Od redaktora. 

 

      Otrzymałem zgodę na opublikowanie poniższego listu, co czynię z ciężkim sercem. Nie jest to pierwszy list, ani pierwszy artykuł traktujący o sprawach przykrych, dziejących się w zarządzie Ligi Polskich Rodzin.  Ligi, o której zaistnienie w wyborach parlamentarnych walczyło dziesiątki tysięcy Polaków w Polsce i na całym świecie. Dla której wielu ludzi poświęciło cały swój czas, często swoje środki finansowe. Nikt z nich nie zapytał nigdy o to, co z tego będzie miał. Czy się to "zwróci". Wielu ma do dzisiaj kłopoty finansowe, bo poświęcili wszystko na pomoc w wyborach tych, którym zawierzyliśmy bez zastrzeżeń

 

Spodziewaliśmy się wszyscy, że powstanie Ligi Polskich Rodzin zainicjuje wielki ruch społeczny dla naprawy i obrony naszej Ojczyzny. Spodziewaliśmy się, że wybór naszych przedstawicieli do Sejmu i Senatu będzie jedynie początkiem procesu budowania jednej, zwartej, silnej organizacji wszystkich patriotów w Polsce i za granicą. Entuzjazm, który ogarnął nas wszystkich po wyborach można porównać z podobnym entuzjazmem towarzyszącym powstaniu Solidarności.

 

I wielu z nas, zaskoczonych, patrzyło, jak ten entuzjazm zaczyna coraz szybciej opadać. Spodziewaliśmy się, że nasi świeżo wybrani przedstawiciele natychmiast po wyborach  zwrócą się do swoich wyborców, że razem zaczniemy proces wielkiej naprawy Polski. 

 

Zamiast tego - spotkaliśmy się z Wielkim Milczeniem. Z kompletną obojętnością.

 

Miejmy nadzieję, że to tylko chwilowe "zauroczenie", że znów będziemy razem organizować to, o czym mówiliśmy sobie tyle razy przed wyborami.

 

Oto list otwarty dr Jerzego Koniora, człowieka, którego mam zaszczyt zwać swoim przyjacielem, któremu ufam, bo nigdy nie sprzeniewierzył się swoim obowiązkom wobec Polski. Z którym razem przeżywam Jego zaniepokojenie, ale i nadzieję, że jednak wciąż mamy wielką szansę.

 

Zbigniew Łabędzki, portal Ojczyzna.pl

 


 

 

List otwarty

 

do władz, parlamentarzystów, członków i sympatyków Ligi Polskich Rodzin

 

 

Kraków, 12 stycznia 2002 r.

 

 

Szanowne Panie,

Szanowni Panowie,

 

 

      Ponieważ nasze dotychczasowe próby dialogu na temat dalszego funkcjonowania Ligi Polskich Rodzin, prowadzone dyskretnie i bez zbytniego rozgłosu, nie doczekały się żadnej reakcji ze strony adresatów naszych pism, podejmuję kolejna próbę, tym razem w formie listu otwartego.

 

 

Aktualna sytuacja w Polsce i wokół Polski

 

Jak sądzę, tę sytuację dobrze opisują trzy dokumenty Klubu "Myśl dla Polski" [1-3]. Zawarte tam oceny nic nie straciły ze swej aktualności, a bieg wydarzeń politycznych potwierdza zawarte prognozy. Należy zatem stwierdzić, że Ojczyzna nasza znajduje się w stanie najwyższego zagrożenia, co z kolei wymaga od Polaków najwyższej odpowiedzialności za słowa i podejmowane działania. Również nie podejmowanie niezbędnych działań posiada w aktualnej sytuacji jednoznaczną wymowę.

 

Można tylko zwięźle podsumować, że są dwa zasadnicze wyzwania i problemy, jakie przed Polską stoją. Z jednej strony mamy katastrofalną sytuację gospodarczo-finansową, będącą skutkiem realizacji narzuconego Polsce obłędnego planu reform i związanej z tym złodziejskiej prywatyzacji. Z drugiej strony, coraz bardziej zaciska się na szyi Polski żelazny uścisk, będący skutkiem nowej uległości wobec Unii Europejskiej. Te są dwa wyzwania, które wymagają pilnego działania.

