Zbigniew Łabędzki

 

Wybory 2002 - meldunki z pola bitwy (2)

 

 

 

Drodzy Państwo!

 

Po pierwszym odcinku "meldunków" otrzymałem od Państwa dość dużo miłych słów, pochwał, i parę krytyk, za które dziękuję. Niestety, nie o pochwały (ani o krytyki) tu chodzi. Obraz "naszej strony" przed wyborami nie pozostawia prawie żadnych wątpliwości, że idziemy prosto do przegranej. 

 

Zacznijmy więc od bardziej podstawowej oceny sytuacji polityczno - społecznej w Polsce. 

 

Zapomnijmy na początek, o co woła coraz większa liczba myślących ludzi po naszej stronie, że istnieją jakieś "kierunki polityczne" w Polsce. Owa mnogość tych "kierunków" - od tych najprostszych, jak lewica i prawica, poprzez nowsze, jak neokomuniści i liberałowie, do takich dziwolągów jak "liberalny konserwatyzm" (z przeproszeniem przyjaciół z UPR) - nie służy wcale zrozumieniu naszej PRAWDZIWEJ sytuacji politycznej, czy bardziej prawidłowo - społecznej - w naszej Ojczyźnie. Bowiem wszystko powyższe to słowa-wytrychy, zaciemniające obraz i utrudniające nam właściwe spojrzenie. 

 

Często używamy dla zrozumienia wielu zjawisk społecznych przykładu rodziny, jako, że jest to coś, na czym się wszyscy doskonale znamy (z wyjątkiem klonów, oczywiście). Zatem porównując zjawiska występujące w rodzinie, łatwiej rozumiemy zjawiska występujące w większych grupach społecznych. I nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie wymyślał jakichś filozofii "walki klas" czy "konieczności historycznych" zastanawiając się nad problemami rodzinnymi.  Dlaczego więc dajemy sobie wmówić te idiotyzmy mówiąc o tych samych ludziach tworzących większe grupy społeczne? Tysiące lat ludzkość rozwijała się, dzięki Bogu doskonale, stosując tę prostą zasadę, że rodzina jest początkiem tworzenia większych grup społecznych - osiedli, miast, regionów i wreszcie - narodów. Dopóki ten naturalny porządek rzeczy był uważany za podstawę rozwoju społecznego, dopóty wszystko szło mniej więcej dobrze. Kłopoty zaczynały się zawsze tam, gdzie próbowano ów naturalny i zrozumiały dla każdego porządek zastąpić czymś "nowym". Te "nowości" bowiem w większym lub mniejszym stopniu odrzucały porządek naturalny, zastępując go jakimś chwytliwym hasłem, że "będzie wam wszystkim lepiej, jeśli...". Oczywiście za tym hasłem wtedy, jak i dzisiaj, stało to samo - zastąpienie pracy dla dobra całej społeczności, pracą dla dobra jakiejś określonej grupy społecznej, czy jednostki. 

 

Przez długi okres naszych dziejów eksperymenty te wybuchały, aby szybko oddać z powrotem pole starym ale wypróbowanym porządkom, zostawiając po sobie oczywiście zniszczenia i mnóstwo trupów. Dopiero rozwój technik masowej informacji w ostatnich kilkuset latach dały nową broń "eksperymentatorom" - masową indoktrynację całych społeczeństw. Indoktrynacja była niezbędna - żaden eksperyment nie udawał się wcześniej na dłuższą metę, jak sądzili nie ustający w swych wysiłkach inżynierowie społeczni, głównie z powodu konserwatywnej postawy większości normalnych ludzi. Należało więc urobić tę "masę" totalnie. Co robi się z coraz lepszym skutkiem do dzisiaj. Oczywiście - co inżynierowie społeczni już dawno zauważyli, głównymi rozsadnikami konserwatywnych zachowań była religia i rodzina, więc do nich zaczeto się dobierać najszybciej. Dodajmy do tego jeszcze znaną od początku ludzkości zasadę "dziel i rządź" - co znalazło wyraz w marksistowskiej teorii "walki klas". Sukces tej teorii spowodował, że zaczęły się tworzyć wciąż nowe pomysły na teorie i filozofie, które już teraz, za Marksem, można było spokojnie dzielić na prawicowe i lewicowe, co trwa do dzisiaj, choć po prawdzie, jak wiemy, czy wyczuwamy, mało mają one wspólnego z rzeczywistością. Jednak, ich ciągła żywotność w naszych mózgach świadczy o ogromie energii, jaką włożono w ich propagandę. I co mówi nam również o ogromie energii, jaką musimy poświęcić, aby odrzucić tę propagandę i powrócić do normalnego, naturalnego myślenia i widzenia świata. 

