List
od mgr inż. Jerzego Gieysztora
"Wybieranie w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych – JOW stawiam jako cel polityczny, ponieważ opisany sposób wybierania radnych da pewność, że prezydent i obywatele miasta będą mieli do czynienia z prawdziwymi reprezentantami mieszkańców"
Tak pisze w swojej odezwie do wyborców Pan Stefan Grabski Kandydat na Prezydenta Gdańska. Niech załączona odezwa i wywiad w "Głosie Wybrzeża" dotrze wszędzie, a zwłaszcza do kandydatów na wójtów, burmistrzów i prezydentów polskich miast i gmin.
Serdecznie pozdrawiam
Jerzy Gieysztor Wrocław 16.10.2002.
Stefan Grabski
kandydat na Prezydenta
do Wyborców Miasta Gdańska
Szanowni Państwo!
Po raz pierwszy będą mieli Państwo możliwość oddania głosu bezpośrednio na prezydenta Gdańska. To pierwszy krok do autentycznej demokratyzacji naszego życia społecznego. Wierzę, że w Polsce prędzej czy później powstanie silne społeczeństwo obywatelskie.
Biorąc udział w wyborach samorządowych, które nazywają się demokratyczne, ale wcale nimi nie są, głosując na swojego kandydata, wspieramy konkretną partię. Wskazany przez nas kandydat, wcale nie musi znaleźć się w przyszłej radzie powiatu czy gminy, ale nasz głos, sumowany z innymi oddanymi na tę samą partię, wzmacnia całą listę. W efekcie, radnymi mogą zostać osoby nie popierane przez nas. Zupełnie inaczej wygląda ordynacja w krajach o silnych tradycjach demokratycznych, takich jak Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania, Kanada. Tam obywatel wrzucając do urny kartę z nazwiskiem kandydata, tylko jemu daje szansę. Nie ma możliwości stosowania partyjnych sztuczek przeliczania głosów.
Bezpośrednie wybory prezydenta to pierwszy krok ku demokratyzacji samorządów, jednak wyłanianie radnych nadal odbywa się na zasadach narzuconych przez partie. Myślę, że to już ostatni raz, bo wkrótce społeczeństwo będzie domagać się pełnego udziału w tworzeniu samorządów.
Żeby tak się stało, radni miejscy muszą odpowiadać przed swoimi wyborcami osobiście. Taka odpowiedzialność wybranych przedstawicieli przed wyborcami, powstanie wtedy, gdy głosujący będą wybierać bezpośrednio to znaczy, w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych. W tym celu obszar naszego miasta należy podzielić na 34 okręgi wyborcze ( bo tylu w Gdańsku wybiera się radnych). Przy takim podziale każdy okręg wyborczy będzie liczył około 13 tysięcy mieszkańców, którzy wybiorą swojego radnego większością głosów.
Alfabetyczna lista kandydatów w każdym okręgu będzie tylko jedna, a prawo do kandydowania jednakowe dla wszystkich, bez przywilejów dla partii politycznych. Taki przejrzysty system równych szans zachęci, a nawet wymusi na komitetach wyborczych poszukiwanie najlepszych kandydatów, którzy uzyskają poparcie największej liczby wyborców. Ponieważ o wybraniu najlepszego zadecydują tylko sami wyborcy ( bo miejsce na liście wyborczej nie ma znaczenia przy liczeniu głosów), radny będzie osobiście odpowiedzialny przed wyborcami.
Wybieranie w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych – JOW stawiam jako cel polityczny, ponieważ opisany sposób wybierania radnych da pewność, że prezydent i obywatele miasta będą mieli do czynienia z prawdziwymi reprezentantami mieszkańców.
Wespół z tak wybraną Radą Miasta Gdańska, rozwiązywanie przez bezpośrednio wybranego prezydenta problemów i tworzenie szczegółowych planów rozwoju będzie się odbywać w warunkach pełnej jawności. Jest bowiem nie do pomyślenia, żeby wyborcy nie rozliczali radnych w okręgach wyborczych, skoro każdy ma tylko jednego radnego. Także wybory parlamentarzystów powinny być przeprowadzane w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych.
