HOMILIA

 

KS. PRAŁATA HENRYKA JANKOWSKIEGO

 

Wygłoszona dnia 10-12-2001r.

 

 

"Pragnienie zwycięstwa szlachetnego,
zwycięstwa okupionego trudem i krzyżem,
zwycięstwa odnoszonego nawet przez klęski,
należy do chrześcijańskiego programu życia człowieka, 
również i życia narodu". 

 

Są to słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, wygłoszone w Warszawie 17 czerwca 1983 roku. 

 

 

        Dostojny gościu, o. Jacku, witam również, dostojnych księży koncelebransów i drogich memu sercu, słuchaczy Radia Maryja, Polacy. Spotykamy się dzisiaj w Bazylice św. Brygidy, miejscu, w którym zrodził się duch solidarności, duch polskiej drogi i wolności, w którym pielęgnujemy ducha patriotyzmu i przywiązania do tradycji, do Boga, ojczyzny, Kościoła i honoru. To właśnie stąd, wspólnie wychodziliśmy na strajki i manifestacje, buntowaliśmy się przeciwko złu. I tu, w tym miejscu, wspólnie świętowaliśmy tryumf "Solidarności" w 1989 roku, licząc, że wreszcie doczekamy się upragnionej Polski, która będzie naszą Polską prawdziwą i wymarzoną.

 

Naród polski odniósł zwycięstwo, którego wielkości i znaczenia, dla losów świata, nie sposób przecenić. A potem widzieliśmy, jak ten polski tryumf, tryumf "Solidarności", tryumf nieugiętego Wybrzeża, został zniweczony przez politykierów "grubej kreski", ideologów liberalizmu moralnego, tzw. "dzieci świata", prezentujących, obce narodowi polskiemu wartości i realizujących scenariusze napisane w Waszyngtonie, w Brukseli i Telawiwie. Zwycięstwo zostało zaprzepaszczone i choć nie sposób odwrócić biegu historii, to dziś obserwujemy kolejne, radosne gody"towarzyszy szmaciaków" i tryumfalny pochód tych, którzy ciemiężyli Polskę, przez prawie pół wieku powojennej historii.

 

Nie ukarano PRL-owskich zbrodniarzy, nie ukarano morderców robotników. Przeciwnie, coraz butniej dziś, rzucają oni oszczerstwa na swe dawne ofiary. Tyle razy tutaj, w Bazylice św. Brygidy, przeżywaliśmy radość z tego, że jesteśmy Polakami, że należymy do niezłomnego, nigdy nie poddającego się narodu, a dziś musimy przeżywać wstyd. Wielki wstyd, z powodu bezwstydnego oszukania naszego narodu.

 

Polacy naprawdę nie zasłużyli na taki los, na powrót czerwonych hien i różnej maści politykierów, tak z prawej, jak i z lewej strony, dbających bardziej o interes własne i starych towarzyszy, niż o przyszłość Polski, jej młodego pokolenia. Czyż nie może ogarniać nas straszliwa gorycz, na myśl, że komunistycznych morderców ukarano w tylu innych krajach, od Litwy i Czech, po Węgry i Bułgarię, a w Polsce, nadal są bezkarni, komunistyczni mordercy, którzy kazali strzelać do bezbronnych robotników, którzy są odpowiedzialni za śmierć prostych ludzi. Oni chcieli chleba i wolności i mieli odwagę tego żądać od władzy. Władzy, która odbierając prawo prywatnej własności i indywidualnej podmiotowości człowieka, wzięła na siebie odpowiedzialność za los całego narodu.

