Robert Fisk z Peshawaru
Talibowie nie boją się bombardowania.
27 października 2001
Doktor zastanawia się, zanim cos powie, długie chwile refleksji i troski. Nie jest on jeszcze jedną zwykłą historią z Kabulu, a jest znany z tego, że mówi to, co myśli. Prosi mnie trzy razy, abym nie publikował jego nazwiska.
Kiedy zatem pytam, jak go nazywać, mówi, że nienawidzi fałszu. A więc, będzie Doktorem, pediatrą, jak się okazuje, który opowiada swoją historię z małą, okrągłą czapeczką na głowie i szerokim, smutnym uśmiechem. Nie lubi Talibów. Ale nie lubi też Amerykanów. Mówi z wielką precyzją. Kiedy pytam go, co Amerykanie zniszczyli na kabulskim lotnisku, odpowiada natychmiast. "Trzy wojskowe samoloty i rosyjski pasażerski Tupolew TU-152 z linii lotniczych Ariana." Wierzę mu.
W mieście bez gazet, Kabul rozmawia szeptem odbiorników radiowych. "Skaczemy ze stacji do stacji, bo zaczynają nadawać w różnych godzinach – Głos Ameryki po pasztuńsku, następnie przełączamy się na pasztuńską audycję BBC o 20:00" mówi Doktor. "Najlepszy program ma BBC Dari (po persku) – to jest "Magazyn Centralna Azja", który wie, co się dzieje w Afganistanie – a najgorsze jest Radio Iran, co jest bardzo źle. Przed atakami Amerykanów, koncentrowało się ono na propagandzie anty-talibańskiej. Ale po ataku, nie powiedziało nic o Talibach – było tylko przeciw amerykańskim atakom i z dużą dozą antypakistańskiej propagandy."
I wbrew wszelkim zakazom Talibów, niektóre rodziny w Kabulu ciągle oglądają telewizję. "Oglądają ją pod ziemią, w piwnicach, kable podłączone do małych talerzy. I kiedy zobaczyli Powella i Musharrafa razem, ściskających sobie dłonie i zgrywających się na przyjaciół, no cóż, większość ludzi, kiedy to widziała – kiedy zdali sobie sprawę z tego, że ma to byc amerykańsko-pakistańska współpraca – odczuli, że to jest następna agresja przeciwko nim." Amerykański sekretarz stanu Colin Powell i pakistański samozwańczy prezydent Pervez Musharraf spotkali się w Islamabadzie 16 października.
Nie jest trudno zrozumieć te podejrzenia w tamtych kabulskich piwnicach, gdzie cicho mruczą radia i telewizory. Irańczycy nienawidzą Talibów, ale Amerykanów nienawidzą jeszcze bardziej. Pakistańczycy pomogli stworzyć Talibów. Teraz Amerykanie są przyjaciółmi Pakistańczyków. Doktor przerywa na chwilkę, kiedy ja próbuję rozwikłać te podziemne równania.
"Musisz coś zrozumieć", mówi nagle. "Większość ludzi, neutralnych ludzi, nie mających koneksji z politycznymi grupami, oni nienawidzą polityki amerykańskiej – i gdyby Talibowie zmienili tylko 20 procent swej polityki w stosunku do ludzi, stanęliby oni ramię w ramię z nimi. Czekamy na koniec talibanskiej polityki wobec kobiet i edukacji. Widzisz, ludzie nigdy nie zapomną, co Pakistan zrobił aby podbić Afgańczyków – oni widzą Pakistan jako odwiecznego wroga.
Doktor zastanawia się, czy pojmuję, co on próbuje mi powiedzieć. Że Afgańczycy mogą ufać tylko sobie, pytam?
Potakuje głową energicznie. "Wsród ludzi wykształconych, 11 września stworzył nową sytuację. Wiedzieliśmy, że Amerykanie pomogli stworzyć Talibów i Osamę," – nikomu w Afganistanie nie chce się dodawać "bin Laden" – "i nazywamy ich "dziećmi" Ameryki i Pakistanu. Kiedy nadeszła pierwsza noc ataków, nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. To stało się nagle, ale bomby spadały na cele. Nie było ofiar wśród cywilów. Później, Amerykanie zaczęli uderzać w cywilów. Niektórzy zostali poważnie ranni, i zostali zabrani do szpitala Jumhuriyet w centrum miasta. Ale nas, chcących odwiedzić szpital, zablokowali Talibowie. Nie mamy kontaktu.
