Włodzimierz Kałuża

 

Prawdy nam trzeba, całej prawdy!

 

 

"i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" (J 8,32)

 

           Powie ktoś być może, że się czepiam, ale trudno, co powiedzieć trzeba, to trzeba. Otóż czytając wypowiedzi kilku bardzo znaczących polskich historyków nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jednak oszczercza żydowska propaganda w sprawie Jedwabnego przyniosła pewne efekty.

 

Wyobraźmy sobie na początek sytuację, gdy po napadzie na  bank, w którym trzęsący się ze strachu napadnięty kasjer zmuszony jest pod groźbą pistoletu pakować pieniądze do złodziejskiego worka, prasa zacznie nagle rozpisywać się na temat współuczestnictwa kasjera w rabunku, a nawet jego współodpowiedzialności za napad, ba niekiedy nawet słychać będzie głosy, że rabusie jedynie fotografowali kasjera, jak on kradł pieniądze, a w istocie to sam kasjer był na ten bank napadł. Głównym świadkiem oskarżenia będzie natomiast człowiek, który przebywał w czasie napadu w zupełnie innym miejscu. Dodatkowo oskarżanemu kasjerowi zarzucać się będzie, że przywłaszczył sobie ponad dziesięciokrotnie więcej pieniędzy, niż w rzeczywistości zrabowano.

 

Czyż w takim wypadku nie bylibyśmy oburzeni czytając podobne wypowiedzi? Mówienie, ze nie można zarzucać sterroryzowanemu człowiekowi współpracy z terrorystą jest chyba zbędne, szczególnie w przypadku, gdy mamy pewność, że nie robił on nic ponad to, do czego go zmuszono. A taka pewność mamy - na podstawie zeznań wielu świadków - w tym także wielu Żydów - w Jedwabnem. Skąd więc bierze się potrzeba ciągłego wspominania o polskim współudziale w morderstwie na Żydach ? Nie myślę tu wcale o klakierach Grossa, bo ci mają najpewniej swoje ściśle określone (zapewne nie w Polsce) scenariusze i je po prostu z diabelską rzetelnością realizują. Zgodnie chyba ze słowami św. Pawła "Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom." (2 Tm 4,4). Mniejsza więc o nich, jawnych kłamców, bo nie w tym rzecz, aby ich tu teraz demaskować.

 

Dużo ważniejsze wydaje mi się nastawienie do całej tej sprawy osób zdecydowanie sprzeciwiających się antypolskim oszczerstwom Grossa - historyków, polityków, czy nawet samego Prymasa Polski, który w dniu 04. marca 2001 roku popełnił był następujące słowa: "Jedwabnego, miejscowości w diecezji łomżyńskiej, gdzie mord na Żydach został dokonany przez Polaków." [1]. Myślę tu o osobach, które bez najmniejszego cienia wątpliwości odrzucają antypolską propagandę Grossa i jego chederowych wspólników. Każda z wymienionych w dalszej części artykułu osób niejednokrotnie wypowiadała się dokonując zdecydowanej krytyki tejże propagandy oraz bardzo często całkowicie jednoznacznie obalając "dowody" Grossa. Krytykowali oni także bardzo ostro braki warsztatowe Grossa jako domorosłego historyka.

 

Przykładem niechże będzie tu wypowiedź amerykańskiego historyka prof. R. Lukasa, który o "pracy" Grossa ma następujące zdanie: "Jest to książka zupełnie przerażająca, metodologicznie i naukowo nie kwalifikująca się wręcz do zaaprobowania. Gdyby rzecz taka została mi przedstawiona na uczelni jako praca dyplomowa (bo z racji na swoja mała objętość nie mogłaby być złożona jako dysertacja ) musiałbym ją z miejsca odrzucić. Taki student nie otrzymałby u mnie nawet zaliczenia. (...)najlepsza charakterystyka zawartości tamtej książki: motywowała ją chęć wywołania rynkowej  sensacji poprzez odwołanie się do najniższych ludzkich instynktów tutejszego czytelnika ".  [2]

