Krzysztof Janiewicz
POLEMIKA
z wywiadem ks. abp Henryka Muszyńskiego
w Gazecie Wyborczej i Rzeczpospolitej
W dniu 28.03.02. "Rzeczpospolita" zamieściła wywiad z arcybiskupem Henrykiem Muszyńskim, metropolitą gnieźnieńskim, reprezentantem Konferencji Episkopatu Polski przy Komisji Episkopatów Unii Europejskiej (COMECE), a w dniu 08.05.02. ukazał się wywiad o podobnej tematyce w Gazecie Wyborczej.
W wywiadzie zamieszczonym w "Rzeczpospolitej" nawiązywał też ks. Arcybiskup do dokumentu Episkopatu Polski z dnia 21.03.02 zatytułowanego "Biskupi Polscy o integracji europejskiej".
Po przeczytaniu zarówno wyżej wymienionego dokumentu, jak i wywiadu ks. Arcybiskupa, może nasunąć się podejrzenie, że nastąpiło jakieś ogromne nieporozumienie i pomieszanie pojęć Unii Europejskiej jako organizacji, do której należy, lub też będzie należeć większość krajów kontynentalnej Europy - z pojęciem Europy jako wspólnego dziedzictwa kulturowego i etycznego krajów europejskich. Mieszają się tam pojęcia UE jako Europy Ojczyzn (co pozostaje w sferze pobożnych życzeń Arcybiskupa Muszyńskiego) ze stanem faktycznym Unii Europejskiej jako organizacji dążącej do utworzenia europejskiej ojczyzny - czyli federalnego państwa europejskiego z własną walutą, polityką zagraniczną, polityką gospodarczą, prawodawstwem (nadrzędnym w stosunku do ustaw poszczególnych krajów członkowskich), konstytucją (nad którą właśnie pracują organy unijne), siłami policyjnymi i armią. Innymi słowy, UE posiada, lub też jest w trakcie wypracowywania, atrybutów państwowości. Proces integracji polega na stopniowej utracie suwerenności przez instytucje narodowe takie jak parlamenty czy też sądy. Znane są przypadki kiedy prawomocny wyrok, wydany przez sąd krajowy (Wielka Brytania), wskutek apelacji skazanego do trybunału unijnego, został anulowany jako zbyt surowy. Ponieważ artykuł 47, rozdział VI Karty Praw Podstawowych stwierdza między innymi że: (...) każdy człowiek, którego prawa i wolność są gwarantowane ustawodawstwem unijnym, w przypadku gdy te prawa są pogwałcone [w świetle prawa unijnego], ma prawo do apelacji i zadośćuczynienia przed trybunałem [Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości]. Dodatkowo artykuł 49 tego samego rozdziału stwierdza: (...) jeżeli w następstwie popełnienia przestępstwa, prawo przewiduje lżejszą karę, taka kara powinna być orzeczona. I tak anulowana została niezawisłość sądów poszczególnych państw.
Tego to właśnie stanu faktycznego zdaje się nie zauważać Arcybiskup Muszyński. Nastąpiło z tego powodu takowe pomieszanie pojęć, że po przeczytaniu wywiadu w "Rzeczpospolitej" można dojść do wniosku ze Arcybiskup Muszyński mówił o zupełnie innej koncepcji organizacji europejskiej niż prowadząca z nim wywiad Ewa Czaczkowska.
Wiele osób ostatnio używa terminu "zjednoczona Europa", "zjednoczenie europejskie" itp. Jednakże są to określenia dalece nieprecyzyjne, ponieważ nie określają jasno, o jakim modelu zjednoczonej Europy mówią, i jaki model tego zjednoczenia popierają. Wszak o zjednoczonej Europie mówił i Hitler, i Monnet, i generał de Gaulle. Istnieje pojęcie zjednoczonej Europy jako Europy Ojczyzn, co trafnie ujął właśnie generał de Gaulle, który był wrogiem wszelkich instytucji ponadnarodowych i pomysłów na Stany Zjednoczone Europy - pomysłów, które już w jego czasach pojawiały się bardzo często, i których głównym autorem był Jean Monnet. Są to dwa przeciwstawne sobie pojęcia, nawzajem się wykluczające. Idea "Europy Ojczyzn" to nic innego jak Europa państw narodowych, które na różnej płaszczyźnie (nade wszystko gospodarczej i politycznej) współpracują ze sobą, przy równoczesnym zachowaniu własnej suwerenności. Oto co na ten temat powiedział gen. de Gaulle:
Jak głęboko bowiem trzeba pogrążyć się w iluzjach lub stronniczości, by sądzić, że narody europejskie, ukształtowane w ciągu długich wieków wśród niezliczonych wysiłków i mąk, mające, każdy z osobna, swoje położenie geograficzne, swoją historię, język, tradycje, formy ustrojowe, mogłyby przestać być sobą i stanowić odtąd tylko jeden naród? Jakże pobieżne są poglądy, na których opiera się tak często wysuwane przez ludzi naiwnych porównanie między tym, co powinna uczynić Europa, a tym co uczyniły Stany Zjednoczone, choć zbudowanie ich rozpoczęło się od punktu zerowego, na zupełnie nowym terenie, przez kolejno napływające fale kolonistów wyrwanych ze swych środowisk narodowych. (de Gaulle, Pamiętniki..., s. 231).
