Roman Kafel
Ludzie!!!!
- proszę, nie bądźcie świniami – i wywalcie se sami - Waszego Prezesa!
Wydawałoby się, że tak głupiego hasła nikt nie użyje, ze względu na zwykłą ludzką przyzwoitość. Błąd - bo jak się okazuje, przyzwoitość dziś nie ma żadnej ceny…a hasło znalazło się na czołowych miejscach gazet polskojęzycznych.
Nowa Internetowa Gazeta Polonijna nawołuje z nachalną dyskrecją pytając, czy “polonia” zdetronizuje Moskala w nadchodzących wyborach ZNP. Nie tylko ona, nawoływanie to rozlega się ze wszystkich stron, gdzie tylko zapuściły korzenie agendy “polonijnej” politycznie i etnicznie poprawnej agentury.
Patrząc na to z pewnego dystansu, zaczynam widzieć wcale nieciekawy obraz i wcale nie ograniczający się do bialo-czerwonego chicagowskiego piekiełka. Otóż walka o polską grupę etniczną, a raczej walka z polską grupą etniczną rozpoczęła się już dobre kilkanaście lat temu.
Niby niezauważalnie, niby nie mająca nic wspólnego z polskością, rozpoczęła się kampania na rzecz eliminacji polskich wpływów politycznych z życia politycznego w USA.
Po kolei znikali polscy przedstawiciele w rożnych agendach rządowych i samorządowych, wypierani przez przedstawicieli innych grup etnicznych, dobieranych tak, że każda próba konfrontacji powodowała politycznie poprawny wrzask i oskarżenia o ksenofobię, rasizm, antysemityzm etc.…czyli o polskość
Atak, już oficjalny i nieskrywany na najpoważniejszą figurę polskiego światka Ameryki, wpływowego kongresmana Dana Rostenkowskiego, przeprowadzony z całą bezwzględnością i bez przebierania w środkach był znakiem, że nie jest to zwykła polityczna przepychanka. Niestety wielu nie odczytało owej afery, tak jak powinni.
Do dziś uważam, że Dan Rostenkowski nie otrzymał należytego wsparcia polskiej grupy etnicznej, oczywiście też ze swej własnej winy, ale musimy wyciągać naukę z odebranej lekcji.
Była to zaplanowana i konsekwentnie przeprowadzona akcja wewnątrz partii Demokratów w ramach przestawienia ideologiczno strategicznego Partii. I jak widać - w tej cichej, acz głębokiej reformie nie było już ani miejsca , ani ról - które mogłyby być odgrywane przez Polaków. Polacy Partii Demokratycznej przestali być potrzebni, jako czynni członkowie - ale potrzebni są, jako bierny elektorat do glosowania, tylko i wyłącznie - jako elektorat!
Kariera i zaangażowanie Polaków w Partii może zatem ograniczać się tylko do roli pełnienia pomocniczych funkcji w partii - w jej komitetach wyborczych i tylko, i wyłącznie, w dystryktach o większości polskiej…i nigdzie indziej.
Udowodniły to ostatnie wybory sprowadzając je do skandalicznej atmosfery przy pomocy mediów i aparatu partyjnego. Popatrzmy na to co się stało z dystansu czasu i doświadczenia.
Prezes KPA pan Ed Moskal jest jednym z pierwszych przedstawicieli zorganizowanej Polonii, który dostrzegł ową sytuację i odebrał ja właściwie. W nadchodzących wyborach zatem słusznie postawił na jedynego kandydata, który mógł być uważany za kandydata naszej polskiej grupy etnicznej, z ważnego okręgu wyborczego Chicago.
Pani Nancy Kaszak, Amerykanka o polskim rodowodzie, doskonale się prezenujaca, błyskotliwa i inteligentna, dobrze wykształcona i z doświadczeniem, znakomicie nadawała się do pełnienia funkcji w Kongresie.
Pani Nancy Kaszak dostała to, na co zasługuje polityk, na którego stawia polska grupa, dostała nasze poparcie w stylu i zakresie na jaki nas stać i na jaki zasługuje jej poświęcenie się sprawie!
Doskonale przemówienie Prezesa Moskala, które może służyć za przykład przyszłym pokoleniom, jak należy przedstawić i poprzeć kandydata - zostało całkowicie zignorowane! Wyrwano z kontekstu zdania dotyczące kontrkandydata i dokonano publicznego upodlenia wszystkiego co polskie.
Oskarżając o dyżurny antysemityzm i Prezesa, i panią Nancy Kaszak, i nas wszystkich, uczyniono z pana Rahm’a Emmanuela ofiarę co najmniej porównywalną z “cudem ocalonymi” z holocaustu. Skutki i resztę znamy dość dobrze…
Ale już po wyborach, które to pan Rahm Emanuel wygrał - te same informacje, za które Prezesa Moskala okrzyknięto antysemitą - pojawiły się w czołówkach tych samych gazet.
