Ojczyzna.pl  

  

Prof. Tadeusz Gerstenkorn

 

Do Rodaka na obczyźnie. Odpowiedź na list

 

 

 

Styczeń 2004 r.

 

            Dziękuję za obszerny list, który niedawno otrzymałem. Do kilku, spośród wielu spraw poruszonych przez Pana, muszę się, chcąc nie chcąc, ustosunkować. Trudno je bowiem pozostawić bez odpowiedzi. Piszę dość syntetycznie, gdyż brak czasu i rozmiary tego listu nie pozwalają na szersze rozwinięcie tematów.

 

Pisze Pan "moje spojrzenie na wszystko omawiane, jest podobnie jak i pańskie, oparte na ideach niestety przeciwnych, których sam nie wymyśliłem, a które są reprezentowane przez, jak mi się wydaje, większość świata europejskiego o wysokim poziomie intelektualnym".

 

Drogi Panie ! Zapewne dobrze Pan zna stare powiedzenie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I ten Pana punkt widzenia jest dla mnie po części zrozumiały. Powiadam po części, bo w dzisiejszym świecie, przy stosunkowo łatwym dostępie do informacji, można dobrze wyrobić sobie niezależne, wolne od propagandy poglądy, jeżeli się tylko tego chce i nie jest się pozbawioną woli osobą.   

 

Pan żyje w świecie zachodnim, w kraju, który nie tak dawno jeszcze był pośrednio współokupantem Polski. Tak jak i Niemcy ma w rezultacie tylko z tego same profity, a zatem i jego obywatele także. Krajom o pewnych naleciałościach imperialnych trudno się wyzbyć nagle cech władczych tkwiących w tradycji, mentalności i usposobieniach przekazywanych przez rodzinę, a obecnie także przez media. Problem leży w tym, ze podlega Pan presji mediów, mentalności i propagandy zachodniej, a z tego co Pan pisze, widać wyraźnie, że z polskiej prasy zna Pan jedynie kilka liberalnych pism, a żadnych innych o odmiennych poglądach.

 

Aby mieć wyrobione zdanie, to trzeba tu, na miejscu, trochę pożyć, zajrzeć do innej prasy, posłuchać innego radia i innej telewizji. Jeżeli się karmi tylko tamtymi mediami, to mimo woli nabiera się sposobu myślenia, który nie ma nic wspólnego z poglądami o charakterze interesu narodowego. To nawet nie jest wówczas Pana wina, bo media oddziałują nawet na podświadomość człowieka i potrafią zmienić jego mentalność, wprowadzić go w tak zwany świat wirtualny, wyimaginowany, iluzoryczny. A taką wizję dobrej, humanitarnej Unii Europejskiej dawały otumanionym ludziom media. I z tego powodu zgadzam się z Panem, że "trudna jest dyskusja miedzy nami".

 

Zresztą nie próbuję Pana przekonywać, bo żyje Pan w zupełnie innym świecie, nie jest Pan otoczony milionami ludzi pozbawionych i pozbawianych nadal pracy i środków do życia; kradnących często, aby żyć (większość nie otrzymuje przecież żadnego zasiłku) i aby w konsekwencji znaleźć się w szczęśliwym azylu więzienia, lepszego i tak schronienia od beznadziejnej i strasznej bezdomności, spania na mrozie lub w kanale.

 

Pan widzi w tym naszą własną winę. To z gruntu nieprawda. Przecież widać, jak na dłoni, że do władzy dochodzi się najczęściej (nie tylko zresztą u nas) poprzez pieniądze. A kto sfinansował te rzekome "elity" polityczne, kurczowo trzymające się władzy u nas. Chyba Pan wie najlepiej. Prasa donosi o coraz to nowych ogromnych aferach korupcyjnych, wyprzedaży niemal całej Polski, zdemoralizowania  społeczeństwa, a w tym przede wszystkim młodzieży. Są w Polsce ludzie szlachetni, ale ci nie "kradli pierwszego miliona", by się bezkarnie obłowić i dalej brylować w mediach i w polityce. Kto rozsądny i znający życie uwierzy, że można w parę lat, a nawet w parę miesięcy stać się bogaczem, a nawet właścicielem latyfundiów bez ciężkiej pracy, a nawet bez wykształcenia. Jeśli istotnie są to tak zdolni i genialni ludzie, których nie znała historia przedsiębiorczości, to powinni być rozsławieni na całym świecie  i wpisani do księgi rekordów, a może nawet otrzymać nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Tymczasem powoli zabiera się za to prokurator, choć i z tym nie ma całkowitej pewności, skoro prasa wykryła i tu pewne znane (raczej kryminalne) niedoskonałości.