Mam świadomość podobną do wielu z Państwa, że praktykowany do tej pory system wybierania z partyjnych list wyborczych nie tworzy odpowiedzialności radnych przed wyborcami tylko przed partiami, które ich na swoich listach umieszczają. W tych warunkach potrzeby mieszkańców są dla tych partii nie raz pretekstem lub parawanem, za którym załatwia się partyjne interesy, co prezydentowi nie ułatwia działania na rzecz mieszkańców.
Takiego niedobrego stanu rzeczy nie zmienią nadchodzące wybory radnych, bo są upartyjnione jak nigdy dotychczas. Zatem w Radzie Miasta, znowu będą się odbywać partyjne targi i tworzyć koalicje, pochłaniające czas potrzebny na pracę, a przyszłemu prezydentowi wypadnie jednak z taką Radą współpracować. – Taka jest rzeczywiście najbliższa perspektywa.
Pomimo to zdecydowałem się kandydować. Jednak tylko wybory w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych zapewnią mieszkańcom Gdańska rzeczywistą samorządność i kontrolę nad wybranymi przedstawicielami.
Z poważaniem
Stefan Grabski
Partyjne sztuczki
„Głos Wybrzeża” 15.10.2002
Ze Stefanem Grabskim, kandydatem na prezydenta z ramienia „Forum Bezpartyjnych” rozmawia Waldemar Szczepanik.
Od dziewięciu lat działa Pan na rzecz zmiany ordynacji wyborczej na jednomandatową. Czy od tego czasu coś się w Polsce zmieniło?
– Po raz pierwszy będziemy mieli możliwość oddania głosu bezpośrednio na prezydenta, burmistrza i wójta. To pierwszy krok do autentycznej demokracji życia społecznego w Polsce. Wierzę, że w kraju prędzej czy później powstanie silne społeczeństwo obywatelskie.
Co Pan przez to rozumie?
– Biorąc udział w wyborach radnych, które nazywają się demokratyczne, ale wcale nimi nie są, głosując na swojego kandydata, wspieramy konkretną partię. Wskazany przez nas kandydat, wcale nie musi znaleźć się w przyszłej radzie powiatu czy gminy, ale nasz głos, sumowany z innymi oddanymi na tę samą partię, wzmacnia całą listę. W efekcie, radnymi mogą zostać osoby nie popierane przez nas. Zupełnie inaczej wygląda ordynacja w krajach o silnych tradycjach demokratycznych, takich jak Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania, Kanada. Tam obywatel wrzucając do urny kartę z nazwiskiem kandydata, tylko jemu daje szansę. Nie ma możliwości stosowania partyjnych sztuczek przeliczania głosów. Bezpośrednie wybory prezydenta to pierwszy krok ku demokratyzacji samorządów. Myślę, że już wkrótce społeczeństwo będzie domagać się pełnego udziału w tworzeniu samorządów, a tym samym domagać się bezpośredniego wyboru radnych i posłów.
Czy łatwo będzie prezydentowi współpracować z przyszłą radą?
– Jeśli będzie z tej samej opcji politycznej jak większość w radzie, będzie to miało fatalne skutki dla miasta. Proszę odpowiedzieć sobie na pytanie: czy taki prezydent będzie reprezentował interesy mieszkańców, czy swojej partii? Obserwujemy również w naszym mieście uzależnienie władz miasta od partii.
Co Pan ma na myśli?
