List Otwarty
płk Jana Grudniewskiego
Do naczelnego "Polityki", Jerzego Baczyńskiego
Warszawa 01-09-2002 r.
Ppłk mgr inż. Jan G. Grudniewski
Sekretarz
Generalny
Stowarzyszenia Patriotycznego VIRITIM
Warszawa tel. kom. 0-601 36 1962
Redaktor
Naczelny Tygodnika POLITYKA
Pan Jerzy Baczyński
W oparciu o prawo prasowe proszę o opublikowanie w Waszym piśmie sprostowania do komentarz Ludwika Stommy zamieszczonego w Nr35 (2365) z 31 sierpnia 2002 r., w którym w/w redaktor w niewybrednych słowach narusza dobra osobiste moje:
Jana G. Grudniewskiego jak i społecznie użytecznej organizacji VIRITIM. Jednocześnie poniża On współczesnego Rejtana, pułkownika Ryszarda Chwastka, o którym za kilka lat porządni ludzie będą mówili z należnym szacunkiem.
Redaktor L. Stomma gromiącym głosem wzywający do rozprawy z „warchołami z VIRITIM”, „degradujący i wyrzucający na zbity pysk”(cyt) pułkownika Ryszarda Chwastka obraża nas wszystkich swoja miałkością myślenia, obniża poziom intelektualny kierowanej przez Pana gazety.
"Dziwna"dla red. Stommy organizacja Viritim powstała 14 lat temu, a celem jej były nie synekury i awanse ale w przewidywaniu upadku totalitarnego ustroju doprowadzenie do pozytywnych przemian w wojsku w myśl hasła „ … przywrócić wojsko narodowi”. Przypomnę, że był to czas, gdy byliśmy w sowieckim Układzie Warszawskim, a my już wtedy postulowaliśmy przygotowanie Armii Polskiej do wstąpienia do NATO.
Wypadałoby więc Panie redaktorze zamiast pisać o „warchołach”, uchylić nieco czapki przed tymi, którzy wówczas wykazali się dalekowzrocznością, odwagą osobistą i zdecydowaniem.
Zwłaszcza gdyby na początku lat 90-tych wysłuchano sugestii i apeli „Viritim” nie byłoby żadnego „Obiadu Drawskiego”, bo nie byłoby w Wojsku Polskim większości tych generałów, którzy ten incydent przygotowali.
Niezbyt dokładnie czytał Pan mój wywiad we „Wprost”, gdyż nie chodzi tam o tajny gabinet cieni ale o metodyczną selekcję najzdolniejszych oficerów, którzy dla nowej Armii byli by przydatni. Słowo „banda” włożono w moje usta dla dynamiki artykułu, choć go nie powiedziałem. Ale Pan jest przykładem manipulacji robionych przez redaktorów.
Nie przyjęto naszych propozycji i do dzisiaj o awansach decyduje „podwieszanie się pod wpływowych generałów, cywilnych wiceministrów czy biskupów polowych”a nie zdrowy system kadrowy. To wytknął publicznie płk Ryszard Chwastek po wyczerpaniu wszystkich możliwości służbowych. Nie naruszył wiec, żadnych zasad demokratycznego państwa.
Wreszcie rzecz najważniejsza. Kilkudziesięciotysięczna grupa kadry zawodowej nie może stanowić swoistej „ milczącej masy” w państwie demokratycznym, musza być legalne kanały do bezpośredniego przepływu informacji o nastrojach w górę i w dół.
W tym Pańskim NATO Panie Stomma, istnieje prężny związek zawodowy Żołnierzy Bundeswery, który spełnia tę funkcję. W Polsce takowe organizacje są ustawowo zakazane. Ludziom uczciwym z wojskowego kręgu pozostaje desperacja, gdy dzieje się źle.
A dzieje się bardzo źle.