 

Podobne zdanie wyraził poprzednio także prof. dr hab. Tomasz Strzembosz: "To istne szaleństwo! Jak historyk może oferować pewne tezy, dając wiarę jednemu tylko człowiekowi. Człowiekowi, który zresztą nie był naocznym świadkiem zdarzeń". [3]

 

Również dr Piotr Gontarczyk nie pozostawił cienia wątpliwości, co myśli na temat wartości historycznej tej książki: "jego książka nie wnosi do nauki nic nowego czy wartościowego. Przeciwnie - zarówno w sferze wizji historii, jak i w ogóle naukowej wiarygodności", a o jednym z jego "dowodów" napisał, że jest "skutkiem ignorancji pomieszanej z bujną wyobraźnią autora" . Dr Gontarczyk przytoczył także wypowiedź prof. Jerzego Eislera, który "podczas dyskusji nad Sąsiadami w Instytucie Historii PAN głośno powiedział, że gdyby taką książkę przyniósł mu jakiś student jako pracę magisterską, to by go wyrzucił za drzwi." [4]

 

Amerykański politolog żydowskiego pochodzenia prof. Norman Finkelstein napisał o niej natomiast "Książka Grossa to standardowa literatura Przedsiębiorstwa Holokaust", w której "tak naprawdę to mamy do czynienia z - mówiąc krótko - kwestią chuligaństwa Przedsiębiorstwa Holokaust". A w innym miejscu "Sąsiedzi mają łatwo rozpoznawalny znak firmowy Przedsiębiorstwa Holokaust.", czy też "Karty Sąsiadów pełne są również sformułowań absurdalnych". [5]

 

Historyk Leszek Żebrowski tak wyraził się o "Sąsiadach": "A jest to książka, w której zawarte są liczne błędy, a nawet oczywiste kłamstwa. Autor przywołuje na przykład źródła (podając strony), w których nie ma podawanych przez niego informacji, lub są zupełnie inne. Niektóre źródła "kaleczy" w ten sposób, że opuszczając rzeczy istotne, zmienia całkowicie wymowę cytatu. (...) Stosując takie "metody badawcze", można udowodnić dosłownie wszystko, nawet to, że ziemia jest płaska." [6]

 

Także samo dr Bogdan Musiał z Niemieckiego Instytutu Historycznego: "dokładne prześledzenie i krytyczna analiza źródeł wykorzystanych przez autora Sąsiadów wskazuje, że (przyjęty przez Grossa wtr. WK) scenariusz wydarzeń nie odzwierciedla zawartości wykorzystanych przez niego archiwaliów. Opisywana praca opiera się na ubogiej bazie źródłowej (...)

 

Jak wykazano, publikacja Jana Tomasza Grossa pt. Sąsiedzi zawiera wiele sprzeczności, błędnych interpretacji, ahistorycznych spekulacji oraz fałszywych twierdzeń. Ponadto praca stawia poważne zarzuty konkretnym osobom. Jednak ich podstawą są niesprawdzone źródła, fałszywe oskarżenia i przez samego autora skonstruowane "dowody", które później okazują się "przeoczeniem". (...) Publikacja pt. Sąsiedzi jest wręcz szkolnym przykładem selektywnego i manipulatywnego wykorzystywania źródeł, służącym potwierdzaniu z góry założonej tezy i jednocześnie gubieniu prawdy o historycznych wydarzeniach. Nawet z publicznych deklaracji J. T. Grossa wynika, że nim przystąpił on do badań archiwalnych do omawianej pracy, miał już jasno ukształtowany pogląd na temat opisywanych wydarzeń." [7]

