Krzysztof Janiewicz

 

Debiut Trefnisia

 

 

 

          W dniu 05.02.02. Radio Zet zamieściło na swojej stronie internetowej wywiad Moniki Olejnik z pełnomocnikiem rządu do spraw informacji europejskiej,  Sławomirem Wiatrem.

 

Wywiad był - nie powiem - nawet ciekawy, jednak nie ze względu na merytoryczną zawartość wypowiedzi jakich pan Wiatr udzielał pani Olejnik, ale ze względu na jego wartość humorystyczną. W tej chwili już nie jestem pewien, czy pan Wiatr będzie pełnił funkcje pełnomocnika rządu do spraw informacji europejskiej, czy tez funkcje trefnisia rządu do spraw informacji europejskiej, czyli będzie on nas rozbawiał swymi nieudolnymi wypowiedziami.

 

Po kilku pytaniach na temat sennych obyczajów nowego pełnomocnika Rządu, czyli urzędnika państwowego w randze ministra, który jak się okazało, najlepiej lubi spać, red. Olejnik przeszła do bardziej zdecydowanego ataku, przyłapawszy pana Wiatra na niezbyt dokładnym czytaniu porannej prasy, którą mu własnoręcznie do przeczytania podała. Zasnął biedak nad lekturą, niewątpliwie.

 

Mimo, że nieuważnie czytał, wiedział o dziwo o tym, że przedstawiciele naszego Episkopatu rozmawiali z komisarzem Fischlerem. Ale, powiedział, tym się nie ekscytuje. A mógłby, ponieważ np. nie przybyła na to spotkanie reprezentacja Episkopatu Słowacji i Słowenii, czyli że to spotkanie po prostu zbojkotowali. Również nieobecni byli biskupi czescy, wysłali jedynie świeckiego reprezentanta, pana Jarosława Lobkowicza, brata biskupa Frantiska Lobkowicza, który oświadczył, że episkopat czeski jest "zaszokowany sprawa dopłat dla rolników" (Euobserver, Ceske Noviny). Natomiast według wypowiedzi biskupa pomocniczego Diecezji Wrocławskiej Edwarda Janiaka, "nie można się spodziewać, że biskupi będą tubą Unii Europejskiej, tak na pewno nie będzie, bo Kościół jest żywy i Kościół to nie tylko biskupi". Na pytanie PAP, czy biskupi przyjęli argumenty Fischlera i włączą się w przekonywanie rolników, biskup Szlaga odpowiedział: "Nie jesteśmy w stanie teraz tego powiedzieć, bo odczucia w kraju są niestety negatywne. Jak tu podkreślano dość często, gdyby referendum (w Polsce w sprawie członkostwa w UE - PAP) odbyło się już teraz, to pewnie wypadłoby dla naszego wstąpienia niekorzystnie". No i to wszystko dla pana Wiatra jest nieciekawe!.

 

Na spotkaniu Komisarz Fischler bredził jak Piekarski na mękach na temat wartości wyższych, roli jaką według niego powinno odgrywać Chrześcijaństwo w budowie zintegrowanej Europy, a także z typowa dla reprezentantów Unii Europejskiej i ich popleczników nonszalancją stwierdził, że szczegóły warunków na jakich kraje kandydujące będą przystępowały do Unii są nieistotne. Pewnie że musi na jakiś temat bredzić. Pieniędzy nie daje, to się do "wartości wyższych" musi odwoływać, ponieważ boi się, że mu może poszerzenie unii się nie udać - kandydaci powoli się budzą, i krzyczą, że król jest nagi. Panie Fischler, właśnie szczegóły są istotne! Jeżeli podpisuje pan jakiś kontrakt, to nie zwraca pan uwagi na szczegóły? Jeżeli nie, toś pan frajer, albo nas masz pan za frajerów.

 

Powracając po tej dygresji do dzielnego pana Wiatra, stwierdza on: (...)dlatego że obszary zainteresowania biskupów, hierarchii kościelnej są dosyć odległe od tych, które podlegają regulacjom w Unii Europejskiej, tak więc wydaje się mało prawdopodobne, żeby następowały jakieś istotne konflikty interesów czy konflikty moralne, które by do tego typu postaw biskupów zachęcały czy zmuszały.(...)