 

Wracając do obecnej, przedwyborczej sytuacji. Większość społeczeństwa, w dalszym ciągu zaczadzona ideologiami, pozwala się prowadzić jak po sznurku w kierunku, w jakim chcą ich widzieć manipulatorzy. Słowa "lewica i "prawica" wraz z ich nowszymi odcieniami, dalej latają w powietrzu tak gęsto, że brak już nam oddechu, aby usiąść spokojnie i pomysleć. 

 

Czy zatem zaakceptujemy Millera, który wejdzie bez pytania do naszego mieszkania, i zacznie nam obiecywać wiele, wyciągając przy tym wszystko co mamy? Czy zaakceptujemy Kwasniewskiego, który obiecuje nam, że jak zburzymy mury naszego mieszkania, i zamieszkamy w jednym olbrzymim mieszkaniu komunalnym z naszymi sąsiadami, choćby i najlepszymi, to bedzie nam lepiej? Czy posłuchamy Olechowskiego, że głowa naszej rodziny nie ma już nic do powiedzenia, a naszymi sprawami rodzinnymi będzie teraz lepiej zarządzał urzędnik z Warszawy, Moskwy, czy Brukseli?  A przecież dokładnie tak dotychczas robiliśmy, głosując na  nich!

 

Czego chcemy, aby naszej rodzinie powodziło się jak najlepiej?  Spokoju. Mądrych rodziców i mądrych, błyskotliwych, ale i posłusznych dzieci. Jasno widocznych perspektyw rozwoju, zaspokojenia naszych najważniejszych potrzeb, oraz nadziei, że to, na co nas dzisiaj nie stać, zdobędziemy w przyszłości. Pragniemy wzajemnego szacunku i wzajemnego zrozumienia. Pragniemy cieszyć się z naszych osiągnięć i pomagać sobie w czasach trudnych. Pragniemy mieć dobrych sąsiadów, i ułożyć sobie z nimi jak najlepsze stosunki. 

 

Czyż nie tego samego pragniemy, jako naród? Spokoju. Mądrych przywódców i lojalnych obywateli. Jasno określonych i sprawiedliwych praw. Jasnego i zrozumiałego kierunku rozwoju naszego kraju. Pewności, że nasi przywódcy robią wszystko, podobnie jak nasi rodzice, aby zapewnić nam coraz lepsze życie. Jesteśmy również gotowi poświęcić siebie dla tych spraw, jeśli tylko będziemy widzieli, że nasze wysiłki nie idą na marne, ale są częścią wspólnego wkładu dla dobra całego społeczeństwa, całego narodu. 

 

I dlatego wielu z nas powiada, że będzie głosować na prawicę???

 

A cóż to ma wspólnego z naszymi oczekiwaniami??? Przecież chcemy wybrać dobrych i wiarygodnych przywódców narodu, nie partyjnych wodzów!

 

Zatem kryterium, że kandydat jest członkiem jakiejś partii, nie powinny nas odwracać od ważniejszych kryteriów. Oto niektóre z nich:

 

1. Patriotyzm kandydata. Nie wolno nam głosować na kogoś, dla którego Polska nie jest jedną z największych wartości. Robilismy to dotychczas, i tracimy Polskę. Wszelkie deklaracje kandydata, jak to on kocha Polskę, nalezy skonfrontować z jego DZIAŁANIAMI. 

 

2. Stosunek do Unii Europejskiej. Nie wolno nam głosować na człowieka, który nie sprzeciwia się zdecydowanie poddaniu Polski tej sztucznej, stworzonej przez ideologów i inżynierów społecznych organizacji. Jak wiele takich pomysłów w przeszłości, jako sztuczna, rozpadnie się prędzej czy później z hukiem, zostawiając po sobie zniszczenia i trupy. Miejmy nadzieję, że jak najmniej, choć historia uczy nas, że im większy obszar obejmuje taki eksperyment, tym skutki są tragiczniejsze. I wszelkie wykręcanie się  przez kandydata, że "Unia tak, ale...." są zwykłym mydleniem oczu! Starsi z nas pamiętają dokładnie te same słowa z poprzedniego okresu "budowania socjalizmu".  Przypomnę tylko jeszcze raz - przed wyborami do parlamentu wielu z nas ostrzegało, że kiedy komuniści dostaną władzę, wszelkie wysiłki poświęcą na umocnienie SWOJEJ pozycji. Dokładnie tak zrobili, i robią dalej. 