 

Polacy pilnie potrzebują znaku nadziei, który rozpocząłby przełamywanie pokładów społecznego sceptycyzmu, tak rozplenionego w naszym Narodzie. Powiem więcej, Polska i Polacy na taki znak oczekują i zasługują…

 

 

Dotychczasowa działalność Ligi Polskich Rodzin

 

Liga Polskich Rodzin wyrosła z potrzeby chwili, jako rozpaczliwa wręcz próba zaistnienia na scenie politycznej Polski środowisk katolickich i narodowych. W powstaniu LPR ma swój udział wiele ugrupowań, stowarzyszeń, a także wiele pojedynczych osób. Dzięki ich zaangażowaniu Liga Polskich Rodzin powstała i przebiła się do świadomości dość znacznej części społeczeństwa polskiego. W wyborach parlamentarnych roku 2001 Ligę poparło około miliona Polaków, w efekcie czego mamy w Sejmie RP Klub Parlamentarny Ligi Polskich Rodzin, zaś w Senacie RP zasiada dwóch senatorów z Ligi. Można śmiało założyć, że gdyby w Polsce odbyła się normalna kampania wyborcza i gdyby do urn wyborczych poszła większość Narodu, poparcie dla Ligi Polskich Rodzin znacznie przekroczyłoby 10%. W moim przekonaniu jest to już taki stopień społecznej akceptacji, który upoważnia LPR do myślenia w kategoriach odpowiedzialności za państwo i cały Naród, a nie tylko za tych, którzy na Ligę polskich Rodzin głosowali.

 

Ten skromny, ale autentyczny sukces wyborczy był dziełem twórców i animatorów Ligi, ale także tysięcy ofiarnych Polaków, którzy Lidze Polskich Rodzin zawierzyli i dla LPR w czasie kampanii wyborczej ofiarnie pracowali. Dotychczasowa postawa parlamentarzystów LPR w Sejmie i Senacie RP nie przynosi wstydu Polsce i tym, którzy na sukces wyborczy Ligi pracowali. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że popieram działalność Klubu Parlamentarnego LPR, widząc w parlamentarzystach Ligi swoich przedstawicieli. Oznacza to, że spośród wszystkich sił politycznych, reprezentowanych w parlamencie, to właśnie Liga Polskich Rodzin jest moją reprezentacją parlamentarną. Wydaje się, że ta kwestia na dzień dzisiejszy nie podlega dyskusji.

 

Natomiast trzeba z cała mocą podkreślić, że w parlamencie Liga Polskich Rodzin jest mniejszością i to mniejszością niewielką. Siła oddziaływania  takiego ugrupowania zależy od dwóch przynajmniej czynników. Z jednej strony politycy Ligi Polskich Rodzin muszą w parlamencie i poza nim prezentować najwyższy poziom moralny i najwyższe kompetencje. Wierzę, że w duchu pokory i systematyczną pracą będą coraz bardziej odstawać - in plus oczywiście - od reszty parlamentu. Drugim czynnikiem, decydującym o sile nawet małego ugrupowania, jest stopień organizacji i społecznego poparcia. Jeśli za każdym parlamentarzystą z LPR będą stały tysiące zorganizowanych patriotów, gotowych do pracy i walki o Polskę, to nasi przeciwnicy dobrze się zastanowią zanim dobrze przygotowane propozycje Ligi Polskich Rodzin w głosowaniu odrzucą. Jeśli ten fakt nie zagościł do tej pory na dobre w umysłach parlamentarzystów LPR, to czas najwyższy aby tak się stało. Wreszcie, trzeba dobitnie podkreślić, że sama działalność w parlamencie, nawet najbardziej zaangażowana, nie jest celem samym w sobie. Celem jest zasadnicza odmiana sytuacji politycznej i społeczno-gospodarczej w naszej Ojczyźnie. Warto, aby parlamentarzyści LPR ten fakt cały czas mieli w swej świadomości.

