Drodzy Czytelnicy!

 

Otrzymałem od Pana Henryka Pająka kopię Jego listu do torontońskiego dziennika "Gazeta", redagowanego przez  Zbigniewa Bełza. Jak nas poinformowano, "Gazeta" jest własnością firmy Adama Michnika, Agory.  List Pana Henryka Pająka jest odpowiedzią na drański i napastliwy paszkwil "Gazety" pochodzący oczywiście od "zaniepokojonego czytelnika". List Henryka Pająka wystarczająco wyjaśnia sprawę, ja tylko zwracam Państwu uwagę na fakt, czym naprawdę jest torontoński dziennik drukując takie ataki. Głowny boss, Michnik, jest na pewno zadowolony.

 

Protesty do "Gazety" prosimy kierować na adres:

Gazeta
215 Roncesvalles Ave.
Toronto, Ont. M6R 2L6

Canada
Tel. (416) 531 - 3230
fax: (416) 531 - 3245
Redaktor naczelny: Zbigniew Bełz

 

 

Z. Łabędzki

 

 


 

Lublin, 10.V. 2002        

 

 

DO:

Redaktora Naczelnego “Gazety”.

Toronto, Kanada

 

Szanowny Panie Redaktorze -

 

-  od moich czytelników otrzymałem wycinek z “Gazety”, publikację imitującą rzekomy list czytelnika zamieszczony w rubryce “ Z redakcyjnej poczty “. Tytuł publikacji: “Henryk Pająk Polska Tarantula”. Paszkwil ten ukazał się 15 kwietnia 2002 roku – dokładnie po upływie 3,5 miesiąca od czasu moich spotkań autorskich w Toronto w grudniu ub. roku.

 

         Trzy i pół miesiąca, to okres dość dziwny w odniesieniu do czasu omawianego wydarzenia. Czy Redakcja czekała tak długo, aby setki Czytelników uczestniczących w moich spotkaniach zapomniało co tam mówiłem i co oni sami w dyskusji mówili?

 

         Z reguły nie reaguję na tego rodzaju paszkwile i napaści, tym razem jednak postanowiłem odnieść się do tego nikczemnego bełkotu, zależy mi powiem szczególnie na percepcji mojej twórczości w ośrodkach polonijnych, zwłaszcza kanadyjskich. “Kultura” dziennikarska zaprezentowana w tym paszkwilu i samo jego zamieszczenie sprawiają, że mam nikłą nadzieję na opublikowanie w “Gazecie” mojej odpowiedzi. Jesienią br. znów będę w Toronto na spotkaniach autorskich, gdzie zaprezentuję dwie swoje nowości i gdzie obszernie odniosę się do tej napaści. Setki Czytelników będą mieć okazję do przypomnienia sobie, co mówiłem w grudniu 2001, a co imputuje mi Pański pismak w tym paszkwilu. Mówię o “pismaku”, bowiem ani na chwilę nie wątpię, że ta napaść nie jest żadnym “listem czytelnika”.

 

         Aby uporządkować moją odpowiedź, dzielę ją na trzy wątki.

 

   Pierwszy:  -  merytoryczny. Jest to imponująca erupcja kłamstw, przeinaczeń, półprawd i zwyczajnych oszczerstw. Ogólny ton: nienawiść, bezsilne ujadanie, jako objaw moralnego i intelektualnego kundlizmu. Konkretnie muszę się odnieść do tytułu “profesor”, jakiego rzekomo używam. Tego grzecznościowego zwrotu używają w rozmowach ze mną Czytelnicy i zawsze na spotkaniach na samym początku wyjaśniam, że nie jestem profesorem, tylko skromnym magistrem filologii polskiej. Po studiach przez pieć lat uczyłem języka i literatury polskiej w lubelskim liceum i moi byli uczniowie, ludzie już po 50-tce, zwracają się do mnie “Panie profesorze”, ale wszyscy wiedzą, że jest to zwyczajowy zwrot nie mający nic wspólnego z naukowym tytułem profesora.

Na jesiennych spotkaniach z Czytelnikami w Toronto, zapytam, czy pamiętają, jak na samym początku swoich spotkań, w których uczestniczyły setki osób – zdecydowanie sprostowałem to “Panie profesorze”.

 

  Drugi:  -  można napisać obszerną, kilkustronicową analizę nieuctwa jezykowego, stylistycznego i gramatycznego, zaprezentowanego przez Pańskiego harcownika w publikacji “Henryk Pająk Polska Tarantula”. Gdyby się o to pokusić, musiałbym rozpocząć od samego tytułu tej “publikacji” i przypomnieć, w tym również Panu Redaktorowi Naczelnemu, że przymiotniki pisze się małą literą (chodzi o słowo “Polska” – tarantula) i nazwy zwierząt, gadów, płazów, etc., także pisze się małą literą – chodzi o “Tarantulę”.

   A może są to nowe zasady pisowni ustalone przez “Gazetę” dla jej czytelników?

Tego nie wiem.

   Elementarne zasady pisowni, stylu, szyku itd. zmuszają mnie do przypomnienia – w tym również Panu, że zaczynanie zdań od: “Że…”, “Na który…”, “Gdyż…” – jest niepoprawnością dyskwalifikującą ucznia szkoły podstawowej, a dorosłego człowieka kompromitacją jako nieuka, prostaka, któremu powinno być zabronione branie do ręki pióra

i długopisu. Okazuje się, że tacy “intelektualiści” mogą bowiem swobodnie publikować

w “Gazecie”. To przeraża, wiadomo, że prasa, w tym zwłaszcza polonijna, ma ogromny udział w kształtowaniu poprawnej lub kalekiej polszczyzny.

 

   Trzeci:  -  parada kłamstw i oszczerstw. Nie będę wyliczał wszystkich. Wspomnę tylko, że nigdy nie opublikowałem, a tym samym nie mogłem mieć w Toronto swojej książki pod rzekomym tytułem: “Żydowskie hieny”. Pański pismak skażony mentalnością hieny i nienawiścią, widzi to co chce widzieć, w tym książkę o takim właśnie tytule: “Żydowskie hieny”.

   I uwaga pozamerytoryczna: w tym paszkwilu jest jednak pewna stała konsekwencja. Jest nią wstrętne podlizywanie się żydostwu poprzez kłamliwe i oszczercze przypisywanie mi krwiożerczego “antysemityzmu”. Pańska hiena pisze: “Akurat w tym samym czasie papież był w Izraelu”. Ta zbieżność w czasie pozwala Pańskiemu pismakowi stwierdzić z całą powagą, że jestem “antypapieski”!

   Nie będę brnął w dalsze podobne idiotyzmy Pańskiego intelektualisty. Musiałbym odnieść się do niemal każdego zdania jego bełkotliwych paroksyzmów nienawiści do mnie, a służalstwa wobec Żydów. Wiem doskonale, że jest to niezbędne do przetrwania “Gazety”. Jest to zarazem jedyna okoliczność łagodząca i wyjaśniająca kundlizm. Czyj? Proszę samemu udzielić odpowiedzi na to pytanie.

 

 

 

                                                                                     Bez banalnych wyrazów szacunku –     

 

 

Henryk Pająk