Włodzimierz Kałuża

 

Arcyszachrajstwa w czasie nagonki

 

 

            Jesteśmy od wieków przyzwyczajeni do tego, że Kościół Katolicki jest naszą ostoją, że jest wyrazicielem myśli mądrych i dla Narodu ważnych. Z tym większa więc przykrością stwierdzić trzeba w ostatnich latach coraz wyraźniej wypowiadany, a może jedynie coraz bardziej nagłaśniany przez media, głos niektórych księży nacechowany zupełnie innym tonem. Głos, w którym przykładowo troska o Żydów jest stawiana ponad troskę o Polaków, czy też inaczej mówiąc - własnych wiernych. Głos taki, jak to było wyraźnie widoczne w przypadku wysoce nagłaśnianych przez media wypowiedzi w sprawie afery Jedwabnego popełnionych przez niektórych wybitnie prożydowskich księży, że wspomnę tu jedynie ks.Musiała, ks.Czajkowskiego, czy też abp. Życińskiego, przynosi nie tylko rozczarowanie, ale i zdziwienie, że można być tak prożydowsko zaślepionym, że zupełnie nie dostrzega się całkowicie oczywistych faktów przedstawionych przez historyków. Już w tej sprawie wypowiedzi wspomnianych księży były wręcz szokujące ogromnym zaufaniem do antypolskich oszczerstw zawartych w książce Grossa „Sąsiedzi” i kompletnym ignorowaniem faktów historycznych, zeznań świadków, czy też choćby odkrytych podczas ekshumacji dowodów niemieckiego sprawstwa tej zbrodni. Tych rzeczy wspomniani księża nie raczyli brać w swych wypowiedziach pod uwagę. Teraz, gdy afera Jedwabnego przycichła, a na pierwszy plan propagandowych działań wysunęła się sprawa wpędzania Polski do Unii Europejskiej, teraz niezawodny abp. Życiński ostro włączył się do tego dzieła (Arcybiskup Józef Życiński: Obrażeni na wszechświat?" - Rzeczpospolita 06.03.02 Nr 55). Dziwne, swoją drogą, że żadna z gazet pokroju „Gazety Wyborczej”, czy „Rzeczpospolitej”, czy też tygodników jak „Wprost” i „Polityka” nie podnoszą larum o „mieszanie się Kościoła do polityki” – cisza kompletna, albo wręcz pochwały. Widać, że mieszać się można, ale tylko jak jest się zgodnym z wytycznymi Komitetu - tym razem Komitetu Integracji Europejskiej, w odróżnieniu od poprzedniego „Komitetu Integracji Wspólnoty Socjalistycznej”. Księża o patriotycznym nastawieniu jak choćby o.Rydzyk, czy tez ks. Jankowski są stale atakowani właśnie za mieszanie się do polityki. Mniejsza jednak o zadeklarowanie wrogie polskości pisma i ich antypolskie opinie, powróćmy do wypowiedzi abp. Życińskiego. Otóż już na początku swej wypowiedzi pozwala on sobie na zafałszowanie znaczenia wypowiedzi Ojca św., pisząc – podkreślam - o działaniach na rzecz integracji:

 

 „Obojętność mogłaby w tym przypadku okazać się grzechem zaniedbania, w którym ignoruje się papieskie wezwanie "nie lękajcie się!”, wypowiedziane na progu obecnego pontyfikatu.”

 

Widać tu wyraźnie, że abp. Życiński „nie lęka się” i zupełnie fałszuje znaczenie pięknych słów Papieża-Polaka skierowanych do Polaków w celu podniesienia ich na duchu w walce o wolną i suwerenną Polskę. I przyznam, że ten brak lęku abp. Życińskiego przed publicznym fałszowaniem znaczenia słów Papieża jest szczególnie smutny właśnie dlatego, że mamy tu do czynienia z osobą duchowną, od której chcielibyśmy oczekiwać, a nawet wprost musimy oczekiwać prawdy. Niestety nie w przypadku abp. Życińskiego.

 

 W dalszej części robi abp. Życiński wykład na temat leninizmu, gdzie oczywiście próbuje czytelnikom wmówić, że przeciwnicy wpędzania Polski do Unii są przedstawicielami myśli leninowskiej. Można by po takim akapicie machnąć ręką na resztę i ją po prostu zignorować, bo gdy obrona Polski definiowana jest pośrednio jako myśl leninowska, to chyba wystarczy to do zrozumienia, że coś niecoś się w myśli abp. Życińskiego pomieszało. I nie jest tu ważne, czy pomieszało się świadomie, jak w przypadku zafałszowania znaczenia słów Papieża, czy też po prostu abp. Życiński mało sobie robi z oczywistych faktów. Po artyleryjskim przygotowaniu gruntu odnośnikiem do myśli leninowskiej, przechodzi on do ataku na tych domniemanych „zwolenników leninizmu”:

 

 „Byłoby dobrze, gdyby zwolennicy leninowskich wzorców myślowych zechcieli zauważyć, iż jedyną alternatywę dla polskiej obecności w Unii Europejskiej stanowi przekształcenie Polski w drugą Białoruś ”