 

Niepokojące są również sygnały o braku jedności wśród parlamentarzystów i o permanentnej groźbie podziału tego, przecież najmniejszego klubu parlamentarnego. W tym miejscu musimy przypomnieć fragment apelu członków i sympatyków  Klubu "Myśl dla Polski" [2], cytujemy:

 

Pierwsza sprawa wiąże się z koniecznością uświadomienia liderom i politykom LPR ich szczególnej odpowiedzialności wynikającej z wyjątkowości momentu, w którym się dzisiaj znajdujemy. Jeśli przez swoją małostkowość zawiodą, jeśli zabraknie choćby minimum zgody i wzajemnych ustępstw, jeśli na pierwszym miejscu będzie pragnienie ulokowania się na stanowiskach, to na nic nie przyda się narodowa mobilizacja, o którą przecież tak trudno po wielu zawiedzionych nadziejach. To musi być jasno powiedziane i w obozie Ligi Polskich Rodzin musi być pełna świadomość podejmowanej służby. Liga Polskich Rodzin nie może być po prostu jeszcze jednym ugrupowaniem, działającym w ramach tzw. demokracji. Patrząc na polityków LPR, ludzie muszą zauważyć zupełnie inny styl uprawiania polityki, elementarną pokorę i skromność, gotowość do pracy i poświęceń. Ludzie muszą zobaczyć, że LPR naprawdę chodzi o Polskę i Polaków, i to w wymiarze długofalowym. Panie i Panowie! Trzeba pamiętać, że Naród Polski nigdy nie zawiódł, nawet w najtrudniejszych momentach dziejów, ale tylko wtedy, gdy miał przekonanie, że warto zawierzyć.

 

Te słowa są nadal aktualne w całej pełni.

 

 

Konieczność dalszego rozwoju Ligi Polskich Rodzin

 

Już w trakcie organizowania LPR dawano powszechnie wyraz odczuciu, że Liga Polskich Rodzin może i powinna stać się zaczątkiem poważnego ugrupowania politycznego i ruchu społecznego, bo potrzebuje tego Polska.  Znowu zacytuję ww. apel [2]:

 

I druga sprawa, równie ważna jak wynik wyborów. Wybory nie mogą być eksplozją słomianego zapału, po którym wszystko wróci do normy - wybory muszą być początkiem czegoś co przetrwa bez względu na wynik wyborczy. W okresie przedwyborczej kampanii LPR muszą powstać zalążki ruchu ogólnonarodowego. Przynajmniej część Polaków musi zostać politycznie zorganizowana. Potrzeba tysięcy lokalnych, kilku- , czy kilkunasto-osobowych zespołów ludzkich, prowadzących prace na rzecz lokalnego środowiska i Polski jednocześnie. Kandydaci na posłów i senatorów w czasie swych przedwyborczych spotkań muszą tę sprawę podnosić, i na rzecz tej sprawy działać. I jeśli już takie grupy się zawiążą, to ludzie muszą mieć świadomość, że ich kandydat na parlamentarzystę, i to niezależnie od wyniku wyborów, będzie dalej z nimi działał i ich wspierał - do wyborów samorządowych ...i jeszcze dalej. Z gorącą wiarą, wielką i realistyczną nadzieją, że tak właśnie będzie, pragniemy dzisiaj obudzić Naród i wszystkich wezwać do czynu.

 

Z apelem tym kandydaci Ligi Polskich Rodzin do parlamentu ochoczo się zgadzali i chętnie się tymi słowami w trakcie kampanii wyborczej podpierali. Dlatego nie można udawać, że tych słów nie było i że obecny kształt i obecna działalność Ligi Polskich Rodzin jest z tymi słowami zgodna. W tym kontekście należy zatem widzieć odbiór poza parlamentarnej działalności Ligi Polskich Rodzin. Ta działalność bowiem jest daleko niewystarczająca i trudno byłoby mi udzielić Lidze Polskich Rodzin jednoznacznego w tym względzie poparcia. Udzielając Lidze Polskich Rodzin jednoznacznego poparcia w wyborach parlamentarnych oczekiwałem, że po wyborach nastąpi zdecydowane działanie, mające na celu budowę jednolitej siły politycznej, pod konkretną nazwą Liga Polskich Rodzin.