 

dr Marek Jan Chodakiewicz  napisał na temat książki Sąsiedzi: "Jan Tomasz Gross zignorował wiele podstawowych zasad fachu historyka. Pośpiech, z jakim spisał i opublikował swoje wrażenia dotyczące Jedwabnego, zaciążył na wielu aspektach jego pracy dlatego, że profesor Gross słabo zweryfikował relacje żydowskie." [8]

 

O brakach warsztatowych Grossa wypowiadali się też i inni historycy m.in. znakomici profesorowie - prof. Iwo Cyprian Pogonowski z USA, czy też główny demaskator Grossa prof. Jerzy Robert Nowak. Nie przytaczam ich wypowiedzi jedynie z tego względu, że trudno w nich doszukać się jakiejkolwiek niekonsekwencji. Obaj bowiem prezentują twardą linię krytyki Grossa bez bicia się we własne piersi z powodu przerażenia własną odwagą. Myślę zresztą, że wystarczy tych negatywnych ocen "dokonań" Grossa. Wymienieni autorzy całkowicie rozprawili się w swych wystąpieniach i publikacjach z oszczerstwami zawartymi w opowieściach "świadków" Grossa, a także samego Grossa. Nie pozostaje więc nawet cień wątpliwości, że książka Grossa jest zbiorem politycznie ukierunkowanych oszczerstw - prawdopodobnie mających służyć poparciu finansowych żądań Żydów amerykańskich - i że z samą historią mordu w Jedwabnem ma faktograficznie mało do czynienia. Skoro więc nie jest prawdą, to co napisał Gross, to cóż  skłania kilku z wymienionych autorów do poniższych stwierdzeń. Przypatrzmy się więc uważnie wyrwanym - przyznaję - fragmentom wypowiedzi kilku zdecydowanych  przeciwników tez głoszonych przez Grossa.

 

Prof. Richard A. Lukas : "Co do meritum: zapewne w Jedwabnym doszło do pewnej formy kolaboracji z Niemcami, być może, trzeba by na to pewniejszych dowodów niż te, które przedstawia Gross." [2] Zapewne? A może nie doszło? Historyk, miałem wrażenie, opiera się na danych, na faktach, a więc chyba nie ma tu miejsca na słowo "zapewne", bo albo kolaborowali, albo nie. A jak kolaborowali, to kto, i w jakim zakresie. Faktów tu trzeba, a nie gdybania do czego tam "zapewne" doszło. Czekam więc na fakty, na określenie konkretnej formy kolaboracji, jeśli takowa miała miejsce w rzeczywistości i jeśli to właśnie ta rzekoma kolaboracja miałaby wpłynąć na przebieg wydarzeń.

 

Dr Bogdan Musiał: "Żaden ze znaczących historyków w Polsce nie ma wątpliwości, że w tej zbrodni mieli swój udział także Polacy." [7] Pozostaje jedynie zapytać dr Musiała jaki "udział"? Czy dr Musiał ma na ten temat jakieś konkretne dane? Jeśli tak, to proszę o ich ujawnienie, aby wszyscy mogli z pełnym przekonaniem wyrobić sobie zdanie na temat posiadania przez Polaków "udziału" w tej zbrodni.

 

Prof. dr Tomasz Strzembosz: "Najkrócej mówiąc: był w tych tragicznych wydarzeniach udział społeczeństwa polskiego. Jak duży, nie jesteśmy w stanie ustalić. Sądzę, że można mówić o kilkudziesięciu osobach" [3] Jaki "udział" ma prof. Strzembosz na myśli? Czy udział podobny do przedstawionego przykładu "udziału" kasjera w napadzie na bank? Jeśli nie, to oczekuję konkretnych nazwisk sprawców "biorących udział" i mordujących Żydów.

