Patrick J. Buchanan (USA)

 

Przegrywamy na domowym froncie

 

 

 

Nie minął nawet rok od ataków na WTC i Pentagon, które zabiły 3000 Amerykanów. Mimo to, narodowa jedność wokół wojny z terrorem zaczyna się rwać. I jest to wina prezydenta i jego Rady Wojennej.

 

Pierwsza faza wojny - stworzenie antytalibańskiego sojuszu, wysłanie amerykańskich sił i zdecydowane uderzenie - została wykonana świetnie. Ale zaczynając od prezydenckiego przemówienia o "osi zła" ostatniej zimy, straciliśmy ostrość widzenia.

 

Generałowie z Pentagonu zwierzają się dla Washington Post, że inwazja Iraku nie jest wcale potrzebna, aby powstrzymać Saddama. Nasi europejscy i arabscy alianci po kolei odpadają. Niezadowolenie w kraju rośnie. Na populistycznej prawicy rośną podejrzenia o skryte intencje.

 

Mówią nam, że "wojna z terroryzmem" może trwać całe nasze życia, i musimy być przygotowani do poświęcenia wolności dla bezpieczeństwa. W ostatnich tygodniach czytaliśmy o planach użycia armii do aresztowań w przypadku katastrofy, szkolenia listonoszy i innych, którzy mają wstęp do naszych domów, jako szpiegów informujących o podejrzanych zachowaniach, i o stworzeniu nowej wewnętrznej agencji szpiegowskiej.

 

Wojna jest zdrowiem dla państwa ("War is the Health of the state" - Randolph Bourne w eseju "Wojna i intelektualiści" - Z.Ł.). Nasza Wojna Domowa, dwie wojny światowe i Zimna Wojna - wszystkie one przyniosły olbrzymi rozrost władzy państwowej. Kiedy rząd ustępował  nieco po każdej wojnie, nigdy nie wracał do przedwojennego rozmiaru, a teraz zjada 20 procent naszego produktu krajowego brutto i wtrąca się we wszystkie dziedziny naszego życia.

 

Niektórzy z nas byli przekonani, że owe 350 miliardów dolarów które oddajemy do Pentagonu każdego roku, były przeznaczone dla obrony narodowej. Wygląda na to, że nie. Bowiem właśnie tworzymy nowy, 170,000 - osobowy Departament do Spraw Bezpieczeństwa Wewnętrznego. I jeśli zadaniem Toma Ridge'a jest obrona naszej ojczyzny, po co jest Rumsfeld? Do obrony Imperium?

 

I jeśli ta wojna z terroryzmem będzie trwała dziesiątki lat, wiele swobód, z których cieszymy się dzisiaj, jutro zniknie. Co zmusza nas do zapytania: W jakim celu walczymy? Jeśli, jak to twierdzi prezydent, walczymy aby zachować wolność, co jest większym zagrożeniem dla tej wolności - islamscy fanatycy, czy Wielki Brat?

 

Prawda, badania wykazały wielkie pokłady nienawiści do Ameryki od Maroka po Indonezję, i szerokie poparcie dla Osamy bin Ladena. Ale te 22 arabskie państwa razem wzięte mają wspólny Narodowy Produkt Brutto wielkości mniej więcej Hiszpanii. Nie licząc ropy naftowej, ich totalny eksport można porównać do Finlandii. Żadne z nich nie produkuje nowoczesnej broni, którą my wytwarzamy w nadmiarze. Jedyną więc ich drogą, aby nas zabijać, są ataki terrorystyczne. Ale nawet "brudna bomba" z amerykańskim "city" nie jest zdolna zwyciężyć albo zniszczyć Stanów Zjednoczonych. Popatrzmy tylko, jak wyszła z tego Japonia.

 

Jeśli więc fanatycy islamscy nie są w stanie nas zwyciężyć, dlaczego nas atakują? Bin Laden odpowiedział na to. Wojownicy Al.-Qaidy i ich sojusznicy chcą, abyśmy wynieśli się z ich regionu, jak wynieśli się Brytyjczycy. I dziesiątki milionów Muzułmanów podzielają opinię o Ameryce jako o dekadenckim imperium, depczącym świętą ziemię saudyjską, popierającym marionetkowe reżimy i rabującym bogactwa dane Islamowi przez samego Allacha.

 

Jeśli chodzi o taktyki używane przez islamskich terrorystów - wysadzenie wież Khobar i uszkodzenie okrętu USS Cole - to są te same taktyki używane przez IRA w Irlandii i Irgun w Izraelu, aby wypędzić Brytyjczyków, przez Viet Minh i FLN aby wypędzić Francuzów, przez ANC Mandali, aby zlikwidować apartheid w Afryce Południowej, i przez Hezbollah aby wypędzić Izraelitów z Libanu. Trudno znaleźć w XX wieku "wojnę o wyzwolenie narodowe", która nie używała taktyki terroru.

 

I kiedy terroryzm - zabijanie niewinnych ludzi dla politycznych celów - jest moralnie odrażający, wypowiedzenie wojny terrorowi jest jak wypowiedzenie wojny broni masowego rażenia. Jest to zaangażowanie, którego końca nie widać.

 

Wielu namawiało Kongres na debatę i zdeklarowanie wojny nie tylko, aby być w zgodzie z Konstytucją, ale również, aby zakończyć moralną konfuzję. Aby ustrzec się niekończącej się wojny dla nieosiągalnych celów, musimy wiedzieć, kto jest naszym wrogiem, musimy wiedzieć, dlaczego walczymy, jak długo wojna ma trwać, jakich strat się spodziewać oraz jakie są nasze cele do osiągnięcia.

 

I szczerze mówiąc, jeśli wojownicy-samobójcy Islamu są w stanie umierać w wielkiej liczbie, aby wyprzeć nas z islamskiego świata, pewnego dnia zostaniemy stamtąd wyparci, jak zostali wyparci Brytyjczycy i Francuzi. I im wcześniej siły imperialne - włączając w to Amerykę - wrócą do domu, tym wcześniej zakończą się antykolonialne wojny i połączony z nimi terror.

 

Świat islamski jest uwikłany w wielką wojnę obywatelsko-religijną o jego przyszłość. Pozwólmy im walczyć ze sobą, jak i my to robiliśmy. Nie ma tam nic takiego, aby ryzykować bombę atomową na ziemi amerykańskiej. Wygraliśmy w Afganistanie, zadeklarujmy więc zwycięstwo, i zabierzmy naszych żołnierzy do domu.

 

 

 

Patrick J. Buchanan

 

31 lipca, 2002

 

Artykuł ukazał się w:

 

WorldNetDaily

http://www.wnd.com/news/article.asp?ARTICLE_ID=28462

 

Tłumaczenie: Zbigniew Łabędzki