Zbigniew Łabędzki, Krzysztof Janiewicz

 

Panika!

  

 

 

       Ostatnie wybory samorządowe wywołały wśród komunistów i libertynów w pierwszych dniach po ogłoszeniu wyników słabo maskowaną panikę. Wygląda jednak, że po kilku dniach wzajemnych oskarżeń i prób zbagatelizowania wyników, internacjonaliści zaczynają przygotowywać nową wojnę z nieposłusznym narodem.

  

Nie ulega wątpliwości, że wybory były dla "władców Polski" jedynie ostatnim dzwonkiem na alarm. Już wcześniej, mimo doskonałych wyników sondaży usłużnych OBOP-ów i innych "badaczy opinii", widać było, że spada poparcie Polaków do integracji z Unią Europejską. Nie ma się zresztą czemu dziwić. 

 

Propaganda proeuropejska od początku oparła się bowiem nie na konkretach, o które było trudno, a o dwa zasadnicze wątki: jeden dla "swoich" - gdzie mówiono o doskonałych apanażach, jakie otrzymają wszyscy, którzy poprą ideę integracji, oraz drugi - dla publiki, której obiecano złoty deszcz z nieba dla każdego (które to obiecanki komisarz Verheugen nazwał później z właściwym sobie niemieckim taktem "kryminalną działalnością). 

 

W pierwszych latach propagandy ów złoty deszcz dla każdego wyglądał wspaniale. Nic dziwnego. Właśnie otrząsnęliśmy się ze stanu wojennego i jawnych rządów komunistów, do Sejmu dostali się nasi ludzie, prezydent Rzeczpospolitej na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski przekazał Insygnia władzy prezydenckiej Drugiej Rzeczypospolitej prezydentowi Wałęsie. Ogłoszono wszem i wobec, że teraz będzie prawdziwa Trzecia Rzeczpospolita.

 

Zapachniało nam Zachodem. Cóż więc dziwnego, że idea wejścia w układ Europy Zachodniej wydała się nam darem bożym? Tym bardziej, że wspomagały nasze nadzieje wspaniałe przemówienia polityków. 

 

Prezydent Lech Wałęsa przy każdej okazji powtarzał, że wkraczamy do Europy wolnych narodów, (co jest podwójnym błędem, ponieważ stracimy i naszą narodowość i naszą wolność), Dnia 18-go maja 1994 r. na cmentarzu w Monte-Cassino, Lech Wałęsa powiedział j raz jeszcze, że Polska jest wolna i suwerenna. Wypowiedział te słowa kilka zaledwie dni po złożeniu polskiej kandydatury do Unii. Minister Spraw Zagranicznych Andrzej Olechowski również powiedział 8-go kwietnia 1994r., że "Europa (Unia) to rynek, wolność, demokracja." 

 

I jeszcze Olechowski:   "Już niedługo zostaniemy członkiem Unii Europejskiej. Spełni się marzenie pokoleń Polaków o – jak pisał Adam Mickiewicz – „jedności, do której bez ustanku dążą różne szczepy europejskie, jedności ze wszech stron przeczuwanej i przepowiadanej”. Stanie też jednak przed nami zupełnie nowa odpowiedzialność, troska o dobro wspólne Europy. Unia bowiem stanie się naszym, polskim projektem, tak jak dziś jest niemieckim, francuskim czy greckim.

 

Wraz z hurra-optymistycznymi hasłami o unijnej "ziemi obiecanej" zaczęły jednak coraz częściej pojawiać się głosy krytyki. Nic dziwnego, hasła mają to do siebie, że po nich oczekuje się konkretów. A sytuacja w Polsce zaczęła się psuć z wzrastającą szybkością. Trzeźwi obserwatorzy sytuacji politycznej zauważyli, że wraz z hasłami o świetlanej drodze do Unii, Polska jest bezczelnie przez tę Unię rozkradana. Od momentu podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, cały ten geszeft zaowocował nam deficytem handlowym w wysokości około US$60 mld. Deficyt ten spowodował również zjawisko tzw. „eksportu bezrobocia”. Polega on na tym, że w UE powstają nowe miejsca pracy, kosztem wzrostu bezrobocia w Polsce.

