Krzysztof Janiewicz

 

Na Pieronka nie ma alternatywy?

 

 

 

W wywiadzie opublikowanym w Gazecie Wyborczej w dniu 08.04.02. zaatakował ostro biskup Pieronek zarówno Radio Maryja, jak i Ligę Polskich Rodzin, przejawiających eurosceptyzm członków Polskiego Episkopatu, eurosceptyków, słowem każdego kto śmie przejawiać jakiekolwiek patriotyczne uczucia w stosunku do naszej Ojczyzny.

 

Lecz jak to zwykle bywa u euroentuzjastów, tak i u biskupa Pieronka, z faktami raczej cienko (tzn. wcale ich nie ma!), ale za to demagogii i sloganów ile wlezie. Wszak papier cierpliwy, wszystko zniesie.

 

I tak powtarza biskup oklepaną mantrę euroentuzjastów: Polska nie ma alternatywnej drogi.

 

Oczywiście że nie ma żadnej alternatywy, jak długo rządzą nią różnej maści lewicowi liberałowie czy tez centroprawicowi liberałowie, czyli krotko mówiąc kiedy sprawują władzę Rządy Zdrady Narodowej przy pomocy nie mniej zdradzieckich, tzw. elit intelektualnych, służących radami i dorabianiem zdradzie oblicza ideologicznego, które Polską frymarczą, jak przysłowiowym postawem czerwonego sukna.

 

Ba, nie dość że krzyczą: "nie ma innej drogi", ale oni nawet tej innej drogi nie szukają, bo i po co. Przyjdzie Unia, wszystkiemu zaradzi i da, da, da. Akurat da! Unia nie jest od dawania tylko od brania, za przynależność do tego klubu trzeba płacić i to słono.

 

Nie ma i nie będzie przed Polską innej drogi, niż ta prowadząca do upadku, z Unią czy bez Unii, dopóki nie pojawi się rząd z prawdziwego zdarzenia, którego programem wyleczenia Polski z trudności nie będzie jej sprzedanie i zdrada narodowa, ale program jej odbudowy, program działania dla dobra nadrzędnego - Polski i nas, Polaków.

 

A można by mózg wysilić i pomyśleć nad takim planem właśnie "na Polskę". Są rozwiązania polityczne i gospodarze, które można zastosować, a przynajmniej nad ich wprowadzeniem się zastanowić.

 

Można zacząć taki program odbudowy choćby od wypowiedzenia umowy stowarzyszeniowej z Unią, która kosztuje nas około 10 mld. dolarów rocznie i przysporzyła nam półtora miliona bezrobotnych.

 

Jest np. sprawa rezerw dewizowych w wysokości około 30 mld dolarów, które są inwestowane na zagranicznych giełdach papierów wartościowych, zamiast być reinwestowane na rynku wewnętrznym w celu budowy i rozwoju infrastruktury, która będzie przysparzać miejsc pracy, bogacąc Polaków, a nie spekulantów giełdowych.

 

Można zaprzestać rabunku polskiej gospodarki, który polega na wysprzedawaniu polskich przedsiębiorstw za bezcen zagranicznym "inwestorom", po to tylko, aby były one następnie przez nich zamykane, eliminując w ten sposób konkurencyjność, jaką te przedsiębiorstwa prezentowały dla nich na rynkach międzynarodowych.

 

Można rozwijać przemysł energetyczny, oparty na odnawialnych źródłach energii, szczególnie energii geometralnej, której potencjał jest w Polsce ogromny, lecz nie wykorzystywany.

 

I gdyby zamiast rzucać sloganami, zechciał się biskup Pieronek i jemu podobni zaznajomić z kilkoma faktami, to z pewnością dowiedzieli by się, że w latach 70-tych Polska była samowystarczalna energetycznie. W tamtym czasie metraż wierceń geologiczno-poszukiwawczych osiągnął wartość 450 km/rok. Wydobycie ropy naftowej wzrosło do 500.000 ton/rok, zaś wydobycie gazu osiągało wartość 8 mld m3/rok - co odpowiada aktualnemu importowi tego surowca z Rosji.