 

Czyżby odległą od obszarów zainteresowania biskupów była sprawa np. aborcji? Przecież właśnie ta sprawa podlega regulacji europejskiego prawodawstwa. I on nie widzi żadnego konfliktu interesów czy konfliktów moralnych dla biskupów? Kpi czy o drogę pyta? Czy też może pełnomocnik rządu do spraw informacji sam jest niedoinformowany? To o czym on ma nas informować? A o sprawie jaką miała Irlandia przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości z Luksemburga we wrześniu 1991 r. (sprawa SPUC v. Grogan, Case C-159/90, 1991, E.C.R. I-4685) to pan pełnomocnik nie słyszał? Czy też o tym, że Kraje kandydujące do UE, które chciałyby zachować ustawy antyaborcyjne w swojej narodowej konstytucji lub prawodawstwie po wejściu do Unii, będą musiały wynegocjować specjalne, gwarantujące im to prawo zapisy w swoim indywidualnym Traktacie Członkowskim. Irlandia dokonała tego w roku 1992, podpisując Traktat z Maastricht o Unii Europejskiej, podpisała też specjalny Protokół dołączony jako aneks do Traktatu. Natomiast Jan Truszczyński, główny negocjator ze strony Polski, zaprzeczył jakoby polski rząd czynił w rozmowach negocjacyjnych jakiekolwiek starania o taki specjalny zapis dla swojego państwa. "Niczego takiego nigdy nie omawialiśmy" - powiedział Euobserverowi pan Truszczyński. (Osobom zainteresowanym szczegółami tej sprawy, polecam cykl artykułów pióra dr. Marka Czachorowskiego na ten temat, które znajdują się, wraz z wieloma innymi ciekawymi artykułami na temat Polski i Unii Europejskiej pod adresem Europa, Europa...)

 

Wiec jak panie pełnomocniku do spraw informacji, leży to w zainteresowaniach biskupów czy też nie?

 

Również pan Wiatr nie przejawia szczególnego zainteresowania tym, ze Parlament Słowacki przyjął deklarację dotycząca zachowania w stosunku do prawa unijnego pełnej suwerenności w sprawach kulturowych i narodowościowych? Więc on się tą UE interesuje czy też nie? Wszak to oznacza, że Słowacy podchodzą do sprawy członkostwa w Unii nieco lepiej, z większa troską o dobro ich własnej kultury, niż robią to parlamentarzyści polscy.

 

W dalszej części wywiadu dowiadujemy się, że zasób słów (a może i wiedzy) pana pełnomocnika jest niezwykle ubogi. Okazuje się bowiem, ze ulubionymi stwierdzeniami pana Wiatra są: być może tak, nie mam sprecyzowanego poglądu na ten temat, być może byłoby to korzystne, nie mam zdania na ten temat, w związku z tym nie powiem, że będzie to pozytywne czy negatywne itd, itp. W sumie niewiele można się od niego dowiedzieć. Człowiek bez opinii. Kto go na tym stanowisku postawił?

 

Następnie pan Wiatr stwierdza z rozbrajającą wprost szczerością: (...) Otóż ja się nie mam zajmować interpretacją kolejnych wydarzeń w procesie negocjacji, mam się zajmować w rządzie czymś, co rzeczywiście "leżało" - jeżeli tak można brzydko powiedzieć - przez ostatnie lata, a mianowicie informacją europejską. (...)

 

Jeżeli pan Wiatr, jako pełnomocnik do spraw informacji europejskiej nie ma się zajmować interpretacja kolejnych wydarzeń w procesie negocjacji, to czym on się ma zajmować?? Czyżby interpretacja tak ważnych spraw, jak proces negocjacji nie należała do dziedziny informacji europejskiej? To o czym on nas będzie informował? O tym że kontynent europejski rozciąga się od Półwyspu Pirenejskiego aż do Uralu, czy też że w skład Unii Europejskiej wchodzi piętnaście państw, a następne 12, w tym Polska ubiegają się o członkostwo tej wielce podejrzanej organizacji?

 

Dalej twierdzi: (...) I z tego punktu widzenia trzeba powiedzieć tak: gdybyśmy jako społeczeństwo nieco więcej wiedzieli o Unii, o tym, jak powstaje budżet Unii Europejskiej, z czego się składa... Bo on nie powstaje z jakiejś abstrakcji, tylko kraje członkowskie płacą z kilku źródeł do tego budżetu. I relacja jest taka, że te najbogatsze płacą oczywiście najwięcej, a najbiedniejsze wyjmują najwięcej. (...)