Należy więc zauważyć, że europejska wizja de Gaulle'a czy Sir Jamesa Goldsmitha, "Europa Ojczyzn", to nie jest żaden Traktat z Maastricht - to Europa państw narodowych.
Tej wizji europejskiego zjednoczenia diametralnie przeciwna jest wizja Monnet'a, którego ideą było scalenie Europy w Stany Zjednoczone: jedno państwo federalne, czyli "europejska ojczyzna". Jest to właśnie teraźniejsza Unia Europejska, powstała z jego idei i na naszych oczach przepoczwarzająca się w państwo federalne oparte na zasadach liberalizmu moralnego i bez granic wewnętrznych (Traktat z Maastricht uzupełniony Traktatem Amsterdamskim, znany również jako Traktat Unii Europejskiej).
Jest to wizja taka a nie inna, i wszelkie postulaty mówiące, że "my to zmienimy", są raczej bezsensowne. Można to jedynie zaakceptować jako całość, wraz z eutanazją, aborcją, małżeństwami homoseksualnymi, utratą suwerenności, rozbiciem dzielnicowym na euroregiony i powolnym unicestwieniem państw narodowych - lub też jako całość odrzucić.
Idea Europy Ojczyzn jest obecnie jedynie ideą. Unia Europejska jako jedno państwo federalne, wraz z całym jego balastem, jest w tej chwili rzeczywistością. Polska może jedynie wstąpić do tej, a nie innej Unii.
Więc mówienie o "zjednoczonej europie" i integrowaniu się z nią, bez określania modelu tego zjednoczenia, jest de facto propagowaniem integracji z ponadnarodową instytucją, w której demokracja jest pustym frazesem i istnieje jedynie na papierze, która jest do gruntu skorumpowana, zarówno moralnie, etycznie jak i politycznie, w której główny organ, Komisja Europejska, została zmuszona do masowej rezygnacji w 1999 roku, gdy na jaw wyszło wszechobecne w niej łapówkarstwo i protekcjonizm - instytucją, która jest de facto zarządzana przez gang niewybieralnych w demokratycznych wyborach biurokratów, a która w rezultacie doprowadzi do unicestwienia naszego Państwa poprzez rozbicie go na euroregiony. Natomiast w dziedzinie gospodarczej, już sam układ stowarzyszeniowy z tą instytucją doprowadził Polskę do zapaści gospodarczej, zwiększenia bezrobocia, zniszczenia przemysłu i zubożenia społeczeństwa. W sumie można powiedzieć, że integracja z tą instytucją nic nam nie da, ani na płaszczyźnie etycznej, moralnej, ani na płaszczyźnie gospodarczej, a grozi nam za to dalszą utratą suwerenności i dalszym zubożeniem społeczeństwa.
Stwierdza Arcybiskup Muszyński: Od tysiąca lat Europę łączyła christianitas, czyli cywilizacja chrześcijańska, oraz że U podstaw zjednoczonej Europy leżała inspiracja chrześcijańska - zapewnienie pokoju, względnego dobrobytu opartego na fundamentalnych wartościach. Natomiast w dokumencie Episkopatu "Biskupi Polscy wobec integracji europejskiej", w punkcie 3 czytamy: Idea zjednoczonej Europy zrodziła się z inspiracji chrześcijańskiej polityków takich jak: Alcide De Gasperi, Robert Schuman czy Konrad Adenauer.
O ile jest prawdą, że christianitas od przez kilkanaście wieków łączyła Europę w dziedzinie religijnej, czy tez do pewnego stopnia, kulturowej i cywilizacyjnej, to jednak nie te same zasady łączą oderwaną od tradycji Unię Europejską. Wręcz przeciwnie: UE jest organizacją na wskroś zsekularyzowaną, bez podłoża religijnego, co jest zresztą podkreślone w dokumencie Episkopatu Polski, w punkcie 9: Ubolewamy, że z Karty Europy usunięto wszelkie bezpośrednie odwołanie do religii, a zatem i do chrześcijaństwa. Za Janem Pawłem II uznajemy to za fakt ahistoryczny i obraźliwy wobec Ojców Nowej Europy wspomnianych na początku naszego słowa.
