Wojciech C. Borkowski
Krótka historia unii Polski z Europą
Przedruk z witryny "Polish News" Issue 70 (8), February 2002:
http://www.polishnews.com/fulltext/politics/2002/politics70_8.shtml
Polska już była w unii z Europą. Polska ma bardzo długi staż w tej unii, o czym nigdy nie należy zapominać. Zaproszono nas do unii w roku 1772, w czasach, które przez ksenofobów zostały nazwane pierwszym rozbiorem Polski. Dopiero teraz dowiedzieliśmy się, że był to historyczny krok integrujący peryferyjną Polskę z nowoczesną Europą. Wchodziliśmy tam w trzech etapach, aż do całkowitego przyjęcia nas do wspólnot.
W integracji z Austrią, Prusami i Rosją przeżyliśmy wspólnie aż do roku 1918. Był to najdłuższy unijny związek Polski z jej najbliższymi europejskimi sąsiadami w okresie jej historii nowożytnej. Współpracowaliśmy z dyplomacją tych krajów przy tworzeniu warunków zjednoczeniowych mając różne koncepcje współpracy ekonomicznej i politycznej.
Ogromne zasługi na polu integracji z tymi europejskimi krajami miała polska arystokracja, która była odpowiednikiem dzisiejszej socjaldemokracji. Tylko ona rozumiała potrzebę ścisłej współpracy z innymi, europejskimi rodzinami arystokratycznymi.
W zamian za obiecane przywileje i awanse w zaprzyjaźnionych stolicach europejskich głosiła pochwale wsól pracy i tworzyła stosowne konfederacje. Ówczesna klasa średnia, czyli szlachta zaściankowa miała od czasu do czasu inne, odmienne, pomysły współpracy, ale zdecydowana postawa elit europejskich brała zawsze gorę nad holotnym elementem klasy średniej. Nieprzystosowanych wysyłano na bliższe lub dalsze wycieczki krajoznawcze pod kierunkiem lokalnych przewodników rodzącej się turystyki integracyjnej.
W okresie rządów Napoleona Bonaparte, wybitnego reformatora i pomysłodawcy rodzinnego zjednoczenia Europy, który miał odmienną, oryginalną koncepcję jej zjednoczenia, wielu polskich zwolenników jego pomysłów mogło poznać większość krajów europejskich. W czasie tych podróży, mogli nie tylko je zwiedzać, ale również znaleźć własną kwaterę na wieczny odpoczynek. Jednak po zwycięstwie starej koncepcji integracyjnej, przywrócono w Europie ład i porządek na następne sto lat.
Od czasu do czasu urozmaicano nudę egzystencjonalną lokalnymi festynami powstań ludowych, peryferyjnymi turniejami rycerskimi i uroczystymi rozejmami. W tamtych latach w okresie braków na rynku medialnym takich znakomitych instrumentów, jakim jest obecnie telewizja, trzeba było urozmaicać szarość codziennego życia widowiskami - ''światło, dźwięk i łzy''.
Wybitnym nowatorem w powszechnie dziś znanym ''reality show'' okazał się skromny chłop z samoobrony galicyjskiej, niejaki Jakub Szela, tworząc widowiska plenerowe na terenie austriackiej części unii europejskiej. Jego pomysły inscenizacyjne spotkały się tylko z częściowym zrozumieniem lokalnej administracji europejskiej. Chociaż niektórzy z obserwatorów sugerowali lokalną inspirację unijną. Administracja wschodniej części Unii w rozumieniu trudnych problemów adaptacji ludności polskiej.
Nie pomagały nawet masowe kuligi na malowniczą Syberię, organizowane w celu unaocznienia jej uczestnikom szerokich horyzontów Unii i jej rozległych perspektyw. Dopiero rok 1918 narzucił Polsce jej zaściankowy wymiar. Ten akt oderwania się Polski od Unii europejskiej został pochopnie uznany przez ksenofobów za święto narodowe.
Dziś rozumiemy, że był to krok pospieszny i pozbawiony rozsądku. Na szczęście dla Europy, okres ten nie trwał zbyt długo i owoce rozmowy dwóch Europejczyków, panów Ribbentropa z panem Mołotowem zakończono pomyślnym finałem unijnym we wrześniu 1939 roku.
Kolejna unia Polski z oświeconą Europa była krótka i bardzo burzliwa. Według najnowszych badań zawartych w arcydziełach literatury scince fiction, oświeceni i szlachetni Europejczycy zawiązując z nami kolejną, wojenną unię, pragnęli okiełzać żywioł chłopski w kraju nadwiślańskim.
Po krótkim okresie cywilizowania Polski oraz po zakończeniu wewnętrznej wojny w dawnej unii, wcielono Polskę do eksperymentalnej unii wschodniej.
W tej sprawie uzyskano powszechny unijny consensus. Przeżyliśmy w niej symboliczne 44 lata eksperymentów. Unia ta nie zyskała jednak stałego poparcia unii zachodniej, która w audycjach radiowych pod zalotnym tytułem ''Wolna Europa'' ukazała nam całą perfidność unii wschodniej, w której nas uprzednio, zgodnie, zostawiła.
Wybitną intuicją oraz absolutnym unijnym słuchem wykazał się w tamtym okresie elektryk stoczniowy i związkowiec, pan Lech Wałęsa. Po zorganizowaniu szeregu widowisk, tak zwanych ''populistycznych legowisk styropianowych'', doprowadził do całkowitej i skutecznej impotencji całą unię wschodnią. Ten sympatyczny kreator mody styropianowej otrzymał nawet nagrodę wynalazcy dynamitu, pana Nobla.
Styropianowy dynamit okazał się materiałem kapryśnym i wystarczył mu tylko na jedną kadencję, ponieważ ''efekt styropianowy'' przestał działać kiedy liczba jego dawnych, a teraz bezrobotnych kolegów, zaczęła rosnąć w tempie naprawdę dynamicznym. Wraz z rosnącą liczbą bezrobotnych naciski dawnych unistów wschodnich, na szybka drogę do nowej unii zachodniej, przybrały rozmiary epidemii.
Niektórzy dawni uniści wschodni podróżują obecnie do Włoch z całymi rodzinami, aby uzyskać błogosławieństwo i dać wyraz stałemu przywiązaniu do tradycji unijnej. Ta zbytnia i niepohamowana nerwowość okazuje się zupełnie zbyteczna, ponieważ my, zawsze byliśmy, jesteśmy i będziemy w Unii Europejskiej, o czym świadczy ta krótka historia naszej unii z Europą.