 

 Niestety Pan tego wszystkiego nie rozumie, bo siedząc we względnym dobrobycie przestaje się często nawet myśleć i czuć po polsku.

 

Myli się Pan zupełnie, twierdząc, że powołuję się na autorytety lub Pismo św. dla uzasadnienia swej argumentacji. Nie zauważyłem, bym przy jakimś wymienionym przeze mnie nazwisku operował słowem autorytet.  Jeśli przytaczam czyjąś wypowiedź, to wyraźnie podaję skąd ona jest, czego dotyczy i kto ją sformułował. Tak wolno mi czynić. i to jest zupełnie uczciwe i nie ma nic wspólnego  z zarzucaną mi manipulacją.

 

Przypuszczam, że nie zna Pan dokładnie znaczenia tego słowa, a ja właśnie w swoich artykułach kładę nacisk na przywiązywanie wagi do posługiwania się słowem w jego dokładnym słownikowym znaczeniu. Ma to nawet ogromne znaczenie prawne (vide: artykuł pt. Słownik uratował bobry spod Łowicza w Dzienniku Łódzkim, nr 21 z poniedziałku dn. 21 stycznia 2004 r) Właśnie manipulowaniem jest powoływaniem się (także przez Pana ) na Jana Pawła II jako niby zwolennika Unii Europejskiej w jej obecnym proponowanym kształcie. Każdy, kto zdrowo myśli, nie uwierzy, że papież jest zwolennikiem kompletnej świeckości tej organizacji (a nawet organizmu państwowego), ateizmu, aborcji, eutanazji, wyprzedawania świątyń, a u nas np. licytacji majątku kościelnego w Dalikowie (o czym bardzo szeroko rozpisuje się prasa, a nawet ma być nakręcony film przez szwedzką ekipę, bo nasza mogłaby być zbyt powściągliwa),  bluzgania słowem i i pseudosztuką na religijne świętości, chichotaniem (Panu ten termin kojarzy się z Don Kichotem, którego nazywa Pan Chichotem) z zachwytu w prasie nad wyrokiem sądowym , który dotknął księdza etc.  Poza tym wolę  odnieść się czasem do Pisma św. (nie często to czynię) lub profesorów Polskiej Akademii Nauk, niż do Pana   autorytetów zachodnich z Gerhardem Schröderem, Jacquesem Chirakiem, zabraniającym uzewnętrzniania emblematów religijnych lub Johannesem Rauem, który nie potrzebuje chrześcijaństwa. Ja tego typu autorytetów zachodnich, wzorców dla Pana, nie uznaję i dla Polski nie potrzebuję.

 

Panu nie odpowiada polska religijność. Zapewne nie jest ona idealna. Ale wolę taką, niż tę zachodnią, pseudochrześcijańską, z zamkniętymi lub wyprzedawanymi, zamienianymi na magazyny kościołami. Owszem, jest na Zachodzie wielu ludzi szlachetnych, o dużym poczuciu solidarności. Są oni moimi przyjaciółmi. Ale jaki mają oni wpływ na bieżące sprawy ? Pisze Pan, że są u nas wybitni księża i biskupi. Są, ale są i tacy, z których poglądami społeczno-politycznymi zupełnie się nie zgadzam..

