Zbigniew Łabędzki

 

Wybory 2002 - meldunki z pola bitwy (1)

 

 

 

Ruchy armii lewicowych i prawicowych, jak z chęcią klasyfikuje się dzisiejsze partie i organizacje, nie mające z lewicą i prawicą niczego wspólnego, pokazują, że komuna & Co. poszły starą, wypróbowaną drogą kłamstw, obiecanek i zdecydowanego zajmowania wszystkich możliwych miejsc w zawodowej polityce, służbach, wojsku, policji i sądach, a więc agresywnego zdobywaniu każdej piędzi terenu. Organizacje liberalne, z lubością nazywające się prawicą, poszły dalej drogą udawania europejskich i jedynie światłych Polaków, zdobywając wiele głosów propagandą ich rzekomej opozycji wobec komunistów, propagandą opłacaną przez ich EUropejskich bossów zresztą. Jedynie nasza opcja narodowo-patriotyczna, z Ligą Polskich Rodzin, próbuje, dość niezdarnie, stosować z konieczności nowe metody w rozszerzaniu swego stanu posiadania.

 

Daleki jestem od tego, aby krzyczeć "a nie mówiłem!?", ale przytoczę to, co pisałem przed wyborami parlamentarnymi:

 

"Zwycięstwo postkomunistów w najbliższych wyborach będzie klęską dla Polski. Natychmiast, jeśli dostaną bezwzględną większość w Sejmie, zabezpieczą się przed swoimi klasowymi wrogami - czyli, przed nami. Maja media. Będą mieli wojsko i policję. I wolną rękę w sprzedaży resztek Polski dla Niemców. Polska, jeśli jeszcze będzie istniała - cofnie się o dziesiątki lat.

Dlatego nie możemy sobie pozwolić na paru naszych w Sejmie. My musimy mieć tam WIĘKSZOŚĆ!"

 

Co gorsze, patrioci strzelili sobie ostatnio z wielkiej armaty w nogę, co może mieć dość poważne i negatywne skutki na wyniki wyborów. Mówię oczywiście o nieszczęsnej odezwie profesorów Kaweckiego i Małoszewskiego. Profesorowie wycofali się już rakiem ze swej "inicjatywy", udając, że się nic nie stało, ale szkody zadane naszej opcji patriotycznej pozostały. Po pierwsze - profesorowie wprawili wielu ludzi w stan kompletnego zdezorientowania. Nie pomogły również dalsze komentarze, próbujące jakoś załagodzić tę inicjatywę, a które zwalały jej niepowodzenie na Ligę Polskich Rodzin. "Bo nie weszła do inicjatywy!" 

 

Jak oderwanym trzeba być od polskiej rzeczywistości politycznej, aby spodziewać się, że nagłe i niespodziewane, nieprzemyślane i nie skonsultowane z innymi politykami publiczne oświadczenie, że tworzy się nową "jedyną listę wyborczą prawicy"!!!! poskutkuje, i wszyscy patrioci rzucą się tam od razu z entuzjazmem!

 

Jedynym i spodziewanym skutkiem politycznym "szalonego wynalazku naszych profesorów" było to, że, oczywiście, rzuciła się im z radością w ramiona "prawica". Zaprawiona w rozbijaniu różnych inicjatyw nie od dziś. A więc Macierewicz, Kropiwnicki, Bender, niestety Łopuszański i pomniejsi. Czyli - dość skutecznie doprowadzono do rozbicia jedynej organizacji mającej już swoich posłów w Sejmie. Oczywiście, jak było do przewidzenia, po "wycofaniu się profesorów" grupa rozbijacka nie wycofała się również, a stworzyła własny komitet wyborczy, pięknie nazwany "Razem Polsce"  "W koalicji Macierewicza jest ROP, ZChN, Ruch Katolicko-Narodowy, Narodowe Odrodzenie Polski, Komitet Obrony Polskiej Ziemi", podaje z radością Michnik.