Ponad 10 lat trwa chaotyczna i głupawa redukcja armii, jej infrastruktury i niszczenie krajowego przemysłu obronnego. Nie wiadomo gdzie są granice moralnego upodlenia kadry, której odebrano przyzwoite uregulowania emerytalne oraz kilkanaście innych uprawnień pod chwytliwym hasłem likwidacji przywilejów.
Szczególnie w ostatnich latach nierzadkie są przypadki, że żołnierze zawodowi, jedyni żywiciele rodzin zwalniani są z minimalna emeryturą lub bez żadnych do niej uprawnień. Korzystają z ośrodków pomocy społecznej .
Jest to wstyd i hańba dla takiej władzy. Czy tak powinno być, że 40 letni pilot z klasą mistrzowską w pełni sprawny, którego wyszkolenie kosztowało miliony obecnych złotych jest pisarczykiem gminie lub ochroniarzem w GS-e , bo zazwyczaj lotniska wojskowe są zazwyczaj w zielonych garnizonach ; jeszcze się cieszy , że ma jakąkolwiek pracę.
Przez całe lata cywilne Ministerstwo Obrony Narodowej niezależnie od prawicowej czy lewicowej ekipy zamieniło się w zbiór synekur dla partyjnych klik. Można przypomnieć kilka znanych postaci, które natychmiast po objęciu stanowiska zabrały się za osobiste interesiki, swą prywatą i niekompetencją kompromitując siebie i cywilną kontrolę nad armią .
Nie mówiąc o aferzystach, którzy obecnie czekająca rozprawę ale i starsza księgowa – wiceminister, inny zaś odpowiedzialny za integrację z NATO, jednocześnie kilkunastoletni agent służb specjalnych PRL. Co to za wzorzec przełożonego ?
W tej atmosferze niekompetencji i chaosu wyrastały kariery wojskowe ludzi bez osobowości i twarzy, miernych ale spolegliwych, gotowych nawet do upodlenia własnego środowiska w imię osobistych celów i ambicji. Dzisiaj oni nadają ton.
Wojsko Polskie ze swej istoty zawsze było obrońcą narodu i Naród Polski jest naszym najwyższym zwierzchnikiem i mocodawcą. W obronie jego interesu i suwerenności gotowi jesteśmy poświęcać nawet życie – to wynika ze specyfiki naszego zawodu. On jest naszym najwyższym przełożonym a nie związani z partyjną mafią politycy czy skorumpowani generałowie. Chcemy godnie służyć Narodowi jako żołnierze i obywatele. A cywilni kontrolerzy niech się wezmą za kontrolę siebie, a nie demoralizację wojska.
I dlatego właśnie Panie Stomma uważamy, że mamy prawo ale i obowiązek zabierania głosu nie tylko w sprawach armii, która jest obecnie żałosnym odbiciem ogólnego stanu państwa, źle rządzonego, w bezładzie, korupcji i dotkniętego totalnym bezrobociem.
Państwa w którym kończy się wyprzedaż wspólnego majątku narodowego a społeczeństwo mami się mirażem „zupki kuroniówki” na koszt Unii Europejskiej.
Rządzenie Panie Stomma jest wielkim rzemiosłem, trzeba się go uczyć na studiach i uniwersytetach nie na żywej tkance społeczeństwa.
W dalekowzrocznej demokracji, Panie L. Stomma, troska o państwo i społeczeństwo jest jednakim udziałem władzy i obywateli, a szczególnie władza musi dać dowód swej przykładowej rzetelności intencji i umiejętności rządzenia, a „twarde i przykładowe działania ”są znamionem totalitaryzmów, które zdaje się wyrzuciliśmy do śmietnika historii.
Coś się Panu, Panie L. Stomma pomyliło.
Proszę Pana Prezesa i Redaktora Naczelnego o rzetelne umieszczenie mojej odpowiedzi w najbliższym numerze tygodnika Polityka.
Jan G. Grudniewski