 

Pisze Pan, że "głównie ludzie młodzi pragną należeć do Europy". To taka niby-prawda. Właśnie ludzie młodzi (20-35 lat) głównie głosowali przeciw  UE. Za UE były otumanione propagandą bezrozumne babcie, które głosowały w nadziei, że wnukom będzie lepiej, a teraz biadolą, że nie mają za co wykupić lekarstwa, że nie mogą się dostać do lekarza, zwłaszcza specjalisty, do szpitala lub na jakiś zabieg. Pan obwinia o tę sytuację nas samych Poniekąd ma Pan rację; kto np. spod kościoła leciał głosować na SLD, bo będzie lepiej, Miller wie jak to zrobić), a nie rozumie, że aby wpłacić ogromną składkę  do bogatej Unii, trzeba było pozbawić obywateli, nawet emerytów i inwalidów, jakichkolwiek ulg, podnieść ceny leków, kazać płacić za usługi stomatologiczne i ortodontyczne nawet dla dzieci i młodzieży i nie zauważać, że tysiące polskich dzieci uczęszcza do szkoły bez śniadania ! Kto odpowie za pojawiające się coraz częściej przypadki gruźlicy. Ta sytuacja zaczyna być już groźna.

 

To zjawisko ma swoje przyczyny. Najczęściej są to złe warunki życia, bieda lub pojawiająca się skrajna nędza.Wyliczenie wszystkich tych haniebnych  życiowych ograniczeń zajęłoby zapewne całą stronę lub więcej.  Jest to po prostu niszczenie Polski na rozkaz, no właśnie czyj, niech Pan sam sobie teraz odpowie, jeśli weźmie Pan pod uwagę, że konstruowano na zamówienie ustawy buble. Przecież czynili to ludzie mający pod ręką całą armię dobrze płatnych prawników i doradców, sami pobierający niezwykle wysokie apanaże. Ustawę przeglądały i dyskutowały setki ludzi. Jak to zatem było możliwe, by ktoś nie zauważył, że jest ona niezgodna z Konstytucją. Nie sądzę, by tego nie zauważono, ale raczej zakładano, że może się uda, że nikt nie zaprotestuje, że nie śmie zaprotestować, bo władza ma tak znakomitą większość.

 

I oto w piątek, dnia 9 stycznia  Dziennik Łódzki  zamieścił na naczelnym miejscu na pierwszej stronie swej gazety, o zgrozo !, wielkie fotografie czterech wielkich bublistów. (Przepraszam za wprowadzenie tego neologizmu.)  A pod każdą fotografią dziwnie uśmiechniętych twarzy bardzo ciekawy podpis: Mariusz Łapiński, były minister zdrowia - wymyślił,  Premier Leszek Miller - poparł, Prezydent Aleksander Kwaśniewski - podpisał, Krzysztof Panas, szef Narodowego Funduszu Zdrowia - wdraża. I dalej dużymi literami na czerwonym tle: Tym  panom dziękujemy (za taką służbę zdrowia). Już wiele lat temu pisał Tadeusz Gicgier (Satyry, fraszki, aforyzmy, Wydawnictwo Łódzkie 1980) :

 

                                                  Chociaż prawy jest duch prawa,

                                                   nieprawa może być ustawa.

 

 Warto to obejrzeć i tym fotografiom się dokładnie przyjrzeć. Szczególny jest uśmiech zasłoniętej ręką  pół twarzy premiera. Czy te oczy mogły kłamać, gdy zapowiadał "normalność" ? Skądże znowu !  Przecież właśnie teraz jest normalność. Chyba nie potrzeba wyliczać, na czym ona polega. Każdy to dokładnie czuje, tyle że wcześniej znaczenia tego słowa nie znał i nie wiedział, bo taka jest działalność wielu polityków: operować niesprecyzowanymi, ale chwytliwymi terminami, zakręcić w głowach, zachwycić i nie dać się od tej władzy później oderwać, bo jak mówi  w innym miejscu swej książki Tadeusz Gicgier: 

 

                                                 Lżej jest cierpieć z drugimi,

                                                  a jeszcze lżej, gdy cierpią tylko drudzy.

