Marek Ludwikiewicz 

  

Korespondencja z Polski

  

Trudne rodzenie

  

  

           Jest takie powiedzenie o tym, że góra urodziła mysz. Nie wiem, czy można to powiedzenie odnieść do próby stworzenia przez prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego nowej partii politycznej, chwilowo nazwanej stowarzyszeniem “Chrześcijański Ruch Samorządowy” bo raczej wygląda na to, że mysz chce urodzić górę. A raczej może szczury, uciekające z tonących okrętów (platform lub partii), chcą urodzić “Coś na kształt świdra, bo ni to pies ni wydra” jak mawiał kiedyś znany facecjonista warszawski..

  

Pierwsze bóle porodowe zaczęły występować już w czerwcu (22) bieżącego roku, kiedy to do Pałacu Kultury w Warszawie zjechali prezydenci, starostowie, przewodniczący i marszałkowie z całej samorządnej Polski, żeby zastanowić się co zrobić, żeby utrzymać zdobyte w wyborach samorządowych stołki, a może jeszcze lepiej wspiąć się szczebel wyżej, na fotele poselskie albo jak to marzy się prezydentowi Łodzi, zasiąść na tronie w parlamencie europejskim. Nie trudno było zorganizować taki spęd pełniąc funkcje publiczne i dysponując środkami niedostępnymi dla zwykłych śmiertelników, którzy chcieliby tworzyć nową partię. A mimo to, już od początku okazało się być nieprofesjonalnie i farsowo. Otóż po wystąpieniu programowym Jerzego Kropiwnickiego, przewodniczący obrad zwrócił się do samorządowców i do zaproszonych gości o zrzutkę na tacę w celu sfinansowania wynajęcia sali. Cześć z rozpędu się zrzuciła. Rozsądniejsi nie. Ci dlatego, że posłuchali wypowiedzi pani Jolanty Sochy, przedstawicielki RNL, uznającej wymuszanie pieniędzy od gości za skandal i brak wychowania ze strony gospodarzy. Ruch Narodowo Ludowy skorzystał bowiem z zaproszenia organizatorów spotkania (warto wiedzieć co w trawie piszczy) i też był w Warszawie, ale jego członkowie przejazd do Warszawy opłacili z własnej kieszeni (35 zł od łebka). Później samo spotkanie było jak każde inne. Wielkie słowa, piękne hasła, zero treści. Może poza dwoma szczegółami. 

  

Pierwszy: Z wypowiedzi prezydenta Częstochowy T. Wrony, zebrani mogli się zorientować co do orientacji przyszłej partii. Czy to świadomie czy nie, pan prezydent Częstochowy wspomniał o wspólnej platformie z panem M. Płażyńskim i wszystko stało się jasne. Platforma Bis pod chrześcijańskim sztandarem.

  

Drugi: Wystąpienie Mirosława Chandrały (sekretarz RNL). Dopuszczony do głosu nawiązał do nieprzygotowanego polskiego wejścia do Unii Europejskiej. Przerwał mu na to pan Wrona uzasadniając, że forum to nie miejsce na mówienie o Unii, na co pan Chandrała nie wytrzymał i wypalił:

“Panie, nie mówić o Unii to tak, jakbyś pan siedział w pokoju, sufit by się panu walił na głowę, a pan byś na to nie reagował i rozmawiał o gruszkach na wierzbie, a nie o tym co panu leci na łeb”.

  

Odpowiedzi nie usłyszał bo pana Wronę zatkało, a pana Kropiwnickiego już i tak dawno na sali nie było. Pan prezydent Łodzi bowiem, po wygłoszeniu swojego przemówienia, po angielsku ulotnił się z sali i jak się okazało - cichcem wyjechał do Łodzi (oznajmił to zebranym jego zastępca wiceprezydent Wł.Tomaszewski, zdziwionym nieobecnością Kropiwnickiego za stołem prezydialnym). I to by było wszystko o pierwszych bólach porodowych ChRS.

  

Poród nastąpił 12 października 2003 roku też w Warszawie (bo gdzież jest właściwsze miejsce dla spotkań prezydenta Łodzi niż w Warszawie?) ale już nie w Pałacu tylko w teatrze “Roma” żeby było symbolicznie. Noworodek, ChRS (Chrzescijański Ruch Samorządowy) musi wiedzieć, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu (to było kiedyś centrum Europy) i wiadomo, gdzie ma być miejsce jego ojca, prezydenta Kropiwnickiego. Oczywiście też w Europie.

