Włodzimierz Kałuża
Historia, czy propaganda?
W wywiadzie udzielonym Antoniemu Zambrowskiemu na łamach „Naszej Polski” z 18.09.2002 r. prof. Tomasz Strzembosz popełnia moim zdaniem kilka dość daleko idących wniosków, które w żaden sposób nie dają się podbudować dostępnymi w sprawie Jedwabnego dowodami. Mimo, że ogólną tezą wywiadu jest przesłanie, że Jedwabne „to tylko ogniwo łańcucha niemieckich zbrodni” wychodzi na to, że to jednak Polacy – rzekomo w liczbie około 40 – dokonali mordu na jedwabieńskich Żydach .
To, że linia żydowskiej propagandy w tej sprawie powoli odstąpiła od stwierdzenia, że to „chrześcijańska połowa miasteczka wymordowała żydowską połowę” i przeszła do wolnych dywagacji na temat „miejscowego i okolicznego motłochu”, „szumowin”, „chuliganów” i „kryminalistów”, z którymi naturalnie nikt z Polaków nie chce mieć nic wspólnego, to rzecz sprytna i dobrze wyrachowana.
Nie jest jednak zadaniem ani prokuratora prowadzącego dochodzenie, ani historyka przyłączanie się do tego ogólnego żydowskiego biadolenia. Zarówno bowiem w wypadku prokuratora, jak i historyka jedyną i zupełnie niezbywalną wartością podstawową pozwalającą na wyciąganie wniosków są dowody. Jeśli więc ktoś dowiedzie, że ludzie o konkretnych nazwiskach brali czynny udział w morderstwie, że byli Polakami, i że w końcu robili to bez bezpośredniego przymusu ze strony niemieckich okupantów, i jeżeli tenże ktoś policzy owych osobników i na koniec wyjdzie mu liczba „40”, to wtedy będzie można mówić o niej jako o liczbie dowiedzionej. Jak dotychczas nie ma jednak żadnych dowodów na to, że któryś z Polaków dobrowolnie brał udział w tym morderstwie, ani że w ogóle brał udział w morderstwie. Nawet komunistyczny sąd w Łomż y w 1949 roku, kiedy sądownictwo było mocno osadzone w żydowskich rękach nie poszedł tak daleko, aby Polakom zarzucać winę za te morderstwo. Wtedy był zarzut współudziału, a wyrok śmierci, którego zresztą nie wykonano, został wydany tylko w jednym przypadku. Dla przypomnienia w tychże czasach choćby sam sędzia Stefan Michnik wydał znacznie więcej wyroków śmierci w sprawach, które od początku do końca były naciągane (patrz książka prof. Jerzego Roberta Nowaka „Zbrodnie UB”). Także w sfingowanej sprawie prowokacji kieleckiej zapadło 12 wyroków śmierci na przypadkowo wyłapanych widzów tejże UB-ecko-syjonistycznej prowokacji. Jeśli więc w sprawach, w których nie było jakichkolwiek dowodów wydawano wyroki śmierci, to tym bardziej gdyby istniały w sprawie Jedwabnego rzeczywiste dowody winy oskarżonych, to już wtedy w 1949 roku po kilku dniach procesu zapadłyby i zostałyby wykonane wyroki śmierci. Czy od czasu tego procesu zmieniła się baza dowodowa? Czy pojawiły się jakieś nowe zeznania obciążające konkretne osoby? Jak dotychczas niczego takiego ani IPN, ani też prof. Strzembosz nie ujawnili. Skąd więc uparcie powtarzana teza o „40 szumowinach”? Czy istnieje jakaś magia liczby 40? Może 40 lat wędrówki po pustyni pod przewodnictwem Mojżesza, a może istnieją jakieś analogie do bajki o „Alibabie i 40 rozbójnikach”? Trudno się doprawdy domyśleć skoro zarówno IPN, jak i prof. Strzembosz nie mają ochoty na prezentację dowodów, a za to uparcie powtarzają jakieś na ten temat spekulacyjne opinie. Spodziewam się, że takich konkretnych dowodów po prostu nie ma. Cóż jednak myśleć o osobach wygłaszających opinie bez dowodowego pokrycia? Czy można tu mówić o odpowiedzialnych wypowiedziach odpowiedzialnych ludzi?
Także w sprawie „liczby zamordowanych w Jedwabnem Żydów” wypowiedział się prof. Strzembosz w zadziwiający jak na historyka sposób. Uznał on bowiem, że „pewne istotne szczegóły, jak liczba zamordowanych w Jedwabnem Żydów, jak sprawa pochodzenia pocisków z niemieckiej broni palnej oraz sposób, w jaki uformowały się obydwa groby, na zewnątrz i wewnątrz stodoły - te wszystkie rzeczy wyraźnie wyjaśniono.” Cóż wyjaśniono w tej dosłownie powierzchownej ekshumacji, której tak usilnie na początku sprzeciwiali się Żydzi, a która właśnie na żydowskie żądanie była przeprowadzona tak, aby nie dotykać kości ofiar, bo to podobno jest religijnie niedozwolone? Jak można mówić o wyraźnym ustaleniu „liczby zamordowanych w Jedwabnem Żydów”, skoro nie odkopano wszystkich szczątków i nie policzono tym samym dokładnie ich ilości. Na jakiej więc podstawie można wnioskować o liczbie zamordowanych? Jedyną taką podstawą są szacunkowe ustalenia, a te wahają się od 150 do 400 ofiar. Nie są to, jak widać, różnice, które można ot tak po prostu pominąć. Przypominam, ze nie chodzi tu o rozważania ile krów stoi na pobliskiej łące, a o ustalenie dokładnej ilości ofiar masowej zbrodni. Jeśli więc prof. Strzembosz – historyk z długoletnim doświadczeniem – twierdzi, że „wszystkie te rzeczy dokładnie wyjaśniono”, to zaczynam tracić zaufanie, co do rozumienia słów „dokładnie wyjaśniono”. Dla mnie wciąż sytuacja wygląda tak, że „wszystkie te rzeczy niedokładnie oszacowano”, a sprawy ogólnie wcale nie wyjaśniono.
