Prof. Rafał Broda

  

Z Wierzynka do dziupli

  

  

                                Wszechobecne kłamstwo nadające ton polskiemu życiu publicznemu po 1989 roku jest bodaj najbardziej dokuczliwą spuścizną okresu PRL. Zjawisko to budzi uzasadniony lęk przed przyszłością, bo lekceważenie dbałości o prawdę zwiastuje narodową katastrofę – na samym końcu, gdy kłamstwo stanie się całkowicie powszechne, utracimy wszelką możliwość wzajemnego komunikowania się i staniemy się zbiorowiskiem obcych sobie istot. Posługiwanie się kłamstwem pozwala w różnych dziedzinach osiągać doraźne, choć zwykle krótkotrwałe korzyści – na tym polega jego diabelska moc. W życiu prywatnym jego skutki wszakże bywają ograniczone; postępując rozważnie możemy się bronić, a nawet neutralizować w zarodku jego źródło. Inaczej jest z kłamstwem w życiu publicznym, a zwłaszcza w polityce – jego konsekwencje mogą być straszliwe, a jeśli nie jest w porę ujawnione, staje się zarodkiem prawdziwie zabójczej gangreny. Tutaj pokusa posługiwania się kłamstwem jest szczególna – wszak dzięki kłamstwu można zaistnieć w polityce, można się poważnie wzbogacić, można wygrać wybory, można nawet zostać prezydentem państwa.

  

            Zwykle jednak nadchodzi taki moment, że moc kłamstwa się wyczerpuje – moment ten  pojawia się tym wcześniej, im więcej ludzi potrafi przetrwać w poszanowaniu dla prawdy - przetrwać tak niezłomnie, by okrzykowi dziecka  z baśni Andersena pomóc obalić w jednej chwili mit o nowych szatach króla. W późnej fazie PRL był długi okres, kiedy moc kłamstwa już się wyczerpała, ale ustrój wciąż jeszcze trwał. Kłamstwo próbowano wtedy wykorzystywać jako formę terroru psychicznego,  najczęściej jednak przekształcało się ono w farsę. Kiedy Edward Gierek przypinał krzyż Virtuti Militari żywemu jeszcze trupowi reprezentującemu majestat imperium, miało powiać grozą - zapewne mieliśmy sobie wtedy uświadomić, że nie ma już ograniczeń, nie ma żadnych norm, ani hamulców. Obróciło się to jednak w farsę, bo prowokowało do pytań - czy pod wpływem ciężaru owego kawałka metalu ów trup osunie się od razu na podłogę, czy też trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać na hasło: sztandar wyprowadzić ?

   

            Wydaje się, że po 14 latach przemian w Polsce znowu nadchodzi moment wyczerpywania się mocy kłamstwa – wyraźnym symptomem są pojawiające się coraz częściej elementy farsy. Takie skojarzenie nasunęło mi się oglądając program telewizji TVN24 w wigilię narodowego święta 11 listopada. W scenerii wnętrza restauracji Wierzynek, wzbogaconej widocznymi przez okno fragmentami krakowskiego rynku, red. Grzegorz Miecugow prowadzi rozmowę ze skądinąd dobrze znanym posłem (obecnie PO) Janem Marią Rokitą. Rozmowa nawiązuje do nadchodzącego święta, a poseł Rokita z werwą, okraszając swoją wypowiedź odpowiednią dawką patosu, przekonuje słuchaczy, że warto pielęgnować patriotyzm, że miłość Ojczyzny to wielce pożądana wartość, że powinniśmy ją czasem manifestować, a kończąc przyjmuje pozę prawie premiera, lub prezydenta i przekazuje telewidzom ojcowskie życzenia miłego i radosnego święta niepodległości.

 

  Jan Maria Rokita

  

"REALITY SHOPKA SZOŁ"

  

                     Kraków, 10 lutego 2002

 

            Boże drogi ! Czy jest możliwe, by Rokita nie zdawał sobie sprawy z absurdalności tej sytuacji? Czy może sądzić, że ludzie stracili pamięć, że zapomnieli co przez 14 lat Rokita robił? Czy może przypuszczać, że kolejny raz kłamstwo się powiedzie? Niektóre elementy zawarte w całej scenie wskazały, że chodzi rzeczywiście o farsę – do wynurzeń „ pierwszy patriota Rzplitej” wybrał PRL-owskiego propagandystę G.Miecugowa na interlokutora, wybrał też telewizję TVN znaną z  najbardziej wyrafinowanego antypolskiego i antykatolickiego przesłania,  które tak dobrze realizują właśnie politycy Platformy Obywatelskiej.