Przeciwko takiemu odwołaniu się do religii w preambule Karty Praw Podstawowych: Czerpiąc inspirację ze swego dziedzictwa duchowo-religijnego i moralnego, zaprotestowała Francja, kiedy to Lionel Jospin, powołując się na zagwarantowaną konstytucją laickość państwa francuskiego, zaprotestował przeciw zapisowi o "dziedzictwie religijnym". Natomiast szef francuskiej dyplomacji, Pierre Muscovici oświadczył, że jeśli z projektu nie zostaną usunięte odniesienia religijne, to jego kraj nie zaakceptuje tekstu preambuły. W lewicującym czasopiśmie "Liberation", jeden z lewicowych działaczy francuskich napisał: Europa będzie świecka, albo w ogóle jej nie będzie. Pod wpływem takich to nacisków politycznych zapis o "dziedzictwie religijnym" został usunięty.
Najwyraźniej instytucja Unii Europejskiej nie życzy sobie chrześcijańskiego charakteru. Podczas obchodów 1000-lecia Zjazdu Gnieźnieńskiego na spotkaniu prezydentów z Europy Środkowej, prezydent Niemiec Johannes Rau przedstawił nową wizję Europy: W Europie zachodniej już prawie żaden kraj nie jest zwolennikiem chrześcijańskiego modelu człowieka. Dlatego też potrzebujemy właśnie nowej Europy, nad którą nie ma żadnego kościelnego parasola. Podobną deklarację złożył socjaldemokratyczny kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, który po spotkaniu z premierem Buzkiem oświadczył, że wspólna Europa jest wprawdzie wspólnotą wartości (należy tu dodać wątpliwych wartości, takich jak liberalizm, eutanazja, aborcja itp.), ale nie jest wspólnotą religijną. Natomiast rzecznik komisarza ds. poszerzenia Unii Europejskiej Jean-Christophe Filori, powiedział, że Unia Europejska nie jest "klubem chrześcijańskim".
Również jeżeli chodzi o wypowiedź Arcybiskupa Muszyńskiego oraz tezy dokumentu Episkopatu na temat inspiracji chrześcijańskiej leżącej ponoć u korzeni zjednoczonej Europy i zasług w tej dziedzinie polityków takich jak: Alcide De Gasperi, Robert Schuman czy Konrad Adenauer - wyobrażenia biskupów mijają się nieco z prawdą.
Pomysł zjednoczonej Europy w formie ponadnarodowego państwa, którego podwalinami jest Traktat z Maastricht, a którego przewodnią ideą i zamiarem jest stworzenie ponadnarodowego, scentralizowanego, biurokratycznego państwa, które ma za zadanie położyć kres państwom narodowym, narodził się w głowie niejakiego Jeana Monneta (1888-1979), który był ze wszech miar kosmopolitą i przysięgłym wrogiem państwa narodowego. Jego biografia jest warta prześledzenia, tutaj jedynie wspomnę, że odgrywał on znaczną rolę podczas Pierwszej Wojny Światowej, a pod jej koniec osiągnął stanowisko zastępcy sekretarza generalnego Ligi Narodów. Rozczarowany systemem jednomyślności, która była wymagana podczas głosowania nad różnymi projektami tej Ligi, zrezygnował ze stanowiska, za główną przyczynę podając prawo veta, które czyni niemożliwym pokonanie narodowych egoizmów.
Równie wielkie zasługi w dziedzinie administracji wojskowej oddał w Drugiej Wojnie Światowej, podczas której w 1940 roku wystąpił z planem zjednoczenia w jedno państwo Wielkiej Brytanii i Francji. W 1943r. został członkiem Komitetu Wyzwolenia Narodowego "Wolna Francja", gdzie na zebraniu w dniu 05.08.1943 r. stwierdził: Nie będzie pokoju w Europie, jeżeli po wojnie zostaną odrodzone państwa narodowe. Kraje europejskie są zbyt małe, żeby zagwarantować swojej ludności dobrobyt i zdobycze socjalne. Państwa europejskie muszą przemienić się w europejską federację.
W roku 1949, kiedy pojawiła się groźba francusko-niemieckiego konfliktu o Zagłębie Ruhry, Monnet, który pełnił wówczas funkcję Komisarza Planowania przy rządzie francuskim, wystosował memorandum do ministra spraw zagranicznych Schumana z propozycją stworzenia nadrzędnej organizacji, której decyzje będą obowiązujące zarówno dla Francji jak i dla Niemiec, a która to organizacja będzie pierwszą podwaliną europejskiej Federacji.