 

Dr Piotr Gontarczyk: "A Polacy nie dokonali jakiegoś mistyczno-rytualnego mordu, ale zachowywali się różnie. Jedni, wciągnięci w wir wydarzeń przez uwarunkowania historyczne, wojenne zdziczenie lub obydwa czynniki naraz, wzięli udział w zaplanowanej przez Niemców zbrodni. Inni zostali do tego zmuszeni przez hitlerowców. Jeszcze inni ratowali Żydów." [4] Dr Gontarczyk zapewne wie, kto konkretnie "wziął udział w zaplanowanej przez Niemców zbrodni" bowiem nie pisałby jako historyk swoich przypuszczeń bez oparcia się na faktach. Dlaczego więc nie opublikował tych faktów?

 

Dr Marek Jan Chodakiewicz: "możemy wyodrębnić następujące kategorie uczestników wydarzeń w Jedwabnem.

 

Po pierwsze, aktywni byli miejscowi i przyjezdni bandyci oraz złodzieje, którzy poczuli, że mogą bezkarnie rabować i męczyć bezbronnych ludzi. Po drugie, ujawnili się oportuniści - normalnie raczej spokojni obywatele - którzy dołączyli do rabusiów i bandytów. Po trzecie, wystąpili też krewni ofiar sowieckiego terroru oraz miejscowi i pozamiejscowi uciekinierzy z sowieckich więzień, którzy prawdopodobnie pałali chęcią zemsty na bezpośrednich sprawcach swych nieszczęść, a z ich braku na jakimkolwiek Żydzie symbolizującym dla nich władzę komunistyczną. Po czwarte, w wydarzeniach brali udział uczestnicy polskiej straży obywatelskiej stworzonej spontanicznie po ucieczce Sowietów i sankcjonowanej przez Niemców, którzy wyzyskali ją do pełnienia funkcji wartowniczo-pomocniczych przy Żydach. Po piąte, na scenie pojawili się "ochotnicy" z przymusu, czyli osoby zmuszone przez Niemców do udziału, często biernego, w widowisku prześladowania, a później mordowania Żydów. Po szóste, możliwe, że obecni byli żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego, którzy zaraz po ucieczce Armii Czerwonej (ale nie 10 lipca) wykonywali wyroki na podejrzanych o kolaborację z Sowietami w okolicach Jedwabnego." [10] W wypowiedzi dr Chodakiewicza brak jest trybu przypuszczającego. Dr Chodakiewicz po prostu oznajmił, kto - jakie kategorie ludzi - brały w tym udział. Oczekuję więc nazwisk członków poszczególnych grup. Myślę, że aby wypowiedzieć się tak autorytatywnie dr Chodakiewicz musi te dane posiadać.

 

A przecież brak było, i brak jest nadal konkretnych dowodów na to, że w samej zbrodni uczestniczyli konkretni - znani z nazwiska - Polacy. Gdyby było inaczej, to przy ogromnej sile antypolskiej nagonki zorganizowanej przez "Gazetę Wyborczą", "Rzeczpospolitą", "Więź", "Wprost", "Politykę", że wymienię tylko te główne, już dziś znalibyśmy ich konkretne nazwiska, a przecież jedynymi wymienionymi z nazwiska "sprawcami" są osoby skazane w procesie z 1949 roku, w przygotowaniach którego podejrzanych katowano i tym wymuszano obciążające ich zeznania, które zresztą w samym procesie sądowym oficjalnie odwołali. Żadnemu z nich zresztą nie zarzucono wtedy mordowania Żydów. Poza tymi osobami nie są znane inne nazwiska sprawców. Skąd więc pojawia się w wypowiedziach tych wielce szanownych historyków stwierdzenie o "kilkudziesięciu osobach", czy też o "kolaboracji z Niemcami", do której "zapewne" doszło. Skąd bierze się pewność, że "żaden ze znaczących historyków w Polsce nie ma wątpliwości "? Skąd ten "brak wątpliwości" przy jednoczesnym braku winnych?