 

            Sytuacja Polski jest zbyt poważna, by dzisiaj takie kłamstwo uznać wyłącznie za farsę i poprzestać na wzruszeniu ramionami. Można akceptować nawet najbardziej bulwersujące i dziwaczne poglądy, ale kłamstwa tolerować nam nie wolno. O ileż więcej godności ma np. Andrzej Olechowski, który mógłby być wzorem dla J.M.Rokity, który także dla niego wyciosał Platformę, jak Noe arkę, by ratować różne polityczne zwierzęta przed potopem. On mówi wprost:  Tak! Byłem agentem. Tak! Polska mnie nie obchodzi, jestem obywatelem świata, jestem człowiekiem do wynajęcia. Mogę być ministrem spraw zagranicznych i równolegle pracować w dziesięciu radach nadzorczych – tak robi się pieniądze – no może to nie jest całkiem przyzwoite i legalne, ale za to nie domagam się pieniędzy na finansowanie partii.

 

            To jest uczciwe postępowanie wobec wyborców – wiemy co kupujemy wrzucając wyborczą kartkę do urny. Ale udawanie patriotyzmu? Po tylu latach działania na szkodę Polski, po latach wyśmiewania i tłamszenia wszelkich oznak patriotyzmu ? Czy Rokita nie zna miary ?

 

            Pielęgnowanie prawdy w polityce wymaga zachowania pamięci o czynach. Autorzy kłamstw liczą natomiast na powszechny zanik pamięci o tych faktach, których przypomnienie niweczy moc kłamstwa. Na szczęście zanik pamięci nie jest powszechny, a demaskowanie kłamstwa jest obowiązkiem tych, którzy pamiętają. Pamiętam drogę polityczną J.M.Rokity, która nie ma niczego wspólnego z patriotyzmem. Myślę, że warto przypomnieć te podstawowe fakty, które były dostępne dla zewnętrznego obserwatora.

 

            J.M.Rokita pojawił się na scenie publicznej w 1988 roku podczas konferencji w Mistrzejowicach (Kraków) gromadzącej znaczną część aktywnej opozycji. Zaanonsowany wstępnym peanem Jerzego Turowicza wypowiedział parę trywialnych słów, przyjętych trywialnie ciepło przez uczestników konferencji, zgodnie z naiwnym entuzjazmem tamtych czasów.  Wkrótce umieszczono go w kadrze z Wałęsą, a wyborcy (niestety także ja) namaścili go funkcją poselską. Posadzono go w pierwszych ławach Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, aby łatwo mógł wyskakiwać na trybunę i kontrolować sytuację zgodnie z wytycznymi przewodniczącego Klubu B.Geremka. Pamiętam charakterystyczny epizod z tych czasów – poseł OKP (Furtok?) w swoim wystąpieniu nazwał komunistycznego ministra rolnictwa kłamcą i z całą pewnością miał wtedy rację – śmiesznie młody i kompletnie niedoświadczony poseł Rokita natychmiast zaprotestował, bez żenady pouczając cały Sejm o parlamentaryzmie i kulturze politycznej. A po tym przygotowaniu wystąpił B.Geremek, również bez żenady przepraszając za wystąpienie nieodpowiedzialnego posła. Dalsza część tego spektaklu odbyła się w kuluarach sejmu, gdzie przeprowadzono w prawdziwie ZMP-owskim stylu sąd nad niesfornym posłem. Rokita z hunwejbinowskim zacięciem strofował znacznie starszego od siebie posła, Józefa Hennelowa dodała swoje mentorskie uwagi, aż J.Kuroń pogłaskał oskarżonego wybaczającym słowem. Wspominam ten epizod, bo był to charakterystyczny przykład stylu, w jakim Rokita uczestniczył w opanowywaniu polityki polskiej przez grupę, która później w decydujący sposób sterowała antypolskim kierunkiem przemian. Wkrótce jednak pojawiła się trudność, odwołano z funkcji przewodniczącego B.Geremka, a w odpowiedzi „ceniąca demokrację” grupa utworzyła frakcję ROAD, przekształconą później w Unię Demokratyczną. Trudno wprost wyliczyć wszystkie zasługi polityków i całego środowiska związanego z UD w działaniach skierowanych przeciw Polsce i towarzyszącej temu propagandzie ośmieszającej patriotyzm i praktycznie wszystko co wiąże się z polską tradycją i historią. Ważne, że J.M.Rokita stawał się coraz ważniejszym uczestnikiem wszystkich tych działań i trudno zakładać, że czynił to nieświadomie. Kontynuował to wszystko w ramach Unii Wolności, gdy tracąca grunt UD znalazła sprzymierzeńców z Kongresu Liberalnego, by jeszcze skuteczniej niszczyć Polskę, sprzedawać ją kawałek po kawałku, pauperyzować Polaków, uniemożliwiać uwłaszczenie, tolerować demoralizację, a nawet sprzyjać korupcji, zawsze przy tym brutalnie tłumiąc wszelkie objawy patriotyzmu. To były przecież setki jego publicznych wystąpień, w zawsze otwartych dla niego mediach, zawsze bez normalnego dostępu ludzi reprezentujących odmienne poglądy. Czy po tym wszystkim co dotychczas mówił, co zrobił i co zaniedbał – czy może dzisiaj bezkarnie udawać patriotę ? Czy można tak drastycznie tworzyć semantyczną zapaść niszcząc znaczenie słowa „patriotyzm”?