 

W wyniku decyzji politycznych lat 80-tych, rozwój polskiej energetyki, oparty na wykorzystaniu własnych, naturalnych surowców kopalnych, został niekorzystnie zmieniony. Nastąpiła świadoma utrata samowystarczalności energetycznej państwa, która trwa do dziś (118 proc. - rok 1960, 113 proc. - rok 1975, 85 proc. - rok 2000, planowane 60 proc. w roku 2020). Taka strategia likwidacji energetyki polskiej oraz przemysłu wydobywczego jest nie do zaakceptowania - zważywszy na posiadane ogromne zasoby surowców kopalnych, największe w Europie zasoby odnawialnych źródeł energii, potencjał wydobywczy i ludzki Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazowego oraz znakomite zaplecze naukowe.

 

Szacowane przez Państwowy Instytut Geologiczny oraz Instytut Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energia PAN w Krakowie zasoby prognostyczne wynoszą: ropy naftowej - 300 mln ton, gazu ziemnego - 1.100 mld m3 (prof. J. Sokołowski, 2001 r.). Przyjmując dotychczasowe zużycie gazu w ciągu ostatnich 5 lat na poziomie 10-11 mld m3/rok - Polska ma zasoby własne gazu wystarczające na 100 lat.

 

Lecz największy potencjał energetyczny Polski, zawarty jest w energii geotermicznej (gorąca woda, gorące skały) - ocenia się, iż na ponad 80 proc. powierzchni kraju są warunki do rozwoju energetyki geotermalnej. Zasoby te stanowią 99 proc. potencjału OZE (Odnawialne Źródła Energii) w Polsce, resztę, około 1 proc. stanowią łącznie zasoby energii: wiatru, słońca, biomasy i wody.

 

Trzeba tu podkreślić, iż koszt jednostki energii cieplnej otrzymywanej z zasobów geotermalnych w Europie Zachodniej (Francja, Niemcy, Włochy) jest o 30-50 proc. niższy niż z gazu lub oleju. W Polsce koszt wytworzenia 1 GJ energii cieplnej, według danych Geotermii: Pyrzyce, Podhalańskiej i Mszczonów - jest średnio 30 proc. niższy od cen MPEC (2000 r.).

 

Można zmniejszyć podatki oraz obniżyć do minimum koszty kredytu.

 

Zamiast niszczyć polskie rolnictwo i przetwórstwo rolne, można je uczynić jednym z kół zamachowych polskiej gospodarki. Mówię tu o produkcji żywności określanej nazwą "zdrowej żywności" lub "żywności ekologicznej", do czego małej i średniej wielkości polskie gospodarstwa rolne świetnie się nadają, a rynek zbytu, zarówno wewnętrzny, jak i w skali światowej jest prawie nieograniczony.

 

Ziemie lezącą odłogiem, należącą do państwa nie wysprzedawać obcokrajowcom, lecz osadzić na niej polska ludność z Kazachstanu, lub udostępnić ją polskim rolnikom. Nie tylko udostępnić samą ziemię, ale również środki do jej uprawy, takie jak maszyny rolnicze i inne inwestycje, w drodze niskoprocentowego, pokrywającego jedynie koszty administracyjne, kredytu.

 

Warto tu zapoznać się z faktami przedstawionymi w raporcie ISP (Instytut Spraw Publicznych), a dotyczącymi postępowania w sprawie wysprzedaży obcokrajowcom pozostałej po PGR ziemi przez Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa i błędami popełnionymi przez jej urzędników, które w świetle faktów tego raportu można łatwo podciągnąć pod kryminalne zaniedbanie, lub wręcz działalność na szkodę Państwa.