Przyjmując formułę stosowaną przez ONZ, jesteśmy wstanie obliczyć liczbę zlikwidowanych miejsc pracy w Polsce w wyniku ujemnego salda : w roku 1997 w Polsce ubyło 355,3 tysiące miejsc pracy, w 1998 402,7 tysięcy miejsc pracy, w 1999 357, 4 tysiące miejsc pracy (Biuro Studiów i Ekspertyz Sejmu RP ; Handel zagraniczny Unii Europejskiej 1990 - 1999 Z. Wołodkiewicz - Donimirski). Do roku 2001, w ten właśnie sposób „wyeksportowaliśmy” do UE 1,5 mln. miejsc pracy.

 

EUroentuzjaści zaniepokojeni wzrastającą krytyką rzeczywistości, rzucili do walki - oprócz tak zwanych "organizacji pozarządowych", opłacanych przez Unię i inne organizacje libertyńskie - "autorytety". Ci ludzie o znanych nazwiskach (których liczba wydaje się ostatnio spadać), zaczęli powtarzać stare hasła EUroentuzjastów, z braku oczywiście konkretnych korzyści wynikających z integracji. Rzucano w nas Białorusią, nazywano nas skrajnymi nacjonalistami, ksenofobami i łączono to często z naszym "antysemityzmem". 

 

Ciekawym przykładem prób zastraszenia przeciwników integracji, był sławny raport Urzędu Ochrony Państwa z 04.04.2000, który zdjęto z Internetu po kilku godzinach. Oto wyjątek z raportu:

 

Zagrożenia związane z działalnością organizacji politycznych o charakterze ekstremistycznym:

 

Podstawowymi zagrożeniami związanymi z działalnością ugrupowań skrajnych w dalszym ciągu pozostają: kwestionowanie demokracji jako systemu sprawowania władzy; pochwalanie przemocy i terroryzmu; posługiwanie się retoryką antysemicką; kwestionowanie celowości integracji Polski ze strukturami europejskimi oraz członkostwa w NATO. 

UOP monitoruje – w większości metodami tzw. białego wywiadu – aktywność efemerycznych grup ekstremistycznych, m.in. o orientacji neofaszystowskiej. Członkowie tych ostatnich – mających oparcie w młodzieżowej subkulturze skinheads – utrzymują kontakty ze swymi zagranicznymi odpowiednikami (wymiana materiałów propagandowych – niekiedy odnoszących się wprost do hitleryzmu, spotkania i zloty). Odnotowano pojedyncze sygnały o zainteresowaniu przedstawicieli tych orientacji zdobywaniem broni i materiałów wybuchowych. 

Wśród "autorytetów" nie zabrakło niestety i członków Episkopatu Polski, w tym szczególnie aktywnych biskupów Życińskiego i Pieronka. W propagandzie biorą również udział takie organizacje katolickie jak Kluby Inteligencji Katolickiej, Katolicka Agencja Informacyjna (która brała udział w fałszowaniu słów Ojca Świętego. które wypowiedział podczas Jego ostatniej wizyty w Polsce), jezuicka organizacja "Katolickie Biuro Informacji i Inicjatyw Europejskich", oficjalna strona internetowa Episkopatu Polski "OPOKA" i niedawno powstała strona internetowa - Serwis „Kościół – Europa”. Jest to „Serwis realizowany pod patronatem Zespołu Doradców ds. Unii Europejskiej przy Konferencji Episkopatu Polski”. Ostatnio okazało się, że i promowane przez Prymasa Polski Radio Józef otrzymało pieniądze z funduszy Komisji Integracji Europejskiej na realizację związanego z propagandą integracji Polski z Unią Europejską projektu pt. „Media 2000”

 

Wygląda jednak na to, że te wszystkie wysiłki EUroentuzjastów nie zagłuszają coraz bardziej przerażających wieści, jakie dochodzą z "frontu" negocjacji przedstawicieli polskiego rządu z Unią Europejską. Obserwując nawet tylko oficjalne doniesienia ogarnia nas coraz silniejsze przekonanie, że Polska nie tylko nie skorzysta na integracji, ale straci, i to dużo.