Schuman, w porozumieniu z Adenauerem, tę propozycję zaakceptowali i tak w 1951 roku powstała Europejska Wspólnota Węgla i Stali, do której dołączyły, oprócz Niemiec i Francji, Holandia, Luksemburg, Włochy i Belgia. Kilka lat później, w 1955 roku Monnet założył "Komitet Akcji dla Uformowania Stanów Zjednoczonych Europy", w którego szeregach niezłomnie pracował aż do swojej śmierci, i za pomocą którego nawoływał polityków europejskich do stworzenia europejskiego państwa federalnego.
Jak więc widzimy, idea zjednoczonej Europy wcale nie zrodziła się z inspiracji chrześcijańskiej polityków takich jak: Alcide De Gasperi, Roberta Schumana czy Konrada Adenauera, tak jak tego chce Episkopat, ale z działalności Jeana Monneta, który tych właśnie polityków inspirował, co zresztą on sam opisał w swoich " Memoires", w roku 1976:
(...) Podczas gdy [w sferach politycznych] toczy się zażarta walka o władzę, nikt nie toczy walki w dziedzinie, w której ja sam chciałem działać - w walce o przyszłość, bowiem tej dziedziny nie rozświetlają światła bieżących wydarzeń. Ponieważ nie narzucałem się politykom, mogłem liczyć na ich poparcie. Najistotniejsze jest jednak to, że dochodzenie do władzy trwa bardzo długo, lecz wyjaśnienie politykom, którzy już władzę osiągnęli, jak wybrnąć z bieżących kłopotów, zajmuje bardzo mało czasu: w krytycznym momencie są oni szczególnie otwarci na przyjęcie takich porad. W chwili, kiedy sami politycy nie mają pomysłu na rozwiązanie problemu, niezwykle chętnie przyjmują podsuwane im idee, jeżeli tylko mogą przedstawić je jako swoje własne. To oni podejmują polityczne ryzyko, i to oni potrzebują przystrajać się wieńcami wawrzynu. W dziele, które ja prowadziłem, należy zapomnieć o odznaczeniach i sławie. Cokolwiek by inni nie mówili, nie bardzo lubię pozostawać w cieniu, lecz tylko za cenę usunięcia się w cień mogę zwieńczyć swe plany sukcesem, to chętnie płacę taką cenę.
Bez akcji Monneta nie byłoby Wspólnoty Europejskiej. On to właśnie jest jej duchowym ojcem, a nie idea christianitas lub chrześcijańscy politycy europejscy.
Jednakże niektórzy twierdzą, że Monnet jedynie zaadoptował pomysły na państwo paneuropejskie z doświadczeń i nauk innego, bardziej znanego polityka. Podczas gdy Monnet działał jakby poza kulisami polityki europejskiej lecz nie przestawał być jej "szarą eminencją", niejaki Adolf Hitler - przy pomocy Mussoliniego, Petaina, Quislinga, Musserta i paru innych - również wszelkimi siłami dążył do stworzenia zjednoczonego państwa europejskiego. Wprawdzie jego metody różniły się nieco od metod, którymi do tego samego celu dążył Monnet, ale cel i wizja były bardzo podobne.
Można tu polecić do przeczytania świetną książkę napisaną przez prof. Johna Laughlanda, politologa i wykładowcy uniwersytetu w Sorbonie, "The Tainted Source" lub też "Europe's Full Circle" pióra Rodney Atkinson'a.
W swej doskonale udokumentowanej, o bogatej bibliografii książce, prof. Laughland punkt po punkcie dowodzi, że zjednoczona Europa zalęgła się właśnie w mózgach hitlerowców. Oto parę przykładów:
- Hitler przed wojną, tak samo jak i podczas wojny, w czasie całej swej kariery politycznej zawsze mówił o zjednoczonej Europie.
- Joseph Goebbels pierwszy użył wyrażenia "obalić granice" i uważał że historia zjednoczenia Niemiec ma posłużyć jako model zjednoczonej Europy. W swojej książce "Das Europa der Zukunft" (Przyszłość Europy) Goebbels stwierdza, że za 50 lat nikt w Europie nie będzie myślał kategoriami państwa.
W tym miejscu należałoby nadmienić, że w Traktacie z Maastricht, Tytuł I, Postanowienia wspólne, Artykuł B, między innymi stwierdza się:
Unia stawia przed sobą następujące cele:
- wspieranie stałego i trwałego postępu gospodarczego i społecznego (...) przede wszystkim przez utworzenie obszaru, który byłby pozbawiony granic wewnętrznych, [przez] pogłębianie gospodarczej i społecznej spójności (...)
- 22.06.1940 r. Herman Goering zarządził wprowadzenie w życie projektu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej ze stałą wartością marki w stosunku do walut krajów należących do wspólnoty, bez barier celnych i z utworzeniem strefy wolnocłowej.
- W 1941 r. Alfred Six i Werner Daitz zorganizowali konferencję pod wdzięczną nazwą "Nowa Europa", w której wzięło udział ponad 300 osób z rożnych krajów, a w marcu 1943 r. opracowano oficjalne plany konfederacji europejskiej.