 

1. Oczekiwałem, że w LPR znajdzie swoje miejsce każdy patriotycznie myślący Polak, który nie identyfikuje się z żadnym podmiotem politycznym działającym w ramach koalicji wyborczej o nazwie Liga Polskich Rodzin.
2. Liczyłem na to, że struktury Ligi Polskich Rodzin będą budowane m.in. dla uczciwego i sprawnego przeprowadzenia referendum dotyczącego członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Jest pomysłem niepoważnym i wynikającym z braku pokory i przerostu ambicji niektórych polityków, będących przecież formalnie w Lidze Polskich Rodzin, aby dla tego celu powstawały niezależne od Ligi Polskich Rodzin struktury organizacyjne.
3. Miałem i mam głębokie przekonanie, że bez zbudowania jednolitej siły politycznej o katolicko-narodowym obliczu, trudno będzie o efektywną współpracę międzynarodową z ugrupowaniami o podobnym profilu z różnych krajów.
4. Jest co najmniej dziwne i zastanawiające, że w cztery miesiące po wyborach, można bez problemów zostać członkiem któregoś z podmiotów, które współtworzyły Ligę Polskich Rodzin. Natomiast z kwitkiem są odsyłani ci, którzy swoją aktywność polityczną chcieliby związać z członkostwem w Lidze Polskich Rodzin.

 

Zaniepokojeni brakiem działania parlamentarzystów i władz Ligi Polskich Rodzin na rzecz rozwoju LPR w kierunku wyżej opisanym, niektórzy z nas zwrócili się do władz Ligi ze stosownymi apelami w tej sprawie [4,5]. W międzyczasie poseł Jan Łopuszański przedstawił w "Naszym Dzienniku" swoją wizję dalszej działalności Ligi Polskich Rodzin. W naszym odczuciu była to wizja sprzeczna z przedwyborczymi deklaracjami polityków Ligi i - co ważniejsze - sprzeczna z oczekiwaniami szerokich rzesz sympatyków Ligi Polskich Rodzin. Dlatego, polemizując z panem posłem, po raz kolejny zwróciliśmy się do władz Ligi Polskich Rodzin [6], wyrażając swoje zaniepokojenie brakiem działań organizacyjnych w kierunku budowy jednolitej siły politycznej. W tym ostatnim dokumencie, napisaliśmy m.in.:

 

Ludzie, którzy na rzecz Ligi Polskich Rodzin pracowali (i pracują nadal!) i głosowali, czynili to z głębokim przekonaniem, ze negujący (demo)liberalne opcje politycy wreszcie zrozumieli, ze przyszedł czas jedności i wspólnego działania, przy odrzuceniu prywatnych ambicji i drugorzędnych różnic. Również było dla zwolenników LPR jasnym, ze po wyborach - i to niezależnie od wyniku tychże wyborów - nastanie czas budowania szerokiego ruchu społecznego. Dlatego, nie należy się dziwić, ze obecnie pojawiają się glosy zniecierpliwienia oraz pytania, co dalej z Ligą Polskich Rodzin.

 

Z tego, co nam wiadomo, pisma nasze do władz Ligi Polskich rodzin dotarły, a nawet były przedmiotem obrad Klubu Parlamentarnego LPR. Z tym większym rozczarowaniem i żalem musimy skonstatować, że żadnej odpowiedzi na swoje apele nie otrzymaliśmy.

 

W czasie tworzenia Ligi Polskich Rodzin i w czasie kampanii wyborczej wielokrotnie słyszeliśmy od czołowych polityków Ligi, że naszym zadaniem jest i będzie m.in. napominanie polityków LPR, gdyby z wytyczanej wtedy drogi zeszli. Otóż na dzień dzisiejszy uważam, że tak właśnie się dzieje. Uzyskawszy nominacje parlamentarne, czołowi politycy Ligi wydają się zapominać, że bycie w parlamencie - nawet godnie sprawowane - nie jest celem samym w sobie. Celem jest zorganizowanie znaczącej siły politycznej, a przede wszystkim realna poprawa sytuacji społeczno-gospodarczej i politycznej w naszej Ojczyźnie. Przyjmuję do wiadomości, że jeśli są poważne uwarunkowania uniemożliwiające szybką budowę jednolitej siły politycznej, to sprawa ta wymaga dialogu i wyjaśnienia. Zgadzam się też z opinią, że trzeba zachować daleko posuniętą ostrożność w przyjmowaniu nowych członków, ale nie może być tak, iż żadnych członków do LPR się nie przyjmuje. Więcej, osoby sprawdzone w działaniu i o wysokich kwalifikacjach, Liga Polskich Rodzin wręcz powinna zachęcać do wstąpienia w jej szeregi. Nie są mi znane przypadki, aby którąś z takich osób - a przecież takie osoby o powszechnie znanych nazwiskach są wokół nas - otóż nie wiadomo mi nic o tym, aby którejś z tych osób zaproponowano członkostwo w Lidze Polskich Rodzin. To budzi moją dezaprobatę i mój najwyższy niepokój.

