Marek Ludwikiewicz
Korespondencja z Polski
Rocznica
Jest w Łodzi Aleja Piłsudskiego. Nazwę te nadano ulicy po tzw. transformacji ustrojowej z PRL-u do III Rzeczpospolitej chyba z jakimś zamiarem. Może władzom miasta (czyżby łodzianom?) chodziło o uczczenie tej postaci jako jakiegoś nadzwyczajnego człowieka? Jeśli tak, to dlaczego? A może z jakichś innych przyczyn nadano tej ulicy nazwę Piłsudskiego? A jeśli tak to z jakich? Trudno byłoby jednak znaleźć na to odpowiedz spacerując dnia 11 listopada 2003 po tej właśnie Alei w Łodzi.
A nie jest to jakaś podrzędna uliczka, o nie. Znajduje się w samym centrum miasta krzyżując się z drugą nie mniej znaną łódzką ulicą - Piotrkowską - co już w jakiś sposób nobilituje. Jednak nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest bowiem to, że to właśnie przy Alei Piłsudskiego mieści się teraz główny punkt spotkań większości łodzian. To przy tej Alei króluje największe łódzkie centrum handlowe "Galeria Łódzka" z takimi potęgami handlowymi jak Media Mart, McDonald, Reserved itd., itp. Istna Ameryka. Po prostu pełny szpan. To w Alei Piłsudskiego umawiają się młodzi, żeby pójść na film do jednej z 12 sal Super kina "Silver Screen". To przy Piłsudskiego mieści się kasyno, hotel, biura najważniejszych banków i firm. Manhattan na łódzki wymiar. Ale i to jeszcze nie to. Najważniejsze, słuchajcie ludu Boży, to jest to, że właśnie tu przy zbiegu Alei Piłsudskiego i (o ironio) ulicy Sienkiewicza - mieści się siedziba łódzkiego oddziału "Gazety Wyborczej". I to jest właśnie to. Jak można byłoby bowiem wyobrazić sobie takie Centrum bez "Gazety Wyborczej". To takie niewyobrażalne jak Nowy York bez World Trade Center (oops!! Okazuje się że można).
I to właśnie w takim miejscu, spacerując po takiej Alei, w dniu 11 listopada 2003 roku, nie można było uświadczyć ani jednej polskiej flagi. Zero, null, nothing.
To Kochani Łodzianie, po kiego czorta żeście tę ulicę nazwali Aleją Piłsudskiego? Oto jest pytanie!
I co z tego, że dzień wcześniej pan prezydent miasta Jerzy Kropiwnicki, w Teatrze Muzycznym podczas uroczystego koncertu z okazji 85 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, dał płomienne przemówienie o tymże. Nota bene, pan prezydent w referendum czerwcowym optował za aneksją Polski do Unii Europejskiej (to tak, jakby za pozbawieniem Polski niepodległości). To co z tego, że następnego dnia, może z górą tysiąc łodzian (na siedemset tysięcy) uczestniczyło w obchodach odzyskania niepodległości w Katedrze łódzkiej i przed nią. To co z tego, że jeszcze mniejsza garstka celebrowała to przed pomnikiem Piłsudskiego na ulicy Traugutta. "Nic to" jak mawiał bohater "Pana Wołodyjowskiego", kiedy na najważniejszej ulicy w Łodzi, w Alei Piłsudskiego, nie było ani jednej biało czerwonej flagi. Zabrakło dla niej miejsca nie tylko w Alei Piłsudskiego. Do licznych w Łodzi zagranicznych inwestorów - na przykład żaden z supermarketów nie wywiesił polskiej flagi - nie mam pretensji. Oni przyjechali tutaj zbijać kasę, a nie wydawać jej na flagi. Ale to, że miejsca dla polskiej flagi zabrakło miedzy innymi na frontonach redakcji dwóch największych łódzkich dzienników - "Expressu Ilustrowanego" i "Dziennika Łódzkiego" - to znamienny znak czasu. Czyja władza tego religia, jak mawiali Rzymianie. Widocznie to już nie nasza władza, ta w Łodzi.
Co mi po celebrach, pięknych słowach, kiedy tak naprawdę to nic po tym, jeśli w sercu brak uczucia. W ludzkim sercu i w łódzkim sercu miasta. Widocznie ono już nie czerwone. Pewnie już błękitne, lecz nie od krwi przez nie płynącej.
A Piłsudski się pewnie w grobie przewraca.
W załączeniu zdjęcia z Łodzi jakby jeszcze niepodległej:
MultiBank skrzyżowanie Al. Piłsudskiego i ul Piotrkowskiej
Redakcje Expressu Ilustrowanego i Dziennika Łódzkiego
Silver Screen Al. Piłsudskiego
Marek L.
13 listopada, 2003