 

Jest wiele możliwości, po pierwsze należy wziąć pod uwagę fakt, że Polska jest potencjalnie bogata - żyzna ziemia, bogactwa naturalne. Jednakże, zanim będzie można do rozsądnego użytku tych bogactw dla dobra Narodu i Polski przystąpić, należałoby przeprowadzić zmianę elit Polska rządzących i zaprzestać słuchania podstępnego głosu kosmopolitycznych euroentuzjastów, który niszczy dusze i sączy jad zwątpienia w nasze serca.

 

Można zrobić wiele rzeczy, ale aby tego dokonać, najpierw należy mieć założenia programowe, zarówno polityczne jak i gospodarcze, które będą programem stawiającym na Polskę, na jej rozwój, a nie idąc po najmniejszej linii oporu, otworzyć ramiona i lecieć jak na skrzydłach do Unii Europejskiej, zbawicielki naszej, ponieważ ona nas nie tylko że nie zbawi, ale jeszcze głębiej pogrąży.

 

Ostatnio daje się zauważyć, że pro-unijna propaganda niektórych euroentuzjastów przeszła zasadnicza metamorfozę. Zaprzestali oni zachwalania dobrodziejstw polityczno-ekonomicznych, które rzekomo miały spłynąć na Polskę za przyczyna integracji z UE, ponieważ w miarę ujawniania nowych faktów okazuje się, że żadne dobrodziejstwa nie spłyną, a Polska i jej racja stanu poniesie straty na wielu płaszczyznach. Nic dziwnego więc, że zwolennicy UE zaprzestają wymachiwania przysłowiową marchewką wyimaginowanych błogosławieństw, a sięgają po kij typu "nie chcem, ale muszem, bo nie ma innej alternatywy dla Polski", tak jakby jakaś siła nieczysta a potężna popychała nas w kierunku członkostwa w Unii.

 

Daje się również zauważyć inny, nowy trend w europropagandzie. Otóż usiłuje się dorobić naszej integracji z Unia Europejska nowe oblicze ideowo-propagandowe. Pojawiła się ostatnio taka trochę mistyczno-religijna ideologia tej integracji. Otóż to nie my potrzebujemy Unii, ale Unia nas, ponieważ to my, Polacy, będziemy Unię na nowo ewangelizować i nawracać.

 

Należy tutaj zwrócić uwagę na kilka bardzo istotnych faktów. Unia liczy około 300 mln. mieszkańców, a Polska około 40 mln. W szeregach unijnych, już od lat znajdują się kraje, które można określić jako katolickie, takie jak Hiszpania, Włochy, Irlandia czy też Portugalia. Jednakże to nie te kraje "nawróciły" Unię, lecz wręcz odwrotnie, to Unia dostosowała je do swoich "standardów". Cóż więc może znaczyć tych kilku polskich posłów do Parlamentu Europejskiego, tym bardziej że jest to instytucja jedynie ozdobna, de facto nie mająca żadnych decydujących wpływów na to co się w Unii dzieje, ponieważ prawdziwą władzę sprawuje Komisja Europejska, a jest to instytucja nie demokratyczna, ale biurokratyczna, tzn. członkowie jej nie pochodzą z wyboru ale z nominacji. Należy również zwrócić uwagę na fakt, że w praktyce, polscy delegaci do różnorodnych organów unijnych będą się wywodzić z kręgów liberalno-lewicowych (np. Oleksy), a nie katolickich. Wstąpimy do Unii takiej jaka jest, rządzącej się własnymi prawami, wraz z eutanazją, aborcją, małżeństwami homoseksualnymi, korupcją, biurokracją, Unii przeistaczającej się w jedno, federalne państwo, w którym będą panowały prawa i zasady ustanowione przez jej własną konstytucję.