 

No to tutaj już pan Wiatr mnie zaskoczył, bo ponownie odkrywa Amerykę. To budżet nie powstaje z abstrakcji tylko ze składek krajów członkowskich? To prawda ze najbogatsze kraje plącą najwięcej, np. taka Wielka Brytania w latach 1975-99 wpłaciła do kasy unijnej 124,200 mld funtów, a otrzymała z niej 60,663 mld funtów tytułem dopłat. Po odliczeniu różnorakich zniżek i ulg w wysokości 26,059 mld funtów wyszło na to, że Brytyjczycy wpłacili do eurokasy netto 37,478 mld funtów. [źródło: HM Government, Central Statistics Office - odpowiednik GUSu w Rządzie JKMości] Natomiast pojawia się tu pytanie, jak długo jeszcze te najbogatsze kraje będą chciały prowadzić ten "lukratywny" interes? Wielka Brytania, Szwecja, Niemcy, Holandia już się buntują, żądają zniesienia dopłat bezpośrednich dla rolników w najbliższym terminie, tj. w roku 2007.

 

To stwierdzenie pana pełnomocnika jest niezwykle gołosłowne: Polska jako członek Unii Europejskiej znajdzie się w tej grupie drugiej. To znaczy, że relacja między tym, ile my do wspólnego budżetu będziemy wnosić, a tym, ile będziemy z tego budżetu czerpać, jest jak jeden do "x", czyli wielokrotność każdego euro, które Polska będzie wnosiła do wspólnego budżetu Unii, wróci do Polski w różnej formie.

 

Celem sprawdzenia tej propagandy którą tak nieumiejętnie sprzedaje nam pan Wiatr, udałem się na oficjalna stronę internetową, Centrum Informacji Europejskiej UKIE, http://www.cie.gov.pl/index.html . Tam, po "odcedzeniu" propagandy, w dziale Rolnictwo, znalazłem następujące informacje.

 

"(...)Z przeprowadzonych analiz wynika, ze łączne koszty dostosowania do wymogów UE oraz niezbędnych działań modernizacyjnych oszacowano w okresie 1999-2004 na ok. 24,5 mld zł.(...)"

 

oraz:

"(...) Szacuje się również, że sektor prywatny - gospodarstwa rolne i firmy przetwórcze - poniesie koszty wysokości 7,2 mld zł.(...)".

 

Jeżeli dodamy te obie kwoty, to dojdziemy do wniosku, że ogólne koszty dostosowania naszego rolnictwa do wymogów Unii wyniosą 31,7 mld zł. Ponieważ nie wyjaśniono kto poniesie koszty określone pierwszą kwotą (czyli 24,5 mld) - domyślam się, że pieniądze te wyłoży państwo. A skąd państwo bierze pieniądze? Z kieszeni podatnika, ponieważ rząd jako taki, np. p. Miller, Kwaśniewski czy Cimoszewicz, nie będą za to płacili z własnych kieszeni tylko z naszych. Z tych to powodów połączyłem obie kwoty, ponieważ jest to cena, którą wszyscy razem zapłacimy - jedynie w dziedzinie rolnictwa - za wstęp do Euroraju.

 

Natomiast już parę akapitów poniżej, pod tytułem "KORZYŚCI WYNIKAJĄCE ZE WZROSTU CEN I PŁATNOŚCI BEZPOŚREDNICH" dowiadujemy się:

 

"(...)W okresie do 2004 r., korzyści z tytułu wyższych cen (ok. 4,2 mld zł.) i dopłat bezpośrednich (faktyczna kwota dotacji ok. 13,2 mld zł.) można szacować na około 14,1-17,7 mld zł. W latach następnych (do 2007 r.) kwota dopłat bezpośrednich wzrośnie o dalsze 1,3 mld zł z powodu rozszerzenia dotacji bezpośrednich na produkcje mleka.(...)"

