Robert Fisk
Wojna narusza najbardziej niebezpieczną płytę tektoniczną na świecie
8 października 2001
Największa potęga militarna na świecie zaczęła właśnie bombardować najbiedniejszy na świecie, najbardziej spustoszony kraj muzułmański. I niezależnie od tego, ile bochenków chleba będzie zrzuconych z naszymi bombami, czy znajdą się Muzułmanie, którzy to poprą?
Czy jest możliwe, czy jest wyobrażalne – nawet używając naszych najbardziej wyrafinowanych technicznie pocisków – że nie będziemy w Afganistanie zabijać niewinnych tak samo jak i winnych? Możemy mówić, że chcemy ukarać Osama bin Ladena. Możemy w to wierzyć. Ale czy świat muzułmański w to uwierzy?
Dużo się w ostatnich czterech tygodniach mówi o koalicji, ale nie jest to koalicja zawierająca jakiekolwiek muzułmańskie państwo, chociaż zostały do niej wciągnięte Pakistan, Arabia Saudyjska i mały dyktatoriat gdzieś tam w Uzbekistanie.
Nie ma na nocnym niebie nad Afganistanem pilotów z Arabii Saudyjskiej czy Kuwejtu. To nie jest zachodnio - muzułmańska koalicja. Ona jest czysto zachodnia, i bombarduje muzułmański kraj, o standarcie życia bliskim średniowiecza.
Bombardowanie, jak przypuszczam, zaczęło się w czasie najlepszej oglądalności telewizyjnej. Ale czy my na serio uważamy, że pan bin Laden i jego kumple złapią się na to?
Prezydent Bush mówi o "trwałej", "wszechstronnej" i "bezwzględnej" operacji. Ale co będzie dalej?
Ci z nas, którzy pamiętaja początek wojny w Kosowie, czy, na ten przykład, początek bombardowania Iraku – pamiętają jak zapewniano nas, że przeciwnik poprosi nas o pokój za kilka dni. Ale tak się nie stało, i nie wygląda na to, aby Talibowie, monstrum wykreowane przez naszych dwóch przyjaciół z "Koalicji", Pakistan i Arabię Saudyjską, mieli złożyć broń.
Oczywiście, będziemy odpalac pociski i zrzucac bomby na co najmniej 12 obozów treningowych pana bin Ladena. To nie będzie trudne. W koncu to my – a raczej CIA – budowaliśmy je dla pana bin Ladena i jego szajki niecałe 20 lat temu.
Mając więcej czasu i poświęcając więcej wysiłku, może moglibyśmy zebrac do kupy większą koalicję, ale to, co teraz robimy, to jest skok w dokładnie samo centrum kultury dżihadu.
Problemem nie jest, ile bomb zrzucilismy ostatniej nocy, lub dzisiaj, ale gdzie w ciągu następnych 24 godzin zaczną pokazywac się pęknięcia. Bowiem Arabia Saudyjska, Pakistan i Afganistan leżą na najbardziej niebezpiecznej politycznej płycie tektonicznej świata.
W środę, jeśli nie wcześniej, możemy dostać odpowiedź, kiedy w Katarze rozpocznie się konferencja islamska. Będzie to interesujące – może nawet przerażające – posłuchać, co powiedzą przywódcy muzułmańscy, kiedy się spotkają.
To prawda, pan Bush zrobił co mógł, aby znaleźć łapówkę, wtykając humanitarną pomoc do worka z bombami i polowaniami na ludzi.
Jak zwykle powiedziano nam, że Afgańczycy nie są naszymi wrogami. Tak nam mówiono, kiedy bombardowaliśmy Irak w 1991 roku. I to samo mówiono nam, kiedy bombardowalismy Libię w 1985 roku. I dokładnie to samo mówili Amerykanie, kiedy ostrzeliwali Liban w 1982 roku. I, jest faktem, że to samo mówiliśmy Egipcjanom zanim zbombardowaliśmy ich w Kanale Sueskim w 1956 roku. Ale, czy Muzułmanie w to uwierzą?
I tylko mały dopisek do tego ponurego momentu historii 21-go wieku: czy przygotowujemy jakiś prawny proces, jakiś trybunał, jakieś prawo, aby upewnic się, że źli ludzie są karani prawem? To jest odpowiedź, której raczej nie dostaniemy od naszych przywódców w ciągu następnych kilku dni.