 

Wiedzą o tym członkowie rządu Millera i inni EUroentuzjaści, poświęcając wszystkie swoje wysiłki na finalizację rozmów i doprowadzenie do integracji jak najszybciej i za wszelką cenę, co, według wielu obserwatorów, ma uratować ich przed odpowiedzialnością za kompletne położenie spraw polskich - za gospodarczą, społeczną i polityczną degradację naszego kraju. Mają oni nadzieję, że po "wejściu do UE" odpowiedzialność za sytuację w Polsce przejmie Unia Europejska.

 

Z drugiej strony, wielu już zauważyło, że UE zachowuje się coraz częściej jak narzeczony, który "kradnąc wianek" oblubienicy przed ślubem, wydaje się tym ślubem coraz mniej zainteresowany. To powoduje wzrastającą panikę w kołach "europolaków", którzy zaczynają ostatnio sięgać do coraz ostrzejszych "metod" przekonania polskiego społeczeństwa do Unii, a jednocześnie gotowi są przystać na wszystkie żądania Unii, aby tylko jak najszybciej nas tam wciągnąć.

 

Jedyne ogólnopolskie media patriotyczne - Radio Maryja i Nasz Dziennik, są coraz ostrzej atakowane za podawanie prawdy o aferze zwanej "wejściem do UE". "Przerwy" na liniach podczas nadawania ciekawszych programów, kilkudniowe milczenie kanału satelitarnego Radia Maryja w USA i Kanadzie...  Dowiadujemy się właśnie, że Telewizja Polska, opłacana przez Polaków, przygotowuje program atakujący Radio i jego dyrektora, o. Tadeusza Rydzyka. Program, o nazwie "Imperium ojca Rydzyka" został ponoć nakręcony z wykorzystaniem metod sprzecznych z zasadami etyki dziennikarskiej, wykorzystując specjalne kamery szpiegowskie i nielegalny podsłuch. Znając ich metody montażu i wykręcania nawet najbardziej oczywistych prawd, możemy się spodziewać programu, który mimo najnowszej techniki, będzie prawdopodobnie znamiennym powrotem "polskich" mediów do najczarniejszych lat stalinowskiej propagandy. Potwierdza to również artykuł w ostatnim "Wprost", który w mojej opinii wypuszczono jako swego rodzaju "sondę", jak zareaguje opinia publiczna na bezpośrednie już nazwanie oponentów UE - faszystami. Język artykułu nie sili się nawet na jakieś udawanie prawdy. Autor, Krzysztof Łoziński (niezłe nazwisko sobie wybrał!) wali jak za najlepszych stalinowskich czasów zlepkami haseł i nazwisk, zgodnie z teorią Pawłowa - "dzwoneczek-ślinka, dzwoneczek-ślinka.

 

***

 

Niewielu Polaków chyba zdaje sobie sprawę z tego, że właściwa grupa aktywnych "naganiaczy" do UE nie przekracza prawdopodobnie kilkuset - do tysiąca osób. Reszta, to mniej lub bardziej zaangażowani "pomocnicy", wliczając w to - niestety - zindoktrynowaną młodzież szkolną.