  

Zatem jak wspomniałem, poród zaplanowano w teatrze “Roma” na godzinę 11, ale wcześniej modlono się (o godz. 10) o jego pomyślny przebieg w kościele Świętej Barbary. Niestety, nie wszyscy mogli się pomodlić, bo zaproszenia mówiły tylko o godzinie porodu, a o mszy mogli dowiedzieć się tylko czytelnicy “Gazety Wyborczej”. A ponieważ nie wszyscy są tacy pobożni, żeby na codzień czytać “G..W..a”,  więc i w modlitwach udziału nie brali, w związku z czym mam poważne obawy o zdrowie i przyszłość noworodka. Ale być może się mylę. Może dla zdrowia bardziej od modlitw potrzebne są pieniądze, a te (kosztem podatnika) prezydent Kropiwnicki po ostatnich wizytach w Izraelu i USA już wie jak robić Tym razem więc, organizatorzy nie popełnili błędu z poprzedniego spotkania samorządowców i z tacą wyszli do kruchty. Żeby wziąć udział w zjeździe (spotkanie w “Romie” było zjazdem założycielskim ChRS) wszyscy zaproszeni najpierw musieli wpisać się na listę obecności, odebrać znaczek ChRS, ulotkę ze statutem, mandat i wnieść opłatę 10 złotych. Dopiero wtedy mogli udać się na sale porodową (zjazdową), nota bene przez siebie samych opłaconą. Poród rozpoczął Pan Grzegorz Kazmierczak prezentując stół prezydialny i zaproszonych znamienitych gości. Budziło zdziwienie, że lista gości nie była zgodna z tą prezentowaną przez “GW” (Buzek, Kaczyński i Kalinowski) ale i tak było ciekawie. Zjawili się bowiem: b. marszałek Chrzanowski (ZCHN), b. marszałek Płażyński (chwilowo bezpartyjny; czyżby ojciec chrzestny ChRS?), senator prof. Religa (RS) b. premier, poseł Olszewski (ROP; po co?), przew. K. Kapa (Rodzina i Ojczyzna), przew. Wierzbicki (Solidarność RI), oraz przedstawiciele ZZ “Solidarność” Jankowski (Warszawa, a jakże), Krenz (Łódź), Mankiewcz (Radom), Denisiuk (chyba Ziemia Chełmska) i prałat Noga (czyżby proroczo?). Zaskoczeniem był tylko brak drugiego rodzica ChRS, prezydenta Częstochowy, T. Wrony. Być może jeszcze nie wypadało afiszować się tak bardzo europejskością (ojcowie tej samej płci to przyszła Europa) a tu byliśmy jeszcze w Polsce i to chrześcijańskiej, wiec może dlatego. Niestety wątpliwości nikt nie rozwiał, bo o prez. Wronie ani mru, mru, nikt pary z ust nie puścił. Zatem przy narodzinach dziecięcia ChRS, rodzic był tylko jeden: Jerzy Kropiwnicki.

  

On też wystąpił jako pierwszy i to jak. Grzmiał ostro na lewo, troszeczkę na prawo (dla równowagi, bo przecież nie wszystko na prawicy było w porządku) przeciw korupcji, aferom, nepotyzmowi i wzywał w imię wartości chrześcijańskich i narodowych do zjednoczenia się w jednym ciele - noworodku ChRS - pod jego światłym przywództwem.

  

“Zwlaszcza wchodząc do Europy - mówił prezydent - nie można dopuścić, żeby robili to za nas niewierni prawicowcy, a cóż dopiero bezbożni lewicowcy”.

  

To my, idący w imię Pańskie, przedstawiciele chrześcijańskich samorządów mamy tego dokonać w interesie Polski, w interesie narodu. O interesie własnym przez skromność prezydent Łodzi już nie wspomniał. Tylko, jeśli miałoby to być chrześcijańskie, to jak dostosować to do przepisów konstytucji europejskiej o wartościach chrześcijańskich nic nie mówiącej? A jeśli narodowo, to jak ten interes realizować, gdy w zjednoczonej Europie znikną narody. O tym mówca, czy to przez zapomnienie, czy to z nadmiaru emocji wywołanych swym wystąpieniem też nie wspomniał. I tak w zasadzie było już do końca. Mówca po mówcy. Wszyscy po chrześcijańsku, wszyscy w interesie narodowym. Gdyby rozpatrywać resztę wystąpień w kategoriach gastronomicznych, to były to dania kuchni polskiej, według najlepszej receptury Jana Pawła II (bo na Niego każdy mówca się powoływał), polane narodowym sosem i tylko wytrawne podniebienia mogły wyczuć w nich delikatny smak czosnku.

  

Nie chce zabawiać się w sprawozdawcę i po kolei opisywać wystąpienia kolejnych mówców, bo nic by to nie wniosło do sprawy i byłoby szalenie nudne. Jeszcze trzecie z kolei wyrazy poparcia, wygłoszone przez profesora Religę wysłuchane zostały we względnym spokoju. Wcześniej występowali Jan Olszewski i Maciej Płażyński. Następne, kompletnie bezbarwne (Kazimierz Kap, Maciej Jankowski, Roman Wierzbicki, prałat Noga) wygłaszane już były przy wtórze dzwonków telefonów komórkowych i szuraniu butów delegatów wybywających z sali obrad by udać się w kuluary kręcić swoje lody i udzielać wywiadów mediom. A propos mediów, spróbowałem dwukrotnie z nimi zagadać. Z telewizją polską i radiem Eska. Niestety nie byli zainteresowani opinią tzw. publiczną. Ważne było, żeby nagrali co im szefowie kazali. Tak wręcz oświadczył reporter Radia Eska.