Doktor skarży się gorzko, że afgańskie szpitale nie mają ani leków, ani sprzętu – "lepiej się leczyć w domu", mówi w pewnej chwili – ale bardziej oburzony jest ciągłym bombardowaniem Kabulu. "Drugiej nocy, bomba spadła na dom sąsiada. Ludzie zostali zasypani kiedy zawaliły się ściany, ale nie zginęli. Wyszli spod ruin śmiejąc się. Kiedy atakowano wojskowe cele, Talibowie nie pozwalali nam tam iść, tak samo jak ze szpitalami. Następnie Talibowie ogłosili, że nie wolno nam się oddalać od naszych domów. Musieliśmy pozostawać w ich pobliżu. Później powiedzieli, abyśmy siedzieli w domach." Kiedy zniszczono górskie domostwa ponad Kabulem, Doktor zapytał, czy może pomóc rannym. Talibowie zablokowali drogi znowu.
Na początku, 90 procent bomb spadało na cele, ale później Amerykanie zaczęli zrzucać bomby 1000 funtowe, co niszczyło cały teren dookoła. Kiedy uderzyli w wieżę transmisyjną, nasze domy zatrzęsły się, ziemia poruszyła się, i oddychaliśmy gęstym dymem. Później znikło z eteru Radio Shariat (talibańskie radio), ale następnego dnia widziałem, jak montują nową antenę. Talibowie zawsze tak robili. Ile razy coś zostało zniszczone, natychmiast to naprawiali. Sprawdzali wszędzie dookoła, i zbierali rozwalony sprzęt. Zachowywali się przy tym bardzo spokojnie." Tu Doktor przerywa znowu. "Próbuję ci opisać reakcję Talibów na amerykańskie bombardowania. Rozumiesz? Oni nie byli zainteresowani atakami. To było bardzo intrygujące – i dziwne – dla mnie, jak na to patrzyłem.
"Talibowie powiedzieli wielu ludziom, że zwyciężą. Każdą noc, Amerykanie bombardowali Kabul. Ale każdej nocy, bombardowanie zbliżało się coraz bardziej do centrum – robiło się coraz ciaśniej i ciaśniej." Doktor mówi, że czterech afgańskich specjalistów od rozminowywania, zabitych podczas amerykańskich ataków, zginęło, ponieważ ich biura były wynajete od Radia Afganistan – zostali zabici, mówi, kiedy rozbito nadajniki.
"W nocy, słyszymy bardzo ciężkie odgłosy, śmigła, coś jak nisko lecące samoloty, i powiedziano nam, że to samoloty "badawcze". Co to są "samoloty badawcze"? Powiedziałem Doktorowi, że chyba chodzi o zwiadowcze bezpilotowe samoloty do fotografowania celów bombowych, "trutnie" w żargonie wojskowym, jedyny rodzaj samolotu, który Talibowie są w stanie zestrzelić – jak dotąd, przynajmniej.
Opowieść Doktora jest chronologiczna. W pierwszy piątek, Amerykanie podjęli swoje ataki po muzułmańskich modłach, trafiając w magazyny paliw. "To było jak trzęsienie ziemi – ziemia się znów poruszyła". Potem Amerykanie ruszyli na bazę transportową, stare ciężarówki i autobusy pozostawione po Sowietach w 1990 roku, później na puste koszary tak zwanego Batalionu Babajan. Babajan dawno temu opuścił Kabul. Walczy teraz w również "tak zwanym" Sojuszu Północnym.
Następny cel znajdował się milę na północ od Kabulu, w małej dolinie, gdzie Batalion 015 pilnował magazynów żywności Talibów. Amerykanie zbombardowali i zniszczyli cały zapas żywności. Uzyli sześciu ciężkich bomb które wybuchały krótko jedna po drugiej i najbliższe domy – ich okna, drzwi i dachy wszystkie zostały zdmuchnięte." Doktor potrząsa kilkakrotnie głową. Nie ma zamiaru wracac do Kabulu przed końcem wojny.
"Niektórzy ludzie w Kabulu, niektórzy moi znajomi, myślą, że Amerykanie dokonają inwazji. Inni ludzie wierzą – mają nadzieję – że jeśli (były król) Zahir Shah przybędzie, zrobi on coś, i to będzie koniec wojny. Bardziej wykształceni sądzą, że Amerykanie pozostana na długo w Afganistanie. Jeśli chodzi o mnie, uważam, że Pakistańczycy i Amerykanie i Talibowie i Osama, to wszystko jedno i to samo."
Jeśli Osama działał jako terrorysta, to i Amerykanie działaja teraz jako terroryści. Co z tego, że Zahir Shah przybędzie, czy myslisz, że Amerykańscy doradcy nie będą stali za jego plecami? Ja osobiście myślę, że Amerykanie są bardzo głupi. Obserwuj tylko, a zobaczysz."
Tłum. Z. Łabędzki