 

Czy są to skutki tak nachalnie rozpowszechnianej propagandy ?  Czy też jest to jednak nieśmiały ukłon w stronę potęgi mediów w Polsce znajdujących się mocno w - nazwijmy to - filosemickich rękach? Przecież szacowni historycy pouczający Grossa o konieczności stosowania się do zasad badań w tej dziedzinie wiedzy, czyli o popularnie tak zwanym warsztacie historycznym, sami doskonale o tym wiedzą, że bez zebrania, a następnie ujawnienia faktów NIE WOLNO wyciągać tego typu wniosków ?  A nam nie gdybania, a prawdy trzeba! Dowodów, a nie przypuszczeń! Ci - bez wątpienia - odważni i dążący do ujawnienia prawdy historycy włożyli ogromny wysiłek w udowodnienie Grossowi kłamstw. I trzeba przyznać, że obecnie nie można mieć co do tego najmniejszych wątpliwości, że im się to całkowicie udało. I za to, za tą obronę dobrego imienia Polski, za tą obronę prawdy, należy im się ogromne podziękowanie i szacunek. Pozostaje jedynie gorzki posmak przy czytaniu tego bicia się w piersi - ot tak na wszelki wypadek - spowodowanego być może obawą, że jednak jakiś Polak rzeczywiście z własnej woli wspomagał Niemców w dziele zniszczenia. To tak trochę jakby dokonano jakiegoś kompromisu z kłamstwem. Czy historykom wolno jest dokonywać takich kompromisów? Czy historia nie przestaje być historią, gdy łączy się prawdę choćby z odrobiną kłamstwa?

 

Jednym z takich kompromisów jest bez wątpienia selekcja tematów pod kątem zapewnienia sobie choćby tego, że artykuł, czy też książka zostanie w ogóle wydana, a później będzie rozprowadzana w sieci księgarń. Zjawisko takiej samokontroli nosi popularnie nazwę samocenzury, a polega chyba głównie na tym, że przemilcza się fragmenty, które mogą być powodem niezadowolenia cenzora, wydawcy, hurtownika, sponsora, czy też i władcy. Tak się składa, że obecnie chyba wszystkie te role skupione są w rzeczywistości w jednym środowisku, które ma niemal monopol na rozpowszechnianie tworzonych przez siebie medialnych "faktów". To przecież nie przypadek, że przykładowo antypolski film pani Arnold o Jedwabnem nakręcony został za polskie pieniądze na zlecenie Telewizji Polskiej (czy rzeczywiście polskiej?). To nie przypadek, że największe pisma w Polsce nie zauważają niemal, z małymi wyjątkami, dowodów na kłamstwa Grossa. To nie przypadek, że nie informuje się ogółu Polaków o pracach historyków, jak choćby o świetnej książce prof. Jerzego Roberta Nowaka "100 kłamstw Grossa". To nie przypadek, że prof. Kulesza najbardziej wzruszył się odnalezieniem w pseudo-ekshumacji kluczy ofiar, a jakoś nie zwrócił większej uwagi na około 100 niemieckich łusek karabinowych, które przecież radykalnie zmieniają postać rzeczy. Czy więc w sytuacji, gdy mamy do czynienia z tak gwałtownym atakiem na Polskę i Polaków jest czas na to, aby poddawać się samocenzurze?

 

Nawet jeden z najbardziej odważnych historyków, autor znakomitych książek, dr Leszek A. Szcześniak, poddał się niestety temu zjawisku. Oto podaje on, czegoż to nie umieścił w swej (godnej z całą pewnością polecenia) książce - podręczniku historycznym dla szkół średnich:

 

Dr Leszek Andrzej Szcześniak: "problematyka żydowska przedstawiana jest przeze mnie w sposób wyjątkowo łagodny, w imię poprawy stosunków polsko-żydowskich i nie obciąża umysłów uczniów sprawami, które nie mieszczą się w wyobraźni ludzi naszego kręgu cywilizacyjnego; ominąłem najbardziej drastyczne tematy, obejmujące m.in.:

 

- współpracę organizacji żydowskich z hitlerowcami w latach 1939-44;