 

Ostatnio wymyślono ustawę, która dotyka bardzo kierowców. Przy najmniejszej nawet kolizji trzeba wezwać policję, aby uzyskać odszkodowanie z firmy ubezpieczeniowej. Twórcom tej ustawy chodziło zapewne o to, by poprzez zwiększoną liczbę mandatów zapewnić większe wpływy do skarbu Państwa. Można by to jeszcze zrozumieć, gdyby nie to, że nikt nie brał pod uwagę zmarnowanego czasu, czasem wielogodzinnego oczekiwania na przyjazd patrolu, co w warunkach zimy lub niepogody może prowadzić w konsekwencji do zachorowania i utraty zdrowia. Ale tu koszty społeczne tego dziwolągu ustawowego nie są w ogóle brane pod uwagę.

 

Może zainteresuje Pana, jak widzi te sprawy nasz ziomek, żyjący na dalekim innym kontynencie, interesujący się żywo sprawami polskimi. Pisze on:

"czytając bieżącą polską prasę w Internecie, zauważyłem w ostatnim okresie dwie następujące błędne opinie bardzo silnie akcentowane. Pierwsza dotyczy służby zdrowia, a druga dotyczy opiekuńczego państwa, która prowadzi do wniosku, że w Polsce istnieje odpowiedzialna mniejszość (ludzie bogaci) i nieodpowiedzialna większość (ludzie biedni). Moim zdaniem kryzys służby zdrowia, ale również edukacji i ochrony środowiska to są objawy kryzysu całej gospodarki i społeczeństwa. Po prostu gospodarka została doprowadzona do ruiny i nie wypełnia ona swoich wszystkich funkcji. Nie jest możliwe naprawienie służby zdrowia, bez naprawy całej ekonomii. Trochę podobna jest sytuacja w Niemczech, gdzie wraz z pogorszeniem się stanu gospodarki, funkcjonowanie służby zdrowia pogorszyło się. Również pogorszyły się świadczenia finansowe dla emerytów. Natomiast hasło 'państwa opiekuńczego' jest chyba wynalazkiem amerykańskim i jest bardzo prymitywnym i agresywnym argumentem w usprawiedliwieniu złego sposobu rządzenia państwem i ekonomią. Dlaczego ? W historii rozwój cywilizacji ludzkiej polega na odpowiednio systematycznym ograniczeniu niepewności w funkcjonowaniu człowieka i społeczeństw, choć oczywiście nie da się jej całkowicie wyeliminować. Właśnie wszystkie pomysły, wynalazki i organizacje zawsze prowadziły do zwiększenia pewności dnia jutrzejszego. Dlatego rządy i wszystkie organizacje w zależności od ich siły i wielkości muszą odpowiednio uczestniczyć w procesie zmniejszania niepewności w życiu ludzi. W związku z tym państwo musi ułatwiać ludziom otrzymanie pracy i godziwą za nią zapłatę, a jeżeli tego nie robi, to jest zobowiązane udzielenia ludziom odpowiedniego zasiłku socjalnego. Ponieważ w ostatnim dziesięcioleciu, polskie rządy zniszczyły polską gospodarkę, dlatego nie tylko nie wypełniają swoich podstawowych zadań, ale ją sabotują."

 

I oto inne spostrzeżenie tegoż człowieka żyjącego od lat daleko od Polski:

Przesadny pośpiech w procesach społecznych silna pogoń za zyskiem, prowadzi do zjawiska, że instytucje sterujące społeczeństwem stają się bardziej organizacjami ekonomicznymi, niż instytucjami sterującymi. Dlatego właśnie zauważamy obecnie, że parlament, rząd, instytucje prawnicze, medyczne, edukacyjne, organizacje religijne i inne rozwijają silnie funkcje ekonomiczne i zaniechują lub wadliwie realizują swoje właściwe podstawowe funkcje w zakresie sterowania społeczeństwem. Ponieważ to wynika ze współczesnego systemu oraz odwrócenie tego trendu jest bardzo trudnym procesem, dlatego rozwija się totalna tolerancja takiego stanu rzeczy. Dowodem tego jest to, że współczesne  zmiany rządów we wszystkich krajach z parlamentarną władzą nie tylko nie powodują żadnych zmian na lepsze, ale wprost przeciwnie pogarszają sytuację. A oto jeden ze współczesnych przykładów związanych z refleksją. Parę lat temu może trzy albo cztery, po raz pierwszy zostały wprowadzone akcje burdeli do obrotu na giełdach. To świadczy, że współczesna ekonomia silnie łamie pewne utarte tradycje moralne, niezależnie, czy uważamy je za słuszne lub nie. W czasie wprowadzania tych akcji na rynek niezauważyłem, żadnych protestów tych instytucji społecznych, które określają się jako obrońcy moralności seksualnej."

