Marek Ludwikiewicz 

 

Korespondencja z Polski

 

Pochwala człowieczeństwa

 

  

  

                Winien jestem przeproszenie tym wszystkim, którzy czytali mój tekst - interwencje w sprawie eksmisji pewnej łódzkiej kobiety z jej mieszkania na dwa dni przed terminem zawieszającym eksmisje (1 listopada) i którym obiecywałem informować na bieżąco o postępie starań w tej sprawie.

 

Przepraszam zatem za opóźnienie ale przynajmniej mam dla czytelników dobra wiadomość. Do eksmisji nie doszło. A zawdzięczać to można dobrej woli i profesjonalnemu podejściu do wykonywanych przez siebie zadań urzędników magistratu łódzkiego - z-cy dyrektora Budynków i Lokali panu Ciszewskiemu i dyrektorowi Administracji Nieruchomości Łódź Śródmieście "Nowe Miasto" panu Tadeuszowi Likowi.

  

Tak, to właśnie dzięki nim, pani Marysia P. nie znalazła się na bruku i ciągle ma dach nad głową. Teraz do Niej będzie należało jak tę szansę wykorzysta.

  

Dlaczego tak ciepło piszę o urzędnikach, do których obowiązków należy przecież służenie obywatelom?

 

Otóż dlatego, że po pierwsze, wiemy jak to bywa z urzędnikami nie tylko w Polsce, ale na całym świecie, a po drugie, nie zawsze jest tak jak nam to się wydaje na pierwszy rzut oka. 

  

Tutaj pragnę uderzyć się we własne piersi. Chcąc przyjść z pomocą całkowicie bezradnej, zagubionej osobie, którą miano za kilka dni wyeksmitować na ulicę, nie miałem czasu na zbyt dogłębne zbadanie jej sprawy. Dopiero kiedy wystosowane zostało pismo interwencyjne, gdy doszło do spotkań z urzędnikami obraz eksmisji nabrał trochę innych kolorów. Nie było to dokładnie tak, jak przedstawiała mi to pokrzywdzona kobieta. Opóźnienia - dwuletnie - w płatnościach, nie wynikały tylko z nieświadomości tej kobiety. Była też rok temu informowana o wyroku eksmisyjnym, a mimo to nie podjęła żadnych starań we własnej obronie. To niestety działało na jej niekorzyść. Faktem jednak było też to, że za tydzień miała wylądować na ulicy, bo nie przysługiwało jej nawet żadne mieszkanie socjalne.

 

Mimo to, do eksmisji nie doszło. Po dwóch spotkaniach, jednym w urzędzie miasta Łodzi, drugim w siedzibie AN Łódź-Śródmieście, zawarta została ugoda. Pani Marysia P. zobowiązała się spłacać zadłużenie (dwuletnie, rozłożone na maksymalnie długi okres czasu 36 rat) i bieżący czynsz (niższy niż w innych lokalach w tym samym budynku) - w zamian zaś otrzymała gwarancję pozostania w dotychczasowym lokalu. Mało tego. Gdyby mimo wszystko, dłużniczki nie było stać i na te spłaty, dyrektor T. Lik zabezpieczał możliwość przeniesienia jej do lokalu zastępczego. Co prawda o znacznie mniejszej powierzchni i niższym standardzie, ale mimo wszystko przecież z dachem nad głową.

 

Tak zakończyła się interwencja od strony urzędniczej. Jak wywiąże się ze zobowiązań ugody pani Marysia to już będzie od niej zależało. Obym mógł cieszyć się z interwencji. 

 

Wracam do urzędników. Dlaczego ich chwale? Dlatego, że w zalewie draństwa, wzajemnej niechęci, braku szacunku dla innych nagle, w ogólnej niemożności tak bardzo cechującej obecne życie w Polsce, gdzieś nagle w jakichś urzędach zabłysło słońce. Nagle urzędnicy odeszli od bezdusznego przestrzegania (nieludzkiej) litery prawa i zrozumieli innego człowieka. Człowieka, choć faktycznie winnego (w myśl tego lichwiarskiego, kamienicznikowego prawa) to jednak niewinnego, bo nie ponoszącego odpowiedzialności za to, co przez ostatnich czternaście lat wydarzyło się w Polsce. Ci urzędnicy mogli pozostać bezwzględnymi wykonawcami prawa, nie ugiąć się przed żadnymi prośbami czy groźbami i z punktu widzenia procedur byliby bez zarzutu. Oni jednak zrozumieli, że tu chodzi nie tylko o sama literę prawa ale i o jego ducha, w podtekście o człowieka, któremu to prawo ma służyć. I to było najważniejsze.

 

Tak, w Polsce dzieje się bardzo źle. Ludzie nie mają pracy, żyją w stresie, stają się jeden drugiemu wilkiem. W pogoni za złudą bytu zapominają o wartościach, które przecież różnią nas od zwierząt. Zapominają o miłości bliźniego, szacunku do niego, o przyjaźni, dobroci. Dlatego każdą inicjatywę, każde ludzkie działanie przełamujące tę spiralę wzajemnych niemożności, narastającej wrogości miedzy obywatelami, niechęci do poświęcania się dla innych, dla sprawy, trzeba pielęgnować i tam gdzie można propagować.

 

Więcej można zdziałać dobrocią niż nienawiścią. Wiele osób jakby o tym zapomniało we współczesnej Polsce. A już najbardziej ludzie, którzy maja władzę. Nawet tę najmniejszą. Na poziomie gminy, dzielnicy, powiatu. Dlatego każde postępowanie przełamujące te stereotypy należy chwalić i stawiać za wzór. Zacznijmy od siebie, na dole. Będzie nam łatwiej zmienić to na górze.

 

Dwaj panowie, łódzcy urzędnicy pokazali, że można być jednocześnie i polskim urzędnikiem i człowiekiem. Chwała im za to, a dla nas nauka. Przecież każdy z nas może już nawet jutro znaleźć się albo po jednej albo po drugiej stronie biurka. O ile łatwiej będzie nam załatwiać wszystkie sprawy. Nie będziemy dzisiaj dla siebie wrogami. Nie będziemy nimi jutro. Dlatego chwalę tych dwóch panów, łódzkich urzędników, bo pozwalają z nadzieją patrzeć w przyszłość.

 

 

Pozdrawiam,

Marek Ludwikiewicz

8 listopada, 2003