 

Jak doniósł PAP w dniu 10.01.02, na niektórych Polaków (prawdopodobnie tych najczynniej popierających integrację), czeka w Unii Europejskiej 3000 lukratywnych posad. Polska może liczyć nawet na 700 stanowisk w kategorii A - najwyższej grupie zaszeregowania, jak twierdzi "Stern". Urzędnicy kategorii A zarabiają miesięcznie od 3,7 do ponad 14 tys. euro brutto. Kwota ta powiększana jest jeszcze o dodatki, których wysokość ustalana jest z zależności od sytuacji rodzinnej i innych indywidualnych czynników. Po przyjęciu do Unii w 2004 r. dziesięciu nowych krajów, muszą ulec wzmocnieniu przede wszystkim dyrekcje generalne ds. ochrony środowiska, rolnictwa i polityki regionalnej. Konieczne będzie zatrudnienie 1500 nowych tłumaczy. Czyli zarówno polscy „negocjatorzy”, jak i osoby szczególnie aktywne w sprzedaży Polski, mogą liczyć na taką swojego rodzaju, „łapówkę na raty”. Nic więc dziwnego, że już trwa wśród nich wyścig po unijne stołki.

 

Naganiacze, rozstawieni na strategicznych pozycjach, w rządzie, partiach, organizacjach - sprawiają wrażenie, że są bardzo silni i wpływowi. Ale przecież - to tylko wrażenie, które starają się oni wzmacniać, stosując stare i wypróbowane metody kija i marchewki. Z tego tysiąca osób, znamy drobną tylko część. Reszta działa nie afiszując się publicznie, ale każdy z nich pociąga wieloma sznurkami. Nie jest łatwe rozpracować tę całą siatkę, ale wielu Polaków podejmuje od lat próby. Książki księdza Michała Poradowskiego, Henryka Pająka, Jerzego Roberta Nowaka i innych powoli odsłaniają prawdę. Że skutecznie - świadczą o tym wściekłe ataki na autorów.

 

My, zwykli Polacy, możemy skutecznie przeciwstawić się antypolskim działaniom tej niewielkiej przecież grupki. Bowiem ich skuteczność zależy tylko i wyłącznie od tego, ile potrafią zgromadzić wokół siebie "wojska". Czyli - ilu Polaków da się przekupić, zastraszyć lub przekonać głośną propagandą. Przez setki lat społeczna izolacja zdrajców, kłamców i pospolitych łajdaków była najbardziej skuteczną bronią przed ich szkodliwymi wpływami. Wiemy z telewizji i prasy, kto działa przeciwko Polsce. Wiemy, kto podpisuje antypolskie prawa, odezwy, apele. Wiemy, kto napada na Polaków, którzy odważnie głoszą prawdę. Znamy antypolskie wydawnictwa, znamy antypolskie organizacje, znamy antypolskie media.

 

Wystarczy zatem, że każdy z nas odważnie i aktywnie zacznie się sprzeciwiać tym atakom na nasz Kraj, naszą Religię i na naszych Braci Polaków. Musimy aktywnie włączyć się w odbieranie szajce antypolaków ich - często nieświadomych - żołnierzy. Musimy reagować na każde antypolskie wystąpienie - czy to w Sejmie, czy w mediach, czy w galerach "sztuki". Jako rodzice, musimy aktywnie sprzeciwić się indoktrynacji naszych dzieci w polskich szkołach.

 

Spraw do załatwienia jest w Polsce mnóstwo. Tylko powszechne zaangażowanie się w naprawę naszego kraju zapewni nam sukces. Każdy znajdzie sobie pole, w którym może być najbardziej skuteczny. A jednocześnie, każdy z nas musi dołożyć ręki do działań wspólnych. Takim działaniem jest odseparowanie antypolaków od wpływów na nasze sprawy. Od naszych mediów. Od naszej religii. Od naszych fabryk, banków i szkół. Od naszych wspólnych polskich spraw.

 

 

Zbigniew Łabędzki

Ojczyzna.pl

Krzysztof Janiewicz

Nasza Witryna

 

25 listopada, 2002