Prof. Piotr Jaroszyński
Kiedy koniec terroryzmu?
Słowa "terroryzm" czy "terroryści" stały się od pewnego czasu uniwersalnym kluczem, który ma wyjaśniać istotę wydarzeń dziejących się już nie w jednym mieście czy kraju, ale wręcz na całym globie. Terroryści wysadzają w powietrze domy, strzelają do Bogu ducha winnych ludzi, okupują budynki publiczne. Za wszystko odpowiedzialność ponoszą terroryści, a największym złem jest terroryzm. Wszyscy powinni więc przystąpić do walki z terroryzmem. Jeśli ten wróg zostanie pokonany, to na świecie zapanuje pokój. Do walki z terroryzmem wciąganych jest coraz więcej krajów. Gdy pojawi się zło, opinia publiczna ma od razu wyjaśnienie: terroryzm. Proste, ale czy jasne?
Słowo "terror" pochodzi z łaciny, oznacza strach lub przerażenie. Terroryzm byłby więc działaniem, który ma kogoś zastraszyć i przerazić. Stosunkowo wcześnie, bo już w czasach starożytnych (Ksenofont), terroryzm łączono przede wszystkim z polityką. Był metodą walki psychologicznej. Stosowano go zarówno wobec wroga zewnętrznego jak i wewnętrznego. Rzymscy cesarze tacy jak Tyberiusz czy Kaligula starali się zastraszyć swoich przeciwników politycznych przez skazywanie ich na banicję, czyli wypędzenie z kraju, oraz odbieranie majątków.
Przez długi czas terroryzm był przede wszystkim narzędziem w ręku samych rządzących, których celem było posiadanie władzy absolutnej. Największe totalitarne państwa XX wieku takie jak Rosja sowiecka, hitlerowskie Niemcy czy komunistyczne Chiny były państwami, w których władza bardzo często sięgała po terror, aby podporządkować sobie własne społeczeństwo. Ten terror nie ominął również mniejszych państw podbitych, takich choćby jak Polska. W latach 40. i 50. władza często sięgała po środki terroryzujące społeczeństwo: prawowitym właścicielom odbierano ziemię i majątki, ludzi niewinnych zamykano do więzień - wytaczając im odpowiednio wyreżyserowane procesy, których wynik był z góry ustalony, torturowano, a nawet zabijano. Straszono, że kto nie zapisze się do partii, ten nie będzie mógł awansować w pracy albo nie dostanie paszportu na wyjazd za granicę. Wobec osób znaczących stosowano medialną nagonkę osaczając ofiarę, aby ją skompromitować w oczach społeczeństwa. Wszystkie te zabiegi służyły złamaniu morale narodu, aby przestraszony przestał ubiegać się, a nawet walczyć o swoje prawa. Uderzając w pewne osoby lub grupę ludzi liczono na zastraszenie pozostałych przeciwników, którzy fizycznie i bezpośrednio nie dostali się pod represje władz.
Nie można więc zapominać, że terroryzm państwowy był główną postacią terroryzmu i to na wielką skalę. W czasach współczesnych był szczególnie charakterystyczny dla totalitarnych rządów lewicowych, których przodkowie związani byli z Rewolucją Francuską. Robespierre będąc u władzy ogłosił oficjalnie Rządy terroru (1793-94), aby nadać pozory praworządności przemocy i zastraszeniu. Terroryzm lewicy charakteryzował się próbą maskowania faktycznego zła za parawanem prawa i majestatu państwa. Był jednak terroryzmem, ponieważ celem terroryzmu jest zastraszenie, niezależnie od tego, czy jest ono zgodne z panującym prawem czy nie. Chodzi również o zastraszenie dla celów politycznych, a taki wymiar miała właśnie próba całkowitego podporządkowania władzom narodu polskiego. Skutki zastraszenia przejawiają się albo w lęku przed jakąkolwiek działalnością polityczną, albo też w ustawieniu się od razu w pozycji osoby pozbawionej honoru i prawości, takiej która liczy tylko na kumoterstwo i tzw. załatwianie. Powstaje w ten sposób przedziwne morale społeczeństwa, które nie potrafi stanąć na własnych nogach, ciągle podpiera się cudzymi, a więc nawet zajmując wysokie urzędy nie jest zdolne o sobie decydować.
Istota terroryzmu nie polega na tym, że pochodzi on ze źródeł pozapaństwowych czy pozaprawnych, ale że jego celem jest zniszczenie morale społeczeństwa na dużą skalę. Jest to możliwe nie tylko dzięki pojedynczemu atakowi terrorystycznemu, ale nade wszystko w uderzeniu w jakiś czuły punkt, który odbije się szerokim echem. Takim czułym punktem mogą być albo osoby wybitne i znane albo zupełnie nieznane i niewinne. Jednak terroryzm nie osiągnąłby swego celu, czyli przestraszenia nie tylko ofiary, ale całej społeczności, gdyby jego działania nie były odpowiednio nagłaśniane przez masowe media. Władze komunistyczne PRL-u potrafiły odpowiednio nagłaśniać bulwersujące wyroki na AK-owcach i księżach, aby zastraszyć nasz naród. Ten strach został zaszczepiony, ale nie do końca. Musimy się całkowicie wyleczyć z jego skutków. Nie jest to proste, bo dziś, jak widzimy, straszenie społeczeństw terroryzmem przybiera skalę globalną. Boją się wszyscy, z wyjątkiem samych terrorystów. Czy aby rządy wielu państw nie korzystają z terrorystów, aby zastraszyć własne społeczeństwa? Takie zadanie ma wiele mediów, które prowadzą akcję eskalacji strachu. W ten sposób odwracają uwagę od sprawy najważniejszej, o główny powód terroryzmu, o to, co pcha terrorystów do ich, budzących grozę, czynów. A tu wina często nie jest jednostronna, lecz dotyczy również wielkich tego świata. Zamiast się bać, należy raczej skupić się na rozumieniu, dlaczego coś ma miejsce, czy rzeczywiście wielkie mocarstwa postępują sprawiedliwie z małymi narodami i państwami, czy tylko z tytułu siły samym sobie przyznają rację. Bez autentycznej sprawiedliwości terroryzm nigdy się nie skończy.