 

 

Pilne zadania dla Ligi Polskich Rodzin

 

Opracowane zostały przez mnie dwa dokumenty, nakreślające możliwą strategię działania Ligi Polskich Rodzin [7,8]. Być może zawarte tam propozycje są błędne lub niedopracowane, ale z braku działań praktycznych wnoszę, że żadna strategia działania Ligi Polskich Rodzin nie jest realizowana.
Ciągle czekamy na nakreślenie wizji budowy i rozwoju zaplecza intelektualnego Ligi Polskich Rodzin. Na dzień dzisiejszy takiego zaplecza po prostu nie ma. Budowa zaś takiego zaplecza to zadanie władz Ligi Polskich Rodzin i tych środowisk, do których władze LPR się o pomoc zwrócą. Na dzień dzisiejszy np. do Klubu "Myśl dla Polski" nikt się w tej sprawie nie zwrócił. Są środowiska i są osoby gotowe podjąć się tego zadania. Realizacja tego celu nie może być odkładana do momentu, kiedy Liga Polskich Rodzin będzie w posiadaniu stosownych środków finansowych. Pieniędzy nigdy nie będziemy mieć tyle co nasi przeciwnicy, a ciągłe odkładanie konkretnych działań tylko tłumi pokłady entuzjazmu i chęci do działania.
Z tym wiąże się jeszcze problem podnoszenia kwalifikacji i poziomu wiedzy przez parlamentarzystów i innych polityków LPR. Koniecznym jest zapewnienie parlamentarzystom LPR sposobów na zasadnicze podniesienie ich poziomu wiedzy w sprawach szeroko rozumianej polityki. Na dzień dzisiejszy jest z tym słabo, a poziom wystąpień przedstawicieli LPR w parlamencie jest nierówny.

 

Koniecznym jest powołanie wśród parlamentarzystów i polityków LPR swoistego "gabinetu cieni", złożonego z fachowców w konkretnych dziedzinach życia politycznego i gospodarczego: polityka zagraniczna, bezpieczeństwo, ekonomia, rolnictwo, edukacja, itd. Muszą oni nieustannie podnosić swoje kwalifikacje i stopniowo stawać się niekwestionowanymi autorytetami w swoich dziedzinach. Z tym wiąże się pilny, wręcz palący problem wypracowania ekspertyz i propozycji rozwiązań w konkretnych dziedzinach, takich jak bezrobocie, rolnictwo i wieś, edukacja, szkolnictwo wyższe, nauka i nowoczesne technologie. Potrzeba również wypracowania poważnej i dobrze udokumentowanej alternatywy dla Unii Europejskiej, a nawet przygotowania rzetelnych materiałów o UE.

 

To są tylko niektóre z najpilniejszych zadań, jakie Liga Polskich Rodzin ma w krótkim czasie wykonać. Jeśli w kontekście takich zadań ktoś utrzymuję, że nie ma potrzeby pozyskiwania nowych osób i budowy struktur organizacyjnych, to trudno mi się z taką opinią zgodzić.

 

 

Wybory samorządowe kolejnym wyzwaniem i kolejną szansą

 

Zbliżają się wybory samorządowe. Poparcie wyborców w wyborach samorządowych zależeć będzie od tego, jak Liga Polskich Rodzin w tych wyborach wystąpi. Chodzi o organizację struktur i sztabów, o poziom merytoryczny i ideowy kandydatów, wreszcie o wypracowane programy lokalne. Poparcie LPR jest ciągle możliwe, ale nie przesądzone. Z tym wiążą się m.in. takie problemy jak:

 

1) Problem doboru, szkolenia i selekcji kandydatów.
2) Problem wykładowców.
3) Programy lokalne.
4) Kreowanie lokalnych liderów w kontekście wyborów bezpośrednich.