- W 1942 r. Joachim von Ribbentrop poinformował Hitlera o planie proklamowania Konfederacji Europejskiej natychmiast po zwycięstwie militarnym Niemiec. W skład tej konfederacji miały wejść: Niemcy, Włochy, Dania, Norwegia, Słowacja, Francja, Finlandia, Rumunia, Bułgaria, Węgry, Serbia, Chorwacja, Hiszpania i Grecja.
W 1942 r. została opublikowana książka pod tytułem "Wspólnota Europejska". Główny autor tej książki, doktor ekonomii, pisał już w 1940 r. o: "Centralnym Związku Europejskim", "Europejskiej Sferze Ekonomicznej". W swej książce pisał: Żaden naród europejski nie może samodzielnie osiągnąć najwyższego pułapu wolności ekonomicznej, która będzie odpowiadać potrzebom społecznym... Uformowanie ogromnego (głównego) obszaru gospodarczego jest następstwem naturalnego rozwoju...Musimy być przygotowani na to, aby poddać własne interesy (dobro) interesowi Wspólnoty Europejskiej.
Jeden ze współautorów tej książki pisał: Klasyczna gospodarka narodowa jest już martwa... wspólnotą przyszłości jest gospodarka europejska... przyszłość i zasięg europejskiej współpracy zależy od nowego, wspólnego planu gospodarczego.
Inny z autorów tej samej książki napisał: Mamy za cel (zadanie) stworzenie nowej Wspólnoty Europejskiej. Jestem przekonany, ze wysiłek tej wspólnoty będzie trwał też po zakończeniu tej wojny.
Ostanie trzy słowa wyjaśniają wszystko. Głównym autorem tej książki był nazistowski Minister Gospodarki Walter Funk. Współautorami byli nazistowski naukowiec Heinrich Hunke oraz nazistowski funkcjonariusz Gustaw Koenig. Po wydaniu rozkazów Goeringa w 1940 r. nastąpił projekt unifikacji Europy na szerszą skalę.
Seyss-Inquart, Gauleiter Holandii mówił: Nowa Europa solidarności i współpracy pomiędzy jej ludźmi osiągnie szybko wzrastający dobrobyt, kiedy tylko granice gospodarcze zostaną usunięte.
Natomiast francuski minister rządu Vichy, Jacques Benoist-Mechin twierdził, że Francja musi porzucić nacjonalizm i zając honorowe miejsce we Wspólnocie Europejskiej.
Widać więc dość wyraźnie, że przypisywanie chrześcijańskich źródeł pomysłowi federalnej Europy jest błędne. Jeżeli już nawet nie sięgać do rzeczywistych pomysłodawców tj. Hitlera i spółki, to już nie da się w żaden sposób pominąć Monnet'a.
Twierdzi Arcybiskup Muszyński: Prawo naturalne jest prawem wszystkich ludzi i dlatego będziemy bronili małżeństwa jako trwałego związku mężczyzny i kobiety. Jeżeli ktoś nie uznaje prawa Bożego, to niechże przynajmniej uzna prawo natury. Małżeństwo to nie jest zalegalizowany związek dwóch egoistów o identycznej orientacji seksualnej, a wspólnota życia, w której musi być miejsce także na dziecko. Dziecko zaś z natury potrzebuje matki i ojca, w przeciwnym razie jest pokrzywdzone, jest okaleczone od strony duchowej, nie może rozwijać się do pełni istoty ludzkiej.
Aby zaraz po tym dodać: Jest to zagwarantowane w Karcie Praw Podstawowych, a jestem przekonany, że również w przyszłej konstytucji europejskiej będzie wyraźne stwierdzenie, iż respektuje się ustawodawstwo narodowe. Oczywiście mogą być jakieś analogie między ustawodawstwem państw, ale może być całkowicie różnie. Proszę zwrócić uwagę, jakie w tych kwestiach są różnice między prawem w Holandii a prawem w Irlandii. Oczywiście mogą być pewne formy pressingu, lobbingu, ale decyzje zależą od nas.
I w tej kwestii Arcybiskup Muszyński znalazł się na "polu minowym", którym jest ustawodawstwo unijne. W interpretacji tego ustawodawstwa nie można opierać się na jednym tylko paragrafie czy artykule, ale należy sięgnąć do kilku innych dokumentów, które się do tego paragrafu odnoszą, uzupełniają go lub objaśniają. Ustawodawstwo unijne jest tak wieloznaczne i pozostawiające tak szerokie pole do interpretacji, że niewiele osób naprawdę je rozumie, a mało kto zna je w całej rozciągłości.