 

Jeżeli do niej przystąpimy, to taką a nie inną Unię będziemy musieli zaakceptować, bo taka tylko istnieje i nie ma co marzyć o jakichś utopijnych organizacjach paneuropejskich o podłożu chrześcijańskim, respektującym prawa poszczególnych narodów do samostanowienia.

 

Stwierdza biskup Pieronek: Często słyszę argument, że Unia wyrzekła się wartości. To nieprawda. Trudno przecież wyobrazić sobie jakikolwiek żywy twór społeczny bez żadnej aksjologii. Unia opiera się na dekalogu.

 

Ależ owszem, Unia ma swoje wartości, które jednak jako osobie duchownej, nie powinny się biskupowi podobać. Wartości unijne to takie, które dopuszczają eutanazję, aborcję i szeroko rozpowszechnione małżeństwa homoseksualne, które występują we wszystkich niemal krajach Unii (również w tych uważanych za katolickie), w takiej lub innej formie prawnej. W dziedzinie etyki, to Unia Europejska nie ma wiele wspólnego ani z dekalogiem, ani z christianitas, ale ze to ma wiele wspólnego z liberalizmem moralnym, wraz z całym amoralnym bagażem który on ze sobą niesie. Ba, Unia Europejska nie ma nawet wiele wspólnego z demokracją, ponieważ jest to instytucja z gruntu nie demokratyczna, a która właśnie znajduje się w trakcie daleko posuniętego przeistaczania się w państwo federalne, zarządzane przez wprost gigantycznej wielkości biurokracje.

 

Twierdzi Bp. Pieronek: Wciąż są eurosceptycy. Myślę, że wynika to z niezrozumienia tego, czym jest jednocząca się Europa, na jakich zasadach dokonuje się ten proces i jak doniosłe dziejowo jest to przedsięwzięcie. Ta niewiedza jest skutkiem zamknięcia się ludzi w sferze własnych problemów, z którymi integracja nie ma nic wspólnego.

 

Ależ wprost przeciwnie. Właśnie z tego powodu, że wiemy czym jest jednocząca się Europa, na jakich zasadach dokonuje się ten proces i jak doniosłe dziejowo jest to przedsięwzięcie, jesteśmy eurosceptykami, a nie z powodu braku znajomości czy tez niezrozumienia faktów dotyczących Unii Europejskiej. Ponieważ wiemy czym jest ta Unia, do czego zmierza i co niesie naszej Ojczyźnie, dlatego jesteśmy jej przeciwni. Gdybyśmy nie znali, lub też nie chcieli przyjąć do wiadomości, faktów jej dotyczących, to wtedy właśnie bylibyśmy EUROENTUZJASTAMI, a nie eurosceptykami.

 

Z wywiadu tego dowiadujemy się również, że Bp. Pieronek był zwolennikiem konstytucji i stwierdza że konstytucja była dobrym kompromisem.

 

Ciekawe dla kogo był to taki dobry kompromis. Szczególnie w jakim celu i dla czyjej korzyści znalazł się w niej Art. 90:

 

1. Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach.

 

3. Jeżeli wynika to z ratyfikowanej przez Rzeczpospolita Polska umowy konstytuującej organizacje międzynarodową, prawo przez nią stanowione jest stosowane bezpośrednio, mając pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawami.

 

To, że zapis ten znalazł się w polskiej konstytucji, nie jest i nie będzie z pewnością w najlepszym interesie nas wszystkich. Tak to, bez oddania jednego wystrzału, bez przegranej wojny, uznaliśmy na terytorium naszego własnego kraju wyższość praw obcych nad naszymi własnymi prawami, które powinny być stanowione przez Polaków dla Polaków.