 

Więc teraz zastanówmy się, co właściwie usiłują nam przekazać autorzy tej strony. Już na samym początku uświadamiają nas, że część korzyści będzie płynąć ze wzrostu cen. Czyli że znowu my, podatnicy, za to zapłacimy. Nawet podają nam jaką sumę - około 4,2 mld zł! Czyli jako podatnicy zapłacimy najpierw 24,5 mld zł za dostosowanie, potem dodajmy do tego jeszcze te 4,2 mld zł z podwyżki cen, a uzyskamy nową kwotę w wysokości 28,7 mld zł. Za to otrzymamy dopłaty tzw. bezpośrednie z unijnej kiesy na kwotę 13,2 mld zł. I to wszystko do roku 2004.

 

Czyli rachunek jest raczej prosty:

 

- dodajmy koszty poniesione przez podatników: 24,5 + 4,2 = 28,7 mld zł, do tego dodajmy koszty poniesione przez sektor prywatny, a więc również podatników: 28,7 + 7,2 = 35,9 mld zł, za to dostaniemy od Unii dopłaty w wysokości 13,2 mld zł czyli od naszych kosztów odejmijmy to, co dostaniemy: 35,9 - 13,2 = 22,7 mld zł strat.

 

Niezły interes - podkreślam raz jeszcze: w samym tylko rolnictwie! Stracimy na nim jedyne 22,7 mld zł. Swoją drogą nieźle skalkulowane te UE-dopłaty: "dopłaćcie sobie sami z własnych podatków".

 

Ponieważ, drogi panie Wiatr, Unia Europejska to nie żadna jakaś tam instytucja dobroczynna. Za przynależność do tego klubu się płaci, i to słono.

 

Później pan Wiatr prosi panią Olejnik o dodatkowa sekundkę, na co ta wspaniałomyślnie daje mu nawet trzy sekundki.

 

I na cóż pan pełnomocnik wykorzystał te trzy sekundy? Na propagandę, bez konkretów, bez znajomości przedmiotu na temat którego się wypowiada, nic tylko propaganda. Cóż oto dowiadujemy się z tej orwellowskiej nowomowy? Prawie nic oprócz tego że unia nam da, da, da... Ale ile i za co? A co jest najważniejsze w tym kontekście, ile nas to unijne dawanie będzie kosztować?

 

Swoje własne niedoinformowanie pan Wiatr pokazuje np. takimi stwierdzeniami:

 

(...) Ja bym powiedział tak: jest oczywiste, że jak dają 25 procent plus 10 lat, jest to stanowisko wyjściowe, to należy dyskutować o warunkach jeszcze lepszych. (...)

 

Czyżby nigdy nie spotkał się on z wypowiedzią komisarza do spraw rozszerzenia Unii, Güntera Verheugena - który pracował nad propozycją finansową wspólnie z komisarzem ds. budżetu Michaelem Schreyerem oraz komisarzem ds. rolnictwa Franzem Fischlerem, a którą przytoczył EUobserver w dniu 31.01.02.?

 

Komisarz Verheugen powiedział że: (...) propozycja odzwierciedla to, co według naszych oczekiwań będzie wynikiem końcowym.(...) Ostrzegł też, że próby targowania się do skutku, aż obie strony spotkają się wpół drogi, nie będą w tych negocjacjach w ogóle rozważane, zważywszy na szczególne warunki i ograniczenia. Więc właściwie nie pozostawił tutaj żadnej wątpliwości, że Komisja Europejska nie będzie się z kandydatami targować.

 

A na temat dopłat, które według pana pełnomocnika, za 10 lat maja osiągnąć 100% dopłat bezpośrednich dla rolników Unii, sekretarz stanu ds. zagranicznych rządu holenderskiego, Dick Benschop stwierdził, że nie będzie w Unii wspólnego stanowiska co do negocjacji w zakresie rolnictwa z krajami kandydującymi, jeśli kraje UE nie zdecydują się na reformę polityki rolnej tak, aby bezpośrednie dopłaty dla rolników były stopniowo wycofywane. Rzecznik Benschopa, Floris van Hövel, powiedział we wtorek [28.01.2002, Euobserver.com], że jego rząd nie zgodzi się na propozycję Komisji, chyba że liderzy UE zadeklarują na koniec jednego ze Szczytów Europejskich 2002 roku, iż bezpośrednie dopłaty dla rolników będą całkowicie wycofane. Nie należy również zapominać, że stanowisko rządu holenderskiego cieszy się poparciem Wielkiej Brytanii, Szwecji i Niemiec.

