Polemika
z artykułem Antoniego Szymańskiego "Słaba Opozycja"
NIEDZIELA, 27 stycznia, 2002
Ubolewa Autor, Pan Antoni Szymański nad słabością opozycji parlamentarnej w Polsce. To wszyscy wiemy. Wiemy również jakie są tego skutki. Truizmy i odkrywanie koła, to są rzeczy najmniej nam dzisiaj potrzebne. I machnąłbym ręką na cały artykuł, gdyby nie dwie rzeczy:
Po pierwsze, artykuł ukazał się w NIEDZIELI. Piśmie, które jest, choć czasem mam chęć powiedzieć - było, jednym z niewielu pism, które mogliśmy uważać za "nasze". Pismo katolickie i polskie. Pismo patriotyczne. Pismo, które udostępniło łamy doskonałemu publicyście i pisarzowi, prof. Nowakowi, choć widać Go ostatnio jakby mniej.
Co prowadzi do punktu drugiego. Niedziela zaczyna zamieszczać artykuły dziwne. Tydzień temu polemizowałem (bez odpowiedzi) z artykułem redaktora naczelnego, ks. dr Ireneusza Skubisia, który napisał: "I my - redakcja Niedzieli - uważamy, że nie wolno uciekać od problematyki zjednoczenia, i to z bardzo logicznego powodu: tam, gdzie nas nie ma, nie będziemy mieli prawa głosu". Oczywiście, trudno mieć cokolwiek przeciwko artykułom polemicznym, w końcu w dyskusji najlepiej dochodzi się do prawdy. Gorzej, gdy artykuł, zamiast wyjaśniać - zaciemnia. Gdy, zamiast odważnie nazywać rzeczy po imieniu - kręci i relatywizuje zjawiska zbyt poważne, aby nimi manipulować.
I niestety, w następnym wydaniu NIEDZIELI, mojego ulubionego tygodnika, następne dwa "dyskusyjne" artykuły. Chciałbym, aby to był tylko przypadek. Boję się, że to coś więcej. Czas pokaże.
Wracając do Antoniego Szymańskiego. Jak napisałem, odrzuciłbym ten artykuł, bowiem nie wnosząc nic konstruktywnego do dzisiejszych dyskusji na temat losów naszej Ojczyzny, nie jest wart uwagi. Pan Szymański jednak porusza sprawę "rozbicia opozycji", dając przy okazji dowód, że mało się nauczył będąc posłem AWS w poprzedniej kadencji. Pisze bowiem tak:
"Obecnie opozycja zadowala się krytykowaniem, ale nie robi wszystkiego, co możliwe, by skutecznie spełniać swoją rolę. Warunkiem takiej skuteczności jest bliższa, codzienna współpraca między klubami PO, SKL, PiS i Ligi Polskich Rodzin, umiejętnie oddziaływujących na PSL i Samoobronę."
Jedyną opozycją w dzisiejszym Sejmie jest Liga Polskich Rodzin. Opozycją w znaczeniu praktycznym. Opozycją, która doskonale zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw stojących dzisiaj przed Polską, opozycją stojącą zdecydowanie, a nie tylko w deklaracjach, na gruncie katolicyzmu i patriotyzmu. Wszystkie inne partie, które pan Szymański zalicza do "opozycji", mają w swoich programach więcej cech wspólnych z programem rządzącej SLD, niż różnic. A różnice dotyczą głównie spraw drugorzędnych, z losami Polski nie mających wiele wspólnego (za to dużo z pozycją działaczy partyjnych na politycznej scenie polskiej). Głównym tematem czyniącym LPR opozycją jest oczywiście sprawa Unii Europejskiej. LPR, całkiem słusznie, stanowczo sprzeciwia się naszemu "wejściu" do Unii. Drugim, nie mniej ważnym, jest otwarte poparcie katolickich wartości w życiu społecznym i politycznym.
Napisałem "całkiem słusznie", bowiem każdy badający bezstronnie problem Unii Europejskiej, znający jej historię, wypowiedzi jej przywódców i praktyczne działania jej urzędników nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że Polska w Unii przestanie istnieć jako suwerenny kraj. Wielu z nas, ostatnio prof. Rafał Broda w audycji "Rozmowy Niedokończone" Radia Maryja, wzywaliśmy zwolenników integracji do publicznego przedstawienia argumentów "za", do publicznego przeciwstawienia się naszym argumentom "przeciw". Jak dotąd, spotykamy się tylko z pokrętnymi i niejasnymi obietnicami, że "będzie lepiej".
Jakże więc Autor wyobraża sobie "bliższą, codzienną współpracę między klubami PO, SKL, PiS i Ligi Polskich Rodzin, umiejętnie oddziaływujących na PSL i Samoobronę."? PO, to przecież nowa "poprawiona" wersja Unii Wolności. Autor powinien wiedzieć coś o współpracy z nimi. AWS robiła to doskonale w poprzedniej kadencji. Tak doskonale, że w sumie nie miała nic do powiedzenia, nie zrealizowała praktycznie nic ze swoich obietnic przedwyborczych, i ta, tak "bliska i codzienna współpraca" skończyła się kompletnym fiaskiem obu "współpracujących" w ostatnich wyborach. O rozczarowaniu milionów Polaków, którzy uwierzyli AWS już nie wspomnę.
Pan Szymański pisze jednak, tak, jakby nigdy nie słyszał o powyższym "Wiem, jak duże są różnice programowe między np. Platformą Obywatelską a Ligą Polskich Rodzin, ale współpraca powinna mieć miejsce w każdej sprawie, w której jest możliwa."
I żąda: "Oczekuję od opozycji realnego wpływu na sytuację w kraju, a nie tłumaczenia się, że niewiele może".
Liga Polskich rodzin zdaje sobie doskonale sprawę z tego, co może. I postępuje tak, jak może. I próbuje nawiązywać kontakty z każdym z kim może. Pewnych rzeczy oczywiście nie przeskoczy, niezależnie od tego, jak głośno będzie grzmiał pan poseł AWS trzeciej kadencji, że oczekuje skutków. Nawiasem, nie podał pan - jakich skutków oczekuje. Skutków i już!
Na koniec Pan poseł grzmi jeszcze raz: "Czy opozycja czuje się odpowiedzialna za te i dziesiątki innych niekorzystnych decyzji, które można było zmienić? Niestety, trudno to dostrzec. Raczej z wielką łatwością rozgrzesza się, twierdząc, że niewiele może zrobić wobec rządowej większości."
I podpisuje się:
"Autor był przewodniczącym Komisji Rodziny Sejmu III Kadencji"
A ja skromnie zapytam grzmiącego i pewnego siebie posła AWS:
Jakie są praktyczne skutki pańskiej działalności jako posła i przewodniczącego Komisji Rodziny Sejmu III kadencji dla przeciętnej polskiej rodziny dzisiaj? Czy przeciętnej polskiej rodzinie dzisiaj poprawiło się, czy pogorszyło? I proszę się nie tłumaczyć, że pan nie mógł. Byliście przecież WIĘKSZOŚCIĄ w Sejmie.
Zbigniew Łabędzki