy, taki był temat oficjalny, bo dyskusja tak naprawdę była ponoć poświęcona poszukiwaniu sposobów, które mogłyby doprowadzić do objęcia pana prof. Jerzego Roberta Nowaka i niżej podpisanego zakazem publikacji. Jak mi, nie bez pewnego rozbawienia, relacjonował ów mój czytelnik, przedstawiciele "Otwartej Rzeczypospolitej" z ubolewaniem stwierdzali, że na gruncie prawnym niewiele można wskórać, więc trzeba jakoś inaczej. Nie da się ukryć, że za Stalina było lepiej; jak Bierut wpadł na jakiś pomysł, a filozofowie marksistowscy nadali mu postać nieubłaganego prawa dziejowego, to każdy musiał świergolić jak z nut, jeśli nie chciał zgnić w lochu lub na Sołówkach.

 

Ja oczywiście nie zamierzam ułatwiać "Otwartej Rzeczypospolitej" sytuacji, zwłaszcza kiedy widzę, że ten odłam "polskiej inteligencji" bez terroru długo wytrzymać nie może. Kilka lat temu z kolegą Januszem Korwin-Mikke zostaliśmy zaproszeni na dyskusję "co to znaczy być liberałem w Polsce". Zastaliśmy tam jakichś dżentelmenów z Unii Demokratycznej; oczywiście zaniepokoiło nas to, ale zaczęliśmy dyskusję od próby uzgodnienia zasadniczego dla liberałów pojęcia wolności. To nam się nie udało, natomiast w sprawie granic wolności indywidualnej zapanowała między nami całkowita zgoda; wspólnie uznaliśmy, że te granice wyznaczają prawa i wolności innych osób. Wtedy Korwin-Mikke zapytał: "powiedzcie mi, panowie, czyje prawa lub wolności naruszam, jeśli nie chcę ubezpieczyć się pod przymusem?" - "Niczyich praw ani wolności pan nie narusza - odpowiedzieli nasi partnerzy - ale tak nie można!" Na takie dictum wstaliśmy, oświadczając, że "z faszystami nie chcemy mieć nic wspólnego" i na tym dyskusja się zakończyła.

 

Wspomniałem o tym incydencie, bo coraz wyraźniej widać, że kiedy skompromitowały się czerwone sztandary ze swastyką, kiedy skompromitowały się czerwone sztandary z sierpem i młotem, faszyści chwycili za sztandary tolerancji i dzisiaj wywijają już nimi w najlepsze, by pod hasłami tolerancji po staremu forsować cenzurę, policję myśli i Ministerstwo Prawdy, czyli wszystkie swoje umiłowane wynalazki.

 

Niektórzy ludzie dobrej woli dają się nawet na takie rzeczy nabierać. W niedzielę, 9 czerwca byłem na Mszy o godzinie 20.15 w kościele O.O. Dominikanów na Służewie nad Dolinką. W ramach ogłoszeń duszpasterskich ojciec celebrans odczytał list do Księdza Prymasa, by położył on kres dalszemu istnieniu w podziemiach kościoła Wszystkich Świętych przy pl. Grzybowskim księgarni pana Marcina Dybowskiego, bo w tej księgarni sprzedawane są książki "antysemickie, ksenofobiczne i antyunijne" (sic!) Jak ich autor wymieniony został "Jan Robert Nowak", Odczytywanie listu ojciec celebrans zakończył zachętą do składania pod nim podpisów zaraz po Mszy w zakrystii. Natychmiast tam poszedłem, przedstawiłem się i zapytałem o jakie pozycje prof. Jerzego Roberta Nowaka chodzi, prostując przy okazji błędnie podane w liście pierwsze imię. Wyjaśniłem, że jako przyjacielowi pana prof. Nowaka zależy mi na wyjaśnieniu tak poważnego zarzutu. Z rozmowy z ojcem dominikaninem odniosłem nieprzyjemne wrażenie, że nie znał on żadnej pozycji prof. Jerzego Roberta Nowaka, bo wyraził chęć pożyczenia ich ode mnie, żeby się z nimi zapoznać. Sądzę, że również część sygnatariuszy listu też tych książek nie widziała na oczy, tylko zaufała O.O. Dominikanom. Komu zaufali ojcowie, że z taką pewnością siebie ogłosili, że książki pana prof. Nowaka zawierają treści "antysemickie, ksenofobiczne i antyunijne"?

 

Dowiedziałem się, że to nie Stowarzyszenie "Otwarta Rzeczpospolita" było inspiratorem tego donosu do księdza Prymasa, a w każdym razie nie ono bezpośrednio. Moi rozmówcy próbowali mi tłumaczyć, że intencją listu jest likwidacja sprzedaży jakichkolwiek książek w kościele Wszystkich Świętych. Nie bardzo w to wierzę, bo gdyby pan Dybowski sprzedawał tam np. słowniki, czy pozycje propagujące Anschluss do Unii, to nikt by żadnych donosów nie pisał, ani nie zbierał podpisów. Skądinąd wiem, że obok księgarni jest w tych podziemiach salka, w której od czasu do czasu wyświetlane są również filmy nie dopuszczone gdzie indziej do rozpowszechniania. Ostatnio np. był tam puszczony film o sprawie gen. Emila Fieldorfa "Nila". Domyślam się, że takie rzeczy muszą szalenie irytować przedstawicieli "polskiej inteligencji", o której pisał pan prof. Kołakowski, więc nic dziwnego, iż woleliby oni, by takie publikacje "wieczysta noc powlekła". Krótko mówiąc, cały czas chodzi o to samo, czyli o cenzurę.

 

Ta zapamiętałość wcale mnie nie dziwi ani nie zaskakuje, bo całe życie walczyłem z cenzurą, więc trochę wiem, jak powiadają Rosjanie, kto czem dyszyt. Kiedyś i Dominikanie opowiadali się odważnie za wolnością, ale teraz widzę, że czasy się zmieniają. Czyżby z kolei jakieś umizgi do "polskiej inteligencji"?

 

 

Stanisław Michalkiewicz

17, czerwca 2002

 

Tekst publikujemy dzięki uprzejmości K Pawlaka z witryny ASME

(teksty Stanisława Michalkiewicza można znaleźć na witrynie autora...)