 

I niby chce abp. Życiński walczyć z mitami, o czym także w swej wypowiedzi zapewnia, a tu raptem publicznie pokazuje, iż sam doskonale opanował mit podstawowy w propagandzie prounijnej - mit „braku alternatywy”. Chciałoby się zapewnić abp. Życińskiego, że jedynie kwestią uczciwości jest wyszukanie innych alternatyw. Pozbawienie Polski suwerenności, trwałe przypisanie Polakom roli parobka Europy, czy w końcu zaprzeczenie potrzeby istnienia Państwa Polskiego, o którego niepodległość  poświęcili życie liczni nasi przodkowie – NIE JEST ŻADNĄ ALTERNATYWĄ, A JEST JEDYNIE PODŁĄ ZDRADĄ!. Swoją drogą ciekaw jestem, co w tamtych czasach robili przodkowie wspomnianych księży.

 

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że istnieje w Polsce duża i wpływowa grupa, która rzeczywiście nie widzi dla siebie innej alternatywy, niż zaprzedanie Polski w celu jej wynarodowienia i dalszego nieskrępowanego już panowania nad Polakami, niemniej jest to spojrzenie wyłącznie tejże grupy. Polacy mają alternatywę całkiem oczywistą. Dla Polaków oczywiste, ważne i niezbywalne jest to, aby Polska pozostała  Polską. I tylko dla tej myśli nie ma dla Polaków alternatywy. Abp. Życiński musi w końcu dostrzec to, że interesy grupy narodowej, której on z takim zaangażowaniem broni, nie pokrywają się z narodowymi interesami Polaków. Choćby nawet abp. Życiński codziennie obłudnie nawoływał do tego, aby Polacy w Unii odnosili się do wartości wyższych w czasie, kiedy myją cudze mercedesy, co z pogardą dla pragmatyzmu zauważył:

 

 „W argumentach kwestionujących celowość działań integracyjnych słyszę często ostrzeżenie, iż w zjednoczonej Europie Polacy bynajmniej nie będą mieli mercedesów na własność, lecz jedynie do mycia. W perspektywie tej polskość definiuje się w kategoriach stosunku do mercedesa. Trzeba jednak brutalnie zauważyć, iż nie widać w nich żadnych oznak chrześcijańskiej solidarności z kontynentem, którego oblicze kształtowali męczennicy i święci, mistycy i duchowni założyciele uniwersytetów”

 

Absurdem jest wymaganie od Polaków woli wchodzenia do Unii, a w przypadku braku tejże woli zarzucać im brak oznak „chrześcijańskiej solidarności z kontynentem”. Tę solidarność już w Polsce mamy i wcale nie jest nam do tego potrzebne wyzbywanie się niepodległości i oddawania władzy w obce ręce. Zresztą nie tylko władzy, a także sądownictwa, a i tak pogardzanych przez abp. Życińskiego wartości pragmatycznych, jak fabryki, zakłady przemysłowe, banki, czy w końcu i polska ziemia. Ta solidarność nie musi się wcale wyrażać oddaniem niepodległości i wejściem do mającej mało wspólnego z chrześcijaństwem Unii. Unii, która promuje przykładowo mordowanie dzieci nienarodzonych, eutanazję, czy też homoseksualne „małżeństwa”. To nie my narzucimy Unii nasze zapatrywania na te sprawy, a Unia wymusi na nas akceptację prawną tych chorych wybryków.

 

Absurdem jest też sądzić, że polscy przedstawiciele w strukturach Unii będą mogli te Unię ponownie schrystianizować. Jakich mamy przedstawicieli, to doskonale widać w Sejmie RP, gdzie chrystianizacja byłaby prawdopodobnie doskonałą metodą na to, aby w posłów wszczepić choć trochę troski o Polskę – o naszą chrześcijańską Ojczyznę, o nasz Naród. Jeśli więc abp. Życiński uczciwie chciałby chrystianizacji Europy, to proponuję, aby przyjął następującą kolejność: po pierwsze samemu nie kłamać, po drugie wziąć się za chrystianizację mediów, w których jest tak często publikowany, choćby chrystianizację „Gazety Wyborczej”. Trzecie w kolejności działanie apostolskie mogłoby podjąć w Sejmie i Senacie RP, a dopiero wtedy niechże się abp. Życiński weźmie za chrystianizację Unii Europejskiej. Obawiam się jednak, że już działanie pierwsze okazać się może dal abp. Życińskiego zbyt trudne do realizacji.

 

Jeden aspekt z wypowiedzi abp. Życińskiego można mimo to uznać za ciekawy, a mianowicie ten, że w gruncie rzeczy on sam zauważa, iż na wejściu  do Unii przeciętny Polak nie zyska nic. Stad właśnie biorą się jego gromy na pragmatyzm normalnego obywatela i stąd też jego nawoływania do odnoszenia się do wartości wyższych. Tyle, że i to obłuda

 

 

Włodzimierz Kałuża