To, dokładnie to - o czym mówił Prezes, powtarzały teraz z dumą wszystkie gazety podkreślając żydowskie korzenie Rahma Emmanuela, jego zaangażowanie w sprawy Izraela, jego udział w oddziałach służb technicznych Armii Izraela w czasie wojny ….i dodały jeszcze jedna informacje - mianowicie, ze jest on, cyt. “fresh breath”- świeżym oddechem dla partii Demokratów! Zapamiętajcie “Fresh Breath”.
I tu znajduje się wyjaśnienie wielu niejasnych i trudnych do zrozumienia zagadek!
Żeby wprowadzić świeży oddech w płuca partii należało usunąć stary, śmierdzący, kiełbasiany oddech “Rusty’ego” Rostenkowskiego, robiąc przy tym z niego - z braku rzeczywistych argumentów - złodzieja znaczków pocztowych. Należało pozbyć się innych kiełbasiarzy z wielu stanowisk. Należało nie dopuścić za wszelką cenę nowej kielbasiary ….poszatkowano okręgi wyborcze i dystrykty. Jasne, jak słońce!
Ale nawet z nowym oddechem Partia Demokratyczna dostała okropne cięgi mimo, że po drugiej stronie maja chyba najgorszą ekipę, jaką kiedykolwiek Republikanie mieli… nie zapominajmy o tym!
Podwójny standard, podwójna miara… to samo co mówi jeden jest złe, to samo mówi drugi - i jest jest dobre! Niejaki Goldhagen w swojej książce ”Htlers willing executioners” opisuje zjawisko zaangażowania Niemców w pomoc własnej administracji w stanie wojny, nie zostawiając suchej nitki na ochotnikach…tu pod niebiosa wychwala się ochotniczego pomocnika Izraela w stanie wojny, Amerykanina, ubiegającego się o wysokie stanowisko w USA - mimo, że za przypomnienie o tym kilka miesięcy wcześniej, zrobiono z Prezesa Moskala antysemitę!
Cóż, nie martwi mnie to określenie-nalepka, od momentu, kiedy znany dziennikarz z Izraela - Avnery - wytłumaczył, że antysemityzm oczywiście jest paskudną chorobą, do tego zaraźliwą chorobą, ale którą wyhodowali tylko i wyłącznie syjoniści. I można się nią zarazić tylko i wyłącznie od syjonistów!
Mamy już prawie całą układankę gotową, wychodzi nam niepiękny obrazek…zostało jeszcze parę wycinanek. To są te brakujące części, bez których cala układanka nie miałaby żadnego sensu. To części naszej, polskiej etnicznej grupy. To części polskiej społeczności, które poparły interes obcy, wrogi nam - jako społeczności - i pomogły znaleźć się nam tu i urzeczywistnić to, co mamy obecnie!
Co na tym zyskali? Najprawdopodobniej w ich ocenie wiele - nowe kontakty biznesowe, linie kredytowe, może jakieś tam stanowiska, choć jakoś nie widać polskich nazwisk wokół nowego kongresmana. Widać Polack zrobił swoje - Polack może sobie odejść….najlepiej z powrotem do polskiej dzielnicy, gdzie robi interesy. Niech teraz wybierze, lub pomoże wybrać “naszego” Prezesa…. Niech stworzą nowe oddziały nowej “polonii”, z którą jakże chętnie będą rozmawiać przedstawiciele administracji Waszyngtonu…zawsze i w każdych okolicznościach, za każdym razem - kiedy tylko zaprowadza ich tam…. ich mocodawcy!
RomanKafel
11.11.02
Od Redakcji - z ostatniej chwili:
Dotychczasowy prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Edward Moskal został wybrany na kolejną, dwuletnią kadencję w wyborach, jakie odbyły się w Chicago. Drugie po prezesie stanowisko wiceprzewodniczącego ds. amerykańskich objął młody prawnik z Chicago, Krzysztof Kurczaba.
Edward Moskal zdobył 87 głosów na 113 możliwych. Prezesa KPA wybierają dyrektorzy regionalni i krajowi tej organizacji. Jego jedynym kontrkandydatem był szef biura KPA w Waszyngtonie Kazimierz Lenard, na którego głosowało 26 dyrektorów.
Kongres Polonii Amerykańskiej powstał w 1944 roku w Buffalo w stanie Nowy Jork. Jest federacją około 3 tys. organizacji polonijnych w USA. Jego pierwszym prezesem był Karol Rozmarek, drugim Alojzy Mazewski. Edward Moskal kieruje KPA od śmierci tego ostatniego w 1987 roku. Wygrywał z dużą przewagą nad konkurentami wszystkie wybory na prezesa odbywające się co dwa lata. W ciągu swej historii Kongres podejmował wiele inicjatyw na rzecz Polski, m.in. prowadził kampanię na rzecz uznania granicy na Odrze i Nysie przez jednoczące się w 1991 r. Niemcy.
Z.Ł