– Wiele było tego przykładów. Szczególnie bulwersujący jest jeden z ostatnich, lansowany przez obecnego prezydenta Gdańska projekt budowy hali widowiskowo-sportowej w Sopocie. Zarząd Gdańska próbuje wmówić mieszkańcom, że teren, na którym ma powstać hala, choć znajduje się w Sopocie, należy do Gdańska. Nie dość, że Gdańsk wyda ponad 200 mln zł na halę, to jeszcze na dodatek będzie musiał oddać Sopotowi 13 hektarów ziemi na Ujeścisku. Stanie się tak wskutek podpisania przez prezydentów obu miast aktu notarialnego o wymianie gruntów.
I choć Rada Miasta nie podjęła takiej uchwały, to prezydent Adamowicz samowolnie podpisał dokument. Dodam, że miasto Gdańsk ma zyskać teoretycznie 7 hektarów ziemi, na której będzie znajdować się hala. Grunty, które dostanie Sopot przeznaczone są pod budownictwo mieszkaniowe. Sopot je sprzeda. Tereny pod budynki mieszkalne są bardzo potrzebne naszemu miastu. W Gdańsku buduje się wielokrotnie mniej mieszkań niż w innych dużych i średnich miastach Polski. Odebrane Gdańskowi tereny warte są około 25 mln zł. Miasta Gdańsk, stojącego na krawędzi bankructwa nie stać to. Przecież pod koniec roku nasze zadłużenie będzie wynosić około 520 mln zł. Nie popieram tego projektu, tak jak wielu mieszkańców.
A kto go popiera?
– Z pewnością zarząd Sopotu. To zrozumiałe, że prezydent Gdańska, który stoi niżej w hierarchii partyjnej od prezydenta Sopotu, będącego szefem PO w województwie pomorskim, będzie wykonywał jego polecenia. Miasto Sopot potrzebuje promocji, więc wymyślono projekt budowy wielkiej hali. Gdańsk będzie ponosił tak duży ciężar finansowy tylko dlatego, że koledzy partyjni dokonali handlu. Uważam, że należy w pierwszym rzędzie korzystać z tego co mamy. A mamy bardzo wiele. Na przykład od lat zaniedbywany przez miasto stadion Lechii. Również hala Olivia jest ciągle w stanie surowym i straszy szarym betonem. Jej położenie jest idealne. Zresztą obok hali Olivia są puste tereny, na którym można wybudować wiele różnych inwestycji.
Inwestycje przeciw bezrobociu to Pana hasło wyborcze Jak należy je rozumieć?
– Bezrobocie, które osiągnęło już blisko 12 proc. w Gdańsku, to obecnie największy problem. Z bezrobociem związanych jest wiele innych problemów społecznych, jak ubóstwo, bezdomność, alkoholizm, konflikty rodzinne. Walka z bezrobociem jest więc kluczem do rozwiązania wielu innych problemów.
Tylko ludzie pracujący będą posiadać na tyle wysokie dochody, że umożliwią one zwiększenie popytu. To z kolei spowoduje zwiększenie produkcji, a tym samym zatrudnienia. Większe dochody gdańszczan to większe dochody miasta. W okresie dużego bezrobocia i recesji żelazną zasadą polityki gospodarczej miasta powinna być ochrona działalności każdego przedsiębiorstwa – małego, średniego i dużego, państwowego, społecznego i prywatnego.
Jak wyobraża Pan sobie ochronę działalności firm?
– Opowiadał mi kolega, że w jednym z hipermarketów jest specjalny pokój do negocjowania cen z dostawcami towarów. Ma pomalowane na przytłaczający szary kolor ściany, malutkie okienko pod samym sufitem i jest wyposażony w nieestetyczne i niewygodne meble. Dostawca gotów jest w pewnym momencie zgodzić na każdą cenę, aby tylko jak najszybciej opuścić to pomieszczenie. Podobne odczucia mają przedsiębiorcy, którzy chcą rozpocząć działalność w Gdańsku. Jeżeli zostanę prezydentem to moją pierwszą decyzją będzie stworzenie specjalnego departamentu do obsługi właścicieli firm. Będziemy służyć im wszechstronną pomocą merytoryczną. Miasto powinno prowadzić politykę wspierającą przede wszystkim inwestorów przemysłowych poprzez dostępne instrumenty jak np. czasowe zwalnianie opłat za dzierżawę gruntu, udzielanie gwarancji na zaciąganie kredytu w banku, a nawet czasowe partycypowanie w kosztach pracowniczych. Sensowniejsze z punktu widzenia interesu miasta jest okresowa pomoc finansowa firmie niż utrzymanie rzeszy bezrobotnych.