  

“Panie - powiedział – ja mam tylko minutę czasu antenowego. Kogo interesuje co ma do powiedzenia jakiś tam Jan Kowalski. Ja muszę słuchaczom podać co mówią nazwiska, bo tego ode mnie wymagają i za to mi płacą”
To w kuluarach. A na sali trwała demokratyczna farsa wyborcza. Że była to farsa, łatwo można było się zorientować po przeprowadzanych głosowaniach. Przewodniczący zjazdu poddawał wnioski pod głosowanie i następnie odzywał się w te słowa:

  

“Kto za? Głosów nikt nie liczył.
Kto przeciw? Nie widzę.
Kto się wstrzymał? Nie widzę.
Przegłosowano.”

  

Rzecz jednak w tym, że ja za każdym kolejnym wnioskiem podnosiłem swój mandat w odpowiedzi na pytanie “Kto się wstrzymał?” lecz nikt tego nie chciał zauważyć. A ja skoro miałem mandat (wykupiony przed wejściem za 10 złotych) to miałem prawo głosować. Tylko, jak to opisałem, nie miało to żadnego znaczenia. 95 osobowa Rada Naczelna Ruchu została bowiem wybrana w demokratycznym glosowaniu prowadzonym przez oślepionego światłem reflektorów przewodniczącego Grzegorza Kazmierczka, tak jak sobie to wcześniej zaplanowano. Bez niespodzianek. Żeby zaś żaden królik z cylindra w przyszłości nie wyskoczył, skład Rady dobrano tak, żeby każdy jej członek znał miejsce w szeregu i wiedział od kogo los jego jest zależny. Dlatego znaleźli się w Radzie i dwaj zastępcy prezydenta miasta Łodzi Wł.Tomaszewski, Karol Chadzynski i sekretarz prezydenta Wojciech Laszkiewicz i urzędnicy Rady Miejskiej, o innych wiernych ale ……. już nie wspominając. Nigdy nie miałem okazji uczestniczyć w żadnych zjazdach nieboszczki PZPR, ale znając je z kronik telewizyjnych odnosiłem wrażenie, że uczestnicząc w zjeździe założycielskim ChRS-u znajduję się na planie z filmu “Powrót do przeszłości”. A że przeszłość nie bardzo mnie już bawi, a żadnego interesu do ubicia w kuluarach też nie miałem, na tym swój udział w zjeździe - porodzie ChRS zakończyłem.

  

Pozostaje jeszcze tylko refleksja, którą chciałbym się podzielić z PT. Czytelnikami tej relacji. Nie dziwi mnie postawa członków rozpadającego się, kanapowego ZCHN. Przecież każdy woli być zdrowym i bogatym i do tego posłem lub radnym, niż chorym i biednym a do tego bezrobotnym. A, że wyborcy starym formułom mogą już nie zaufać, trzeba stworzyć cos nowego. Żeby dotychczasowe stołki w przyszłych wyborach utrzymać, a może i awansować, a może i do Europy się załapać.. Dlatego najlepiej zagrać na wartościach chrześcijańskich, podeprzeć to autorytetem papieża (skoro Kwaśniewskiemu winduje to sondaże, to dlaczego nam ma nie pomoc?) i ze słowami Szczęść Boże, w dniu 25 rocznicy objęcia tronu Piotrowego przez Polaka, powołać nowe stowarzyszenie chrześcijańskie. Nie dziwie się Maciejowi Płażyńskiemu, prof. Relidze i innym pośledniejszym postaciom wspierającym Ruch. Trzeba gdzieś się załapać, żeby nie być odstawionym od żłobu. A tu perspektywa owszem, owszem. Stąd te wyrazy zachwytu i poparcia dla Ruchu, a w sumie jakby dla samych siebie. Dziwi jedynie udział w tym przedstawieniu Jana Olszewskiego. Rozumiem, że był tylko zaproszonym gościem, ale można było powiedzieć coś więcej, niż tylko ostrzegać, a jednocześnie życzyć powodzenia i wymieniać całusy z Kropiwnickim. Można było Panie premierze powiedzieć, że do Europy są inne drogi niż ta proponowana przez chrześcijańskich samorządowców. Można było powiedzieć, że wejść do Europy z wartościami chrześcijańskimi w herbie moglibyśmy ale tylko z polską Konstytucją, a nie pod Europejską jaką nam to oświeceni władcy Europy proponują. Można było powiedzieć, że Europa Ojczyzn tak, ale Federacja Europejska nie. Można było powiedzieć, że bez ogólnonarodowego referendum w sprawie Konstytucji nie ma mowy o wejściu do Unii. Niestety tego Pan nie powiedział. Czyżby rezerwował to Pan na inna okazję? Jeśli tak, to musi Pan działać szybko. Czasu naprawdę pozostało niewiele i może Pan nie zdążyć już tego powiedzieć w suwerennej Polsce.

  

A wszystkim samorzadowcom życzę, aby światło iluminacji płynące z Oświeconej Europy nie zadziałało na nich, jak światło żarówki na ćmy. Dla ciem ma to zawsze tragiczny koniec. Wam Panowie samorządowcy, jako swoim rodakom, takiego końca nie życzę.

  

  

Pozdrawiam, Marek L.

14 października 2003