 

Gdy przeczyta Pan ten ostatni akapit, to zapewne pomyśli Pan, że i tak jest u nas lepiej, bo funkcjonują tylko agencje towarzyskie, a zatem instytucje niby bardziej kulturalne, ale choć   jeszcze nie są one u nas na giełdzie,  prawdopodobnie płacą podatki, a więc ich działalność naszym awangardowym organizacjom feministycznym jakoś wcale nie przeszkadza.

 

Pisze Pan w swym liście do mnie  nieprawdę, wynikającą  z  niewiedzy, że

"przeciwnicy UE żadnej innej koncepcji nie mają (prócz nienawiści do wszystkich)".

 

To jest niezwykłe kuriozum w ustach  doświadczonego człowieka. Lansowany jest od dawna w mediach zupełnie wyimaginowany zarzut nienawisci. Jeśli masz człowieku inne poglądy niż narzucane oficjalnie przez jakoby pełne miłości i łagodności środki przekazu i je wyrażasz (straszne!), to oczywiście "ziejesz nienawiścią". Pan zupełnie nie zna innej niż prounijna literatury. Wystarczyło by Panu zajrzeć choćby do opracowania np. znanego publicysty Stanisława Michalkiewicza pt. Jeśli nie Unia to co ? (Katolickie Stowarzyszenie CIVITAS CHRISTIANA, zeszyt 60 Biblioteki formacji katolicko-społecznej). Autor posłużył się w tytule znanym prounijnym sloganem. Skąd Pan może to  znać, jeżeli dostęp do rozpowszechniania tego jest bardzo ograniczony lub nawet kompletnie blokowany przez odpowiednie służby. Imaginacja ?  

 

Otóż powiem Panu, że krótko przed referendum unijnym antyunijne strony internetowe były zablokowane (no cóż, demokracja i równość !), a jak obecnie sprawa wygląda, można się dowiedzieć (jeszcze) też z internetu, np. zaglądając pod Inne strony Integracji. I oto, co może tam Pan wyczytać pod tytułem "Inne Strony Integracji na celowniku:

 "Redakcja rozmawiała z wysoko postawioną pracowniczką centrali Telekomunikacji Polskiej mieszczącej się w Łodzi. Zostaliśmy poinformowani, że każdorazowe wejście na stronę Innych Stron Integracji, Eurosceptyk oraz kilka innych, które również demaskują politykę unijną, jest zawsze monitorowane. Ponadto, statystyki i inne informacje dotyczące zainteresowania tą tematyką, są przekazywane do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Do centrali w Łodzi spływają także informacje i dane dotyczące wejść na strony eurosceptyczne z całej Polski: z Warszawy, z Gdańska czy Poznania. Za wejście na ISI, inny serwis eurosceptyczny czy erotyczny można otrzymać naganę, a gdy się to powtarza można stracić pracę. Ponadto e niedalekiej przyszłości wejście na te strony ma zostać zwyczajnie zablokowane. Nasza rozmówczyni powiedział nam, że ISI cieszyła się znaczną popularnością wśród pracowników. Serwisy, na których sa prezentowane poglądy inne niż "grupy trzymającej władze", a także dane im niewygodne są traktowane jak strony z twardą pornografią, a nawet gorzej. Osób odwiedzających strony erotyczne nikt nie inwigiluje i nie prowadzi regularnych statystyk. Wiemy także, iż cała korespondencja mailowa przechodzi przez elektroniczne sito, które wyłapuje odpowiednie słowa klucze. Gdy zostanie podniesiony alarm, cała wiadomość jest kontrolowana, a czasem cała późniejsza korespondencja. Czy ktoś jeszcze wierzy w wolność słowa i demokrację w Polsce i w Unii Europejskiej w ogóle, gdy za zainteresowanie odmiennymi poglądami od oficjalnych można stracić pracę oraz stać się obiektem zainteresowania służb specjalnych. A może to dopiero początek ? Polecamy książkę G. Orwella pt. "Rok 1984". Pewne analogie nasuwają się same. Będziemy nadal interesować się tą sprawą i informować na bieżąco."  