 

Czy chcieli zbyt wiele? Nie. Najmilsi, podnieśli sztandar biało-czerwony, wołając o wolność i chleb.Widziałem ich, jak w stoczniowych hełmach i roboczych kombinezonach, ruszyli gęstym, lecz zdyscyplinowanym tłumem pod gmach Komitetu Wojewódzkiego Partii, w nadziei, że ktoś z nimi porozmawia i potraktuje tak, jak zasługuje na to, w państwie ludowym, klasa robotnicza. Nikt do nich nie wyszedł, a wysłaną później kilkuosobową delegację, brutalnie aresztowano, pod zarzutem naruszenia porządku publicznego. Zrozpaczonym stoczniowcom, którzy domagali się zwolnienia swych towarzyszy, odpowiedziano strzałami. Od bratobójczych kul poległo wówczas 27 mężczyzn i chłopców. Padli na gdańskim bruku, na placu, któremu nadaliśmy 10 lat później imię "Solidarności", na gdańskim dworcu kolejowym, polegli na zasypie kolei elektrycznej, na Wzgórzu Nowotki, lub zostali zmiażdżeni, na głównych ulicach Gdańska i Gdyni.

 

Ta zbrodnia, otworzyła niezmierną przepaść między tymi, co bronią prawdy i wolności, a tymi, co posługują się bezbożnym kłamstwem i przemocą. Dziś ogarnia nas rozgoryczenie i poczucie głębokiego bólu, oszustwa i naigrywania się ze sprawiedliwości. Jak można wytłumaczyć czelność takich osób, jak gen. Wojciech Jaruzelski, który w grudniu 1970 roku, nakazał wojsku strzelać do robotników Wybrzeża, a dziś mówi, że wojsko strzelało tylko do chuliganów i rabusiów? Jacy rabusie i chuligani byli w tłumie robotników, idących spokojnie do pracy w Stoczni 17 grudnia 1970 roku w Gdyni, gdzie nie rozbito nawet jednej szyby? A właśnie do tych, idących do pracy, spokojnych robotników Gdyni, wojsko strzelało, jak do przysłowiowych kaczek, na rozkaz Krwawego Generała.

 

Świeżo czytałem, pełen oburzenia, na wykręty i kłamstwa gen. Jaruzelskiego, w artykule Andrzeja Kaczyńskiego w "Rzeczpospolitej", pt. "Robotnicy, chuligani i Generał". Pisze red. Kaczyński: "To wojsko uszykowane w zwartych pododziałach i na komendę dowódców oddało strzały rano, 16 grudnia w Gdańsku, pod bramą nr 2 Stoczni im. Lenina, a o 6.00. rano 17 grudnia w Gdyni, na drodze do Stoczni Komuny Paryskiej im. Warskiego. Za każdym razem strzelano do robotników, a nie do chuliganów, rabusiów i rozrabiaków, do zorganizowanego pochodu demonstrantów w Gdańsku i Szczecinie oraz idących do pracy, jak w Gdyni, wojsko strzelało w zwartym szyku, na rozkaz. Te ofiary można policzyć. Wojsko strzelało na rozkaz Jaruzelskiego, który dziś z taką butą, szkaluje swoje ofiary.

 

Jak widać, nadszedł czas buty i arogancji katów. Znów nastał czas zdeptania, przez nich, uczuć rodzin ich ofiar. Znów czują za plecami poparcie kolesiów z dawnego aparatu władzy. Do Jaruzelskiego przyłączył się z równą arogancją i chucpą, inny, były wicepremier w rządzie Cyrankiewicza, w grudniu 1970 roku- Stanisław Kociołek. Dziś sądzony jest w Stołecznym Sądzie Okręgowym, za to, że 16 grudnia 1970 roku, wezwał strajkujących stoczniowców do powrotu do pracy, choć dobrze wiedział o blokadzie w Stoczni Gdyni. To na skutek usłuchania jego wezwania, doszło do strasznej masakry, gdy wojsko i milicja komunistyczna otworzyły ogień do tysięcy spokojnych ludzi, zabijając i raniąc wiele osób. To o nim śpiewano: "Krwawy Kociołek, to kat Trójmiasta, przez niego giną dzieci i niewiasty..."

