Marek Ludwikiewicz
Korespondencja z Polski
Interwencja
Dzisiaj w ramach korespondencji, interwencja.
Sprawa dopiero się rozpoczyna, ale jest godna uwagi, bo na jednostkowym przykładzie pokazuje, co tak naprawdę dzieje się w Polsce. Dzisiaj to dotyczy kogoś obcego, jutro sąsiada, pojutrze może dotknąć to kogoś osobiście. Bo eksterminacja narodu nie musi się wcale odbywać w obozach czy łagrach. Dzisiaj można ją przeprowadzić znacznie subtelniej. Nie dostarczając właściwej opieki lekarskiej, obcinając rentę czy emeryturę, albo zgodnie z prawem i wszystkimi obowiązującymi przepisami eksmitując na przednówku zimy kogoś na ulicę. W załączeniu przesyłam pismo, jakie pomogłem napisać pewnej kobiecie, którą w majestacie prawa pragnie się skazać na śmierć, choć jedynym jej przestępstwem jest to, że urodziła się Polką i to, że ciągle chce jeszcze żyć w Polsce.
Zjawiła się u mnie pewna dawna działaczka łódzkiej Solidarności, obecnie jedynie członek wspierający (czynem) LPR, Marysia Pacyniak, i z płaczem pokazując mi decyzję o eksmisji wyznaczonej na 29 października 2003 roku, czyli na dwa dni przed terminem kiedy według litościwego, polskiego prawa, nie można wyrzucać ludzi na bruk, prosi o pomoc. Z decyzji wynika, że rok temu zapadł zaoczny wyrok nakazujący Jej eksmisję z lokalu, który od lat zajmowała z matką i synem. O postępowaniu sądowym nie była powiadamiana.
Tak się złożyło, że przez kilka miesięcy 2002 roku, razem z 90-letnią, obłożnie chora matką i synem (bezrobotnym), mieszkała u umierającej na raka młodszej siostry, żeby się nią opiekować. Siostra zmarła w maju ubiegłego roku. Sytuację ich nieobecności w mieszkaniu na Legionów 26 w Łodzi, Administracja Nieruchomości Łódź Śródmieście wykorzystała zapewne w postępowaniu sądowym - brak udokumentowania doręczania wezwań - i w ten sposób uzyskano wyrok zaoczny.
Kiedy w tym roku w sierpniu zmarła matka, po strasznych trzymiesięcznych cierpieniach, natychmiast wykorzystano okoliczności i 12 października (w takich sytuacjach urzędy w Polsce pracują również w niedziele) wręczono Marysi decyzję wzywającą do opuszczenia lokalu.
Zanim przyszła do mnie, uderzyła najpierw do urzędów. Niestety, pomocy żadnej nie uzyskała. Urząd podrzędny nie akceptuje decyzji urzędu nadrzędnego (protokołu ugody spłaty zadłużenia) i domaga się opuszczenia lokalu. Dziwne jest, że wspomina się przy tym o jakimś nowym współwłaścicielu nieruchomości, którego jednak nazwiska nie chce się podać do wiadomości wynajmującego. Dojdziemy jeszcze do tego.
Tymczasem trzeba coś robić.
Podejmujemy zatem działania. Posłałem Marysię dzisiaj do sądu żeby ustalić, czy rzeczywiście wyrok jest zaoczny i jakie formy wezwań figurują w aktach. Jeśli potwierdzą się nasze podejrzenia, że wezwań nie doręczano prawidłowo, to wystąpimy do sądu o przywrócenie terminu do wznowienia postępowania. Ja sam dzwonię do kompetentnych osób ustalić, jak mają się sprawy i czy administracyjnie można coś zmienić. Okazuje się, że nic. Wszystko jest zgodnie z prawem, więc tylko pozostaje dobra wola Dyrektora Administracji Łódź Śródmieście, żeby pozwolić Marysi pomieszkać jeszcze trochę pod dachem i umożliwić Jej ratalne spłaty zadłużenia. Ale takiej woli nie ma.
W tym stanie rzeczy Marysia składa do sądu wniosek o przywrócenie terminu do wznowienia postępowania, a ja przystępuję do pisania, w imieniu Marysi, prośby do Prezydenta Łodzi o uwzględnienie wyjątkowości sytuacji i wstrzymanie decyzji AN Łódź Śródmieście. Przynajmniej na zimę. Ewentualnie przyznanie jakiegoś lokalu socjalnego. Jutro muszę iść z Marysią do Urzędu miasta Łodzi i prosić, aby Prezydent zechciał nas przyjąć i sprawę rozpatrzył. Mam nadzieję, że skoro powołał do życia Chrześcijański Ruch Samorządowy, to jako chrześcijanin nie pozwoli bliźniemu wylądować na bruku. "Cóżeś uczynił jednemu z tych maluczkich, uczyniłeś to dla mnie". Czyż nie tak nauczał Chrystus? To jeśli pan Prezydent chce iść śladami Chrystusa powinien pomóc.
W załączeniu pismo, a o przebiegu starań będę informował na bieżąco.
Pozdrawiam Marek L.
22.10.2003