 

            Dzisiaj wiemy już dobrze, jak na losie Polski po 1989 roku zaciążył brak lustracji i dekomunizacji. Warto pamiętać rolę Rokity w blokowaniu lustracji, a zwłaszcza jego osobisty udział w zamachu parlamentarnym na rząd J.Olszewskiego. Warto przejrzeć taśmę z tej sejmowej nocy – był taki moment, że ważyły się losy zamachu, bo padła propozycja przeniesienia obrad na następny dzień. Wtedy z ogniem targowiczanina w oczach wystąpił J.M.Rokita – „nie wolno tego odkładać, musimy to zrobić dzisiaj”. I zrobili ! Zdawało się, że wszystkie karty położono wtedy na stół, zdawało się, że nastał moment najprawdziwszej  prawdy o polskiej scenie politycznej. Nigdy bym wtedy nie przypuszczał, że kiedyś Rokita odważy się jeszcze udawać patriotę. „Ich kochana Hania” utworzyła rząd i powołała właśnie „Janka” i „Tadzia” (ten odbiera dziś po J.K.Bieleckim w EBR nagrodę za antypolskie działania) do ważnych funkcji – „patriotyzm” zwerbalizował się w nagminnym zastępowaniu nazw „Polska”, „Polacy” pogardliwymi słowami „ten kraj”, „ten naród”. Ale i to upadło, a wkrótce Unia Wolności i jej rola została rozpoznana przez wyborców. Rokita robi desant i tworzy SKL, a naiwni ludzie podają mu koło ratunkowe w AWS, jakby nie wiedząc, czym to grozi. Rozpoznany jako aktywny współtwórca kolejnego rozczarowania wdrapuje się na platformę, ale z pozycji PO-trioty trudno udawać patriotę, tym bardziej, że rodzinny Kraków już wymierzył zasłużony policzek. Z niespodziewaną pomocą „przyszedł Rywin do Michnika”, a śledczy Rokita zdobywa punkty – dla Polski? Czy może dla siebie? Media pracują nad nowym jego wizerunkiem, głośno nadają mu nawet atrybut seksowności, ośrodki sondażowe pracują nad wzrostem poparcia dla PO, interpretatorzy widzą w tym zasługę wielkiej wschodzącej gwiazdy polskiej polityki, już kandydat na premiera – no i ten wywiad świadczący o wielkim, głębokim patriotyzmie. Kłamstwo i farsa – i niech tak to będzie odebrane.

 

            Rosnąca w umysłach socjologów popularność J.M.Rokity sprowokowała mnie do poszukania, czy może to zjawisko już pojawiło się w dostępnych encyklopediach. Oto co znalazłem:

 

Rokitaw folklorze słownym diabeł-szlachcic, podobnie jak Boruta, często także postać humorystyczna, piekielny nieudacznik wykpiwany i wykorzystywany przez ludzi, za swoje niepowodzenia nieustannie karcony przez diabelskich zwierzchników. Zamieszkiwał dziuplę wypróchniałej wierzby, potrafił robić z jej witek fujarki, których dźwięki posiadały magiczną moc. Chętnie straszył ludzi i płatał im różne złośliwe figle, przybierając niekiedy postać zwierzęcia. (Encyklopedia Polski, wyd.R.Kluszczyński str.577).

 

            Nie wiem, czy o niego chodzi, ale pasuje jak ulał. Dlatego jak egzorcysta zawołam: Rokito! Wracaj do dziupli !

 

            A może nie wolno mi wykluczyć autentyczności ujawnionej przemiany – może rzeczywiście stał się patriotą. No tak, ale wtedy zdałby sobie sprawę z dotychczasowych grzechów i odsunął się od polityki, zajmując się czymś pożytecznym dla Polski. Mógłby np. ukryć się pod przybranym pseudonimem Babinicz, by odsłonić mroczne tajemnice antypolskiego matecznika, w którym tkwi od wielu lat. Wtedy może nawet „ich kochana Hania” doznałaby przemiany, a wracając z Rzymu oddałaby hołd zasłużonemu patriocie, mówiąc: „Janku, blasku twego czoła oglądać nie godnam”.

  

 

 

Rafał Broda    

Kraków, 20 listopada, 2003