Polemika

 

z artykułem Jego Ekscelencji ks. biskupa Romana Andrzejewskiego

 

"Ludzie, nie pozwólcie odebrać sobie nadziei!"

 

NIEDZIELA, 27 stycznia, 2002

 

 

 

Księże biskupie, Ekscelencjo. 

 

             Owca nie powinna dyskutować z Pasterzem. Owca powinna Go słuchać. Owca powinna Mu zaufać. Z pełnym oddaniem.

 

Cóż jednak zrobić, kiedy trawki coraz mniej?  Kiedy mówią mi, że trawka już nie moja?  Kiedy obiecują mi, że przeniosą nas na inne pastwisko, gdzie trawka i wszystko będzie lepsze, ale ja wolę tę naszą, tutaj? Pasterz powiada - nie traćcie nadziei. Nie chcę jej tracić. Ale nie chcę również stracić mojej łączki, którą pokochałem. Gdzie się urodziłem. I którą chcą mi odebrać.

 

Księże biskupie. Chcę wierzyć, że mój Pasterz wie lepiej. Że wie coś, czego ja nie wiem. I chciałbym Mu zaufać. Ale z pozycji owieczki szczypiącej trawkę widać wiele rzeczy inaczej. Bliżej ziemi. Pisze Ekscelencja o "magii czarnych scenariuszy. Jak to paraliżuje chęć udziału w życiu publicznym, choćby przy rozwiązywaniu problemów w małej ojczyźnie! A w perspektywie wyborów samorządowych może to mieć niemałe znaczenie." 

 

Proszę mi wybaczyć, ale widząc czarno, nie uważam, że widzę "scenariusze". Widzę, co się dzieje dookoła. Jak wielu, wcale nie czuję się sparaliżowany, z chęcią biorę udział w życiu publicznym. Poświęciłem mu większą część mego życia. Zgadzam się, że nie powinno się mieć brzydkiego obyczaju obarczania przeciwników za wszelką winę. I że należy spojrzeć na rzeczywistość pozytywnie. Ale, proszę Księdza Biskupa, patrząc na nasze dokonania, na drogi, któreśmy zbudowali, wodociągi, fabryki  i szkoły, nie mogę nie widzieć, że szkoły stoją puste, bo mniej pieniędzy i dzieci muszą chodzić do szkoły w sąsiedniej wsi,  wodociągi rdzewieją, bo ograniczono fundusze, fabryki - albo sprzedano, albo niszczeją, pola leżą odłogiem, bezrobocie rośnie jak w Argentynie, i wszystko to, cośmy zbudowali, z czego powinniśmy się cieszyć - rozpada się na naszych oczach.

 

Nie tracimy nadziei. Chcemy coś zrobić, chcemy przerwać ten spadek w dół. Ale w telewizji pokazano nam inny, lepszy świat. Błyszczący bogactwem, obiecujący nowe, lepsze życie. I myślimy sobie wtedy, czy warto przejmować się wodociągami i szkołami, kiedy dostaniemy za darmo lepszy świat? Przecież nam to obiecano, a jak w te obietnice nie wierzyć, kiedy nawet niektórzy nasi Pasterze potwierdzają, że rzeczywiście, dostaniemy lepszy świat?

 

Tylko, że niektórzy z nas są, proszę nam wybaczyć, nieufni. I próbujemy dociec, czy ten lepszy świat, który mamy dostać, będzie dla nas na  pewno lepszy? I wychodzi, że chyba nie, że to mrzonki, iluzje, obietnice bez pokrycia. Czyżby więc było coś, czego nie wiemy? 

 

Nie negatywy o poprzednikach, wygłaszane przez polityków działają na nas zniechęcająco. To nas często raczej rozśmiesza. To, co nas zniechęca najbardziej, to to, że tyle naszych wysiłków zostało zniweczonych. Tyle rozczarowań, kiedy obiecano nam, że teraz już będzie lepiej, a przecież jest coraz gorzej. Nie czekaliśmy nigdy na gotowe. Braliśmy się tyle razy do roboty, poświęcając wszystkie swoje siły, czasem więcej - zdrowie, życie. I wszystkie te wysiłki poszły na marne.

 

Nie, nie ogarnęła nas nawet i teraz bezradność. Jesteśmy gotowi dalej pracować dla naszego kraju, rodziny, przyjaciół. I proszę Księdza Biskupa, potrzebujemy mało. Właściwie, to jednej rzeczy. Potrzebujemy po prostu prawdziwego autorytetu. Takiego, który nas nie zdradzi, nie zostawi, jak wiele autorytetów to zrobiło. Takiego, któremu bez zahamowań uwierzymy. Który będzie nam mówił prawdę: złą czy dobrą, wiedząc, o czym mówi. Który zło nazwie po imieniu. Który będzie mówił tak, tak, nie, nie. Nie oczekujemy recept. To załatwimy sami. Oczekujemy, że miejsce, gdzie przebywa nasz autorytet, mówi tym samym językiem w najważniejszych dla nas sprawach. I mówi językiem dla nas zrozumiałym.

 

Całkiem naturalnie, oczekujemy takiego autorytetu od naszego Pasterza. Oczekujemy, że nas, prostych ludzi, zrozumie. Ale oto widzimy - nasz autorytet zasiada w Fundacji Batorego. Nasz autorytet powiada, że Unia Europejska to rzecz dobra. Ale my widzimy, że Unia jest bezbożną biurokracją, że Fundacja Batorego opłaca zdrajców Polski. Czy nie wiemy czegoś, co powinniśmy wiedzieć? I kiedy widzimy, że nawet tam, skąd spodziewamy się autorytetów, istnieją różne zdania i opinie, często zupełnie przeciwne, gdzie zatem znajdziemy przykład JEDNOŚCI?

 

I już nie wiemy, czy kiedykolwiek znajdziemy taki autorytet, który pomoże nam uwierzyć, że warto jeszcze raz zacząć. I to jest bardzo męczące. Nie każdemu starcza sił, aby jeszcze raz zaczynać od nowa.

 

Szczęść Boże!

 

Zbigniew Łabędzki