W jakim kierunku powinien przebiegać rozwój miasta?
– Dobrem Gdańska jest dostęp do morza. Należy korzystać z tego dobra, tak jak robili to nasi dziadkowie, pradziadkowie. Gdańsk powinien być przede wszystkim miastem portowym i turystycznym. Jedną z najważniejszych inwestycji długofalowych jest budowa centralnego terminalu pasażersko – samochodowego Transeuropejskiej Autostrady Północ – Południe, zwanej autostradą A1, która ma być częścią korytarza transportowego wybiegającego z portu w Helsinkach.
Jeśli zostanę prezydentem Gdańska, właśnie taką politykę rozwoju miasta będę popierał.
Od Redakcji portalu Ojczyzna.pl:
Zabrakło mi w wywiadzie z Panem Stefanem Grabskim kilku spraw, ważnych, jak sądzę dla wyborców. Skierowałem zatem list do p. Grabskiego z pytaniami:
Pan Stefan Grabski
kandydat na prezydenta z ramienia "Forum Bezpartyjnych"
Panie Stefanie!
Bardzo proszę o odpowiedż na problem, którego nie znalazłem w Pańskim wywiadzie.
- Jaki jest Pański stosunek do obecnego procesu integracji Polski z Unią Europejską?
- Czy jest Pan praktykującym Katolikiem?
- Jak będzie Pan głosował w najbliższy referendum na ten temat:
1. Czy jesteś za wejściem Polski do Unii Europejskiej?
2. Czy sprzeciwiasz się sprzedaży polskiej ziemi cudzoziemcom?
Mój list do Pana, a także Pańska ew. odpowiedź będzie zamieszczona w portalu ojczyzna.pl
Pozdrawiam serdecznie,
Zbigniew Łabędzki
Red. nacz. portalu Ojczyzna.pl
Odpowiedź nadeszła następnego dnia. Dziękuję.
Pan Zbigniew Łabędzki
Panie Redaktorze,
Obecnie prowadzę kampanię , na głowie mam też swoją firmę - więc z braku czasu odpowiem krótko:
Proces negocjacji o wejściu do UE nie jest prowadzony w sposób właściwy. Nic nie wiemy o rzeczywistym koszcie przyłączenia Polski. Przystosowując się do wymagań UE tracimy suwerenność gospodarczą. Powstające superpaństwo z ogromnymi wpływami niemieckimi może być zagrożeniem dla suwerenności politycznej Polski.
Sprzedaż polskiej ziemi obcokrajowcom przed wyjaśnieniem kwestii zapisów konstytucji o granicach Niemiec z 1937r.i uregulowaniem sprawy przez rządy Polski i Niemiec jeszcze przed planowaną akcesją będzie niewybaczalnym błędem, gdyż może oznaczać utratę 1/3 terytorium Polski.
Jestem praktykującym Katolikiem.
W referendum będę głosować na NIE za wejściem i TAK sprzeciwiam się sprzedaży polskiej ziemi.
Dopiero potem sprawy wezmą w swoje ręce nasi autentyczni przedstawiciele , wybrani w innej niż ta propartyjna , proporcjonalna ordynacja wyborcza. W Gdańsku nie mamy prasy niezależnej, mieszkańcy nie wiedzą o sprawach dla nich najistotniejszych.
Serdecznie pozdrawiam
Stefan Grabski
Dziękuję bardzo, Panie Stefanie za szybką i konkretną odpowiedź.
Z.Łabędzki