- zbrodniczą działalność Żydów wobec Polaków na Kresach Wschodnich w latach 1939-41;

- rolę Żydów w sowieckim aparacie terroru (w tym Katyń);

- działalność rabunkową band żydowskich na ziemiach polskich w latach 1942-44;

- zbrodniczą rolę Żydów w procesie stalinizacji Polski;

- rolę Żydów w aparacie propagandy PRL, zniesławiania działaczy niepodległościowych i działalność "naukowców" w zakłamaniu historii Polski." [8]

 

Dlaczego? Dlaczego właśnie tak? Co powoduje, że o problematyce tej mówi się "wyjątkowo łagodnie"? Przecież nie jest to kosztem niczego innego, jak tylko i wyłącznie PRAWDY! Przecież nam nie potrzeba łagodności w podręcznikach historii, a PRAWDY nam trzeba! "Łagodność" niech rządzi naszą codziennością, w której nie zamierzamy nikogo niewinnego pociągać do odpowiedzialności za odległą przeszłość jego przodków. Natomiast z doświadczeń historycznych możemy wyciągać poprawne wnioski tylko wtedy, gdy nasze wiadomości oparte będą na tej nieufryzowanej, nagiej prawdzie, podanej bez żadnej łagodności tak, jak była.

 

Swoja drogą w rzeczywistości polskiej łagodność obowiązuje zresztą tylko w jedną stronę. W tym kontekście przytoczę fragment wypowiedzi  wspomnianego już poprzednio dr Gontarczyka, który pisał:

 

"Jednak mimo krytycznych opinii historyków, książka Grossa spotkała się z owacyjnym przyjęciem mediów. Ze zbrodni w Jedwabnem uczyniono temat dnia, otaczając całe wydarzenie mistyczną historiozofią. Z autora "Sąsiadów" zrobiono proroka, który, dzięki swemu nowatorskiemu spojrzeniu i wybitnym kwalifikacjom, dokonał prawdziwie epokowego odkrycia. Próby naukowej weryfikacji tez postawionych w jego książce traktowano jak coś wręcz nieprzyzwoitego, niemal świętokradztwo. " [4]

 

Książki Grossa nie można w najmniejszym nawet stopniu posądzić o łagodność. Dlaczego więc akurat Polacy mają być piewcami "łagodności" w książkach historycznych? Nam potrzeba odwagi do prawdy, a prawdy choćby po to, aby mieć odwagę w przyszłości! Odwagę przeciwstawiania się rozpowszechnianym antypolskim oszczerstwom.

 

W kontekście "łagodności" obchodzenia się z całkiem brutalnym wrogiem, warto chyba przytoczyć fragment wypowiedzi prof. dr Jerzego Roberta Nowaka, który całkowicie słusznie napisał: "Niepokój budzą jego (Kieresa - wtr. WK) stwierdzenia dowodzące, że z jakichś względów nie chce się ujawnić pełnych wyników dotychczasowego śledztwa. L. Kieres stwierdził, że "wiele spraw zabierze ze sobą do grobu". To jakiś ponury absurd. Prezes Instytutu Pamięci Narodowej ma obowiązek ujawniać zbrodnie, odsłaniać sprawy przemilczane, a nie je tuszować, zabierając pamięć o nich do grobu. " [9]

 

Ale cóż, wygląda na to, że wszelkiego autoramentu obłudnicy wola zabierać wiadomości do grobu, niż dzielić się nimi dla wyjaśnienia sprawy. Nie dziwi taka postawa w przypadku L.Kieresa, który jest zadeklarowanym zwolennikiem prożydowskiego lizusostwa. Z całą pewnością nie jest łatwo występować wbrew filosemickim, czy wprost żydowskim naciskom, zważywszy, że miał racje L. Żebrowski, który napisał: "większość publicystów przyjęła książkę prof. Grossa "Sąsiedzi" jak prawdę objawioną. Każdy, kto usiłuje coś sprawdzić, zanegować, porównać, jest na z góry przegranej pozycji. Prof. Gross na różnych spotkaniach ignoruje to wszystko, co nie pasuje do jego głównej tezy, że to Polacy (w swojej masie) byli współsprawcami holokaustu. Jeszcze dalej idą jego zwolennicy". [6]