 

I znowu w tym kontekście, jakże potrzebni są nowi ludzie i jakże potrzebne są struktury.

 

 

Uwagi osobiste

 

W trakcie kampanii wyborczej podjąłem się pełnienia roli administratora witryny internetowej LPR. Jak nieskromnie sądzę, rolę tę wypełniam w miarę poprawnie. Jest to o tyle ważne, iż w obecnych warunkach, internet pełni coraz ważniejszą rolę jako środek komunikowania i prezentowania informacji. Z tym większym żalem muszę stwierdzić, że nie udało tej pory wypracować sprawnego systemu komunikacji na linii władze Ligi Polskich Rodzin a witryna internetowa LPR. Ta , w sumie dość prosta sprawa już dawno powinna być załatwiona w sposób systemowy. Jest rzeczą władz Ligi polskich Rodzin, aby wszelkie informacje, które w witrynie internetowej LPR mogą i powinny się znaleźć, znalazły się tam w pierwszym nadarzającym się po temu momencie. Jeśli tak nie jest, to sprawa wymaga natychmiastowej korekty, gdziekolwiek jest to niezbędne. Ta sprawa jest też sprawdzianem minimalnej sprawności organizacyjnej władz i parlamentarzystów Ligi Polskich Rodzin. Gdy przez tygodnie nie mogę się doprosić np. o adresy biur poselskich czy sprawozdanie z debat poselskich, to powstaje często zadawane pytanie: czy organizacja o tak niskiej sprawności organizacyjnej ma moralne prawo pretendowania do przejęcia rządów w naszej Ojczyźnie.

 

Kolejnym, jakże smutnym faktem jest to, że na często stawiane mi drogą elektroniczną pytanie: jak można wstąpić w szeregi Ligi polskich Rodzin też nie mogę udzielić żadnej odpowiedzi. Przez ostatnie kilka miesięcy otrzymałem już parę setek takich listów, już to z chęcią wstąpienia do Ligi Polskich Rodzin, już to z deklaracją aktywnego działania na rzecz LPR. Każdy taki list, na który nie z mojej winy, nie byłem w stanie odpowiedzieć oznacza, że kolejny podkład społecznego entuzjazmu został zmarnowany. Nie wie, czy stać nas, Panie i Panowie, na dalsze marnowanie tej społecznej energii. Obawiam się, że dalsza kontynuacja tej polityki pn. "chowanie głowy w piasek" i dbanie o "czystość rasową" pustych szeregów Ligi Polskich Rodzin oznaczać będzie zaprzepaszczenie kolejnej szansy dla naszej Ojczyzny.

 

Drugi wątek osobisty dotyczy moich wrażeń, dotyczących działania Ligi Polskich Rodzin, wiąże się z terenem Małopolski. Kraków i przypisany temu miastu historyczny region, Małopolska, są na mapie Polski terenem szczególnym, również z punktu widzenia Ligi Polskich Rodzin. Dlatego chciałoby się, ażeby tutaj Liga prowadziła działalność w sposób wręcz wzorcowy. A tak, niestety, nie jest i to z wielu powodów.

 

1. Ciągle nie znamy nazwiska pełnomocnego pełnomocnika Ligi Polskich Rodzin na teren Małopolski. Tym bardziej, daleko do powołania pełnomocników powiatowych i rozpoczęcia prawdziwej działalności politycznej.
2. Ciągle w Krakowie nie mamy lokalu Ligi Polskich Rodzin z prawdziwego zdarzenia. Doceniam gościnność działaczy Ruchu Odbudowy Polski, ale czas najwyższy, aby LPR posiadała własny lokal w mieście Krakowie.
3. Jest dla mnie rzeczą dziwną i niepojęta, że przy konstruowania wszelkich ciał decyzyjnych LPR w Małopolsce nie uwzględnia się dwóch kandydatów do Senatu, którzy w dużym stopniu przyczynili się do sukcesu wyborczego Ligi Polskich Rodzin. Czyżby i oni odegrali już swoją rolę…?
4. Wiąże się z tym problem szerszy i niezmiernie ważny, tj. sprawa dotarcia Ligi Polskich Rodzin do środowiska akademickiego Krakowa i pozyskanie znaczącej części tegoż środowiska dla wypracowania programu Ligi Polskich Rodzin i szerzej, programu dla Polski.
5. Nie określono celów programowych i politycznych dla Małopolski i wchodzących w jej skład historycznych ziem. Zamiast tego mamy już rozmowy o parytetach, listach wyborczych, itp.