 

Dziś, ten sam były prominent, ma czelność publicznego piętnowania w sądzie swych robotniczych ofiar. Mówi: "to była niszczycielska rewolta uliczna typu "bij władzę", "rabuj i pal". Do zamieszek przyłączyły się męty portowego miasta i młodzież szkolna. Tych agresywnych zachowań nie można nazwać protestem robotniczym. Bez wstydu kryje się za tymi słowami Stanisława Kociołka, ten zajadły komunista odpowiedzialny za tyle śmierci i cierpień, powinien przepraszać rodziny swych ofiar na kolanach. Zamiast tego, to on plugawi, atakuje i znieważa.

 

Dlaczego na to się pozwala? Jak długo Polacy będą znosić tak wielkie rozmiary hańby, kłamstwa i bezwstydu? Czy mamy się biernie pogodzić z zatarciem pamięci o zbrodniach na robotnikach Wybrzeża, podobnie jak zrobiono już ze zbrodnią w kopalni "Wujek"? Najkrwawszym skutkiem wojny, wytoczonej przeciwko narodowi, przez generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka.

 

Dlatego, wzywam wszystkich tu obecnych, i wszystkich słuchaczy Radia Maryja: Nie pozwólmy na zabijanie pamięci. Idźmy, zamanifestujmy naszą wierność pamięcią o ofiarach, o tych, którzy oddali swe życie za nas wszystkich, którzy chcieli prawdziwie, godnej Polski. Nie pozwólmy, aby hańbiono imię Polaka. Zapewniam was, ukochani, drodzy radiosłuchacze, że poruszanie tego tematu i wskazywanie na błędy, na zbrodnie, na zło, na działanie sił ciemności, nie jest ani politykowaniem z ambony, ani też nie jest angażowaniem się Kościoła i kapłanów w politykę. To jest sens naszej wiary. To jest sens naszego uczestnictwa we wspólnocie Kościoła Świętego i budowaniu Królestwa Bożego na ziemi polskiej.

 

Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za obronę naszej świętej wiary, wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za los ojczyzny. Musimy się upominać o nasze dobre imię. Musimy dbać o to, aby Polska katolicka, polska silna wiarą, była synonimem odpowiedzialności i wiarygodności wielkiej rodziny narodów. Moi drodzy, polityka dba o dobro wspólne. Kto inaczej ją pojmuje jest niegodzien się nią zajmować. Obowiązkiem kapłana, jest także dbanie o wspólne dobro, głoszenie prawdy i wskazywanie na niebezpieczeństwa jakie czyhają w życiu codziennym na katolika.

 

Świat się zmienia. Rozwój techniki i nauki, przynosi z jednej strony postęp, a z drugiej sprowadza coraz więcej niebezpieczeństw i dylematów natury etycznej i moralnej. Tutaj Kościół musi zająć stanowisko. Praktykujący katolik ma prawo wiedzieć, co, w jaki sposób, zasady naszej świętej wiary przekładają się na wskazówki do postępowania w życiu codziennym i czego oczekuje się od niego w tak ważnym momencie.

 

Laickie media ugruntowują obraz kapłana, jako zwykłego człowieka, uwypuklają niedoskonałości charakteru jednostek, transponując je na cały Kościół i wiarę w ogólności. Jestem pewien, że każdego z nas ogarniają wątpliwości i każdy z nas szuka odpowiedzi na wiele pytań, nurtujących nas, każdego dnia. Nie jest nam łatwo. Jesteśmy słabi. Jesteśmy ułomni, pełni niewiary we własne siły. Musimy, więc prosić Boga o łaskę, o moc, o siłę, oducha, do przezwyciężenia słabości i przeszkód. Musimy pochylić się w pokorze i skrusze, by powstać mocnymi, dopomóc dźwigać się innym. 

 

Moi bracia i siostry, i najważniejsze jest to, abyśmy nie zaprzepaścili krwi polskich robotników i ofiary ich życia. Byśmy pomni własnych błędów nie oddali Polski na pastwę sług zła, libertyńskiej ideologii, konsupcjonizmu i materializmu. A szczególnie tych, dla których "gescheft" znaczy więcej niż miłosierdzie, pieniądz więcej niż Bóg, a przykazania "Talmudu", więcej niż posłannictwo miłości Jezusa Chrystusa. Nie po to zginęli, walcząc o chleb i wolność, aby wyzwalając się spod jarzma totalitarnego komunizmu, oddać dziś Polskę w ręce światowej finansjery i unijnych komisarzy.