Jedynie do roku 1996 liczba różnych dokumentów prawnych wydanych przez Unię przekroczyła 23 027, co oznacza wydanie 887 praw unijnych rocznie! Unia Europejska wprowadza nowe prawa całkiem hurtowo, około trzech nowych praw dziennie, piątek, świątek czy niedziela. Jeżeli unijni biurokraci nie zwolnili tempa pracy i nadal prowadzą w tym samym tempie swą radosną twórczość, to do tej pory "spłodzili" następne 5322 dokumenty prawne. Jaki umysł prawniczy jest w stanie to wszystko poznać, pojąć i zinterpretować?
Spójrzmy jedynie na sprawę, którą porusza w swojej wypowiedzi Arcybiskup, a mianowicie interpretację związku małżeńskiego i sytuację prawną, która się tu wywiązuje, tzn. podrzędność prawa poszczególnych państw w stosunku do ustawodawstwa unijnego.
Prawdą jest, że Artykuł 9 Karty Praw Podstawowych, zawiera zdanie:
Prawo do zawierania związków małżeńskich i posiadania rodziny powinno być zagwarantowane w zgodności z ustawodawstwem poszczególnych krajów.
Jednakże zapis ten powinno się rozważyć w połączeniu z Artykułem 21 tego samego dokumentu:
1) Zabrania się wszelkiej dyskryminacji ze względu na: płeć, rasę, kolor, przynależność etniczna lub pochodzenie społeczne, kod genetyczny, język, wiarę lub religię, opinie polityczną, przynależność do mniejszości narodowej, stan posiadania, urodzenie, inwalidztwo, wiek lub orientacje seksualna.
Pojawia się tu przepotężne słowo-wytrych: DYSKRYMINACJA. Nie można dyskryminować z powodu orientacji seksualnej, ani też z innych powodów, a więc również w sprawach zawierania małżeństw nie będzie można stosować dyskryminacji. Gdyby jakakolwiek "dyskryminacja" ze względu na orientację seksualną miała miejsce - np. jako odmowa udzielenia ślubu (cywilnego, lub tez innej formy legalizacji związku) homoseksualistom - to jako obywatele państwa członkowskiego UE, Polacy również nabywają prawa wynikające z obywatelstwa unijnego, a więc prawo do składania apelacji od decyzji podjętych w sądach krajowych w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości oraz Europejskim Trybunale Praw Człowieka. A ich decyzje, tak samo jak łaska pańska, na pstrym koniu jeździ. Nigdy nie wiadomo, w którą stronę skoczy.
Sprawa ustanowienia obywatelstwa unijnego i szczegółowy opis wynikających z niego praw i obowiązków, jest opisana w niezwykle ważnym dokumencie, tzw. Traktacie z Maastricht, który wraz z poprawkami wprowadzonymi przez Traktat z Amsterdamu, tworzy Traktat Unii Europejskiej, w którym to po raz pierwszy podane jest określenie obywatelstwa unijnego.
W Tytule II, Części II, Obywatelstwo Unii Europejskiej, czytamy:
Artykuł 8:
1)Ustanawia
się Obywatelstwo Unii Europejskiej.
Każda osoba która posiada obywatelstwo Państwa Członkowskiego, jednocześnie
posiada obywatelstwo Unii.
2)Obywatele Unii Europejskiej posiadają wszelkie prawa określone tym Traktatem oraz powinni podlegać także obowiązkom określonym w tym Traktacie.
Jeżeli jeszcze dodać do tego zapisy w Konstytucji III RP:
Art.
87.
1.Źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są:
Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia.
To
wynika z tego niezły galimatias.
Taką właśnie ratyfikowaną umową międzynarodową, po przeprowadzonym
referendum akcesyjnym - oczywiście jeżeli w wyniku tego referendum Polska
przystąpi do Unii - będzie podpisany przez rząd RP Układ Członkowski z Unią
Europejską, a więc prawa obowiązujące w Unii będą jednocześnie obowiązywały
w Polsce.
Do tego jeszcze należy dodać:
Art.
90
1. Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać
organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów
władzy państwowej w niektórych sprawach.
oraz
Art. 91
3. Jeżeli wynika to z ratyfikowanej przez Rzeczpospolitą Polską umowy
konstytuującej organizację międzynarodową, prawo przez nią stanowione jest
stosowane bezpośrednio, mając pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawami.