 

 

Podsumowanie

 

Być może zabrzmi to dość twardo, ale muszę podkreślić, że nazwa i idea Ligi Polskich Rodzin nie jest własnością poszczególnych parlamentarzystów czy nawet formalnych władz LPR. W stosownym wymiarze, prawo do tej nazwy i do idei za tą nazwą skrytej ma każdy, kto w jakiejś choć mierze Ligę Polskich Rodzin budował lub dla Ligi Polskich Rodzin pracował bądź pracuje.  Liga powstała i okrzepła skutkiem myśli, pracy i poświęceń szeregu osób i środowisk, które mają prawo, czy wręcz obowiązek troszczyć się o dalsze losy tej idei. Jest rzeczą władz i parlamentarzystów LPR tak tę organizację zorganizować, aby każdy chętny do pracy i służby znalazł pod sztandarem LPR swoje miejsce. Polski i Narodu Polskiego nie uratuje żadna pseudo-elitarna organizacja, to może uczynić tylko świadomy swych praw i obowiązków, dobrze zorganizowany Naród. Oczywiście, władze i parlamentarzyści Ligi Polskich Rodzin mają prawo posiadania własnych w tej kwestii poglądów i przemyśleń.  Ma również takie prawo niżej podpisany, stąd i ten list otwarty i płynąca zeń gorąca i pokorna prośba.

 

 

Panie i Panowie!

 

Nawiązując do naszej literatury narodowej, nieodparcie nasuwa mi się myśl, że oto w symbolu i idei Ligi Polskich Rodzin władze i politycy tego ugrupowania otrzymali kolejny "złoty róg". Usilnie proszę, abyście "własnych pożytków zapomniawszy", w ów róg zadęli. Póki mamy czas, póki mamy czas…

 

Niech żyje Polska! Szczęść Wam Boże!

 

 

Literatura

 

1. Raport Klubu "Myśl dla Polski" pt.: "Dokąd zmierzasz Polsko?", Kraków, 1999.
2. Wybory 2001 - wezwanie do Narodu Polskiego członków i sympatyków Klubu "Myśl dla Polski" Polsko! Zawróć z tej drogi!, Kraków, 18 lipca 2001 r.
3. Orędzie Klubu "Myśl dla Polski" na 1 września 2001 roku w 62. rocznicę agresji Niemiec hitlerowskich na Polskę: "Ojczyzna żąda ofiary...", Kraków, wrzesień 2001 r.
4. J. Konior, list do Prezesa LPR Marka Kotlinowskiego i sekretarza Klubu Parlamentarnego LPR Zygmunta Wrzodaka, 26 października 2001.
5. R. Broda, list do Prezesa LPR Marka Kotlinowskiego i sekretarza Klubu Parlamentarnego LPR Zygmunta Wrzodaka, 29 października 2001.
6. S. Borkacki, R. Broda i J. Konior, Co dalej z LPR - jednolita partia, czy szyld?, list do Prezesa LPR Marka Kotlinowskiego i sekretarza Klubu Parlamentarnego LPR Zygmunta Wrzodaka, 8 listopada 2001.
7. J. Konior, Strategia działania Ligi Polskich Rodzin w okresie po wyborach parlamentarnych 2001 r., dokument wewnętrzny Ligi Polskich Rodzin, 28 września 2001.
8. J. Konior, Strategia działania Ligi Polskich Rodzin w kampanii wyborczej do samorządów w roku 2002, dokument wewnętrzny Ligi Polskich Rodzin,

 

 

28 listopada 2001.

 

Doc. dr hab. Jerzy Konior