Ojczyzna.pl  

 

 

Marcin Gugulski

 

Wybielając swoją przeszłość próbuje wrócić do polityki

 

Bajki Wałęsy

 

 

  

          W sobotnich “Rozmowach niedokończonych” w Radio Maryja były prezydent Lech Wałęsa przedstawił swoją wersję wydarzeń związanych z obaleniem rządu Jana Olszewskiego w 1992 roku. Wersję niezgodną z prawdą.

 

Według Wałęsy podjął on decyzję o obaleniu rządu, gdy minister Antoni Macierewicz wykonując uchwałę Sejmu przedstawił Sejmowi listy osób odnotowanych w archiwach jako agenci bezpieki. Tymczasem było inaczej.

 

 

“Ratowanie Ojczyzny przed zamachem stanu”

 

Wałęsa twierdzi dziś, że uznał wówczas, iż jest to zamach stanu - do tego realizowany nieudolnie i bez przemyślenia. Olszewski, a zwłaszcza Macierewicz - mówił w sobotę były prezydent - chcieli doprowadzić do obalenia prezydenta, marszałka Sejmu, unieruchomienia parlamentu. Chodziło o skłócenie wszystkich ze wszystkimi tak, aby uniemożliwić utworzenie jakiejkolwiek większości parlamentarnej. W ten sposób premier Olszewski nigdy by nie mógł zostać odwołany i rządziłby bez przeszkód - twierdzi Wałęsa.

 

 

Bazy rosyjskich tajnych służb

 

Sprawa udziału Wałęsy w obaleniu rządu Jana Olszewskiego wymaga szerszego omówienia i jeżeli takie będzie życzenie naszych Czytelników, możemy już wkrótce poświęcić jej więcej miejsca na łamach GŁOSU. Teraz pragniemy jedynie przypomnieć niektóre fakty wskazujące na kłamliwość relacji przedstawionej 17 stycznia przez Wałęsę.

 

Po pierwsze, inicjatywa obalenia rządu Jana Olszewskiego wyszła od Lecha Wałęsy na długo przed ujawnieniem przez Macierewicza agentury, a nawet przed podjęciem przez Sejm uchwały nakazującej ministrowi spraw wewnętrznych podjęcie takich działań. Decyzję o obaleniu rządu Lech Wałęsa podjął po tym, gdy rząd Jana Olszewskiego odmówił zgody na traktatowe zagwarantowanie rosyjskim spółkom (a w istocie: rosyjskim służbom specjalnym) przejęcia przez nie terenów po byłych bazach sowieckich w Polsce. Wałęsa, przebywający od 22 maja w Moskwie, pragnął podpisać z Jelcynem układ zawierający klauzulę przekazującą te bazy rosyjskim “firmom handlowym”. Rząd Olszewskiego zaprotestował przeciw tym projektom a wobec nieprzyjęcia tego stanowiska do wiadomości przez prezydenta, przypomniał mu o tym w szyfrogramie, dostarczonym Wałęsie już na Kremlu. Wobec jednoznacznego stwierdzenia, że rząd nie wyrazi zgody na taki traktat Wałęsa musiał ze spornego punktu zrezygnować (choć prawdopodobnie wcześniej przyrzekł już Jelcynowi jego realizację). W odwecie 26 maja, natychmiast po powrocie z Moskwy, wystosował list do klubów parlamentarnych stwierdzając w nim, że rząd Jana Olszewskiego utracił jego zaufanie, więc należy utworzyć nową koalicję i powołać nowy rząd.

 

 

Kulisy lustracji

 

Po drugie, wszystko to działo się w dniach 22-26 maja a uchwała zobowiązująca ministra Macierewicza do przeprowadzenia lustracji została przyjęta przez Sejm 28 maja 1992 roku. 29 i 30 maja minister spraw wewnętrznych wielokrotnie rozmawiał z prezydentem, przedstawiając mu zasady, na jakich zostanie dokonana lustracja. Między innymi zapewniono lustrowanym możliwość pełnego dostępu do własnych akt w towarzystwie męża zaufania i robienia notatek oraz zapewniono powołanie komisji (z Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego prof. Adamem Strzemboszem na czele) dla weryfikacji ewentualnych nieścisłości. W trakcie tych rozmów sam Wałęsa domagał się, by w razie ujawnienia jego akt zostały ujawnione także akta marszałka Sejmu i innych osób, o których wiedział, że są odnotowane przez bezpiekę jako agenci. Wałęsa i szef jego gabinetu Mieczysław Wachowski czynili wszystko, by odwieść ministra Macierewicza od wykonania uchwały Sejmu: próbowali go szantażować, straszyć buntem zorganizowanym przez Andrzeja Leppera, a także przekupić stanowiskiem wicepremiera.

 

 

Koalicja strachu

 

Po trzecie, według przedstawianej obecnie przez Wałęsę wersji wydarzeń, został on jakoby całą sprawą zaskoczony i musiał podejmować nagłe działania dla ratowania zagrożonego chaosem państwa. Jest to kompletna nieprawda. Owszem, zamach stanu planował i zrealizował... Wałęsa, a nie Olszewski z Macierewiczem, zaś decyzje o obaleniu rządu Wałęsa podjął - trzeba to tutaj powtórzyć - na długo przed podjęciem uchwały lustracyjnej. Przyczyną działania Wałęsy był opór rządu wobec planów przekazania rosyjskim służbom specjalnym terenów po byłych bazach sowieckich. Natomiast sprawa lustracji stała się punktem wyjścia do zawarcia sojuszu - słusznie nazwanego wówczas “koalicją strachu” - który połączył komunistów z SLD, Unię Demokratyczną (późniejszą Unię Wolności), KPN, KLD i PSL oraz kilka drobniejszych ugrupowań zagrożonych ujawnieniem agentów w ich szeregach. Koalicja ta nigdy by jednak nie powstała, gdyby nie determinacja Lecha Wałęsy, którego słowa wypowiedziane na tajnej naradzie spiskowców w dniu 4 czerwca 1992 roku odnotowano dla historii: trzeba zrobić wszystko, by Macierewicz już jutro nie mógł wejść do MSW.