Równie dziwną wydaje mi się profesorska wypowiedź w rodzaju „Stwierdzono, że poza stodołą nie ma innych masowych grobów żydowskich, a więc w innych miejscach być może dokonano jedynie pojedynczych mordów”. Nie znaleziono innych grobów, a więc... może ich po prostu nie ma? Czy też jeśli „nie znaleziono”, to już koniecznie musi oznaczać, że one naturalnie gdzieś są, ale tylko nieudolnie szukano? Tym sposobem mógłbym na upartego dowodzić, że miałem 1600 braci, którzy zginęli, a ich masowego grobu nie znaleziono, czyli pewnie „dokonano jedynie pojedynczych mordów”.
W dalszej części swej wypowiedzi prof. Strzembosz twierdzi, że „Zostali [Żydzi – wtr. WK] spaleni żywcem. Nie ma śladów, świadczących o rozstrzelaniu” i jakoś zupełnie zdaje się zapominać o tym, że ślady być może są, ale wciąż czekają na odkrycie w rzeczywistej tj. pełnej ekshumacji. To, że ekshumację przerwano bez znalezienia śladów nie warunkuje bowiem, że tych śladów wcale nie ma. I wcale tu nie chcę twierdzić, że takie ślady istnieją, ale uważam za bezpodstawne twierdzenie na temat przyczyny zgonu bez dokładnego ustalenia, co się kryje w zbiorowym grobie. To archeologia i medycyna sądowa powinny tu dać odpowiedź na temat przyczyn zgonu. Tu trzeba zbadać więcej, niż tylko warstwę ziemi przykrywającej kości ofiar, ale do tego potrzebna jest pełna ekshumacja i rzetelne badania.
Kolejne zdania z wypowiedzi prof. Strzembosza, które wydają mi się całkowicie odwracające przebieg wydarzeń. „Udział Niemców był najważniejszy, gdyż legalizował mord. Było to działanie aprobowane przez władze okupacyjne. Napastnicy nie muszą się zastanawiać, jak na polską samowolę zareagują Niemcy. Niemcy są na miejscu i aprobują mord.” Cóż znaczy tu "Niemcy ... aprobują"!? Polacy byli zmuszani do uczestniczenia w spędzaniu Żydów. Sam prof. Strzembosz podawał w artykule “Niemcy zmuszali Polaków do udziału w mordzie”, że "Ujawniony jest m.in. przypadek uderzenia kolbą w głowę kogoś, kto odmawiał pilnowania Żydów. Świadkowie widzieli go później pokrwawionego na ulicy".
Dalej stwierdza prof. Strzembosz, że“jest to zjawisko [mordowanie Żydów – wtr. WK] obserwowane od Łotwy aż do Mołdawii. Wszędzie tam dokonują się okrutne mordy na Żydach. Nasuwa się pytanie, dlaczego ma to tam miejsce. Dlaczego ludność miejscowa - nie tylko Polacy, ale Łotysze, Litwini, Białorusini, Ukraińcy i Rumuni - tak masowo biorą wówczas udział w mordowaniu Żydów. Jest to wielkie pytanie badawcze dla historyka. Dlaczego tak się działo?” Być może jest to rzeczywiście “wielkie pytanie badawcze”, ale mnie interesuje co innego. Jak to bowiem jest możliwe, aby bez zająknięcia się przypisywać Polakom masowy udział w mordowaniu Żydów? I tu oczekuję dowodów, bez których takie stwierdzenie jest niczym innym, jak zwykłym oszczerstwem. Oszczerstwem, którego w żaden sposób nie spodziewałem się usłyszeć z ust prof. Strzembosza.
Z kończącej wywiad wypowiedzi dowiadujemy się, iż prof. Strzembosza “nie przekonuje teza, że to wyłącznie polscy uczestnicy mordu dokonali spalenia Żydów“, co wydaje się kolejną pere łką, bo przecie nie jest rzecz w tym, czy Polacy dokonali tego samodzielnie, ale czy w ogóle brali oni czynny udział w tym morderstwie. Byłby to chyba pierwszy i jedyny przykład masowej współpracy polsko-niemieckiej w czasie II Wojny Światowej – z całą pewnością kolejne “wielkie pytanie badawcze dla historyka”, choć może raczej dla współczesnych inżynierów świadomości społecznej (czytaj szalbierzy).
Szczęśliwie stwierdza prof. Strzembosz również, że “Udział Niemców w tym rozlewie krwi jest decydujący i bezsporny. To samo dotyczy mordu w Jedwabnem.”
Włodzimierz Kałuża