 

Stąd też tak ważne jest otwarte i zdecydowane występowanie przeciwko tym bez wątpienia antypolskim działaniom. Konieczne jest jednoznaczne, bez niedomówień przeciwstawienie się takiemu naciskowi - trzeba to uczynić, bo inaczej stracimy nie tylko ponad 60 miliardów dolarów, o których wspominał prof. Finkelstein, ale przede wszystkim stracimy szacunek dla siebie samych, nie mówiąc już o tym, że i przeciwnik nie będzie nas szanował.

 

Wspomnijmy też słowa Jana Pawła II wypowiedziane w 1991 roku w Olsztynie, a jakże wciąż aktualne: "Przez wiele lat doświadczaliśmy w wymiarze społecznym, że publicznie nie mówiono prawdy - i nie dopuszczano do jej mówienia. Istnieje przeto wielka potrzeba odkłamania naszego życia w różnych zakresach. Trzeba przywrócić niezastąpione niczym miejsce cnocie prawdomówności. Trzeba, by ona kształtowała życie rodzin, środowisk, społeczeństwa, środków przekazu, kultury, polityki i ekonomii."[11]

 

I oby się tak stało! Tyle, że to i od nas wszystkich zależy...

 

 

Włodzimierz Kałuża

 

PRZYPISY:

 

[1] Kardynał Józef  Glemp, Prymas Polski, "Jedwabne - wina uznana sprawiedliwie", przemówienie radiowe, 04.03.2001

[2] "Jak pokazać "naszą stronę historii"?" - rozmowa z prof. Richardem C. Lukasem, autorem "The Forgotten Holocaust" - rozmawiał dr Wojciech A. Wierzewski, "Zgoda" - pismo Kongresu Polonii Amerykańskiej, 2002

[3] Prof. dr hab. Tomasz Strzembosz, "Gross kłamie - nie mogłem milczeć", Powściągliwość i Praca, nr 12, grudzień 20

[4] dr Piotr Gontarczyk,  "Historia czy propaganda", Życie z 9 lipca 2001

[5] Prof. Norman Finklestein,  "Goldhagen dla początkujących", Rzeczpospolita z 20 czerwca 2001

[6] Leszek Żebrowski , "Jedwabnym szlakiem kłamstw - Rozmowa z historykiem Leszkiem Żebrowskim" - rozmawiał Waldemar Moszkowski , "Nasz Dziennik", 31 marca 2001

[7] dr Bogdan Musiał - "Tezy dotyczące pogromu w Jedwabnem - Uwagi krytyczne do książki Sąsiedzi autorstwa Jana Tomasza Grossa", Dzieje Najnowsze nr 3/2001, Kwartalnik redagowany przez Instytut Historii PAN oraz Wyższą Szkołę Humanistyczną w Pułtusku

[8] dr Leszek Andrzej Szcześniak, "Prawda czy shoah-biznes? Kontrowersyjny podręcznik. Jak uczyć o holokauście ?", "Nasz Dziennik" z 12.05.2001 za "Rzeczpospolita" z 10.05.2001

[9] Prof. dr Jerzy Robert Nowak, "Gross przyparty do muru",  z cyklu "Pod prąd" publikowanego w "Tygodniku Katolickim Niedziela", 08 lipca 2001

[10] Dr Marek Jan Chodakiewicz, "Kłopoty z kuracją szokową", Rzeczpospolita, 5 stycznia 2001

[11] Jan Paweł II, Homilia wygłoszona w czasie Mszy św. , Olsztyn, 6 czerwca 1991