Zbigniew Łabędzki

 

Wilk okrywa się owczą skórą, diabeł ubiera ornat

 

 

 

Jesteśmy w Europie, w naszym wspólnym domu ...

 

 ... waliło jeszcze niedawno z każdej strony reżimowych pism, z ekranów telewizorów, z bilboardów. Ostatnim wystrzałem ogłuszającej propagandy prounijnej było "Jestem Europejczykiem" Giertycha Młodszego w Gazecie Wyborczej - "finishing touch", jakby powiedział artysta Michnik kończąc swoją serię batalistyczną, przed zabraniem się do malowania nowej serii - "jesteśmy z wami, Polacy!" Celują w tym zwlaszcza "różowi" wykorzystując dość sztywne stanowisko "czerwonych" Millera. 

 

Zobaczymy więc w najbliższym czasie wyciskające łzy obrazki pojednania "różowych" europejszczyków z Polakami. A, gdzież tam Polakami!!  My i wy, to przecie jedno! Co wasze to nasze!

 

Jak zwykle do pierwszego ataku poszła kompania rozpoznawcza "różowych" - tygodnik "Wprost". Jakbym pięścią między oczy dostał!!!

Na pierwwszej stronie wyjątkowo wstrętna fotografia kilku "kochających inaczej i komentarz, za który w bardziej "postępowych" krajach redaktor naczelny i autor poszedłby siedzieć za wywoływanie nienawiści, a "Wprost" byłoby natychmiast zamkniete. 

 

Oto próbka wstępniaka z pierwszej strony - Uwaga - język równie paskudny jak fotografia!!!

 

"Ogromny fallus na platformie, a w pochodzie ponad pół miliona nagich i półnagich kobiet oraz mężczyzn. Hasła takie, jak "Wsadź mi w d..." czy "Jestem lesbą", należały do najłagodniejszych. "Jesteśmy homo, a jak wam się to nie podoba, to mamy was w d..." - wykrzykiwali 28 czerwca tego roku uczestnicy parady gejowskiej w Berlinie. W tych berlińczyków, którym manifestacja się nie podobała, ciskano zużytymi prezerwatywami, pokazywano im obsceniczne gesty i prowokacyjnie obnażano przed nimi genitalia. W ostatnich dniach podobne parady odbyły się w Budapeszcie, Marsylii, Kolonii, Rzymie, Porto, Oslo, Wiedniu, Nowym Jorku, Zurychu czy Sao Paulo."

 

Nieco niżej, wicenaczelny tygodnika, Stanisław Janecki (Niech Mu Bruksela Wybaczy), wali ostro tytułem "Bydło postępu", i dokłada podtytułem "Poruszanie się do przodu czasem bywa niebezpieczne."

Pisze, jakby ściągał ode mnie czy innego spokojnego i Bogu ducha winnego konserwatysty!:

 

"Jedno ze znaczeń słowa "postęp" oznacza wzrost. Kiedy jednak wzrost jest zbyt bujny, dochodzi do przerostu. Przykładem patologicznego wzrostu, czyli przerostu, jest rak. Kiedy patrzę, jak rozmnożyli się w ostatnich czasach tzw. postępowcy, przychodzi mi do głowy właśnie rak. Postępowcy, podobnie jak rak, chcieliby zawłaszczyć wszystko dookoła, wszystkiemu nadać własne, oczywiście postępowe, piętno. Z postępowcami jest jednak pewien problem: nie tylko nie ma pewności, że wnoszą oni jakiś postęp w życie społeczeństw, lecz przeciwnie - istnieją mocne dowody, że często wnoszą destrukcję.
Przez tysiące lat świat radził sobie bez postępowości w rozumieniu dzisiejszych postępowców, aż w czasach oświecenia zaczęto krytykować istniejący porządek rzeczy - w imię postępu oczywiście. Głos Boga zastąpiono głosem ludu, a w sferze moralnej obowiązującą doktryną stał się relatywizm. W świecie postępowców właściwie nie wiadomo, czym jest dobro i zło, bo zależy to wyłącznie od sytuacji. Zresztą postępowcy są ponad dobrem i złem. Wspominam o tej quasi-filozofii postępowców, bo zaczynają oni terroryzować normalnych ludzi (zwanych często ciemnymi reakcjonistami) w sferach, które dotychczas były chronione, na przykład w dziedzinie obyczajów i preferencji seksualnych. Słusznie autorzy cover story tego numeru bronią idei państwa seksualnie neutralnego (vide: "SexAtak"), bo postępowcy z przyjemnością zaraziliby wszystkich swoją seksualną postępowością. Cóż z tego, że mieszkańcy 175 metropolii, w których odbywają się postępowe parady gejów, lesbijek, biseksów i kogo tam jeszcze, czują się terroryzowani, obrażani, a często poniżani. W końcu postęp musi kosztować."