 

Czy Polacy coś kiedyś z tych przykrych doświadczeń zrozumieją ? Sądzę, że tak.  Nie chciałbym jednak, by ta refleksja była spóźniona, by nastąpiła dopiero wówczas, gdy co drugi Polak będzie bezrobotny, a znalezienie miejsca na służbie u zachodniego dobroczynnego biznesmena będzie sukcesem, a funkcja czyścibuta będzie wymarzonym zajęciem.

 

Powie Pan, że to parodia. Niekoniecznie. Przecież już teraz jesteśmy poddani bezkrwawej okupacji zagranicznych hipermarketów oraz jesteśmy pokornymi klientami już niepolskich banków, które przecież nie mają i mieć nie mogą interesu popierania polskiej przedsiębiorczości i gospodarki. Nasze wkłady (jeżeli w ogóle je mamy) są niemal zerowo oprocentowywane, ale kredyt, ho, ho, spróbuj go otrzymać, a poczujesz! Niedawno jeden z moich znajomych martwił się, że Polacy są tak mało wprawieni w nowoczesną technologię, iż większość nie potrafi nawet posłużyć się bankomatem. Odpowiedź jest prosta. Przecież ci ludzie  dlatego nie potrafią tej prostej czynności wykonać, bo jej po prostu nie potrzebują, gdyż żadnego konta w banku nie mają.

 

Cóż zatem czynić i jakie jest wyjście ?  Bardzo proste, choć jednocześnie trochę trudne (jakby powiedział nasz ponoć najznakomitszy polityk: jestem za, a nawet przeciw). Trzeba w najbliższych wyborach parlamentarnych wybrać partię reprezentującą interesy narodowe, całego społeczeństwa oraz w ramach tej partii tych ludzi, do których można mieć zaufanie, tych którzy  do tej pory się w swych poglądach i działaniach sprawdzili. Trudność polega na tym, że wiele znanych nam wspaniałych osób niechętnie angażuje się w członkostwo partii, a większość tych obecnych na arenie politycznej partii niestety interesu narodowego nie reprezentuje.  I o tym trzeba bezwzględnie pamiętać, bo łatwo wpaść w pułapkę, z której już nie będzie wyjścia.

 

Nie podoba się Panu, że niektóre moje artykuły kończę cytując jakiś patriotyczny wiersz któregoś  z bardziej lub nawet mniej znanych poetów. Mam prawo to czynić i z dumą będę to czynił. Jeden woli np. muzykę symfoniczną, inny muzykę pop. Są różne gusta. Jeśli nie lubi Pan tego tonu high poetry (jest Pan Europejczykiem, więc trochę po angielsku; to obecnie w modzie), to zakończę ten list ponownie, specjalnie dla Pana, aforyzmem cytowanego już Tadeusza Gicgiera:  

   

                                     Imieniem partii się osłania

                                     niejeden u nas okaz drania.

 

W nadziei, że pozostaniemy przyjaciółmi, pozdrawiam Pana  i życzę dobrego samopoczucia na obczyźnie.

 

 

Tadeusz Gerstenkorn

 

 

Artykuł powstał w trakcie pisania odpowiedzi na kilka otrzymanych listów z zagranicy, nie tylko z Europy, i stanowi ich kompilację. Trzeba zrozumieć prezentowane przez niektórych Polaków na obczyźnie poglądy,  nie można ich pozostawić bez odpowiedzi i bez przedstawienia bliższego nam ideowo spojrzenia na polską rzeczywistość, tym bardziej, że według mego rozeznania i przekonania znacząca większość Polonii myśli podobnie jak my tutaj w naszym środowisku. Cytując, zachowałem oryginalną pisownię autorów listów.