 

Teraz o naszej jedynej szansie - Lidze Polskich Rodzin. Roman Giertych, Zygmunt Wrzodak i Marek Kotlinowski poczuli na własnej skórze, ilu ludzi krytykowało ich niewątpliwe błędy. Ale również, ilu ludzi oparło na LPR swoje wszystkie nadzieje. I ilu ludzi, mimo błędów, dalej widzi LPR jako jedyną alternatywę polityczną dla Polski. Jakie to były największe błędy (krytykom odpowiadam, że poruszam publicznie sprawy, o których nasi przeciwnicy doskonale wiedzą)?

 

- Zapomniano kompletnie (jeszcze przed wyborami parlamentarnymi) o ważności szerokiej i natychmiastowej informacji: z LPR do wyborców i od wyborców do LPR. Ta beztroska kosztowała nas, według moich ocen, co najmniej cztery - pięć miejsc w Parlamencie. Nie stworzono do dzisiaj szerokiej bazy w terenie i skutecznej łączności z pomiędzy organizacjami terenowymi. To kosztowało nas kilka następnych miejsc w Parlamencie, i odbije się negatywnie na wynikach najbliższych wyborów.

- Nie wykorzystano kompletnie ogromnego entuzjazmu "dołów" po wyborach parlamentarnych, co odpowiednio wykorzystane mogło spowodować szybki i masowy ruch organizowania się oddolnego, dałoby niesamowicie silne poparcie naszym posłom w Sejmie, oraz - umożliwiłoby szybkie i sprawne zorganizowanie wyborów 2002.

- LPR odrzuciła praktycznie pomoc innych organizacji patriotycznych, w szczególności Klubu "Myśl dla Polski", którego członkowie znaleźli się wprawdzie w Radzie Politycznej LPR, ale jedynie formalnie. Decyzje były i są podejmowane w tzw. triumwiracie - Kotlinowski, Wrzodak i Giertych.

 

Oczywiście, musimy również zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Władze LPR są w tych sprawach bardzo małomówne, przedkładając wywiady z różnymi PAP-ami i Trybunami, zapominając kompletnie o swych sojusznikach medialnych. Można jednak wnioskować, że zagrała w LPR dość mocno opcja "czystości członków LPR".  "Kto nie z nami, ten przeciwko nam!"  LPR oparła się na dużej pomocy Młodzieży Wszechpolskiej, skądinąd bardzo zwartej i patriotycznej organizacji. Ale ta zwartość, mająca wiele pozytywów, spowodowała również, że wszyscy spoza MW byli i są traktowani z większą nieufnością, co dość skutecznie odstraszało wielu ludzi od bliższej współpracy z LPR.

 

To z kolei poskutkowało między innymi powstaniem "legendy", jakoby LPR "przywoziła kandydatów do wyborów samorządowych w teczkach". Liga może oczywiście wzruszyć ramionami na te oskarżenia, ale ja bym radził nie lekceważyć tych głosów, bowiem ich skutek, bez względu, na ile są one prawdziwe,  to mniejsza ilość głosów i dezorientacja naszych zwolenników.

 

Czy opcja "czystości wewnętrznej" działa? Obawiam się, że przynosi więcej szkód jak korzyści. Przykład odejścia Macierewicza i innych świadczy, że nigdy nie osiągnie się pewności, że szeregi partyjne są lojalne. Próbowano tego już w historii. Bardziej, moim zdaniem pomogłaby zwartości szeregów ich masowość (patrz "Solidarność" w pierwszej fazie). Wydatnie również pomogłaby lepsza łączność góra-dół i na odwrót, oraz większa otwartość władz LPR na zewnątrz. Boleję również nad całkowitym brakiem "dyplomacji" u wodzów LPR. Zniechęcanie do siebie ludzi, którzy inaczej mogliby bardzo Lidze pomóc, jest bardzo poważnym błędem, a jego skutki widzimy i słyszymy o nich codziennie.

 

Zbigniew Łabędzki

9 września, 2002