 

Oczywiście, Komisja Europejska może zmienić swoje stanowisko, wszystko jest możliwe, mogą nam np. przyznać na początek 27%, wtedy pan Wiatr z animuszem zakrzyknie, "mogli nie dać, a dali, nasza wygrana", pozostaje jednak pytanie, co i za jaka cenę dali. Ponieważ panie Wiatr, według angielskiego powiedzenia, nie ma takiej rzeczy jak darmowy obiad. Na Zachodzie, ani też na Wschodzie, nikt nikomu nic nie daje za darmo. Natomiast ciągle jeszcze będzie wielką niewiadomą, co stanie się z tymi dopłatami po roku 2006. Będą czy nie. Ale o tym już nas pan pełnomocnik do spraw informacji nie informuje.

 

Za to niezwykle gołosłownie informuje nas o niepomiernych korzyściach, które to jego zdaniem odniesiemy z tej integracji.

 

Inną sprawą, o której to pan Wiatr nas nie informuje (nie wie? zaspał?), to dotychczasowe straty jakie poniosła i nadal ponosi Polska w stosunku do Unii wskutek umów stowarzyszeniowych, które posłużyły Unii Europejskiej do pełnej penetracji gospodarczej Polski. Nawet ówcześni zwolennicy tych umów przyznają, że doprowadziły one do powstania niekorzystnej dla Polski asymetrii w relacjach gospodarczych. Ładnie to brzmi - asymetria w relacjach gospodarczych. Na nieszczęście ta asymetria na niekorzyść Polski wynosi dziesiątki miliardów dolarów (amerykańskich, nie europejskich). Niektóre źródła podają nawet sumę 12 miliardów dolarów rocznie.

 

Co do całej reszty wywiadu z panem Wiatrem, to można jedynie powiedzieć: "Szkoda czasu i atłasu". Propaganda w dobrym, starym stylu. W efekcie to on nic nie wie, o niczym nie informuje, nie podaje żadnych danych, taka typowa orwellowska nowomowa, dostaniemy, a jakże, sojusz i kooperacja, my to, ho ho ho, już w następnej pięciolatce nie tylko dogonimy, ale i prześcigniemy haniebnych imperialistów... przepraszam, to nie z tego europejskiego cyrku, tylko z tamtego, socjalistycznego - ale brzmi podobnie... Czyżby dejavu? Z drugiej strony, to pani redaktor też zbytnio nie naciskała, tak w miarę, żeby się zbytnio pan pełnomocnik nie zbłaźnił, ale i tak mu dobrze poszło pomimo pomocy pani Olejnik.

 

Panie Wiatr, jak się pan nie podciągnie, lepszego kitu nie zacznie sprzedawać, dalej pan będzie od rzeczy bredził, to jeszcze się pan na ten europejski stołek nie załapie i co będzie? Aha, na śmierć zapomniałem, przecież pan rządowy pełnomocnik do spraw informacji jest raczej niedoinformowany, może o tych czekających na wiernych, wyścielanych unijnych stołkach nie wiedzieć, więc mu z dobrego serca podpowiem, niech się chłopina podciągnie bo jeszcze mu koło nosa przejdzie.

 

Jak doniósł w zeszłym tygodniu "Stern", a powtórzył za nim PAP, na Polaków czekają lukratywne posady w Brukseli. Proszę zwrócić należyta uwagę na to doniesienie panie Wiatr, proszę znów czegoś nie przegapić, nie zaspać, lukratywne posady czekają jedynie na takich co się publicznie nie błaźnią i sprawniej, zgodnie z partyjną linią, prowadza pro-unijna propagandę.

 

A te posadki to nie w kij dmuchał panie informatorze. Ponoć Polska może liczyć nawet na 700 stanowisk w kategorii A - najwyższej grupie zaszeregowania, twierdzi "Stern". Jak poinformowała PAP, rzeczniczka przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Berlinie, urzędnicy kategorii A zarabiają miesięcznie od 3,7 do ponad 14 tys. euro brutto. Kwota ta powiększana jest jeszcze o dodatki, których wysokość ustalana jest z zależności od sytuacji rodzinnej i innych indywidualnych czynników, wyjaśniła rzeczniczka.

 

Nie zaśpij więc pan, panie pełnomocniku rządu, bo nawet tata Wiatr nie pomoże.

 

 

Krzysztof Janiewicz

Red. odpowiedzialny działu Europa, Europa "Naszej Witryny"

Nasza Witryna - Europa