 

No, kochani! Takich ludzi tylko do rany przyłóż, a potem zawołaj - Prowadź nas, Wodzu, do zwycięstwa! Zniszczymy tego wstrętnego Millera wraz z jego lesbijkami! I dam głowę, że wielu inteligentów czytających jeszcze "Wprost" da się na to nabrać. I wzrośnie znów sprzedaż tygodnika, i właściciele zarobią, i będzie fajnie! Uratujemy - może nie Polskę, ale tygodnik Wprost na pewno. 

 

Tylko, że ....   spod ornatu, spod owczej skóry coś wystaje, coś co jakoś nie pasuje do obrazu całości, do tych odważnych i rzeczowych słów - Czarny smolisty OGON! A kiedy odważnie zań szarpniemy - okrycia opadają, i pokazuje się cała prawda, i czytamy wtedy zupełnie inne słowa, w które, nomen-omen, WPROST trudno uwierzyć!!!

 

Ten sam Janecki, konserwatysta idealny, wali:

 

"Wbrew przekonaniu polityków Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony czy zwolenników Radia Maryja to nie unijne społeczeństwa, szczególnie protestanckie, są bardziej zdemoralizowane niż polskie. Jest, niestety, odwrotnie. I to głównie z powodu naszej ucieczki od wolności. Przecież wielu przeciwników unii bardzo przypomina opisane przez Ericha Fromma w "Ucieczce od wolności" społeczeństwo niemieckie w latach 20. i 30. Niemcy oddali się w ręce Hitlera, by to on i stworzone przez niego państwo wzięli odpowiedzialność za los jednostek, by odebrali im wolność kosztem złudnego poczucia bezpieczeństwa."

 

A oburzony na zboczeńców autor kończy swój artykuł już w zupełnie innym stylu:

 

"Dlaczego geje, lesbijki i inne mniejszości seksualne są tak bardzo agresywne? Agresywne manifestowanie swojej odrębności jest formą odegrania się na tzw. normalnej większości. Z kolei oskarżanie wszystkich dookoła o nietolerancję wobec mniejszości seksualnych jest próbą wywołania poczucia winy u większości, a właściwie poczucia współwiny. Jest w tym zachowaniu podobieństwo do postępowania niektórych zarażonych HIV, którzy próbowali zarazić innych, i to jak najwięcej osób. Jest w tym jakaś desperacja. Tymczasem to, jakie ktoś ma preferencje seksualne, jest tak samo jego prywatną sprawą, jak to, jaką religię wyznaje czy jakie ma poglądy polityczne. Narzucanie tego innym jest rodzajem seksualnej agresji. A przecież demokratyczne państwo powinno pozostać seksualnie neutralne, tak jak jest religijnie neutralne. Nie oznacza to żadnej dyskryminacji mniejszości seksualnych, oznacza tylko prawo do obrony przed dyskryminacją z ich strony. Warto bronić tego prawa większości, tak jak powinno się bronić każdego przedstawiciela mniejszości seksualnej, który jest z powodu swoich preferencji w jakikolwiek sposób dyskryminowany czy poniżany."

 

Autor, Autor!!!!

 

Rafał Geremek

 

 

Tak to wygląda na kilku tylko przykładach. Ilu z nas da się na to nabrać? Wygląda, że wielu. Wystarczy pomachać im jakimiś swiecidełkami, wystarczy kilka fałszywych haseł, wystarczy owcza skóra czy ornat narzucony w pośpiechu. Ale ogon zawsze wystaje. I wystarczy go poszukać. Czasem jest malutki - dopiero rośnie, czasem przypomina coś zupełnie innego, co łatwo przeoczyć, łatwo zlekceważyć czy łatwo jego obecność wytłumaczyć (nooo, nikt nie jest perfekt!)  Ale w każdym przypadku nie pasuje do całości. I jeśli coś nam nie pasuje, patrzmy uważnie! Historia pełna jest przebierańców, szczególnie w polityce. A już szczególnie w polityce "różowych".

 

 

Wasz,

    Z. Łabędzki
    7 lipca, 2003