Przy tym wszystkim należy też nadmienić, że prawie wszystkie kraje unijne, w takiej czy innej postaci, mają zalegalizowane związki pomiędzy osobnikami tej samej płci. W jednych państwach możliwe jest pełnoprawne małżeństwo, w innych zalegalizowany konkubinat, w niektórych krajach możliwa jest nawet adopcja dzieci przez osoby pozostające w tego typu związku (Dania i Holandia). Wszystkie kraje skandynawskie, za wyjątkiem Finlandii zezwalają na zawieranie małżeństw cywilnych. Nawet kraje uważane za katolickie, Francja, Hiszpania, Portugalia i dwa miasta włoskie, Piza i Florencja, posiadają w swoim prawodawstwie legalizacje takich związków. W Portugalii na przykład, po dwuletnim pożyciu pary homoseksualne nabywają takich samych praw jak pary heteroseksualne. W Hiszpanii, Parlamenty Katalonii i Aragonii nadały związkom homoseksualistów te same prawa, którymi do tej pory cieszyły się bardziej tradycyjne związki małżeńskie, za wyjątkiem adopcji. Natomiast w Irlandii, gdzie związek małżeński jest związkiem religijnym, nic nie stoi na przeszkodzie zawierania ślubów homoseksualnych jako prywatnych związków, które mogą być porównywalne z małżeństwem cywilnym. Takie związki nie są uznawane przez rząd za małżeństwa, lecz mają postać prywatnego kontraktu pomiędzy dwojgiem ludzi. Jednakże Konstytucja Irlandii wymaga od rządu uznawania ważności związków małżeńskich zawartych w innych krajach.
Natomiast w Wielkiej Brytanii związki homoseksualne mogą być zawierane w Londynie, na drodze rejestracji związku u władz miejskich. Jedynym wymogiem jest, aby jedna ze stron zawierających taki związek, mieszkała na stale w Londynie. Ceremonia kosztuje jedyne Ł85 (bez względu na płeć zawierających związek).
Z krajów kandydujących, Węgry przyznały parom tej samej płci te same prawa, jakie przysługują konkubinatowi heteroseksualnemu, tj. większość praw przysługujących związkom małżeńskim, za wyjątkiem adopcji. Wywierane są również naciski na Cypr, celem wymuszenia na rządzie większych praw dla homoseksualistów. W liście skierowanym do George Vassiliou, głównego negocjatora akcesyjnego Cypru, holenderska posłanka do Parlamentu Europejskiego, pani Lousewies van der Laan, która piastuje w Unii stanowisko zastępcy prezydenta Komitetu Kontroli Budżetowej, poinformowała listem oficjalnym rząd Cypru, że dopóki nie zniesie on wszelkiej dyskryminacji skierowanej przeciwko homoseksualistom, będzie głosowała przeciwko integracji wyspy z Unią Europejską. Do "dyskryminacji" zalicza się również sprawa związków homoseksualnych.
Pierwsze kroki zostały już uczynione, wkrótce przyjdzie czas na pełne równouprawnienie.
W związku z powyższym, nadzieje Arcybiskupa Muszyńskiego związane z wprowadzeniem konstytucji Unii Europejskiej wydają się całkowicie bezpodstawne. Liczenie na to, że Unia będzie respektowała nasze ustawodawstwo w kwestiach etycznych, i zapisze w swojej konstytucji pierwszeństwo praw poszczególnych państw nad prawem unijnym, jest delikatnie mówiąc mrzonką, czyli pozostaje jedynie w sferze pobożnych życzeń. Konstytucja Unii Europejskiej jest następnym krokiem w kierunku dalszej federalizacji Europy, a co za tym idzie, ujednolicenia panujących w niej praw. Idea konstytucji europejskiej wyszła do niemieckich socjaldemokratów i francuskich socjalistów. Przez nich to właśnie forsowana jest koncepcja przekształcenia traktatów konstytuujących Unię Europejską w jej jednolitą konstytucję.
Wobec tego pojawia się natychmiast pytanie - jak mają się konstytucje poszczególnych krajów do tej konstytucji nadrzędnej? W sytuacji Polski, biorąc pod uwagę cytowane powyżej artykuły naszej Konstytucji, nie napawa to zbytnim optymizmem. Tego typu zapisy w Konstytucji pozostawiają otwartą furtkę do sukcesywnego ograniczania suwerenności państwowej. Natomiast raz oddana Unii Europejskiej suwerenność kraju członkowskiego, może już być nie do odzyskania, zarówno na gruncie prawa wewnętrznego jak i międzynarodowego.
Podobne stwierdzenia wygłosił ks. Arcybiskup ponownie w dniu 08.05.02. w wywiadzie udzielonym Bogumiłowi Łozińskiemu, a zamieszczonym w Gazecie Wyborczej.
Podczas tego wywiadu, objawia Arcybiskup Muszyński ogromną wiarę w obietnice polityków, którzy za główny cel swojej kadencji postawili sobie wprowadzenie Polski do U.E.