Jeśli wejdziemy do UE, tamci poświęcą swoje wszystkie wysiłki na to, aby umocnic swoją władzę nad nami, a znając Polaków, zrobią wszystko, co możliwe, abyśmy nie mogli w przyszłości odwrócić swojej sytuacji.  Robią zresztą już to teraz, z dobrym skutkiem.

 

3. Stosunek do religii katolickiej. Nie wolno nam głosować na niewierzących. Choć nawet wielu niewierzących dzisiaj zaczyna z powrotem uważać religię za jeden z koniecznych czynników zapewniających właściwy rozwój społeczny (dzięki religii, a szerzej, dzięki łacińskiej koncepcji społecznej w końcu, Europa stała się tym, czym jest). Dekalog jest w dalszym ciągu dla wielu najważniejszym zbiorem praw, dzięki którym społeczeństwo w ogóle może istnieć. I podobnie jak z patriotyzmem, wszelkie deklaracje kandydata, jak to on kocha Boga, nalezy skonfrontować z jego DZIAŁANIAMI. Skok do papamobilu jeszcze nie uczynił Kwaśniewskiego i Kwaśniewskiej świętymi!

 

4. Poziom społecznej akceptacji i poważania kandydata w jego bezposrednim środowisku. Nie możemy głosować na kandydata, którego nie znamy. Nie wolno nam głosować na kandydata z "układów", mimo, że tacy obiecują najwięcej, podpierając się swoimi znajomościami. Zrobi najwięcej, ale nie dla nas, a dla siebie i swoich znajomości!  Nie wolno nam głosować na kandydata, który nie zrobił dotychczas nic konkretnego poza ładnym gadaniem, ale ma ładny garnitur i krawat!

 

5. Przeszłość partyjna. Nie wolno nam głosować na kandydata, który w poprzednim okresie był działaczem PZPR, ZSL i innych partyjnych przybudówek akceptowanych przez komunistów. Nie wolno nam głosować na kandydatów dzisiejszych partii, takich jak SLD, UP, PSL, PO, Samoobrona, UW, AWS, i podobnych,  które pokazały już, czym naprawdę są. Wszyscy oni swoją postawą zdradzali Polskę i Polaków, zatem zrobią to jeszcze raz, przy najbliższej okazji. Przykładów chyba nie trzeba!

 

6. Stosunek kandydata do jego rodziny. Nie wolno nam głosować na kogoś, kto nie umiał zapewnić swojej rodzinie właściwych warunków. I nie chodzi tu o bogactwo, ale o zwykłe i codzienne szczęscie członków rodziny. Nieporadność w życiu rodzinnym, częste kłótnie, czy nawet rozwód,  przełoży się na katastrofę, kiedy damy takiemu kandydatowi władzę nad większą ilością ludzi i ich spraw.

 

7. Wizja przyszłości, jaką reprezentuje kandydat. Nie wolno nam głosować na ludzi obiecujących złote góry. Bo kłamią. Trzeba nam ludzi mających zdecydowaną i jasną wizję rozwoju gminy, powiatu czy miasta. Rzeczową i konkretną. Pokazującą dobre i złe strony. 

 

 

To kilka moich skromnych propozycji. Wymieniłem je, ponieważ jestem przekonany, że tylko wtedy, kiedy  zaczniemy ostro wymagac od naszych kandydatów, odwrócimy bieg historii. Jeśli tchórzliwie machniemy reką na swój udział w wyborach, zapłacimy za to ogromna cenę. 

 

I wróćmy do Rodziny. Nasz kandydat, któremu możemy powierzyć władzę nad naszymi losami, to taki, któremu bez żadnych obaw poświęcimy opiekę nad naszą rodziną. Którego spokojnie możemy pozostawić w naszym domu z naszymi dziećmi.  Któremu bez obaw możemy powierzyć nasze pieniądze. Wobec którego mamy całkowite zaufanie. Czy to takie trudne? Nie. Wystarczy odrzucić wszystkie "nauki propagandy medialnej" i zacząć znów myśleć, jak normalny człowiek. Używając swojego, nie "importowanego" rozumu.

 

 

Zbigniew Łabędzki

Ojczyzna.pl

8 października, 2002