 

Również podczas przeprowadzonego wywiadu, daje się zauważyć ogromną, przemożną wręcz niechęć Bp. Pieronka do Radia Maryja i LPR. Zbyt patriotyczne to są dla niego instytucje, zbytnio ostrym sosem polskiego patriotyzmu podprawione, aby zadowolić delikatne, "europejskie" podniebienie biskupa. Są to dla niego instytucje reprezentujące wręcz skrajne (jakby to o skrajniejszych nie słyszał), wywrotowe poglądy polityczne. W związku z tym, należy po prostu ocenzurować Radio Maryja (czyżby marzył się biskupowi powrót do starych, dobrych czasów?) ponieważ mówi ono zbyt wiele prawd, być może dla niektórych osób są to prawdy niezbyt wygodne, które zadają kłam oficjalnej propagandzie. A co stało się z wolnością słowa??? Gdzieś się rozpłynęła w "europejskim" niebycie?

 

Należało by tu pospieszyć z pociechą ubolewającemu nad zbytnią wolnością słowa biskupowi. Jeżeli nastąpi, tak jak on tego chce, integracja z Unią Europejską, w myśl wszechobecnie w niej panujących zasad "politycznej poprawności", Ligę Polskich Rodzin się zdelegalizuje (w Unii są plany na delegalizacje wszelkich partii głoszących program narodowy), a Radio Maryja będzie można po prostu zamknąć, lub zmusić do zmiany programu, aby nie mogło prezentować na swojej antenie jakichś nieprawomyślnych, patriotycznych poglądów.

 

Chodzi tu po prostu o to, żeby likwidować jakiekolwiek wolne, nieliberalne media, związane z wartościami polskimi i katolickimi. Natomiast to, czy RM jest sektą, to normalny człowiek szybko to oceni słuchając tego Radia. Innego sposobu na to nie ma.

 

Natomiast rozgłośnia ta, prezentuje szczególnie wywrotowe i niebezpieczne dla pokoju światowego wiadomości, na przykład relacjonując na bieżąco wypadki w Palestynie i Ziemi Świętej.

Radio Maryja jest jedynym mediem rozmawiającym z O. Franciszkanami z oblężonego Klasztoru i Bazyliki Narodzenia Pańskiego, by informować na bieżąco co się tam naprawdę dzieje. Polskojęzyczne media natomiast o tym milczą, a Bush, "spieszy się powoli", aby nieść pomoc Palestynie i nieszczęsnemu, wyrzuconemu ze swych domów i wyzutemu z własnej ziemi narodowi palestyńskiemu. Oczywiście, że polski rząd i liberalne media chętnie by zmiotły z mapy mediów RM i zdelegalizowały LPR.

 

Określa również biskup, nader nieściśle, LPR jako partię "antyeuropejską" mówiąc:

 

Wsparcie Radia Maryja dla Ligi Polskich Rodzin, ugrupowania skrajnego i antyeuropejskiego, jest bardzo niebezpieczne.

 

O ile mi wiadomo, LPR nie jest partią antyeuropejską, ponieważ przeciwko Europie nic nie ma, ale jest partia która nie zgadza się z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, więc można ją jedynie określić jako partie antyunijną, a to nie to samo co antyeuropejska. Nie można Europy, jako do pewnego stopnia wspólnego dziedzictwa kulturowego narodów ją zamieszkujących, utożsamiać z Unią Europejską, ponieważ są to bardzo rozbieżne pojęcia.

 

W końcowej części wywiadu, na pytanie prowadzącego wywiad Mikołaja Lizuta, czy tym razem Episkopat będzie w stanie narzucić kontrolę RM, stwierdza Bp. Pieronek: Myślę, że będzie tak samo. To wszystko dawno wymknęło się spod kontroli.

 

Wydaje się, że to stwierdzenie o wymykaniu się spod kontroli jest jedynym w całym tym wywiadzie stwierdzeniem, które napełnia czytelnika optymizmem. Oby więcej spraw dotyczących naszej Polski wymknęło się spod kontroli ludzi typu bp-a Pieronka.

 

Krzysztof Janiewicz,
10 kwietnia, 2002.

 

Tytuł i zaznaczenia w tekście pochodzą od redakcji portalu