Czy ta wiara w dobrą wolę polityków prowadzących negocjacje akcesyjne, to nie przypadkiem wyraz politycznej naiwności, zważywszy na fakt, iż jak dotąd polscy negocjatorzy ani nie zająknęli się na temat chrześcijańskich wartości? Czy nie dziwi ta łatwowierność wobec faktu, iż jednocześnie wysuwa się w Polsce postulat równouprawnionych "małżeństw" homoseksualnych, gdyż jakoby tego wymagało od nas "tolerancyjne" prawodawstwo unijne?
Integracja z Unią Europejską jest dla tego rządu sprawą nadrzędną, w związku z czym politycy gotowi są obiecać wszystko, nie dotrzymując niczego.
Rząd, którego głównym celem politycznym jest - według jego własnych oświadczeń - wprowadzenie Polski do Unii dosłownie za każdą cenę, traci grunt pod nogami, gdyż - w miarę ujawniania nowych faktów na temat akcesji Polski do UE - zarysowuje się coraz bardziej realna możliwość przegrania referendum akcesyjnego. W tej sytuacji rząd rozgląda się za sojusznikiem, który mógłby "dorobić" jakieś słuszne podłoże ideologiczne do polskiej integracji z Unią - sojusznikiem, którego społeczeństwo polskie darzy kredytem zaufania, a który to sojusznik zechciałby to posunięcie rządu firmować powagą swego urzędu. Czyli ideologia miałaby zasłonić brak istotnych wymiernych korzyści dla państwa i Narodu.
Być może wskutek zabiegów Episkopatu i celem zjednania sobie przychylności społeczności katolickiej jakieś zapisy gdzieś się w jakichś dokumentach unijnych nawet pojawią. Jednakże papier cierpliwy, wszystko zniesie, a od zapisów do praktycznego ich stosowania droga daleka.
Powołuje się ks. Arcybiskup na poparcie takich organizacji unijnych jak COMECE, twierdząc:
Pamiętajmy,
że Polska nie jest tu sama. Istnieje Komisja Episkopatów Wspólnoty
Europejskiej (COMECE), która na bieżąco formułuje postulaty wobec Unii
Europejskiej.
Swoje uwagi wobec zjednoczenia formułuje również KEK - komisja zrzeszająca
niekatolickie Kościoły chrześcijańskie w Europie. Istnieje wola wypracowania
wspólnego stanowiska wszystkich Kościołów chrześcijańskich w Europie wobec
zjednoczenia. Bardzo liczę na sformułowanie takiego stanowiska, bo będzie ono
miało taką rangę, że nie da się go zignorować.
Skąd to przekonanie w skuteczność działań tych organizacji? Wszak działalność tych organizacji w ramach Unii europejskiej nie jest niczym nowym, działają już od dawna i nie mogą pochwalić się jakimiś znacznymi sukcesami w kształtowaniu unijnej rzeczywistości. Wystarczy znów przypomnieć sprawy takie jak aborcja, eutanazja czy tez małżeństwa homoseksualne.
Włochy, Irlandia, Hiszpania, Portugalia i do pewnego stopnia Francja, uznawane są za kraje katolickie. Cóż do tej pory znaczy w Unii stanowisko tych pięciu krajów katolickich? Czy zmienia się oblicze Unii na bardziej chrześcijańskie? Z Polską byłoby tych krajów sześć, a więc byłby to już silniejszy głos... tyle że pozostanie głosem na pustyni wobec przeważającej większości brzmiącej jak dotąd raczej masońskim głosem. A przede wszystkim, przecież jakość naszego głosu w UE zależeć będzie od osób (czytaj: partii i ugrupowań) reprezentujących Polskę w strukturach Unii. Jak na razie pcha się tam tylko lewica i liberałowie, którym niezupełnie po drodze z wartościami chrześcijańskimi. Ośmiesza się natomiast ugrupowania o orientacji narodowo-katolickiej, które byłyby jedynym gwarantem dążenia ku chrystianizacji i etyczności życia publicznego.
Reasumując całość, zarówno wypowiedź Arcybiskupa Muszyńskiego, jak i dokument Episkopatu "Biskupi Polscy o integracji europejskiej", jest listą życzeń, tak dalece odsuniętych od unijnej rzeczywistości, że prawie zupełnie nierealnych. Episkopat mówi o tym, jaka Unia Europejska powinna być - a właściwie, jaką by sobie ją widzieć życzył - co w efekcie sprawia wrażenie, że jest tam mowa o jakiejś utopijnej organizacji, która nie istnieje i w realnych warunkach globalizmu, liberalizmu, postawienia wręcz na głowie wartości moralnych, nie ma szans na zaistnienie. Idee scalające w tej chwili Unię Europejską, są tak samo moralnie skorumpowane i korumpujące - nie tylko na płaszczyźnie materialnej, ale i duchowej - jak niesławnej pamięci Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, jedynie przystrojone są te unijne idee w nieco ładniejsze piórka.
Krzysztof Janiewicz
12 maja, 2002