 

Ks. kard. Stefan Wyszyński, powiedział kiedyś znamienne słowa:

 

"Kocham ojczyznę, więcej niż własne serce." 

 

Kochać, to znaczy służyć, oddać siebie samego na służbę drugiemu człowiekowi, ale gdy chcemy powiedzieć o miłości względem ideałów, ojczyzny, jest nam trudno ubrać myśli i uczucia w słowa. A pytania o patriotyzm, o miłość do własnej ojczyzny, o granicę pomiędzy nacjonalizmem i szowinizmem narodowym, o tolerancję i internacjonalizmem, są obecnie jednymi z najważniejszych, przed którymi staje współczesny Polak, obywatel jednoczącej się Europy. Patriotyzmu nie ukształtują komputery, zawansowany technologicznie sprzęt TV i Video. Często zdaje się słyszeć głosy o zaniku, wręcz naturalnej śmierci, tego pojęcia, jako czegoś niepotrzebnego współczesnemu dziecku świata. Odrzuca się kulturę, pochodzenie, religię i tradycję na rzecz kultu pieniądza, kultu posiadania. Jak dalece jest to złudne i fałszywe podejście, pokazały ostatnie miesiące, w których świat uświadomił sobie, jak wiele jest różnic pomiędzy narodami, pomiędzy wyznawcami różnych religii, żyjącymi według odmiennych standardów moralnych i kulturowych. 

  

W wymiarze europejskim, w świecie cywilizacji łacińskiej, która siłą rzeczy, jest nam najbliższa, naturalnym staje się pytanie: o sens  patriotyzmu w Europie bez granic? Unia Europejska, powinna, jak każda rzeczywistość społeczna i wspólnotowa, pomagać osobie ludzkiej. Celem Unii nie jest sama Unia jako taka, ale konkretni mężczyźni i kobiety, Europejczycy. Lecz jeżeli ta unijna Europa szybko nie powróci do swego chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego, to unicestwi własnego ducha. Dlatego, Europa musi poszukiwać nadal właściwego modelu w stosunkach między regionami, a państwami, między narodami i wspólnotami, między instytucjami politycznymi a Rządami.

 

Kształt przyszłej Europy, wskaże właściwe odczytanie pojęcia patriotyzmu i stosunku do własnej ojczyzny. Unia nie może nas zniewalać. Nie klękaliśmy przed Moskwą, nie klękniemy też przed Brukselą, Telawiwem, czy Waszyngtonem. 

 

Polacy tu obecni i radiosłuchacze, musimy zawsze odważnie, z honorem i dumą, wyrażać swą polskość, swą narodową tradycję, wiarę, tożsamość, miłość wobec własnej kultury i pochodzenia, wobec wszystkich zamazujących te wartości, tak zwanych "Europejczyków"- ludzi bez korzeni, bez honoru, bez ojczyzny, wiary i jasnej tożsamości.

 

Kończąc tych kilka myśli, zdaję sobie sprawę z tego, że z jednej strony dadzą pożywkę i pretekst do narzekań tym wszystkim, dla których prawdziwa wiara i Kościół Boży stanowią zagrożenie w realizacji dzieła szatana. 

 

Z drugiej zaś strony, nie usatysfakcjonują tych, którzy wierni Bogu i świętej wierze naszych Ojców, w Kościele szukają wskazówek dla życia codziennego. Pozwólcie proszę, że na zakończenie skieruję swoje życzenia do was tu zgromadzonych i wszystkich radiosłuchaczy. Życzę wam, wielu łask bożych i opieki Matki Bożej Królowej świata pracy, której wizerunek w bursztynowej sukni, spogląda na nas z wielkiego, bursztynowego ołtarza. Życzę opieki św. Brygidy, patronki Europy, życzę wam mądrości i roztropności z łaski Ducha Św. i proszę, abyście pozostali zawsze wierni Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie.

 

Amen.