Zbigniew Łabędzki
Taktyka
Cały ten bazarowy rejwach z dopłatami dla polskiego rolnictwa jest ciekawym przykładem zagrywki taktycznej "europejczyków".
Oto notowania rządu Millera jako negocjatora z UE, w opinii publicznej spadły niemal do zera. Trudno zresztą temu zapobiec. Wszystko od dawna wskazuje, że tak zwane "negocjacje z Unią", to rozgrywka propagandowa, potrzebna "naszym" i unijnym politykom, aby ukryć wiele bardzo nieprzyjemnych spraw. Wielu wyczuwa tu instynktownie jakiś szwindel.
Spośród wielu dowodów potwierdzających ten fakt jest to, że cała ta "wojna negocjacyjna" toczy się jedynie w mediach. Tu rozgrywa się ów cyrk, czasami aż żałosny, jako że jego uczestnikami nie są zawodowi aktorzy, a przekonani o swojej ważności socjaliści. Nie widać natomiast ŻADNYCH, towarzyszącym politykom głosów specjalistów, którzy w sytuacji rzeczywistych negocjacji tej wagi powinni otaczać tłumami "gadaczy" i "krzykaczy". Nie mówię tu o "dyżurnych komentatorach" z TV. Mówimy o ludziach, nie narzędziach.
A więc opinia publiczna leci w dół. Jak odwrócić ten trend? Jak z kompletnych bęcwałów, siedzących na podkulonych pod siebie ogonach i czekających na ochłapy z pańskiego - unijnego stołu, zrobić podziwianych przez społeczeństwo bohaterów? Oto ogłasza się "przeciek" że z Unii dostaniemy tylko 25% należnych nam funduszy. Kilka dni później z wielką pompą, Europa potwierdza te "przecieki". Millerowcy & Co. jakby nie wiedzieli o niczym, podnoszą - słuchajcie!, słuchajcie! - rejwach, że tak nie może być, że to za mało. Tu, jak w greckiej tragedii włącza się komisarz Verheugen, grzmiąc "jak się wam to nie podoba, to nie dostaniecie NIC!!! Początkowo nie było żadnych pieniędzy dla was, a teraz się cieszcie z tych 25%"!.
Nasi bohaterowie jednak, nabrawszy niespotykanej u nich nigdy odwagi grzmią, że nie oddamy Polski Unii!!! Obok, oczywiście, starą metodą "dobry ubek i zły ubek" odzywają się głosy przeciwne. Że nie mieliśmy dostać nic, więc cieszmy się tym, co nam dają. Oto przedstawienie Pani Monisi na ten temat: Monisia gra bohaterską Polkę:
Monika Olejnik rozmawia z Tadeuszem Iwińskim – doradcą premiera do spraw międzynarodowych.
Monika Olejnik: Panie ministrze, czy Unia Europejska robi sobie żarty z polskich rolników, nie tylko z polskich rolników, ale z rolników dziesięciu krajów, które mają wejść do Unii? Ale tak najbardziej to chyba z polskich rolników, bo oni najbardziej tracą?
Tadeusz Iwiński: Nie sądzę, aby to było właściwe sformułowanie. Komisja Europejska przedstawiła wyjściowe stanowisko, które na pewno jest nie satysfakcjonujące, ale pod pewnymi względami jest interesujące, dlatego że po raz pierwszy w oficjalnym dokumencie przyznano, że polscy rolnicy i rolnicy z dziewięciu innych krajów kandydackich mogą otrzymywać pieniądze. (Kłamstwo. W momencie wejścia Polsce należałoby się tyle, ile innym. Jest to zapisane w zasadach UE - Z.Ł.) Ponieważ jeszcze w dokumencie z Berlina, w tak zwanej Agencie 2000, niecałe trzy lata temu, nie mówiło się w ogóle o możliwości przyznania takich dopłat. Natomiast rzeczy bardziej pocieszające w szerokim aspekcie dotyczącym rolnictwa, płyną z propozycji przedstawionych, jeśli chodzi o możliwość wykorzystania środków finansowych w zakresie pomocy dla wsi i funduszy strukturalnych.
Olejnik: Tak, to wszystko wiemy, panie ministrze, ale to, co proponuje Unia, to jest jałmużna, 25 procent.
Iwiński: Przede wszystkim ja o tym wczoraj mówiłem w telewizji i powiem teraz otwartym tekstem – bo mało kto zdaje sobie z tego sprawę, albo udaje, że nie – że to są pieniądze, które dostajemy za darmo. Za darmo. To nie jest kredyt, to nie jest jałmużna. Naturalnie to jest dużo mniej niż byśmy chcieli, to jest dużo mniej niż byśmy oczekiwali, ale trzeba wziąć pod uwagę, że niestety... Ja chcę jasno powiedzieć, że mnie ta propozycja też nie satysfakcjonuje, ale jest półrecesja (dobre! To słowo zrobi karierę! Z.Ł.) w Europie Zachodniej, wiadomo, jaka jest sytuacja gospodarcza w Niemczech. Myślę, że dodatkowo ma na to też wpływ fakt, że za chwilę odbędzie się serial wyborczy we Francji, między kwietniem a czerwcem, wybory parlamentarne i prezydenckie 22 września. Wybory w Niemczech, gdzie nie wiadomo, kto wygra, w obu tych przypadkach. I siły, które wpływają na podejmowanie decyzji, także finansowych, boją się postępować bardziej śmiało, gdyż mogą przypuszczać, że druga strona oskarży ich o nadmierną szczodrobliwość. Jakby wyglądała scena polska, gdyby Polska, która ma wielkie kłopoty finansowe, wielkie bezrobocie, powiedziała: dobrze, my dajemy Ukrainie 3 miliardy euro? Ciekaw jestem, jaka byłaby reakcja w Polsce.
A więc mamy bohaterów? Pewnie! Ciężko zmagają się z przeciwnościami "półrecesji". Targani sprzecznościami, a jednak odważnie i gorąco bronią interesów Polskich. I "wynegocjują" zamiast 25%, 25 i pół procenta. A Media postawią im następny pomnik.
Ciekawi mnie tylko w tym wszystkim - gdzie jest nasz główny propagandzista Sławomir Wiatr??? Czyżby wisiał na ścianie, aby wystrzelić w trzecim akcie?
Zbigniew Łabędzki
2 lutego, 2002