 

Na koniec wypada dodać, że o projektach lustracyjnych Lech Wałęsa świetnie wiedział dużo wcześniej, gdyż minister Macierewicz wielokrotnie informował go o pracach nad tą sprawą, zaś zasady przyszłej lustracji były dyskutowane w MSW z udziałem Wałęsy już w kwietniu 1992 roku.

 

 

MARCIN GUGULSKI

“Głos” nr 4, 24 I 2004 r., str. 4.

 


 

 

...coś tam napisano o współpracy...

 

(fragment wypowiedzi Lecha Wałęsy w Radiu Maryja z dnia 17 stycznia 2004 r.):

 

 

(...) Ja jako jedyny zmusiłem bezpiekę do podrabiania dokumentów od początku do końca, wrobienie mnie i to z różnych powodów w “Bolka” i tam ciągłości przedłużanie... Jeszcze jedną rzecz trzeba pamiętać. Do 78 roku, do Wolnych Związków Zawodowych ja, Lech Wałęsa, prowadziłem prywatną moją wojnę z bezpieką i z komunizmem. Prywatna moja wojna. W tej wojnie, na dzisiaj patrząc, pewne rzeczy mogłyby się nie zdarzyć. Ale to była wojna zdecydowana. Żaden agent, żadna zdrada, żadne donosy, nic takiego się nie zdarzyło. Natomiast miałem trudny moment. Ale w tym momencie nikt by inaczej nie postąpił jak ja. Znów mi palec Boży pomógł. Otóż był to trudny moment po tym słynnym “pomożeniu” Gierka. Kiedy Gierek objął władzę i wtedy było owo słynne “pomożemy” w Gdańsku. Ja nie krzyczałem, byłem na tym spotkaniu byłem delegatem, bo ja byłem wtedy szefem na strajku przecież w Gdańsku. Nie zgodziłem się szefować, ale mi zaproponowano, bo rzeczywiście bezpieka mnie załatwiła. Miałem za małe doświadczenie i mnie przytrzymano. Nie mogłem się podnieść, podziękować za wybór, bo mi trzymano kufajkę i mówiono mi na ucho: - Panie nie zgadzaj się, powiedz pan tak, że jest pan młody, pan popełni błędy, lepiej jak będziemy wspólnie kierować. I ja się na to nabrałem. Nabrałem się, przyznaję. I tylko dlatego nie byłem przewodniczącym, ale wtedy byłem za mały, za mało wiedziałem by przewodniczyć. I prawdopodobnie dobrze, że to się tak skończyło.

 

I teraz po tym słynnym “pomożemy” Gierka, na którym ja byłem i były tysiące ludzi, bezpieka wiedziała, że ja nie krzyczałem - wszyscy krzyczeli “pomożemy” - ja nie krzyczałem. I bezpieka natychmiast mnie wezwała. Że nie wiem... z ulicy mnie zabrano - wtedy tak to się postępowało. Wtedy bezpieka mówiła wprost: - Czy pan krzyczał “pomożemy”? - Wy macie filmy - Proszę pana czy pan będzie burzył Polskę? Czy pan w tym stanie rzeczy, kiedy Gierek, Zachód, on porządny człowiek, na Zachodzie wychowany, chce budować, a Żydzi przeszkadzają - o właśnie takie teksty oni wtedy wygłaszali - czy pan będzie przeszkadzał, czy pan będzie budował? No, sytuacja straszliwie trudna. No i oczywiście ja byłem już wtedy dość szybki. Odpowiedź: - Proszę panów, chyba nie macie wątpliwości - będę budował Polskę. - Będzie pan współpracował? - Będę pracował dla Polski. Jeśli pan rozumie współpracę - pracować, to oczywiście tak. I może rzeczywiście coś tam napisano o współpracy. Ale nigdy z mojej strony nie było żadnego pisma, żadnego donosu. Ktoś powie: a tam są pisma, bo ktoś tam miał jakieś pisma... Oczywiście, tak. Ja to wyjaśniałem jako prezydent, oglądałem to i wiecie państwo skąd to się wzięło? Otóż ja opisałem swojego czasu, za podziemia, cały grudzień w swoim czasie, moje postępowanie, bo to było ciekawe: ta walka, zostanie przewodniczącym, to wszystko... Ja to opisałem. Ta opowieść, nie wiem, w dwóch egzemplarzach było. Czy wpadła na rewizji, bo rewizji miałem dużo w tym okresie i my wszyscy? Czy wpadła na rewizji u mnie, czy u kogoś, komu przekazałem, chyba Borusewiczowi przekazałem jeden [...] A tam było pisane gdzie byłem, kto tam był, jak nazwiska. I oni z tego zrobiono nie oryginały tylko wycinki. Tak dopasowano, że to wyglądało jakby to jest jedna rzecz, jakbym ja coś robił.

 

Nigdy niczego nie napisałem. Nigdy żadnych donosów nie miałem. Ja byłem od urodzenia wrogiem komunizmu, wrogiem tamtej władzy. Dlatego niech nikt nawet nie myśli o tym, to się nie mieści mi w głowie... Ja nie mógłbym.

 

 

Tekst przepisany z taśmy magnetofonowej.

“Głos” nr 4, 24 I 2004 r., str. 4.

 

Teksty powyższe zamieszczone dzięku uprzejmości redakcji Tygodnika GŁOS. Dziękujemy.